Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiatrołap. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiatrołap. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 grudnia 2010

zegarowe uchwyty i wieszak ... czyli wiatrołap gotowy :)


... od czasu kiedy pokazałam wiatrołap prawie gotowy minęło trochę czasu ... trzeba przyznać, że brakujące detale rodziły się może nie w bólach ale na pewno długo ... jest we mnie pewna żałosna niekonsekwencja ... chciałabym JUŻ ... robie sama i zebrać na JUŻ to się jakoś nie mogę ... zamierzam ... planuję ... o wiele więcej kropek powinnam wstawić zanim napiszę ... działam ...

... zegarowe uchwyty zobaczyłam jakiś czas temu ... początkowo norałam w sieci i dzięki pomocy zwartej grupy z forum Muratora znalazłam ... no tak tylko kilka uchwytów zamawiać za oceanem ... popatrzyłam i piłeczka jak Dobromirowi rozbiła mi się na głowie ... zrobię sobie :) ... kupiłam w Castoramie najtańszy drewniany uchwyt i oto efekt ...

 





... wieszak ... kolejny detal który na realizację czekał sporo ... i powstał zupełnie inny od pierwowzoru ... od jakiegos czasu nie pospieszam ... jeżeli coś nie idzie to zatrzymuje się ... zauważyłam,że przychodzi odpowiedni moment i robi sie samo ... może prawie samo :) ...













 



... gdy powstała myśl o rewitalizacji wiatrołapu błądziłam w stylach i miotałam sie pomiędzy paryską elegancją a skandynawską prostotą ... w czasie prac ... realizując kolejne etapy zarzuciłam style i postanowiłam dobierać detale w zgodzie z sobą i tym co lubię ... nie wiem jaki styl mi wyszedł i czy można mówic o stylu :) ... najważniejsze, że powstało pomieszczenie które lubię ... brakuje w nim jeszcze kilku sprzętów ... to dobrze ... tworzenie i poszukiwanie nowych inspiracji to duża frajda ...

wtorek, 9 listopada 2010

prawie gość przed prawie wyjazdem i prawie wiatrołap ...:)



... nie wiem jakim cudem ale wpadłam na jakiś czarny szkak ... jeszcze nie tak dawno pisałam o tarpających mną a raczej mymi emocjami hormonach a teraz jeszcze doszło to "coś" ... "on" pojawił się w nocy z piątku na sobotę ... myślałam, że nieproszony a jednak zaproszenie wysłałam ozdobione pieknie dwoma czekoladkami ... czerwonym akcentem pomidorka i zielonym sałaty prosto z chemicznego pola ... a na to wszystko mały pieczony kurczak ... po tym zdawałoby się niewinnym (i przy tym bedę się upierać ) menu (zapomniałabym jeszcze jakiś niedogrzany krupnik w biegu pochłonięty ... no niedogrzany bo mikrofale były uprzejme tylko miseczkę podgrzać ... zawartości już nie) ... w każdym razie Pan Ból Pana Pęcherzyka wpadł na małą wizytę ... teraz mam bardzo proste menu ... ryżanka ... Gastrosan i parowanie :) ... bowiem cokolwiek gotuje ... gotuje na parze ... i w ten oto magicznie zwyczajny sposób me życie konsumpcyjne nabrało innego smaku :) ... to co Pan Pęcherzyk pozostawił w mej pamięci zdecydowanie nie może się powtórzyć ... o nie ... dlatego przespacerowałam sie do tzw "rejonu" celem uzyskania porady lekarskiej ... schody zaczęły się przy okienku rejestracji ... wróć do okienka to było daleko ale zauważyłam, że pani częściej chyba rozmawia z dzwoniącymi ... szczęśliwie numer do pani miałam zapisany zatem "memory 6" i dodzwoniłam siem a oto jak przebiegała rozmowa ...


- dzień dobry ... chciałabym się zarejstrować ..
- mówi jak się nazywa i gdzie mieszka ...
- zatkało mnie ale mówię - XY tu i tam
- czeka ...
to czekam ... i słyszę ...
- rano chce czy popołudniu ...
- rano ..jeż... ale nie dane mi było dokończyć ....
- 8.45 przyjdzie gabinet 11 ...

jak kończyłam to pan za mną już z komóra na dłoni scenicznym szeptem zarządził "pani ...dawaj pani ten numer" ...dialog dość orginalny ale wizyta umówiona ... i tak przeszłam na drugą stronę mocy i stałam się świadczeniobiorcą ... w stosunku do którego ustalono że :

NIE WOLNO NAM LUDZIOM JESĆ PIECZONEGO I SMAŻONEGO

TRZEBA O TYM PAMIĘTAĆ

NIC ONA DR ZNACZY NIE WIDZI

... no i dobrze do lekarza szłam nie do medium ... diagnostyki oczekiwałam tj połączenia nauki ... doświadczenia z wynikami badań biochemicznych i obrazowych ... bo nie przekonuje mnie macanie brzucha ... biochemii się doczekałam ale obrazowe to już muszę sobie sama zafundować bo pewna ważna instytucja przecież nie może ponosic kosztów obrazowania skutków mojego pieczonego kurczaka ... na dalszą drogę potrzebuję siły wodza i niech moc będzie ze mną ...

... a biochemie skoro "ona nic nie widzi" i dostałam i tak "na wyrost" to zrobie po przyjeździe ... pani doktor dała mi 2 karteczki ... na jednej to co jadłam do tej pory i gdy ja  zaczęłam się zastanawiać skąd oni to mają już takie wydrukowane ... śledzona jestem czy jak ? ... okazało się że to ..."TO"... czego mi jeść nie wolno !!! ... hm ... na drugiej było to czego prawie nie znam, a co poznam .... i jakimś cudem pokochać muszę ... mam nadzieję, że to do jakiegoś opanowania i konsensusu uda się doprowadzić bo ja bez rosołku egzystencji nie pojmuję ...



... cała ta afera z niecnym zachowaniem tego czegoś we mnie jak to afera zupełnie w nieodpowiednim momencie wylazła bo tuż przed moim małym oddechem w perełce naszych gór Krynicą zwanym ... tak czy siak rozkoszy ducha i podniebienia w "Węgierskiej Koronie" sobie nie odpuszczę ... i w co mocno wierzę stare zdjęcia i dobry jazz doprawią mi kisielek jak barszcz ukraiński :) ... wierzę też, że pogoda utrzyma się i takie słoneczko jak dziś pozwoli mi cieszyć się spacerkami ... miedzy innymi po Bardejovskim rynku, który zachował do dziś średniowieczne budowle ...  Nieletnia bardzo kibicuje bo ma pracę jakąś popełnić o średniowieczu i mnie tam widzi w roli reportera ... że ona niby Naczelny w takim razie ... jak wypłacalna jest tylko na mocy naszego kieszonkowego to na bogato nie będzie ... ma się to szczęście do mało intratnych posad ... no i jeszcze cerkwie łemkowskie ... od czasu kiedy wiem, że Warhol i jego dzieła to z genezy łemkowskie to bardzo chętnie się powłóczę nawet w deszczu ...



... budżet na rekreację uszczupliłam bo Vox kazał ... no kazał kupić latarenki cynowe podając je w takiej przecenie, że nie kupić nie dało rady ... a dodam, że blisko rok patrzyłam na nie z uwielbieniem i tęsknotą ... są idealne do mojej wizji kuchni ... i bliźniaczo podobne do tych które istnieją w konkretnym domku ... mojej mega inspiracji kuchennej ...  i jeszcze jakby do kompletu taki mały grzeszek ...




... o kuchennych inspiracjach już kiedyś wspominałam i muszę sobie o nich wszystko poukładać i napisać ... ale zanim o kuchni będzie winna jestem parę fotek z wiatrołapu ... jeszcze brakuje mi 3 głównych detali ale coś tam widać ... teraz już wchodząc mamy zapowiedź charakteru domku ... choć w rzeczonym domku jeszcze wiele trzeba zrobić ale pani inwestorce ... znaczy się "moi" też dobrze zrobi jak każdego dnia utrwali sobie "do czego to my dążymy Izabel" :) ...






 







... uchwyty się robią ... i mała zazdrostka do wnęki również ... lustro i wieszaczek na drodze bliskiej finałowi ... parasolnik w sferze pomysłu lub marzeń biorąc pod uwagę ten wypatrzony a nieosiągalny cenowo :) ... i zawieszki ...


a to jeszcze dla jednego niegrzecznego Adasia ... tak kochanie zakwitł ... nie wiem czemu ten Twój hibiskus nam zakwitł po 2 miesiącach od zrzucenia kwiatów ale kolejne pomarańczowe paskudztwa w drodze ...


wtorek, 21 września 2010

kocia komoda ...

... kocia ponieważ jej istnień jest już tyle, że śmiało może konkurować z siedmioma żywotami kota :) ...
...zaczęła nie wiem kiedy i nie wiem gdzie ...jako toaletka ... taka z trzema lustrami ... kiedy się znudziła stanęła na śmietniku a konkretnie to obok niego i spotkała mnie, a może poprawniej to ja ją spotkałam... poprosiłam wsparcie w postaci małża o przytarganie jej do domku i w tym momencie zaczęły się jej kłopoty :) ...


...lustra zdemontowane ...czekają na swoją kolej ...dół wyczyszczony do drewna ... już nie toaletka a komoda ... zaczęło się od palisandru ...ale nie zyskał uznania ...po ponownym odczyszczeniu ... zaistniała jako komódka w hebanie na błysk ...i tak było rok ...
... teraz okazała się idealnym siedziskiem do wiatrołapu ... i schowkiem na kilka par zgrabnych pantofelków ... a wiatrołap popielaty i białe listwy więc heban musiał odejść ... przyszła akrylowa biała ... ale wcześniej słoje pociągnęłam woskiem i taki mam efekt ...




... i to by był koniec po dodaniu poduchy od Alicji ...tej lnianej z konikiem lub napisem "MAISON DE BONHEUR" ... i skrzynią we wnęce w kolorze drewna ze ściany plus nadruk ... na mniej zgrabne pantofelki :) ....tylko znów mam dylemat ... zostawić te słoje czy zamalować ...???? ...no nie wiem ...będę wdzięczna za każdą podpowiedź :) ...oczywiście szufladki są ale nie wyschły a bardzo było mi pilno aby pokazać :) ... zmienił się też obrazek na wieszaczku na klucze ...Kamea powędrowała w dobre ręce a ten paryski pejzaż zawiśnie na ścianie przy drzwiach :)...

...a tak wyszedł kolor wiatrołapu ...cieszę się jak dziecko bo po malowaniu sypialni wiem jak trudno z szarym utrafić w odcień .. a ten jest taki jak chciałam :)



muszę wspomnieć słówkiem o drewnianej ścianie, na której stoi komódka ... wiedziałam, że chcę ocieplić wiatrołap drewnem ... kocham stary dąb ale kupienie paneli ściennych w tym odcieniu graniczy z cudem ... dlatego to co widać na ścianie to panele ... podłogowe ... wiem wszystko na temat stosowania paneli podłogowych na ścianie powiedział już małż ... i wielu po nim ... jednak to co mi się ubzdura jest silniejsze od rozsądku czy ... i tu użyje słowa wielkiego ... logiki ... jakby co to mój wiatrołap jest przygotowany na małe tornado i wywrotka mu nie straszna :) ...

sobota, 18 września 2010

parapet ...jak ze starej stodoły :)

Dobrze, że nie zarabiam na życie usługami remontowo-budowlanymi, bo przymierałabym głodem bardziej niż uprawiając pielęgniarstwo :) … wiatrołap nadal nieukończony, ale sprawy posuwają się niebezpiecznie do przodu tak, że istnieje realna groźba ukończenia go w tym tygodniu …pomimo niedyspozycji inwestorski (to ja :) ) …i opieszałości wykonawcy (to małż …Adam :) ) …
…tnąc koszty …zdecydowałam się zrobić samodzielnie parapet ….zresztą nie tylko z oszczędności …chciałam, bowiem aby drewno miało odcień lekko steranego istnieniem …szarawego …o coś jak tu …


najulubieńsza inspiracja z Riviera Maison ...
 …i pięciu stolarzy bez cienia żenady …na pewniak zakrzyknęło …nie da rady …i tu nastąpiła długa tyrada o tym, jakie bejce ewentualnie proponują i kompletna ignorancja faktu, że ja ani ewentualnie ani wcale nie reflektuje na najpiękniejszy orzech świata, bo ja „kcem” takie beznadziejnie sterane jak wiejska zapomniana stodoła …

wspomniana Riviera Maison ...
...ileż ja tam chciejstw swoich znalazłam ...
 …efektem prób i błędów mam to, co chciałam …i trudne nie było …fachowe też nie, ale liczy się rezultat …kupiłam najtańszą deseczkę w markecie budowlanym …potraktowałam ją papierem ściernym …potem szczotą metalową podniosłam włos miejscowo i położyłam bejcę dąb rustikal …jak podeschło ponownie wkroczył do akcji papier i na to impregnat wybielający do drewna, …ale użyty „inaczej” bowiem po kilkudziesięciu sekundach bawełnianą szmatką starłam ile zetrzeć się dało …gdy podeschło kilka warstw oleju do parkietu bo bardzo lubię jego współpracę z drewnem i efekt powierzchni odpornej na wszystko i zacnej …i mam taki oto parapet i to jest taki parapet, jaki chciałam :) …

...i choć coś mi mówi, że żaden szanujący się stolarz nie dałby złamanego grosza za taką technikę i nie użyłby po impregnacie do drewna dubla w postaci oleju ...to ja jestem zadowolona z efektu ...wcześniej próbowałam wybielić deseczkę i bejcą i pastą ale efekt nie przypadł mi do gustu ...zbyt zamazane albo zbyt mocno sztuczne ...…to tyle tytułem zajawki z prac …:) 






... nie ...nie tyle ...ponieważ w prosesie twórczym powstały dwie deseczki ... na jednej powstały decou tworki ...ta z moim ulubionym motywem po dołączeniu haczyków będzie służyła jako wieszaczek na klucze i takie tam :)


...następna będzie toaletka i jej siedem istnień …wiem wiem …jak u kota, ale przez alergię M ja kota nie mogę posiadać to mam kocią toaletkę :) ...

... ten stół z RM i zaprezentowana technika mają mi pomóc przy renowacji bardzo ważnego stołu ... :) ale o nim jeszcze będzie :) ...

wtorek, 7 września 2010

Wizytówka domu ...wiatrołap ...

Chłodniejsze wieczory skutecznie wygoniły mnie z tarasu ...spoglądam na trzymające się jakoś dzwonki zza szyby salonu i wracam na łono wnętrza ...a konkretnie w pierwszej kolejności do rozgrzebanego wiatrołapu...dziś opowiem o decyzjach i inspiracjach :)

...był to obszar najbardziej po macoszemu potraktowany ...a nędza jego wystroju uderzyła we mnie pewnego pięknego dnia czerwcowego ... zaraz jak dostałam po raz kolejny brudnoróżową barwą ścian i zbieraniną przypadkowych szaf i szafek po oczach wysublimowanej estetki ...podjełam decyzję ...robimy wiatrołap ...

... mój wiatrołap z zamierzenia architekta miał chyba tylko ów wiatr łapać bo gabarytowo ma ok 5m2 ... trzy ściany z otworami ...a jedną całą spaskudzoną skrzynką elektryczną ...i jak w takim czymś zrealizować ład ...pokusić się o ergonomię ... zabłysnąć pomysłem i jak sprawić aby było zacnie i funkcjonalnie...???...

...jak z graciarni, która ma pomieścić...buty...palta...parasole...czapki ...a wszystko to rzucone przez szczęśliwców wymiękających na ostatniej prostej ...przed drzwiami domu ...i za drzwiami to mającymi już siłę li tylko na zrzucenie i RZUCENIE ...odzienia ...uczynić wizytówkę domu ...pocztówkę zapowiadającą jego klimat...

zaczeło się od wyrzucenia ...wszystkiego co na skutek przypadku tam trafiło ...
... potem określiłam kolorystykę ...zainspirowana eleganckim holem projektu Sarah Richardson ...


... zdecydowałam sie na francuskie akcenty ... nadające klimat ...głównie w formie małej galerii ...podobnej do tej ...


... postanowiłam o mocnym akcencie drewna ... w odcieniu starego ...wysmaganego wiatrem dębu ...
... aby nie zabić małej przestrzeni ze smutkiem zrezygnowałam z szafy na rzecz siedziska ...z wiszaczkami powyżej ... ale wcisnęłam też póleczkę ...


... wynorałam pare niezbędnych przydasi ... do zrobienia ...kupienia ...posiadania w każdym razie:)


... wwierciłam się w małżowski brzuch tak mocno, że aż uwierzył że nasza egzystencja zależy tylko i wyłącznie od powodzenia w realizacji remontu wiatrołapu ...

 to było 2 miesiące temu ... dokanaliśmy remontu tej olbrzymiej przestrzeni własnymi łapkami i niebawem będzie finał ...co oczywiście zaprezentuje ...zanim pokaże nasze osiągnięcia ...muszę jeszcze podzielić się dwoma wiatrołapami napotkanymi w sieci, które  ze względu na szczególne potraktowanie przestrzeni długo pozostaną w pamięci ...cdn...:) ... gotowy wiatrołap tutaj :)

Related Posts with Thumbnails