Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eveline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eveline. Pokaż wszystkie posty

5 sie 2014

Ulubieńcy lipca! :)

Lipiec dobiegł końca, a ja powracam z comiesięcznymi porcjami kosmetycznych ulubieńców! Mam nadzieję, że cudowna wakacyjna aura, dobry humor i duża ilość wolnego czasu pozwolą mi podtrzymać regularność jednej z najbardziej lubianych przez Was (i przeze mnie) serii na moim blogu. :)

Tym razem przygotowałam dla Was same kosmetyczne rewelacje, koniecznie musicie przyjrzeć im się bliżej! Nie przynudzam dłużej, powaga jest wręcz nie wskazana, gdy przez rolety wpada tak piękne słońce. Zatem... zapraszam do czytania. :)


Króluje pielęgnacja twarzy (moja problematyczna cera daje mi ostatnio popalić), ale w ścisłej siódemce pojawi się też jeden typowo letni kosmetyk do makijażu i mój cudownie owocowy, nieodłączny kąpielowy kompan. Może od niego zaczniemy! :)


ŻEL POD PRYSZNIC HAWAJSKI ANANAS BALEA

Jeśli lubicie zapach pinacolady, to daję sobie głowę uciąć, że tak jak i ja, zakochałybyście się w tym produkcie! Pachnie obłędnie (dosłownie chce się go zjeść), jest idealny by zmyć z siebie zmęczenie upałem, dobrze się pieni, nie przesusza mojej skóry, kosztuje grosze. Nie widzę wad, wybaczcie. ;)
Żałuję tylko, że była to edycja limitowana...


OLEJEK MYJĄCY DRZEWO HERBACIANE BIOCHEMIA URODY (klik)

Potrzebowałam zużyć większą część opakowania, żeby polubić się z tym produktem i przyzwyczaić się do jego konsystencji. Początkowo niesamowicie drażnił mnie zapach tego olejku, bo co tu dużo mówić, olejek zwyczajnie śmierdzi. Z czasem można się jednak do tego zapachu przyzwyczaić, całe szczęście nie utrzymuje się na skórze zbyt długo i właściwie jest wyczuwalny tylko w momencie samej aplikacji. Co z działaniem? Producent obiecuje właściwości antyseptyczne i antybakteryjne, a także łagodzące i przeciwzapalne. Nie zauważyłam poprawy stanu swojej skóry jeśli chodzi o częstotliwość pojawiania się niedoskonałości, być może dlatego przez długi czas nie rozumiałam zachwytu nad tym produktem. Trzeba jednak przyznać, że jest niesamowity jeśli chodzi o samo oczyszczanie: bardzo delikatny, łagodny, a jednocześnie naprawdę skuteczny. Nie przesusza skóry, nie podrażnia jej, nie zapycha. Świetnie sprawdza się zarówno jako wieczorny pogromca makijażu, jak i rano, kiedy chcemy tylko delikatnie oczyścić skórę z pozostałości kosmetyków pielęgnacyjnych. Jest idealny również jeśli chodzi o demakijaż oczu, w mgnieniu oka rozpuści każdy tusz i eyeliner i co ważne- nie daje efektu mgły, którego szczerze nie znoszę. Delikatnością i skutecznością uwiódł mnie do tego stopnia, że zdarzało mi się zdradzać z nim płyn micelarny. Polecam!
Przy okazji robienia zakupów na BU na pewno po raz kolejny wrzucę go do koszyka, tym razem skuszę się jednak na inną wersję (bez)/zapachową.

SERUM-OLEJEK REGULUJĄCY Z KWASEM SALICYLOWYM LEMON BIOCHEMIA URODY (klik

Zawiera w swoim składzie olejek z kocanki, olejek tamanu i jojoba, a także wspomniany wcześniej kwas salicylowy. Przepięknie nawilża skórę i naprawdę przyspiesza gojenie się wyprysków. Nie mówiąc już o tym, że genialnie zwęża pory i pozwala pozbyć się zaskórników. Widzę, że regularne, cowieczorne stosowanie tego serum wycisza cerę i naprawdę przynosi rezultaty. Ja jestem zachwycona, to zdecydowanie moje odkrycie ostatnich tygodni i bezwzględny KWC. :)

Tak jak obiecałam, produktom z Biochemii Urody zamierzam poświęcić osobny post, tam opowiem Wam o nich trochę więcej. :)


GLINKA GHASSOUL ORGANIQUE 

Glinka marokańska, to według mnie niezbędnik w kosmetyczce każdej posiadaczki cery problematycznej, z niedoskonałościami. Moje serce skradła totalnie. :) Kombinacja glinki, wody/hydrolatu i kilku kropel serum z kwasem salicylowym, o którym wspominałam Wam wyżej, doskonale oczyszcza skórę. Staram się fundować sobie taką kurację dwa razy w tygodniu, regularność trzyma moją cerę w ryzach. :) Skóra jest przyjemnie gładka, miękka, rozjaśniona i tak czysta, że dosłownie skrzypi! Efekt jest praktycznie natychmiastowy, pory są oczyszczone, cera ukojona, podrażnienia wydają się być złagodzone. Jedyne do czego można się przyczepić to koszmarne zmywanie tego produktu, gąbka Konjac (KLIK) wydaje się być w tej kwestii niezbędna. 

ZIOŁOWY PEELING ENZYMATYCZNY ORGANIQUE

Mam wrażenie, że trąbie Wam na jego temat przy każdej możliwej okazji. Ale według mnie to peeling idealny (no może pomijając jego zabójczą jak na studencką kieszeń cenę 80 zł...). Jest bardzo delikatny, a jednocześnie robi to co do niego należy. Ładnie odświeża i oczyszcza skórę , rozjaśnia ją, pozwala pozbyć się suchych skórek i widocznie przyspiesza gojenie się niedoskonałości oraz stanów zapalnych. Zawiera w swoim składzie nie tylko ekstrakty roślinne i enzymy, ale także kwasy, więc będzie idealny dla cer trądzikowych. Jestem pewna, że gdy opakowanie dotknie dna, a ja zużyję wszystkie topniejące zapasy, pomimo ceny wrócę do niego ponownie. Bardzo go Wam polecam! 


MATUJĄCY KREM BB 8W1 CERA TŁUSTA I MIESZANA EVELINE

Idealny zamiennik dla podkładu na lato. :) Dlaczego tylko na lato? Niestety za sprawą koloru (posiadam odcień jasny), który w okresie jesienno-zimowym jest dla mnie zdecydowanie za ciemny. Poza tym "drobnym" minusem, nie mam się do czego przyczepić. Krem wygląda na twarzy bardzo naturalnie, świetnie się rozprowadza, nie potrzebujemy do tego celu nawet gąbeczki, ani pędzla, nasze dłonie spokojnie dadzą sobie z nim radę. Trwałość ma lepszą niż niejeden drogeryjny podkład, a krycie można stopniować. Nie zapchał mnie, ani nie zrobił mojej cerze krzywdy, w promocji można dorwać go nawet za 10 zł, także zdecydowanie polecam Wam bliższą znajomość z tym produktem. Według mnie to najlepszy krem BB jaki możemy znaleźć w drogeriach. Kremy z Garniera, Under Twenty, Lirene czy Rival de Loop mogą się przy nim schować. ;)

KREM NAWILŻAJĄCO KOJĄCY SPF 30 PHARMACERIS

Świetny, apteczny krem na dzień, według mnie bardzo niedoceniany. :) Dobrze nawilża skórę, jak na krem z filtrem dość szybko się wchłania, a tym samym idealnie sprawdza się pod makijaż. Jest dość gęsty, ale jednocześnie lekki i delikatny, nie bieli skóry, nie waży się, nie roluje, nie zapycha. Zawiera w swoim składzie wyciąg z wierzby i z szałwi, o właściwościach antybakteryjnych, dzięki czemu przeznaczony jest głównie dla cer w trakcie i po kuracjach przeciwtrądzikowych. Muszę przyznać, że bardzo przyjemnie się go nosi, skóra przez cały dzień jest w dobrym stanie, nawet jeżeli większą część czasu spędzamy w klimatyzowanym samochodzie. Miałam go ze sobą w czasie pierwszego wakacyjnego wyjazdu i sprawdził się rewelacyjnie, wróciłam tak biała jak pojechałam. ;) Myślę, że na lato w mieście taka ochrona jest wystarczająca, ja jestem z niego bardzo zadowolona i na pewno jeszcze do niego wrócę. 


Wypatrzyłyście dla siebie coś ciekawego? A może znalazłyście wśród moich ulubieńców i swoje kosmetyczne perełki? :)

Życzę Wam udanego początku tygodnia, ja zamierzam odpoczywać i robić dokładnie to co, robiłam przez ostatni miesiąc. Cudownie mija czas... :)

24 maj 2014

Skuszona promocjami- Rimmel, Maybelline, Eveline.

Trzytygodniowe szaleństwo zakupowe w Rossmannie za nami! Kiedy wszyscy zdążyli już zapomnieć o wielkiej promocji -49%, a gorąca fala postów na ten temat powoli ucichła, na blogową scenę wkraczam ja i moje zakupy. ;)
Nie będę ukrywać, że promocja spadła mi trochę z nieba. I tak zamierzałam odświeżyć zawartość swojej toaletkowej szuflady i wprowadzić do niej trochę nowości. Skończyłam ostatnio dwa podkłady, korektory też powoli dobijają dna, poza tym wiosna jest zawsze dobrą okazją do szaleństw pomadkowo-paznokciowych. Kiedy nosić na ustach soczystą malinę, a na paznokciach rozbieloną miętę jeśli właśnie nie teraz? :)


Podobno kiedy kobieta widzi napis "zniżka 50%" jej racjonalne myślenie kurczy się dokładnie o tyle samo. ;) Przyznam Wam się szczerze, że sama jestem zaskoczona, ale tym razem moje zakupy były wyjątkowo przemyślane i zrobione z głową. Mało tego, ze wszystkich produktów jestem bardzo zadowolona i żadnego zakupu absolutnie nie żałuję. Jeśli jesteście ciekawe na co się skusiłam, to zapraszam do oglądania!

Wybaczcie, ale niestety nie pamiętam już cen produktów...


Najbardziej zależało mi na podkładzie Rimmel Wake Me Up, już dawno chciałam go przetestować. Używam go już jakiś czas i jestem bardzo zadowolona, o dziwo sprawdza się na mojej tłustej cerze lepiej niż niejeden matująco-kryjący podkład.  Jedyne zastrzeżenie jakie mam to kolor. Najjaśniejszy odcień (#100 Ivory) jest naprawdę dość ciemny i na pewno nie nada się dla osób z jasną karnacją. Lekka opalenizna jest jak najbardziej wskazana. ;)

Rimmel Stay Matte w odcieniu #091 Light Ivory, to trochę spontaniczny zakup, do którego skłoniły mnie bardzo pozytywne opinie na blogach i szalenie niska cena. W promocji zapłaciłam za niego trochę ponad 10 zł, więc żal było się nie skusić. Jeszcze go nie otwierałam.


Skusiłam się też na dwa korektory. Do koszyka wpadł Eveline Art Scenic w odcieniu #04 Light i Maybelline Affinitone #01 Nude Beige. Oba czekają jeszcze na swoją kolej. :)


Uwielbiam lakiery z serii 60 second's z Rimmella. Świetnie się aplikują i naprawdę nieźle trzymają. Skusiłam się na dwa piękne, pastelowe, bardzo wiosenne odcienie:

  • Pudrowy róż #203 Lose Your Lingerie 
  • Rozbieloną miętę #873 Breakfast in Bed
Oba pochodzą z nowej serii sygnowanej przez celebrytkę. Chciałam kupić jeszcze klasycznego nudziaka, ale trochę za późno się obudziłam, może innym razem. :) 

Na odżywkę Eveline paznokcie twarde i lśniące jak diament skusiłam się na kilka dni przed promocją, ale postanowiłam pokazać ją Wam przy okazji tego posta. Używam jej jako bazy pod lakier i nie zauważyłam póki co jej zbawiennego wpływu na moją płytkę paznokcia, ale zdecydowanie przedłuża trwałość lakieru, więc choćby dlatego uważam, że warto jej spróbować. 


Najbardziej cieszy mnie chyba zakup produktów do ust. :) Poszerzyłam swoją kolekcję o trzy produkty:

1) Szminkę Eveline z serii Aqua Platinum w odcieniu #480 - śliczny zgaszony odcień różu, bardzo zbliżony do mojego naturalnego koloru ust. Pomadka pięknie nawilża i jeszcze lepiej pachnie. Jest bardzo kremowa i całkiem nieźle się trzyma. 
2) Błyszczyk Eveline Colour Celebrities #591- kolor soczystej maliny, idealny na wiosnę i lato. :) Sam błyszczyk bosko pachnie, jest mocno kryjący i w ogóle się nie klei. Nie spotkałam się wcześniej z takim wykończeniem, jestem z niego bardzo zadowolona i na pewno skuszę się jeszcze na jakiś inny odcień. Ten bardzo pasuje blondynkom. :) 
3) Rimmel Apocalips #100 Phenomenon - niesamowicie trwały nudziak! Ale nie jest to odcień dla każdego, moja koleżanka stwierdziła, że wygląda w nim jak trup. Mnie pasuje i używam go ostatnio dzień w dzień. Nałożony na Carmex nie przesusza mi ust, jedyne do czego się przyczepię to zapach tego produktu, mnie się nie podoba, ale na szczęście jest wyczuwalny tylko w momencie aplikacji. 


I to już wszystko. :) Dajcie znać czy coś szczególnie Was zainteresowało i o czym chciałybyście przeczytać w pierwszej kolejności. 
Ja dopijam kawę i zabieram się do nauki. Miłego weekendu! :*

PS. Do 26 maja w SuperPharm -30% na kosmetyki do makijażu i kremy do twarzy, w tym również dermokosmetyki. :) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...