"Kiedy kobietę w własne łoże złożę,
Spokojny jestem, że nie cudzołożę."Przygód w alkowie Bożeny i Stefana część pierwsza.
Na dobranoc pokaż mi, kochany, sztuczkę językową, rzecze Bożena.
Biedna Bożena, ponętnie marznąca w zderzaki oraz zaopatrzona w tipsowe oprzyrządowanie do zaorania ugoru pleców, musi obejść się smakiem. Chociaż sztuczka niczego sobie.
Tymczasem Stefan ma, wyrosłe na fantazmatach o wymionach-gigantach, niepokojące sny o podstępnie czającej się na niego ginekomastii.
Dobrze skrojone futro zakryje każdą sromotę jednakże. Jesień idzie, czas zahodować.
"Była skromności wzorem,
Ale - nigdy wieczorem."
Zwierzątka, w tym koty, są dobre na poprawę humoru, ale w końcu człowiek ma ochotę na coś bardziej frywolnego.
Dopomoże mi Jan Sztaudynger.
Oby kołdry wasze były gorące, a gęsina w poduszkach ubita. Howgh!