| Krzysztof Potaczała Bieszczady w PRL-u 3 Wyd. Bosz 2015 128 stron |
Anegdota sprzed niemal dekady. Pociąg relacji Bałtyk - Wielkopolska. Grupa studentów geografii z jednej z poznańskich uczelni wracał z praktyk terenowych. Weseli, rozgadani, może nieco hałaśliwi. Jak to studenci, po tygodniu spędzonym nad morzem. Piasek w trampkach, wiatr we włosach, w żyłach gorąca krew.
Pociąg toczy się niespiesznie, bezprzedziałowy wagon sprzyja nawiązywaniu znajomości. Do dyskusji o wszystkim i niczym włącza się starsze małżeństwo z Poznania. W pewnej chwili rozmowy schodzą na to, kto skąd jest i jak trafił do Wielkopolski. Jedna ze studentek chwali się rodziną w Bieszczadach, czym jak zwykle w rejonach północno-zachodnich, wzbudza zainteresowanie.
- Czemu tak daleko? - pada nieśmiertelne pytanie, które zapewne zbywa uśmiechem i wzruszeniem ramion.
- A pani rodzice, czym się zajmują? - dopytuje ciekawskie małżeństwo więc studentka chwali się nauczycielską rodziną.
- To tam są szkoły??? - Zdumienie staruszków jest przeogromne, a ona nie wie czy śmiać się czy płakać.