Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syberiada polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syberiada polska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 lutego 2014

Słabizna aż piszczy

Jestem chyba najdłużej czekającą osobą na świecie na obejrzenie tego filmu. Aktywnie czekającą, czyli za każdym razem, kiedy widziałam okładkę książki 'Syberiada polska', w duchu zawodziłam jak płaczka grecka, że nie miałam jeszcze okazji zobaczyć ekranizacji.
Książka mi się szalenie podobała, historia kilku rodzin wywiezionych na Syberię z Podola, od pierwszych kart tej opowieści, budziła u mnie takie emocje, że mi kilka razy serce siadało. Płakałam okrutnie, martwiłam się, a jak tylko pomyślałam o tym, co ja bym zrobiła, jak ja bym przetrwała, moje dzieci - miałam ochotę rzucić się krzyżem w kościele w podziękowaniu, że to wszystko nie jest naszym udziałem.
Wiedziałam o ekranizacji, widziałam zajawki w TV, trailer na You Tube - tyle miesięcy musiałam obejść się smakiem. Aż dostałam od znajomego dvd do obejrzenia.
Rodzinnie mam trochę zawirowań, ciężki czas, stresujący, ale nie mogłam się oprzeć i jednak włączyłam wczoraj do obejrzenia. Napisy początkowe lecą, a ja myślę - czy ja dam radę, czy to dobry moment, może powinnam dzisiaj odpuścić? Ciekawość zwyciężyła.
Zaczyna się - wywózka, myślę, jak pokażą scenę z gospodarzem, który się powiesił w stadninie ukochanych koni, bo nie mógł zdzierżyć tego, co się dzieje, że go z nimi rozdzielają, że mu się świat wali, zawału dostanę. Naprawdę nastawiłam się na to, że będę musiała wyłączyć, że nie dam rady.
Co dostałam w filmie? Nic. Żadnych emocji. Przyszli, kazali się zbierać, pojechali, w pociągu sobie usiedli i tyle. Ludzie! Opis wywózki w książce, podróż jest szalenie obrazowa i smutna niemożebnie, a tu nic. Dobra, myślę sobie, film ma swoje prawa, nie może być za dużo o tym, bo na nic innego nie zostanie miejsca. Przyszło mi do głowy, że może serial byłby lepszy?
Oglądam dalej, matka choruje. Ojciec gdzieś poszedł, w powieści ta jego droga po leki jest szalenie emocjonująca, dzieciaki same zostały, głodują, wodę z gałęzi malinowych piją, a tutaj gdzieś się tam ojciec błąka, trochę mu zimno, wrócił, wkurwił się, tyle. A dzieci były dokarmiane i było im całkiem ciepło i przyjemnie. No żesz cholera jasna.
Sorry, za przeklinanie, ale mi po prostu guma w dresach strzela, kiedy o tym filmie myślę.
Piękna, złożona postać kobieca, którą gra Sonia Bohosiewicz w filmie się obroniła. Ale jacy oni wszyscy piękni, jak gustownie ubrani, kożuchy, lica rumiane, chyba śnię.
Praca w tajdze - mordercza w książce, zaledwie ciężka w filmie.
Ale za to romansu dużo. Mąż na moje utyskiwanie powiedział - bo to film o miłości jest, a nie o ciężkim losie wywiezionych ludzi.
W książce to wszystko było przeciwstawione - nowe miejsce a dom na Podolu, ciężka praca w trudnych warunkach, a żyzne ziemie podolskie, okropny los i w tym wszystkim miłość.
A tutaj wszystko takie ładne, głód też ładny, a właściwie nieobecny, wszyscy ludzie dobrzy, Rosjanie też, a komendant troszku tylko srogi. Na to wszystko Polacy i Żydzi ręka w rękę ciężki los dzielą. Brakowało tylko Murzyna co podaje rękę białemu i zbliżenie.
Syberiada polska w reż. Janusza Zaorskiego idzie u mnie pod etykietę 'słabe jak herbata babci klozetowej'. Jedyne dobre dwa elementy filmu to Sonia Bohosiewicz w roli Ireny i Paweł Krucz jako Staszek Dolina. Aktorzy grający Rosjan też dobrzy. Reszta mi po prostu przepadła w odmętach bylejakości.
Nie spodziewałam się tego po takim reżyserze i po tym materiale. Nie ma tam nic, co w książce mnie urzekło, nie ma tych wielkich emocji, wszystko po łebkach, jeśli reżyser się zorientował, ze nie zmieści w dwie godziny, trzeba było nie robić w ogóle albo robić serial. Ten film to obciach i tyle.
Jestem pewna, że jeśli ktoś oglądał najpierw film i ma teraz sięgnąć po książkę, najpewniej tego nie zrobi. A szkoda.





wtorek, 19 lutego 2013

Czas kukułczych gniazd - czyli gdybyście chcieli, zaraz po obejrzeniu 'Syberiady polskiej' w kinie, wiedzieć co się stało z Dolinami i resztą

'Czas kukułczych' gniazd jest drugim tomem sagi syberyjskiej Zbigniewa Domino. W 'Syberiadzie polskiej' opisuje on losy rodziny Dolinów i innych rodzin z Podola wywiezionych precz, w te trudne do życia tereny. Książka wysłuchana, mogłam ją nosić w torebce i w każdej wolnej chwili, czy to w samochodzie, czy w ogrodzie, włączyć do dalszego czytania uszami. Powieść dla mnie pełna emocji, wyłączyć we wzruszającym momencie niepodobna, a że oczy mam na mokrym miejscu, to i nie raz obciachu się najadłam lejąc łzy jak grochy gdzieś w sklepie czy w poczekalni u dentysty.
Strasznie się zżyłam z rodzinami poznanymi w 'Syberiadzie polskiej'. Za każdym razem, kiedy kogoś ubywało, bo zmarł czy przeniesiony, bardzo mnie to obchodziło. A w tym tomie pełno jest pożegnań i powitań, bo wojna się kończy, ludzie zostają zwolnieni z łagrów i wracają do siebie. A droga ta jest długa, czasem bardzo okrężna, z przystankami i pomieszkiwaniem miesiącami w różnych miejscach. A to się ludzie gubili, a to znajdowali, a ja oczywiście za każdym razem 
przeżywałam te zawirowania i przetasowania. O refleksjach po przeczytaniu pierwszego tomu TUTAJ
Zawsze się wydaje, że wojna to jest to najstraszniejsze, co mogło się nam przytrafić. Zaraz po okazało się, że straszne dopiero nadeszło. Powrót do Polski, która jeszcze nie była domem dla wywiezionych, przecież granice były już inne, a ich domy okazały się zostać poza nimi, okazał się trudny - wymarzony, wyczekany, ale zastana rzeczywistość równie wroga i trudna do oswojenia. Poza tym wraz z nastaniem wolności, nie dostaje się immunitetu na utratę bliskich, kolejne niepowodzenia, w zamian za to dostaje się w przydziale trud powojennych lat i smutek, jaki temu towarzyszył - każdemu według zasług, czyli mam wrażenie, że im ktoś był porządniejszy, tym więcej na niego spadało plag, nie mówiąc o gniewie nowej władzy.
Co ja Wam będę tłumaczyć oczywiste, każdy wie, jak to było po wojnie. To, co się wtedy działo, nie mało nic wspólnego z wolnością, sprawiedliwością i swobodą. 

Na ekrany wchodzi teraz film na podstawie pierwszej części. Już są pierwsze pochlebne recenzje. Myślę, że warto zobaczyć, bo już po trailerze widać, że to jest duża produkcja, część zdjęć kręcili na Syberii, więc tym bardziej jestem ciekawa, jak to wypadło.
Obsada też imponująca.


Sama siebie przekonywać nie muszę, tak się przejęłam losami Dolinów i ich sąsiadów, jakbym o swojej rodzinie oglądała. Muszę wygrzebać pokłady cierpliwości, żeby doczekać DVD, bo nie wiem, kiedy będę w Polsce i czy będą to jeszcze grali. Pewnie nie.

Czekałam na taki film, który by o tym rzetelnie opowiedział. Teraz jeszcze mam jedno marzenie, żeby przeczytać dobrą powieść, może niejedną, o marcu '68 w Polsce, emigracji polskim Żydów w tamtym okresie, jak oni to wiedzieli, jak Polacy, co się wtedy działo? Przecież ja tego nie mogę pamiętać, gdyż  miałam zaledwie kilka miesięcy.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Syberiada polska - Zbygniew Domino (audiobook)

Przypadek sprawił, że się o tej powieści dowiedziałam. Wprawdzie pisano o niej na blogach, ale jakoś nie trafiłam wcześniej, dopiero, kiedy szukałam informacji już celowo, po tytule.
Odwiedziłam znajomą podczas pobytu w Polsce i ona miała ją w czytaniu. Rzut oka i słowo Syberiada od razu wprowadziły mnie w drżenie, bo chociaż nie jestem tropicielem wszystkiego co syberyjskie, za każdym razem, kiedy trafiam na coś o tym, aż się trzęsę z pożądania czytelniczego. Mam też wrażenie, że mnie te książki same znajdują.
Po powrocie szukałam w różnych sklepach i na Allegro i mam, przeczytane wszystkie 'czy'.

Autor to oddzielna historia, budzi wiele emocji, bo wprawdzie zesłany z rodziną w głąb ZSRR, ale potem prokurator wojskowy za czasów stalinowskich, doradca w ambasadzie w Moskwie i takie tam. Nie będę się w to zagłębiać, bo nie wiem, czy notka w Wikipedii jest godna zaufania, zresztą w sumie lakoniczna, a sędzią nie jestem i nie będę człowieka oceniać i skazywać. Szczególnie, że ani nie mam danych do tego, ani nie przeżyłam zesłania i tamtych czasów, nie mam prawa. Oceniać będę jedynie to, co przeczytałam.

Od pierwszych stron poznajemy rodziny, które zaraz zostają wypędzone z domów i załadowane do wagonów. Tu się zaczyna ich wieloletnia tułaczka i gehenna. To się w głowie nie mieści, co oni wszyscy musieli znosić. Najpierw horror transportu w wagonach bydlęcych. Pierwsze zgony, pierwsze rozstania. Powiem krótko - nie ma co się przywiązywać do postaci.
Człowiek przyzwyczai się do wszystkiego, jeśli silny i ma szczęście nie stracić kogoś bliskiego na samym początku, kiedy jeszcze nie zahartowany, to zwiększa szansę na przeżycie. Najgorzej chyba mieli ci,którzy od razu, jeszcze spod ciepłej kołdry dobrze nie wyszli, a już ktoś im odumarł, nie daj Boże dziecko. Zmysły mogą się pomieszać, zakrada się taka rozpacz i ból, że czasem po prostu ciało, system cały, nie dawał rady tego unieść.
Dużo się napłakałam przy tej książce, a że jej słuchałam, czasem podczas sprzątania czy gotowania, można mnie było znaleźć w środku np. odkurzania zalaną łzami i popuchniętą. Jakże się nie wzruszyć, kiedy matka nie chce oddać martwego niemowlaka z objęć, kiedy mężczyzna nie jest w stanie opuścić swojego gospodarstwa, ukochanych zwierząt i wiesza się z rozpaczy, kiedy mali chłopcy puchną z głodu i wyglądają ojca, którzy nie wraca od wielu dni?
Zbigniew Domino przeżył zesłanie i napisał to, co sam widział, jest to bardzo wiarygodne, bez politykowania, manipulowania faktami, jest to prosta historia, nie musi być pisana dosadnym językiem, bo sama w sobie jest tak straszna, wzruszająca i dosadna, ze mówi sama za siebie.
Towarzyszymy poznanym bohaterom w kolejnych latach zesłania, przeprowadzkach, podczas pracy i wykonywania różnych czynności, które normalnie nie sprawiają kłopotów, ale w warunkach zesłania, są czasem bardzo trudne. Zdobywanie żywności jest wielkim wyzwaniem, bo nie wolno im mieć broni, nie mają narzędzi takich jak wędki na przykład, wszystko zależy od pomysłowości i zdolności nauki od tubylców, którzy zresztą są bardzo przyjaźni i mają wiele serca dla przybyszy.
Są też momenty prawie normalne, kiedy to ludzie się weselą, kiedy miłują, pobierają. Przyzwyczajamy się do kolejnych postaci (chociaż rozsądek mówi, żeby nie), trzymamy za nich kciuki, życzymy jak najlepiej, dosyć często musimy się z nimi żegnać ostatecznie, ale przecież nie wszyscy umierają, więc mimo tego horroru ta powieść niesie ze sobą wiele nadziei, światła, poczucia siły.
Dużo tam przeciwności, z którymi zmagają się ludzie - władza radziecka i przepisy nieludzkie, tajga dzika i wymagająca, syberyjskie zimno, głód, choroby, wszy, tęsknota za Podolem (stamtąd zostali wywiezieni), beznadzieja, trudno mieć w takich warunkach marzenia i wierzyć w to, że dożyje się innych czasów. A jednak.
Zawsze, kiedy mnie jakieś muchy w nosie nachodzą albo foch, od razu przypominam sobie te czasy i podobne historie - od razu mi przechodzi i czuję wstyd. 

Książka jest napisana prosto, bez zawiłych zdań i ozdobników, przekaż jest przejmujący i bardzo prawdziwy. Polecam

Znalazłam informację, że Janusz Zaorski jest w trakcie kręcenia filmu na podstawie tej powieści. Cieszę się bardzo. Posłuchajcie, co sami aktorzy mówią o tym projekcie