Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty
środa, 25 sierpnia 2010
Z garnkiem w herbie czyli z wizytą na obiedzie u Truscaveczki
Ostatnio, pomijając wizytę w Gdańsku, jadałam bylejako. Na stojąco, w biegu, zapominając, do czego służą garnki, patelnie i co znaczy posiłek na gorąco. Zapewne to wina upałów, bo komu by sie chciało. Mnie, niestety, nie. Dziś wpadłam na blog Truscaveczka pichci, podejrzałam przepis na penne z ciecierzycą, porobiłam zakupy, ugotowałam, zjadłam. Pycha! Dzięki Ci dobra kobieto! Następnym razem będzie tagliatelle (maaatko!) z krewetkami. Mam wszystko oprócz... krewetek. Ale kupię. Dziś przemaszerowałam całe miasto w poszukiwaniu ciecierzycy, więc i na krewetki w końcu trafię. Nie wiem, dlaczego taka posucha w sklepach.
Czekają aż podniosą vat?
sobota, 2 stycznia 2010
Słowo się rzekło - placuszki z kurczaka i papryki
Podpatrzyłam na blogu Małgorzaty przepis na placki z kurczaka. Wiecie jak to jest po świętach: zjadłabym coś, ale nie wiem co. Na taki stan dobry jest nowy przepis. Przepis Małgorzaty z konieczności zmodyfikowałam - nie znoszę dokupować jedzenia, kiedy w lodówce pełno, więc do placków zużyłam to co miałam w domu:
dwie pojedyńcze piersi
półtora papryki czerwonej
zamiast pora średnia drobno posiekana cebula
z konieczności przyprawa Prymat - Przyprawa do kurczaka pikantna.
Chciałam kupić Złotego Kurczaka, ale w ulubionym sklepienie było.
Placki baaardzo dobre, polecam - wypróbowane, sprawdzone.
piątek, 1 stycznia 2010
Ciasto Kasi - 3 bit.
Patrzę w swoje ostatnie posty i stwierdzam, że mało tu robótek. Obiecuję, że to się zmieni, niech tylko wszystko wróci do poświątecznej normy. Ale dziś jeszcze "robótka" innego rodzaju - ciacho bez pieczenia. Przepis dostałam od młodej gosposi Kasi czy nie bodaj 2 lata temu . Kiedy przeszukiwałam stare kalendarze w poszukiwaniu wigilijnego menu, z jednego z kalendarzy wypadła "kasina" kartka z przepisem ( a w tv w tej chwili technika rzucania telefonem komórkowym - idealny kąt rzutu 43 stopnie) - wracam do przepisu. Nigdy wcześniej z niego nie korzystałam, bo wydawało mi się, że zbyt dużo tu czynności do wykonania. Ale w tym roku zdecydowałam - a czemu nie? Cukiernik ze mnie żaden, ale nie święci garnki lepią i ulepiłam ciasto, garnka nigdy.
A więc przepis:
8-10 paczek herbatników - zależy od wielkości blachy
puszka mleka skondensowanego słodzonego
2 budynie śmietankowe bez cukru
1 kostka masła lub margaryny
400 ml śmietanki 18%
2 Śnieżki
Puszkę z mlekiem gotować pod przykryciem 2,5 godziny, dobrze dzień wcześniej, by dobrze ostygło.
Budynie ugotować w 2 szklankach mleka z 1 łyżką cukru, po ostudzeniu utrzeć z kostką masła.
Śmietanę ubić dodając dwie Śnieżki.
Układać warstwami:
herbatniki, masa budyniowa, herbatniki, karmel, herbatniki, śmietana, potarkowana gorzka czekolada.
Wyszło, wszystkim smakowało, ale ... jedno ale. Śmietana nie ubiła się tak jak sobie to wyobrażałam - chciałam by była jak na tortach śmietanowych z cukierni. Nie była - była półpłynna.
Przy następnym podejściu postanowiłam kupić śmietankę 30% i dodać krem śmietanowy
"Dr. Autokara" :-)) - krem dodaje się do ubitej smietany. "Trzydziestka" deserowa, choć schłodzona solidne, nie dała się ubić, a "Dr. Autokar" usztywnił ją w nieznacznym stopniu.
Ciasto nie traci przez to na smaku, znika w zastraszającym tempie.
No cóż, liczę jednak na sugestie - jak ubić śmietanę na sztywno. Nie ustaję w poszukiwaniach.
niedziela, 27 grudnia 2009
Po świętach?
Po świętach - można tak powiedzieć. Zlot jak zawsze u mnie i stres mnie powalał od dwóch tygodni.
Co przygotować? Spis ubiegłoroczny potraw mi przepadł. Pewnie wypłynie około Wielkiej Nocy.
W każdym razie jakoś sobie bez ściągawki poradziłam. Teraz znów stres - jak co przechować, by straty były jak najmniejsze. Na grom kupiłam te krokiety z kapustą - trzy opakowania. Termin spożycia do 04.01.2010. pocieszam się, że jak kto z rodziny podupadnie na zdrowiu w czasie Sylwestra to mu barszczyku czerwonego i krokiecika zaserwuję. A może da się to zamrozić i przetrwa dłużej? W każdym razie wpadłam na pomysł spisania "wrażeń-uwagpraktycznych-bożonarodzeniowych". Coś w rodzaju pamiętnika szalonej gospodyni. Wyglądałoby to mniej więcej tak:
1. jak masz pierogi to na grom ci krokiety na dokladkę jedno i drugie grzybno-kapuściane
2. nie gotuj kompotu z kilograma suszu - za nic nie wypiją, szukają colki, soków jabłkowych, wód mineralnych i innych wynalazków z workiem lodu.
3. karkówki w sosie nigdy za wiele
4. schabu ze śliwkami nigdy za wiele
5. "ciasto nie ciasto" 3bit zmodyfikować i kontynuować, bo mówią, że dobre - a i roboty niedużo.
6. dawkę ryb w galarecie i w warzywach - na pół
7. ryż z makiem - woreczek ryżu sztuk jeden to nadmiar szczęścia, ryżowego szaleństwa amatorów mało ( a mówiłam łazanki zrobić)
Itd, itp, itd...
W każdym razie przetrwałam, stwierdzam - nie było tak źle. Oby do "jajka". Święta jajeczne nie tak szalone. Poradzę sobie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)