Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowe. Pokaż wszystkie posty

29 listopada 2015

Raffaello z kaszy jaglanej bez pieczenia

To jest jest jeden z tych przepisów, które miałam pokazać w swojej książce. Jednak zaczęły pojawiać się w sieci receptury na jaglane raffaello w postaci kulek i ciast, więc zrezygnuję z tego przepisu w wydaniu książkowym, bo bardzo bym chciała, by pojawiły się tam w miarę nowatorskie pomysły, o które - przy tak ogromnej ilości blogów - jest coraz trudniej, ale pokażę go tutaj.
Deser dla wielbicieli kokosowych smaków, potrójnie kokosowy, z użyciem kokosowego mleka, wiórków i oleju, prosty w wykonaniu, nie wymagający piekarnika.



Składniki
(na tortownicę o średnicy 22 cm)
masa
szklanka kaszy jaglanej
1 i 1/2 szklanki mleka kokosowego (lub pół na pół kokosowe z innym roślinnym)
2 szklanki wiórków kokosowych + duża garść do obsypania boków i wierzchu ze świeżo otwartej paczki
2 czubate łyżki zapachowego oleju kokosowego
laska wanilii (opcjonalnie)
8 łyżek dowolnego słodu lub według uznania

spód
(cienki, jeśli wolicie grubsze spody, użyjcie podwójnych proporcji)
szklanka orzechów laskowych lub migdałów
czubata łyżka suszonych żurawin
2 czubate łyżki oleju kokosowego rozpuszczonego do płynnej postaci
szczypta soli

Wykonanie
Składniki spodu mielę w blenderze do rozdrobnienia orzechów, wykładam do tortownicy wyłożonej papierem, rozprowadzam sprawiedliwie po całej powierzchni dość mocno dociskając tylną stroną łyżki, wkładam do zamrażarki na czas przygotowania masy.
Kaszę przelewam wrzątkiem na sitku, płuczę pod bieżącą wodą, przekładam do garnka, zalewam dwiema szklankami wody, zagotowuję, zmniejszam płomień na mały i gotuję przez kilka minut, aż woda się wygotuje, a kasza zaskwierczy, zamykam pokrywką i odstawiam na kilkanaście minut.
Po tym czasie, wlewając mleko miksuję na jak najbardziej gładki budyń. Dodaję zmiksowane w blenderze wiórki razem z laską wanilii, mieszam i słodzę, moim zdaniem 8 łyżek jest w sam raz, ale działajcie według własnych preferencji, na koniec mieszam z olejem kokosowym, masa powinna być jeszcze ciepła, więc olej sam się rozpuści. Wykładam na zastygnięty spód, wyrównuję i wkładam do lodówki na kilka godzin. Po wyjęciu z lodówki, wierzch i boki oprószam dodatkową porcją wiórków.



Oceń przepis:

23 listopada 2015

Kotlety z ciecierzycy i kaszy jaglanej

Ostatnio były surówki, a dzisiaj klasyka - kotlety - prosty i satysfakcjonujący obiad, powstały z połączenia kilku prostych składników.
Kotleciki nie wychodzą suche i nie potrzebują sosu, świetnym dodatkiem do nich będą buraczki na ciepło i któraś z surówek, spośród tych, które proponowałam w ostatnim wpisie (klik).



Składniki
(na ok 20 sztuk)
szklanka suchej ciecierzycy
pół szklanki kaszy jaglanej
1 większa cebula
3 czubate łyżki mąki z ciecierzycy (ważne - drobno mielonej!)
3 czubate łyżki sezamu
czubata łyżeczka słodkiej papryki w proszku (/zwykłej lub wędzonej)
łyżeczka suszonego majeranku
łyżeczka pieprzu ziołowego
łyżeczka zielonej kolendry
sól i szczypta mielonego pieprzu
dobrze jest mieć pod ręką garść natki pietruszki
2 łyżki oleju + dodatkowa ilość do smażenia kotletów



Wykonanie
Ciecierzycę moczę przez noc. 
W garnku, w którym będę przyrządzała masę, rozgrzewam dwie łyżki oleju, wrzucam pokrojoną cebulę, smażę przez kilka minut do zeszklenia. Dodaję zmieloną kolendrę i paprykę, mieszam. Dorzucam przepłukaną ciecierzycę, wlewam 4 szklanki wody, zagotowuję, zbieram pianę, która zbiera się na wierzchu, zmniejszam ogień na mały i gotuję pod uchyloną pokrywką.
Po ok 45 minutach gotowania, dodaję do garnka kaszę: przelaną na gęstym sitku wrzątkiem, następnie przepłukaną pod bieżącą wodą i gotuję całość jeszcze przez 10 minut. Po tym czasie wyłączam gaz, zamykam garnek pokrywką i zostawiam na kilkanaście minut.
Teraz tłukę masę tłuczkiem do ziemniaków, by ziarna ciecierzycy nieco się rozpadły, po lekkim przestudzeniu przyprawiam masę: solą (czubata łyżeczka), pieprzem ziołowym i zwykłym, dodaję majeranek, posiekaną natkę i sezam. Odstawiam do całkowitego przestudzenia.
Nie obawiajcie się, jeśli masa wyda się Wam za rzadka, moim zdaniem jest odpowiednia, by kotlety nie wyszły za suche, poza tym, zagęścimy ją jeszcze mąką, przy studzeniu również zgęstnieje.



Po przestudzeniu, dodaję do masy mąkę, porządnie mieszam. Zwilżonymi dłońmi wykładam na deskę/ talerz porcje masy, wstępnie formuję kotleciki (po 5 - 6 sztuk na raz). Na patelni rozgrzewam olej, przed wyłożeniem kotletów - trzeba je doformować (ponownie zwilżonymi dłońmi), jest to ważne nie tylko ze względów wizualnych, ale również, by kotlety trzymały formę.
Smażę na złoto z obu stron, wykładam na papierowe ręczniki.

Oceń przepis:

24 maja 2015

Budyń ryżowy z rabarbarem

Kochani, tak na szybko, jestem zaangażowana w projekt, który zabiera znaczną część mojej doby. Dzisiaj wpadłam na chwilę, by podzielić się szybkim deserem rabarbarowym dla wielbicieli słodko - kwaśnych smaków. Korzystajcie, sezon trwa tylko do końca czerwca! 



Składniki
(na 1 porcję lub 2 małe)
300g czerwonych łodyg rabarbaru
1/2 szklanki mleka roślinnego
4 łyżki neutralnego kleiku ryżowego dla dzieci
4 łyżki dowolnego słodu
czubata łyżeczka startego na drobnej tarce korzenia imbiru
jeśli masz - dorzuć kawałek laski wanilii
dodatkowo do przybrania dowolne owoce, zioła, wiórki kokosowe lub cynamon

Wykonanie
Rabarbar kroję na mniejsze kawałki, wrzucam do garnka, dodaję imbir oraz przekrojoną wzdłuż z wydłubanymi ziarenkami wanilię, zalewam słodem i podgrzewam przez ok 10 minut, aż warzywa w znacznej części się rozpadną. Dolewam mleko wymieszane z kleikiem i podgrzewam przez kilka minut do uzyskania gęstej różowej masy - budyniu. Zjadamy z dowolnymi owocami w takiej formie lub wykorzystujemy do ciasta.

Oceń przepis:

27 kwietnia 2015

Spring rolls ze smażonymi pączkami mniszka i fiołkami oraz niedźwiedzi hummus

Wiosna na całego, więc czas na lekkie, świeże roladki - spring rolls, obowiązkowo wypełnione sezonowymi frykasami. Idealnie nadadzą się na piknik, do pracy, jako przekąska imprezowa czy po prostu rodzinne śniadanie po wspólnym rolowaniu.



Wypełnieniem dzisiejszych spring rollsów są: makaron ryżowy w niewielkiej ilości, awokado, rzodkiewki, kiełki rzodkiewki, sezam, fiołki oraz smażone pączki mniszka. Jako dip, przygotowałam minimalistyczną wersję niedźwiedziego hummusu, składającą się z liści niedźwiedziego czosnku, tahini i limonki, całość pyszna, lekka, a jednocześnie sycąca.

Zbliża się majówka, więc może uda się Wam spotkać kwitnące kępy wonnych fiołków, które dodadzą aromatu, koloru i finezji wielu potrawom. Nie bójcie się też ich liści, są również jadalne i smaczne. Zebrane kwiaty najlepiej przechowywać w słoiku wypełnionym wodą, w lodówce i jak najszybciej zużyć.



Zaczęły pojawiać się również kwiaty mniszka lekarskiego, lecz zanim zakwitną, koniecznie skuście się na smażone nierozwinięte koszyczki mniszka, są bardzo smaczne, zresztą nie pierwszy raz Was do tego namawiam (klik).



Zebrane pączki przechowujemy w lodówce, jednak należy zużyć je jak najszybciej, najpóźniej następnego dnia, w innym razie zakwitną.
Wróćmy do spring rollsów.

Składniki
ok 20 sztuk papieru ryżowego 
garść makaronu ryżowego, cienkich nitek - vermicelli + 3 - 4 łyżki sosu sojowego do polania
awokado + sok z połowy limonki do polania
garść rzodkiewek
garść wonnych fiołków
1/2 litrowego słoika nierozwiniętych koszyczków mniszka + 3 łyżki oleju do smażenia i szczypta soli
garść kiełków rzodkiewki lub liści rukoli
garść liści bazylii
garść liści mięty
2 czubate łyżki sezamu

Wykonanie
Przed przystąpieniem do rolowania spring rollsów, należy odpowiednio przygotować wszystkie składniki wypełnienia i zebrać je wokół blatu roboczego.





Pączki mniszka porządnie płuczę, odcinam listki znajdujące się pod dnem kwiatowym - małym nożykiem lub można je pozrywać ręcznie, wrzucam na rozgrzane na patelni 3 - 4 łyżki oleju, smażę  przez kilka minut mieszając, aż zmienią barwę na ciemniejszą, posypują kilkoma szczyptami soli, mieszam i wyłączam gaz.
Makaron przekładam do miski, zalewam gorącą wodą, kładę pokrywkę lub talerz, zostawiam na kilkanaście minut, płuczę na sitku zimną wodą, wytrząsam jej nadmiar, polewam kilkoma łyżkami sosu sojowego.
Umyte rzodkiewki pozbawione korzeni i liści kroję na ćwiartki lub - jeśli większe na ósemki.
Awokado kroję na pół, wyciągam pestkę, wydobywam miąższ łyżką, kroję na paski, polewam sokiem z limonki.
Oprócz wymienionych wyżej składników będą nam potrzebne przepłukane kiełki rzodkiewki, sezam, przepłukane liście bazylii i mięty, oczywiście papier ryżowy oraz miseczka z wodą i pędzelek lub ręcznik kuchenny.
Pojedyncze arkusze papieru zwilżam wodą przy pomocy pędzelka lub ręcznika. Wykładam przygotowane składniki: kilka nitek makaronu, po pasku lub dwa awokado, kilka fiołków, 4 ćwiartki rzodkiewek, po garstce smażonego mniszka, kiełków rzodkiewki, kilka liści bazylii i mięty, posypuję sezamem. Składniki wykładamy zostawiając ok 2 cm rezerwę od brzegu, jeśli papier jest kwadratowy tak jak u mnie - składniki wykładamy przy rogu. Zwijam ściśle papier, składam boki do środka i kończę roladkę. Wykładam na talerz lub deskę złożeniem do dołu, dokładając kolejne pakunki, pilnujemy, by nie dotykały do siebie, gdyż takie świeże mogą się skleić. Dodatkowo, jak już uporamy się ze wszystkimi roladkami, można je związać szczypiorkiem, najlepiej zrobić to na koniec, gdyż będą wtedy ładnie już trzymały formę.




Niedźwiedzi hummus
20 liści czosnku niedźwiedziego
czubata łyżka tahini
sok z połowy limonki
szczypta soli
kilka łyżek oleju lub ciepłej wody dla uzyskania konsystencji dipu



Wykonanie
Umyte i wstępnie pokrojone liście wrzucam do blendera, miksuję z sokiem limonki i tahini, przyprawiam szczyptą soli. Dodaję kilka (4 - 6) łyżek oleju lub ciepłej wody.
Widoczne na zdjęciu kwiaty, to kwiaty czosnku niedźwiedziego, są również jadalne i aromatyczne.



Oceń przepis:

2 kwietnia 2015

Mazurek z czekoladą i solonym karmelem na spodzie z ciecierzycy

Kolejna propozycja świąteczna, tym razem słodka. Przyznaję, że był to eksperyment, bo choć masy i karmelu byłam pewna, to nie byłam przekonana, jak sprawdzi się ciecierzyca jako spód deserowy. Z efektu jestem tak zadowolona, że bez żadnych poprawek dzielę się przepisem z Wami :)
Spód jest dość ambitny i trzeba mu chwilę poświęcić: najpierw ugotować ciecierzycę, potem pozbawić ją skórek i wreszcie upiec spód. Skórek trzeba pozbyć się obowiązkowo, nie tylko ze względu na usunięcie ciężko strawnego elementu, ale również grochowego posmaku. Do ciasta możecie dodać karob, wtedy nie tylko wnętrze, ale i spód nabierze czekoladowego smaku.




Składniki
(na keksówkę o wymiarach 30cm x 12cm)
Spód
szklanka ciecierzycy
2 łyżki dowolnego słodu
4 łyżki oleju
spora szczypta soli

Masa czekoladowa
4 czubate łyżki tahini lub masła orzechowego
1/2 szklanki miękkich suszonych niesiarkowanych daktyli lub śliwek
2 czubate łyżki śmietanki kokosowej (gęstej części mleka kokosowego) lub 4 łyżki mleka
2 czubate łyżki karobu lub kakao

Solony karmel
1/4 szklanki dowolnego słodu lub syropu z agawy
4 czubate łyżki gęstej części mleka kokosowego
1/2 łyżeczki soli


Wykonanie
Ciecierzycę moczę przez noc, następnego dnia płuczę, zalewam 4 szklankami nowej wody, zagotowuję, zbieram szum i gotuję na małym ogniu pod uchyloną pokrywką przez godzinę lub nieco dłużej, do całkowitej miękkości ziaren. Przekładam na sitko, przelewam zimną wodą i przecieram pałką, możecie też ziarna obrać ręcznie. Dodaję olej, słód i sól, porządnie mieszam, przekładam do lodówki na godzinę lub do zamrażarki na ok 30 minut w zawiniętej folii.
Następnie wykładam ciastem spód i boki blaszki wyłożonej papierem do pieczenia, piekę w piekarniku nagrzanym do ok 200st C przez 15- 20 minut, aż wierzch się lekko zarumieni, wystawiam do przestudzenia.
W blenderze miksuję tahini z przepłukanymi i wstępnie pokrojonymi daktylami oraz śmietanką kokosową, mieszam z karobem. Wykładam masę na przypieczony spód pomagając sobie tylną stroną łyżki moczonej w zimnej wodzie lub ręką. Wstawiam do lodówki.
Ostatni etap to przygotowanie karmelu, ale można go przyrządzić wcześniej.
W małym garnuszku ustawionym na niedużym płomieniu podgrzewam słód mieszając przez kilka minut (7-8, do 10), aż zgęstnieje i zmieni kolor na ciemniejszy. Dodaję śmietankę kokosową i sól i podgrzewam przez kolejne 2 minuty. Odstawiam do przestygnięcia i zgęstnienia. Gotowym sosem polewam deser. Ja dodatkowo zostawiłam sobie łyżkę karmelu, do którego dodałam łyżeczkę karobu, porobiłam plamki na zgęstniałym już sosie i poprowadziłam wykałaczką przez środki plamek tworząc serduszka.
Deser przechowujemy w lodówce, można go dodatkowo ozdobić jadalnymi kwiatami, orzechami, migdałami itp.





Oceń przepis:

14 stycznia 2015

Doskonałe naleśniki gryczane

Mogłabym o tych naleśnikach napisać wiele, że są na szczycie w zakładce "I can't believe it's vegan", jeśli by taka była, że smakują jak te u babci, gdyby moja babcia takie robiła, ale przede wszystkim, jest to mocny kandydat kategorii "kultowe", w moim domu i mam nadzieję, w Waszych również.
Punktem wyjścia do ciasta na naleśniki, były te, o których pisałam przy okazji placków gryczanych z gruszkami (klik), a znalazłam je tu (klik), każdy moment jest dobry, by o nich przypominać, ponieważ są ze wszech miar doskonałe: wegańskie, bezglutenowe, minimalistyczne, elastyczne, świetnie się smażą (nawet pierwszy naleśnik się nie przypala!) i smakują, jednym słowem - cudo!
Natomiast farsz wykorzystałam niemal identyczny, jak ten do ciasta jaglanego (klik), z patentem moczenia nerkowców w soku z kiszonej kapusty, jak w tym serniku (klik), który jakoś nie wzbudził Waszego zainteresowania, szkoda.
Ostatecznie, otrzymałam naleśniki, które, choć bez sera, smakują jak te z serem lub bardzo podobnie, wymagają trochę zaangażowania, ze względu na moczenie składników, ale uważam, że są tego warte. Do dzieła!




Składniki
Naleśniki
(na 12 placków smażonych na klasycznej patelni)
2 szklanki niepalonej kaszy gryczanej
szklanka mleka roślinnego
szklanka zimnej wody
niepełna plaska łyżka soli
(dodatkowo, ze względu na farsz, do ciasta dodałam również łyżkę startej na drobnej tarce skórki pomarańczowej, ciasto pozostało wytrawne, ale z pomarańczową nutą podkreślającą smak wnętrza)

Farsz
szklanka nerkowców
ok szklanki soku z kiszonej kapusty + 2 - 4 łyżki do dosmaczenia farszu
3/4 szklanki kaszy jaglanej
szklanka rodzynek
sok wyciśnięty z jednej pomarańczy

opcjonalnie chlust dowolnego słodu do polania naleśników już na talerzach

Wykonanie
Kaszę zalewam wodą, nerkowce sokiem z kiszonej kapusty, rodzynki sokiem z pomarańczy (nie szkodzi, jeśli przy wyciskaniu dostanie się do nich również miąższ) i zostawiam na noc.
Następnego dnia kaszę płuczę na sitku, przekładam do blendera, wlewam po szklance wody i mleka i miksuję na ciasto. Możecie dodać tylko mleko lub tylko wodę, oba dodatki to taki mój kompromis. Dodaję sól, skórkę pomarańczową, miksuję chwilę i przelewam do miski. Smażę cienkie placki na dobrze rozgrzanej patelni, pociągniętej każdorazowo strużką oleju (warto mieć pod ręką kawałek skórki chleba lub ręcznik papierowy do roztarcia tłuszczu po całej powierzchni) po kilka minut z obu stron, przekładam na talerz.



Kaszę przelewam wrzątkiem na gęstym sitku i płuczę bieżącą wodą, przekładam do garnka, zalewam wodą (1 i 1/2 szklanki, zagotowuję i gotuję na małym ogniu przez kilka minut pod uchyloną pokrywką, aż woda się wygotuje, a kasza zaskwierczy, zamykam pokrywką i zostawiam na 10 minut.
Do blendera wrzucam nerkowce oraz rodzynki wraz z sokiem i miksuję na pastę, dodaję nieco przestudzoną kaszę, blenduję do połączenia składników. Masę dodatkowo można doprawić kilkoma łyżkami soku z kiszonej kapusty lub sokiem cytrynowym.



Smaruję placki farszem, składam w trójkąty, na talerzach można skropić dowolnym słodem, udekorować cząstkami pomarańczy.



Przy okazji, przypominam swój wpis o innych naleśnikach bez jajek (klik).



Oceń przepis:

12 grudnia 2014

Pasztet z grochu z paloną cebulą i glazurą musztardową

Pasztetów z grochu upiekłam w swoim życiu kilka i trochę mi zajęło dobranie proporcji składników mokrych, by pieczeń nie wyszła sucha czy krucha. Kiedy proporcje już zagrały, postanowiłam trochę zaszaleć z przyprawami. Dzisiejszy pasztet jest podkręcony mieloną kolendrą, dużą dawką wędzonej papryki, przypaloną cebulą i wierzchnią warstwą pełnoziarnistej musztardy, efekt mistrzowski w smaku i aromacie. Zjedliśmy go bez żadnych dodatków, nawet chleb nie był potrzebny :)





Składniki
(na keksówkę o długości 30 cm)
2 szklanki łuskanego grochu
2 średnie marchewki
3/4 szklanki kaszy jaglanej
1/4 szklanki oleju + 4 łyżki
łyżka wędzonej papryki
czubata łyżeczka zmielonej kolendry
2 czubate łyżeczki majeranku
4 małe cebule
8 czubatych łyżeczek musztardy pełnoziarnistej
niepełna płaska łyżka soli




Wykonanie
Groch moczę przez noc. Następnego dnia płuczę na sitku, przekładam do garnka o grubym dnie, zalewam pięcioma szklankami wody, zagotowuję, zbieram szum, zmniejszam płomień na mały i gotuję pod uchyloną pokrywką. Po 20 minutach gotowania, dodaję stopniowo dodatki. Obrane i pokrojone na ćwiartki cebule przypalam z każdej strony na suchej patelni, wrzucam do garnka. Na tej samej patelni podgrzewam 1/4 szklanki oleju, sypię wędzoną paprykę i kolendrę, podgrzewam mieszając przez niepełną minutę, przelewam powoli do garnka, Wrzucam również startą na grubych oczkach tarki marchewkę, niepełną płaską łyżkę soli oraz przelaną na drobnym sitku wrzątkiem i przepłukaną kaszę jaglaną. Po dodaniu kaszy, całość powinna się jeszcze gotować 10 minut. Po tym czasie wyłączamy gaz, nie przejmujemy się, że konsystencja nie wygląda na pasztetową, zamykamy pokrywką i zostawiamy na kilkanaście minut. Następnie, dodając 4 łyżki oleju, miksuję masę żyrafą. Dodaję roztarty w palcach majeranek, można wcisnąć przez praskę kilka ząbków czosnku. Przekładam do foremki wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiam do piekarnika nagrzanego do ok 200 st C. Po 20 minutach pieczenia wyciągam formę, wykładam łyżeczkami musztardę, rozsmarowując sprawiedliwie po całej powierzchni. Piekę jeszcze 20 - 25 minut, aż wierzch gorczycowy ładnie się przypiecze. Wyjmujemy z formy i kroimy po całkowitym wystudzeniu pasztetu.

Oceń przepis:

8 grudnia 2014

Piernikowe trufle z tahini

Błyskawiczne trufle, pralinki w świątecznym klimacie. Tym razem uformowałam je z tahini i suszonych śliwek, do tego garść przypraw piernikowych i orzechów. Tak powstały drobne przyjemności z wyczuwalnym chałwowym posmakiem.




Składniki
(na 10 sztuk)
2 czubate łyżki tahini
6 miękkich suszonych śliwek
2 czubate łyżeczki karobu lub kakao
łyżeczka sproszkowanego cynamonu
po szczypcie zmielonej gałki muszkatołowej, kolendry i soli
czubata łyżeczka startej na drobnej tarce skórki pomarańczowej (opcjonalnie)
czubata łyżka śmietanki kokosowej lub 4 łyżki mleka roślinnego
garść grubo posiekanych orzechów
do obtoczenia karob lub zmielone orzechy

Wykonanie
Tahini blenduję chwilę ze śliwkami, dodaję karob i przyprawy, mieszam. Dodaję śmietankę kokosową lub mleko, na koniec mieszam z posiekanymi orzechami. Wstawiam na godzinę do lodówki. Po wyjęciu formuję niewielkie kulki, obtaczam w karobie (lub orzechach).



Oceń przepis:

5 grudnia 2014

Ratunkowe pierniczki ze słonecznika

Zbliżają się Święta i z tej okazji chciałabym pokazać kilka fajnych pomysłów świątecznych już teraz, później nie będę miała niestety czasu na blogowe sprawy.
Na początek pierniczki... ze słonecznika. Nazwałam je ratunkowymi z kilku powodów, po pierwsze ciasto nie musi dojrzewać, poza tym są wegańskie i bezglutenowe. Takie ciasteczka możecie przygotować z migdałów czy orzechów laskowych, ale chciałam pokazać, że pospolity słonecznik również daje radę. Do masy wybrałam suszoną żurawinę dla złamania smaku, ale możecie użyć rodzynek, daktyli lub miksu suszonych owoców.





Składniki
(na 1 blachę ciastek)
2 szklanki słonecznika
szklanka suszonej żurawiny (możecie też użyć rodzynek, daktyli lub miksu wymienionych)
2 łyżeczki zmielonego cynamonu
2 łyżeczki karobu lub kakao
pół łyżeczki sproszkowanego imbiru
po szczypcie zmielonej kolendry, gałki muszkatołowej i soli
łyżka startej na drobnej tarce skórki pomarańczowej ze sparzonej i wyszorowanej pomarańczy
2 łyżki dowolnego słodu (słód jest istotny jako łącznik, więc nie pomińcie tego składnika)

Wykonanie
Słonecznik mielę drobno w blenderze, dodaję wypłukane i wstępnie pokrojone suszki, chwilę blenduję, dorzucam skórkę, słód, przyprawy i porządnie mieszam. Ciasto warto chwilę wyrobić dłońmi, by pod wpływem ciepła wydobyć tłuszcz z nasion, który nada odpowiedniej lepkości masie.
Nakładam folię na miskę i wstawiam na ok 30 min do zamrażalnika lub przynajmniej na godzinę do lodówki (w lodówce może się chłodzić przez kilka godzin, nawet całą noc).
Następnie wyciągam partie ciasta (reszta niech sobie spokojnie czeka w lodówce, zwłaszcza, gdy w domu jest ciepło, a kuchenka pracuje na czterech palnikach) i wałkuję (najlepiej to zrobić na papierze do pieczenia) na grubość 3 - 4 mm, przy zbyt mocnym rozwałkowaniu masa zacznie się kruszyć. Wycinam foremką ciasteczka, przekładam na blaszkę wyłożoną papierem i piekę w piekarniku nagrzanym do ok 180 st C aż się zarumienią - ok 10 minut. Najlepiej smakują po całkowitym wystudzeniu. W dalszej kolejności można je oczywiście ozdobić lukrem, tak jak tradycyjne pierniczki.



Oceń przepis:

6 listopada 2014

Sernik z kiszonych nerkowców

Sok z kiszonek daje wiele możliwości, można nim dosmaczać zupy, jak ogórkową (klik) czy barszcze (klik) (klik), sosy, beznabiałowe serki, jak chociażby serek z kiszonych nerkowców (klik), a także serniki różnej maści.
Do sernika najlepiej nadadzą się nerkowce, po namoczeniu / ukiszeniu, miękną tak bardzo, że przy użyciu odpowiedniej maszyny można z nich ukręcić super gładką masę. Do ich zakiszenia  z przeznaczeniem deserowym, użyłam soku z kiszonej kapusty, gdyż jest naturalnie lekko słodki i łagodniejszy od ogórkowego czy buraczanego (do kiszenia nie używamy chrzanu, kopru czy czosnku).
Przyznam, że ilekroć czytam lub słyszę o odciskaniu soku z kapusty lub jej przepłukiwaniu, zaciskam zęby, nie ze złości, a z żalu. Tyle dobra, witaminy C, przyjaznych bakterii i smaku! 
Oczywiście najpewniejszym źródłem soku, będzie ten z własnej produkcji kiszonki lub ewentualnie od "baby" z bazaru, nie kupujcie tej sklepowej zamkniętej w woreczkach lub wiaderkach, bo ona nie nadaje się do niczego.




Składniki
(na formę o średnicy 18 - 20 cm)
spód
1 i 1/2 szklanki migdałów, dowolnych orzechów, wiórków kokosowych, pestek słonecznika itp
niepełna szklanka suszonych miękkich daktyli

masa
2 szklanki surowych nerkowców
ok 2 szklanek soku z kiszonej kapusty
ziarenka wydłubane z połowy laski wanilii
2 - 3 łyżki dowolnego dosładzacza (słodu, rodzynek, daktyli itp)
czubata łyżka nierafinowanego oleju kokosowego
dalej pełna dowolność, można dodać skórkę pomarańczową, sok z pomarańczy, rodzynki, wiórki kokosowe, karob czy kakao dla uzyskania czekoladowego posmaku, co kto lubi lub czym dysponuje
na wierzch dowolne owoce, wiórki kokosowe, zioła, orzechy, kwiaty

Wykonanie
Nerkowce zalewam taką ilością soku, by z naddatkiem pokrył orzechy, zostawiam na noc (jeśli deser będzie przygotowywany rano) lub rano, jeśli działać będziemy po południu lub wieczorem, z czasem moczenia nie należy przekombinować.
Do blendera wrzucam miks orzechowy przeznaczony na spód, szczyptę soli oraz wstępnie pokrojone daktyle i miksuję do uzyskania "kruszonki". Jeśli macie słabsze blendery, rozdrobnijcie najpierw orzechy, a potem dodajcie pokrojone, wcześniej moczone przez kilkanaście minut daktyle. Na spód maszyny można kapnąć nieco wody, by ułatwić miksowanie i uspokoić własne obawy o zabicie sprzętu.
Teraz warto "ciasto" trochę zmęczyć, ściskając rękoma, by stało się bardziej klejące. Wykładam nim dno wyłożonej papierem tortownicy, mocno dociskając rękoma, a nawet wbijać pięścią, warstwa musi być dobrze ubita, bez sypkich okruszków. Wstawiam do lodówki.
Do blendera przekładam nerkowce oraz rozpuszczony do płynnej postaci olej, miksuję na bardziej lub mniej gładką masę. Dodaję wanilię, dosładzam. Dodajemy dowolne dodatki lub zostawiamy w takiej formie. Wykładam masę na wcześniej przygotowany spód, wyrównuję i chłodzę przez kilka godzin w lodówce. Po wyjęciu dowolnie dekorujemy owocami, ziołami, orzechami.



Oceń przepis:

2 listopada 2014

Bezglutenowe placki gryczane z gruszkami

Ostatnio moja intuicja kulinarna kilka razy mnie zawiodła i parę rzeczy mi nie wyszło lub nie do końca byłam z nich zadowolona, dlatego na blogu niewiele się dzieje, wolę przykucnąć na chwilę, niż pokazywać powielane kombinacje lub kopiować pomysły innych. To nie jest tak, że ludziom kochającym kulinaria, a zwłaszcza eksperymenty kulinarne, zawsze wszystko się udaje. Czwarty czy piąty "gar" eksperymentu z rzędu wywalony do kosza podcina skrzydła, na chwilę lub na dłużej... a potem nadchodzi słońce :))))
Dzisiaj chciałam Wam napisać nie o  moim, ale tak dobrym patencie, że warto puścić go w świat. Przyda się weganom, alergikom i ucieszy dzieci. Namoczona niepalona kasza gryczana i woda (lub mleko roślinne czy woda gazowana), równa się absolutny hit i kolejne otwarte drzwi do dalszych eksperymentów.


Jeśli ktoś z Was jeszcze nie robił genialnych naleśników z kaszy gryczanej, niech koniecznie to nadrobi, gdyż to jest absolutna znakomitość, biorąc pod uwagę minimum składników, szybkość wykonania (nie licząc czasu przeznaczonego na moczenie kaszy), strukturę, smak, brak dodatku jajek, mleka krowiego oraz innych dziwnych skrobi, mąk i mączek. Zajrzyjcie koniecznie na tę stronę (klik) i korzystajcie. Ja naleśników pokazywać nie będę, przepis znajdziecie pod wskazanym linkiem, ale robiłam i bardzo polecam. Oprócz naleśników robiłam także racuchy drożdżowe z jabłkami, a dzisiaj pokażę Wam placki z gruszkami, pyszne!



Składniki
(na dużą ilość, możecie na początek zrobić z połowy proporcji)
2 szklanki niepalonej kaszy gryczanej
ok szklanki mleka roślinnego
4 większe dobrze dojrzałe gruszki
łyżka soli
olej do smażenia

Wykonanie
Kaszę zalewam wodą i zostawiam na noc. Śluz widoczny po kilku godzinach jest naturalny i nie należy się go obawiać. Następnego dnia płuczę na gęstym sicie, przekładam do blendera, dorzucam obrane, pozbawione środków i pokrojone gruszki, miksuję do rozdrobnienia owoców. Dolewam mleko, sól i jeszcze chwilę miksuję. Ciasto nie musi być super gładkie. Smażę placki na rozgrzanym na patelni oleju z obu stron na złoto. Świetnym dodatkiem będzie domowa konfitura lub po prostu słód z cynamonem.




Oceń przepis:

4 września 2014

Bezglutenowe knedle ze śliwkami

Śliwki wolimy jadać surowe, ale jako wielbicielce wszelkich kluch, zdarza mi się ulepić knedle, a na te nie ma lepszej opcji niż śliwki w pełni sezonu.
Decydując się na formę bezglutenową, poszłam na łatwiznę, zmieszałam po prostu ugotowaną kaszę jaglaną z mąką ziemniaczaną, dokładnie w ten sam sposób i w takich proporcjach jak robi się kluski śląskie (klik), efekt bardzo satysfakcjonujący: trzymały formę i smakowo również nas zadowoliły, ale gdyby ktoś z Was miał doświadczenie z inną mąką niż ziemniaczana, niech koniecznie da znać.
Patent na "ciasto" możecie wykorzystać robiąc bezglutenowe kluski śląskie w nieco zdrowszej wersji niż tradycyjna - ziemniaczana, takw właśnie przygotowałam z części ciasta kluski córce, która nie uznaje przetworzonych owoców.


Składniki
(na 10 dużych knedli lub 15 - 16 mniejszych)
szklanka kaszy jaglanej
ok 3/4 szklanki mąki ziemniaczanej
2 łyżki oleju
sól
10 niedużych śliwek lub ok 20, jeśli kluski będziecie wypełniać połówkami
dowolne dodatki, jeśli wersja ma być wytrawna: śmietanka roślinna czy podsmażona bułka tarta lub orzechy, jeśli słodka: dowolny słód czy syrop i cynamon; ja dodatkowo środki śliwek wypełniłam solonymi migdałami


Wykonanie
Kaszę przelewam na gęstym sitku wrzątkiem i płuczę. Przekładam do garnka, zalewam dwiema szklankami wody, zagotowuję, dodaję płaską łyżeczkę soli i odrobinę oleju, zmniejszam płomień na mały i gotuję pod uchyloną pokrywką. Po wyłączeniu gazu, zamykam garnek pokrywką i zostawiam na 10 minut. Kaszę wstępnie rozcieram częściowo tylną stroną drewnianej łyżki i odstawiam do przestygnięcia. Przyklepaną do naczynia masę dzielę na cztery równe części, wyjmuję jedną z nich i wypełniam wolne miejsce mąką ziemniaczaną (na tą ilość - ok 3/4 szklanki, myślę że 1/2 też da radę). Mieszam z odłożoną częścią i wyrabiam ciasto do połączenia składników. Wyrabianiu warto poświęcić chwilę, w trakcie kasza się rozpadnie i uzyskamy gładkie elastyczne ciasto. Dodaję 2 łyżki oleju i wyrabiam jeszcze chwilę. Ciasto warto zostawić pod przykryciem na kilkanaście minut.
Roluję z ciasta wałek, a najlepiej dwa mniejsze, odrywam kawałki, formuję w dłoniach cienkie placki, wkładam pozbawione pestek śliwki (całe bądź połówki), zlepiam formując kulę. Warto mieć wtedy lekko zwilżone ręce, ciasto wtedy lepiej się zlepia i łatwiej formuje.


Gotuję w garnku z zagotowaną wodą, ustawionym na niedużym płomieniu po kilka sztuk przez ok 5 minut od wypłynięcia. Wyjmuję łyżką cedzakową na talerze, polewam słodem i posypuję cynamonem. Smacznego!



Oceń przepis:

9 maja 2014

Bezglutenowy quiche ze szpinakiem

Złapałam bakcyla, bezglutenowych historii ciąg dalszy, tym razem quiche.
Pomysł na farsz wzięłam z pasty bez jaj (klik), do której dodałam podsmażony z przyprawami szpinak (och, jakie to dobre było!), a ponieważ w farszu użyty został makaron kukurydziano - ryżowy (do dostania np. w dziale bezglutenowym sieci Carrefour), ciasto zrobiłam również w tym klimacie. Cóż, ciasto jest inne, niż te, do których przywykliśmy glutenowo, ale zapieczone z odpowiednim farszem - daje radę. Ja do swojej tarty dodatkowo dodałam świeże, młodziutkie, cienkie, naoliwione szparagi, ale tym razem był to chwyt bardziej dekoracyjny niż smakowy.


Składniki
Ciasto
1 i 1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1 i 1/2 szklanki mąki ryżowej
1/2 szklanki oleju
łyżeczka soli
ok 3/4 szklanki zimnej wody

Farsz
szpinak
1/2 kg świeżego szpinaku lub ok 300g mrożonego
2 większe ząbki czosnku
3 łyżki oleju
niepełna płaska łyżeczka mielonej gałki muszkatołowej
sól, pieprz
masa
100 g makaronu kukurydziano - ryżowego
szczypta soli do gotowania makaronu
1/2 szklanki mleka sojowego niesłodzonego
1/4 szklanki oleju
2 czubate łyżeczki dowolnej musztardy (używam Dijon)
płaska łyżeczka sproszkowanej czarnej soli
opcjonalnie szczypta sproszkowanej kurkumy dla koloru




Wykonanie
Do miski wsypuję mąki i sól, dodaję olej, mieszam, wlewam stopniowo wodę i wyrabiam kruche ciasto. Wstawiam do lodówki na czas przygotowania farszu.
Na patelni rozgrzewam 3 łyżki oleju, wrzucam posiekany szpinak, smażę przez kilka minut - aż liście zmiękną, posypuję sporą szczyptą soli, gałką, wciskam przeciśnięty przez praskę czosnek, mieszam i zestawiam z ognia.
Makaron gotuję w niewielkiej ilości osolonej wody do miękkości, przerzucam na sitko, przelewam zimną wodą, odstawiam do lekkiego przestudzenia.
Do blendera wlewam mleko, dodaję musztardę (początkowo można dać jedną łyżeczkę) i czarną sól, miksuję chwilę, dolewam olej, blenduję przez kilka minut do uzyskania konsystencji gęstego sosu. Dorzucam makaron i miksuję chwilę, by nieco się rozdrobnił, mieszam ze szpinakiem i dosmaczam kilkoma szczyptami soli i pieprzu, całość ma być lekko "przeprzyprawiona".

Formę do pieczenia wykładam przygotowanym ciastem: spód i brzegi, ranty powinny być dość cienki - kilkumilimetrowe, ja zrobiłam za grube, a ciasto samo w sobie nie powala smakiem. Dno nakłuwam widelcem w kilku miejscach i piekę w piekarniku nagrzanym do 180 st C przez 10 minut.
Wyjmuję formę na deskę i rozprowadzam farsz szpinakowy, na końcu warto wszystko wygładzić zwilżoną ręką. We wstępie wspomniałam, że dla efektu dekoracyjnego dodałam szparagi- naoliwione wierzchołki- które ułożyłam na wierzchu mojej tarty. Całość piekłam jeszcze przez ok 20 minut. Kroimy i zjadamy po lekkim przestudzeniu.

Oceń przepis:

8 maja 2014

Bezglutenowe crumble z rabarbarem

Coraz więcej osób odzywa się z prośbą o przepisy bezglutenowe. Przyznam, że jest to wciąż dla mnie dość grząski grunt, zwłaszcza jeśli chodzi o desery, tym bardziej te pieczone. Na forum o celiakii, wyczytałam, że dziewczyny z dużym powodzeniem pieką ciastka z kleiku ryżowego dla dzieci (wiem, że nazwa produktu dla wielu nie jest przekonująca, ale jest to po prostu bardzo drobno zmielona mąka ryżowa i nie ma się czego obawiać) i orzechów, postanowiłam iść tym tropem i przygotowałam prosty deser, który nie sposób jest zepsuć - crumble z rabarbarem. W roli kruszonki, obok kleiku, wystąpiły zmielone w młynku migdały, olej kokosowy i słód, rabarbar natomiast zmieszałam z odrobiną soku z cytryny, który podkreślił charakter warzyw, ziarenka z laski wanilii, które dały wspaniały aromat i smak oraz starty na tarce imbir dla zaostrzenia smaku. Przyznam, że nie spodziewałam się aż tak dobrego efektu i mam nadzieję, że wśród Was znajdą się również amatorzy tego crumble.




Składniki
(na formę o wymiarach 20 x 20 cm lub okrągłą o średnicy 20 cm)
spód
1/2 kg rabarbaru lub nieco więcej (najlepsze będą czerwone części)
sok z połowy cytryny
4 - 6 pełnych łyżek dowolnego słodu (przy 4 - deser będzie umiarkowanie słodki, wielbiciele bardziej słodkich klimatów dodają 6 lub więcej)
ziarenka wydłubane z 1 laski wanilii
łyżka startego na drobnej tarce imbiru
pełna łyżka neutralnego kleiku ryżowego dla dzieci

kruszonka
szklanka migdałów
1/2 szklanki  neutralnego kleiku ryżowego dla dzieci
2 łyżki dowolnego słodu
2 czubate łyżki oleju kokosowego
2 łyżki zimnej wody



Wykonanie
Pokrojony na kawałki rabarbar mieszam ze słodem, imbirem, wanilią i sokiem z cytryny. Wykładam do formy, piekę w piekarniku w 180 st C przez ok 15 minut. Mieszam z łyżką kleiku, następnie na całej powierzchni sprawiedliwie wykładam kruszonkę przygotowaną podczas pieczenia rabarbaru (migdały mielę partiami w młynku do kawy na mąkę, mieszam z kleikiem, rozpuszczonym do płynnej postaci olejem, słodem i wodą), wkładam z powrotem do pieca i piekę nieco ponad 10 minut, aż wierzch się zarumieni. Zjadamy solo, z gałką lodów lub ubitą śmietanką kokosową, smacznego!



Oceń przepis:

8 kwietnia 2014

Bezglutenowy i wegański mazurek bez pieczenia

Moja przygoda z surowymi deserami trwa. Po tarcie limonkowej (klik), przyszła pora na pomarańczową, którą w okolicach Świąt śmiało możemy nazwać mazurkiem :) Tym razem do masy dodałam sok wyciśnięty z pomarańczy, nieco soku z cytryny i zmiksowałam z moczonymi nerkowcami. Taki deser często nazywany jest w kuchni surowej sernikiem z nerkowców, chyba niesłusznie, natomiast nerkownik czy nernik moim zdaniem brzmi średnio, więc niech będzie tarta/ mazurek.



Gładkość kremu będzie zależała od mocy blendera jaki posiadacie. Uwaga, będę się chwalić, marzenia się spełniają, ja mam mistrza!:) Rzeczywiście zasługuje na wszelkie "ochy i achy", jakich się nasłuchałam i naczytałam na jego temat, absolutna klasa. Cudownie gładkie kremy, sosy z orzechów i nasion, koktajle, lody, masła, mleka, pasty, kilka kilogramów surowych ziemniaków na babkę startych w minutę (!!!) i tym podobne cuda. Niesamowita moc i automatyczna blokada maszyny przy zbyt mocnym nagrzewaniu silnika, chroniąca przed jego zabiciem, co dla takich pechowców jak ja, jest ogromnym plusem. Więcej informacji o Vitamixie możecie przeczytać tu (klik), a ja zapraszam na tartę :)





Składniki
(na formę o wymiarach 18 x 25 cm)
Spód
3 szklanki dowolnych orzechów, nasion
1 szklanka wypestkowanych, miękkich, niesiarkowanych daktyli
spora szczypta soli

Krem
sok wyciśnięty z 3 większych pomarańczy
sok wyciśnięty z 1 średniej cytryny
szklanka nerkowców
3 bardzo czubate łyżki nierafinowanego oleju kokosowego
2 - 4 łyżki dowolnego słodu ( z bezglutenowych np. ryżowy) w zależności od stopnia słodkości pomarańczy oraz Waszego gustu; zamiast słodu można też użyć przepłukanych miękkich rodzynek
jeśli macie dostęp do niewoskowanych pomarańczy, warto dodać czubatą łyżkę startej skórki pomarańczowej
dowolne ozdoby: kawałki pomarańczy, orzechy, płatki migdałów, kwiaty itp




Wykonanie
Nerkowce zalewam wodą i moczę przez noc, jeśli posiadacie szybki blender jw, wystarczy kilka godzin.
Orzechy i przepłukane, pokrojone daktyle mielę na drobne kawałki, mieszam z solą, chwilę wyrabiam by masa była bardziej klejąca. Wykładam nią spód i brzeg (na wysokość 2 - 3 cm) wyłożonej papierem do pieczenia formy, bardzo mocno dociskam, wstawiam do lodówki/ zamrażarki na czas przygotowania kremu.
Do blendera wrzucam przepłukane nerkowce, dodaję sok pomarańczowy i cytrynowy, skórkę, blenduję na krem. Teraz w zależności od własnego gustu dosładzamy słodem lub dodajemy garść rodzynek i miksujemy z pozostałymi składnikami. Dolewam olej rozpuszczony do płynnej postaci, mieszam i delikatnie wylewam na spód. Chłodzę w lodówce przez noc. Następnego dnia dowolnie ozdabiamy, smacznego :)
Za dostarczenie maszyny serdecznie dziękuję firmie VisVitalis (klik)



Oceń przepis: