Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe zakątki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe zakątki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2020

A może by...

"A może by tak jeszcze raz..."
Ale, że co? Jeszcze raz obiecać poprawę
i regularne wpisy?
Nie.
Niczego obiecywać nie będę.
Tak mnie dzisiaj naszło to piszę ...
 Bo z cudownego świątecznego zawieszenia,
czas się otrząsnąć i do rzeczywistości wrócić.







A zanim mnie ta rzeczywistość znowu
pochłonie bez reszty, to jeszcze z sentymentem na 
miniony rok spojrzeć mam ochotę.


Dobry był, jest za co dziękować :)

Oby ten nowy, co przed nami był równie łaskawy.




Powitany został z nadzieją,
 światłem i wiatrem we włosach.




 I nawet postanowienie noworoczne mam :)

W ciszy, bez pośpiechu smakować czas. 
Delektować się bliskością. 
Wspólnie tropić dzikiego zwierza i patrzeć w oczy łosia ;)







 Obyśmy mogli jak najczęściej 😊 

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Wesołych Świąt

"Współczesnego człowieka niszczy pośpiech. 
Nigdy się nie zatrzymuje.
 A przecież tajemnicą szczęścia jest umieć czasem przystanąć..." 

 
To jest właśnie ten moment, 
kiedy trzeba przystanąć, a najlepiej przysiąść. 
I poczuć to szczęście pachnące piernikiem, 
 barszczem i kapustą z grzybami. 
Szczęście zamknięte w ramionach ukochanej osoby, 
wybijane rytmem jej serca. 


Spokojnych, pełnych życzliwości, 
miłości i ciepła Świąt życzę 😊😘

niedziela, 25 marca 2018

Normalnie jaja

Na blogach już od jakiegoś czasu 
kicają króliki,
pysznią się jaja 
malowane, wyklejane i jakie tylko sobie zamarzycie.
A u mnie? 
No cóż, nie do końca tak jak u innych.
Bo co tu dużo mówić mam "coś z łokciem".
Ci którzy mnie dobrze znają, podejrzewali to pewnie od dawna ;)

Ale powiem Wam co innego jest podejrzewać,
a co innego jest mieć pewność.
Ja niestety tę pewność czuję dobitnie od jakiegoś czasu.
Fakt został potwierdzony przez specjalistę...
mam coś z łokciem :(
A wiecie jak to jest, jak łokieć nie działa jak powinien,
to cała ręka jest do d...
I co z tego, że to lewa?
Jak okazuje się, że do szczęścia potrzebne są mi sprawne obie!
Sprawa jest na tyle poważna,
 że przez jakiś czas mam rękę oszczędzać.
Rozumiecie? 
Oszczędzać to nic nią nie robić, a w każdym razie mało co.
Bo to podobno sama ją sobie zepsułam, też coś...
Jak tu nic nie robić?
Jak wiosna i Święta i pomysłów tysiąc czeka na realizację?
No cóż staram się jak mogę, choć łatwo nie jest.
 Tym sposobem w sobotę zamiast wiosennych porządków,
zrobiłam w salonie sesję zdjęciową 
:)))
Uwieczniłam na zdjęciach mój zakurzony ;) salon.



Z konieczności do dekoracji wykorzystuję to co mam,
nowe pomysły muszą poczekać do przyszłego roku.
Kury całe lato mieszkały w przytulnym kurniku
po odświeżającej kąpieli w pralce 
dumnie rozsiadły się w salonie :)
Drobny wiosenny lifting,
przeszła też wisząca na ścianie makrama,



Dopełnieniem dekoracji są zebrane na spacerze bazie.
 





Worek z wiórkami i pomysłami  na realizację 
musi poczekać do przyszłego roku.
Tym czasem zobaczcie, coś się w nim zalęgło!


Normalnie jaja ;)

piątek, 19 stycznia 2018

W mysiej norce

Przyznam się szczerze, że często denerwowałam się
słysząc skrupulatne odliczanie dni do kolejnego weekendu.
Myślałam sobie ile fantastycznych chwil nam umyka,
 jeżeli koncentrujemy się tylko
na dobrnięciu do piątkowego popołudnia.
Ale tym razem dopadło i mnie.
A raczej dopadł trudny tydzień.
 Teraz  z przyjemnością delektuję się perspektywą weekendu.
Już na początku tygodnia
 ogarnęła mnie chęć aby zaszyć się w mysiej dziurze
i nie wystawiać z niej ani czubka nosa.
Teraz zrobię to z przyjemnością :)
zważywszy, że jest to bardzo przytulna norka 
a jej lokatorzy są niezwykle urokliwi.
















Przyznaję, zdjęcia takie sobie
Ale sami rozumiecie, że w mysiej norce
o dobre światło trudno, 
zwłaszcza gdy za oknem szaro buro.
Ale, że miło i przytulnie jest to widać :)
Lecę robić kawę.
Miłego weekendu wszystkim życzę :)

czwartek, 28 grudnia 2017

Świąteczny wzrusz.

Ucichł gwar świętowania.
Jedzonko zjedzone, lub wyprawione w podróż z milusińskimi.
Wraca codzienność.





Lubię ten czas między Świętami a Nowym Rokiem.
Wprawdzie kawa pita w cichym domu smakuje inaczej,
ale bez pośpiechu można snuć się po domu
i delektować tym, że czas zwalnia na chwil parę.
Lubię moje cztery kąty i moje świąteczne dekoracje
bez fajerwerków i błyskotek, ale pełne miłości,
zrobione własnoręcznie lub ofiarowane z sercem:)




W tym roku pod choinką znalazłam wspaniały prezent,
słuchawki bezprzewodowe.
Mają mi służyć głównie do słuchania audiobooków,
bo ta forma "czytania"
 towarzyszy mi podczas tworzenia moich szyjątek.
Ale muszę przyznać, że dzięki uwolnieniu się od kabelka,
 zwykłe domowe czynności wzniosły się na wyższy poziom :)
 Otulam się muzyką jak kokonem i trwam w zachwycie.







Jeżeli mowa o prezentach to zaczęło się od ... rózgi.
Tak, tak Mikołaj w tym roku obdarował mnie
najpiękniejszą rózgą świata :)
Patrząc na nią nucę sobie cichutko
"Kto wie czy za rogiem
Nie stoją Anioł z Bogiem?
Nie obserwują zdarzeń,
I nie spełniają marzeń!!!"


"I warto mieć marzenia
Doczekać ich spełnienia."


 Jeżeli spełniają się te maleńkie to może kiedyś...
 te większe spełnią się również :) 
Ale pomyślicie sobie, jak rózga może być marzeniem?
Ano może.
Od kiedy makrama stała się moją kolejną wielką miłością
zamarzyła mi się wyśmigana
przez morze i czas, gałąź 
a na niej upleciona moimi rękami makrama.
I Mikołaj, życzliwa dusza postanowił to marzenie spełnić
i tak dostałam kawał, niezwykłego patyka i mnóstwo radości.
Dziękuję :)
Tym sposobem w tym roku 
zamiast pieczenia i lukrowania pierniczków,
plątałam sobie sznureczki hihi
Żona Mikołaja kolejna życzliwa dusza,
 zadbała o to, aby pierniczków u mnie w Święta jednak nie zabrakło
Mimo, że okazało się, iż moje sznurkowe zasoby są zbyt skąpe,
udało mi się wymodzić świąteczną makramę.
I tak oto rózga zawędrowała na salony ha, ha.











Jestem szczęściarą :)
bo to nie koniec niezwykłych świątecznych prezentów.
Kolejna życzliwa dusza o zdolnych rękach,
 obdarowała mnie takim oto misternym cudeńkiem



Święta to prawdziwie magiczny czas, 
pełen dobra i wzruszeń KLIK.
Spędzony z najbliższymi jest skarbem największym.






        "Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło:           i zwyczaje, i święta rodzinne. 
I dom pełen wspomnień. 
Najważniejsze jest, by żyć dla powrotu...”
 

środa, 28 grudnia 2016

Były, minęły

Najpierw niecierpliwe oczekiwanie.
Potem pospieszne, pracowite przygotowanie.
Później gwarne i jak zwykle zbyt krótkie świętowanie.
Teraz cisza.
Były, minęły. 
Milusińscy wyjechali z torbami pachnącymi
ciastem, pasztetem i kluseczkami ;)



Wzniosłam się dzisiaj na wyżyny kulinarnego recyklingu,
powstały prawdziwe smakołyki.
Zamrażarka pełna,
będziemy wspominać Święta jeszcze  czas jakiś ;)
Aby wspomnienia były kompletne
dokumentacja fotograficzna  być musi.
Nowości w świątecznych dekoracjach w tym roku niewiele.
Brak rewolucji i wpływu mody.
Raczej nowe aranżacje 
tego co w pudłach skrzętnie przechowane zostało,
a zrobione i podarowane było z sercem.
Rozgościły się te cudeńka wszelakie
 w różnych zakamarkach domu i cieszą oko i duszę.




















Te piękne obrączki na serwetki 
są efektem działań recyklingowych.
Z tekturowych rolek można wyczarować cuda :)




 Jeśli ktoś marzył o białych Świętach to niestety.
Śnieżna oprawa w tym roku tylko w takiej postaci.



Winna jestem Wam jeszcze informacje 
Sprawa wygląda tak. 
Towarzystwo pięknie się prezentuje, 
(do dekoracji polecam gorąco :)
ale do roboty to mają dwie lewe ręce. 
Choć głowę bym dała sobie uciąć, że prawą i lewą im przyszywałam.
Nie zrobili nic a nic. Ani w świetle dnia, ani pod osłoną nocy.
Jako pomocnicy są towarem mocno przereklamowanym :( 
Muszę przyznać, że gdyby nie pomoc męża mego kochanego,
to na czas ze wszystkim trudno byłoby zdążyć.
Były, minęły. 

Teraz, po Świętach mam jeszcze kilka wolnych dni.
Odpoczywam.
 Za chwilę z gwarem i pośpiechem przyjdzie Nowy.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...