Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wilk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wilk. Pokaż wszystkie posty
środa, 25 listopada 2015
I znowu zima
Laura obudziła się w piątkowy poranek i spostrzegła, że znowu nadeszła zima. I pomyśleć, że jeszcze wczoraj biegała w samych pantalonach, boso po trawie! A dzisiaj już śnieg! Trzeba poszukać wełnianego pulowerka w renifery i napełnić wrzątkiem termofor - pomyślała.
Całe szczęście, że Laura lubiła śnieg. Takim osobom łatwiej jest przetrwać zimę (bo ostatecznie są nawet w stanie ubrać te osiem kilogramów kurtek, rajtek, majtek, czapek i traperów i wyjść z domu na mróz - choćby po to, żeby ulepić kulkę ze śniegu).
Dlatego w ten piątkowy poranek Laura wdziała frociane kalesony oraz swój znoszony kombinezon narciarski i opuściła ciepełko domowego ogniska (czyli ukochaną kołderkę w mięciutkim łóżeczku).
Największą przyjemność sprawiało Laurze powolne kroczenie po śniegu. Nogi miała lekko ugięte w kolanach, plecy pochylone i szła w jakby zwolnionym tempie. Wyglądała bardzo dziwnie (i nawet spacerujące po parku psy szczekały na nią przeraźliwie bo wydawała im się podejrzana). Pierwszy krok na świeżym śniegu to przecież sama przyjemność! - powtarzała zdziwionym przechodniom. But należy położyć delikatnie i z wyczuciem, począwszy od pięty powoli dołączając resztę stopy. Tylko w ten sposób można w pełni delektować się przyjemnym "chrupaniem" śniegu pod butami.
Chrup chrup chrup chrup chrup chrup chrup chrup chrup chrrrruuuup
Odgłos chrupania zawsze kojarzył jej się z tatą i jego dużymi brązowymi butami kroczącymi po śniegu w drodze na pasterkę. W jej wyobraźni śnieg błyszczał wtedy jak miliony kryształków oświetlony światłem księżyca i (wszechobecnymi w okresie świątecznym) lampkami choinkowymi.
Szkoda, że od kilku lat nie było śniegu na święta - westchnęła w myślach Laura i podskoczyła, żeby zerwać z drzewa wielki sopel lodu (wisiał tam i aż kusił, żeby go wziąć do ręki!). Pooglądała go z bliska i daleka, przełamała na pół i już miała nim rzucić w dal, kiedy usłyszała na plecami męski głos.
- Taki wspaniały sopel na zmarnowanie!
Obok niej stał wysoki chłopak, a na głowie miał czapkę ze sterczącymi na boki psimi uszami.
Jego niecodzienny wygląd nie zrobił na Laurze większego wrażenia - w końcu mieszkała w Krakowie, a tu taka "ekstrawagancja" była na porządku dziennym. W duchu stwierdziła jednak, że całkiem do twarzy mu było w tym psie.
Podała chłopakowi przełamany sopel lodu mówiąc, że może go sobie wziąć bo jej nie jest już potrzebny i właśnie zamierzała go wyrzucić.
- Dzięki! Pychotka! - odpowiedział. - Może pomyślisz, że jestem dziwny, ale uwielbiam świeże sople.
Uśmiechnął się szeroko i odgryzł koniuszek - Trzeba przyznać, że nie mają wykwintnego smaku. Bo cała rzecz polega na tym, że one tak przyjemnie chrupią pod zębami - wyjaśnił.
Laura spojrzała na niego z żywym zaciekawieniem. Stał taki wesoły i rumiany. I chrupał lodowy sopel.
chrup chrup chrup chrup chrup chrup chrup chrrrrup chrup chrup chruuup chrup
Etykiety:
absurdalia,
Absurdaliusz,
choinka,
chrup,
miś,
sopel,
śnieg,
wiewiórka,
wilk,
zima
czwartek, 3 lipca 2014
wilki
Wilczyca Renata zawsze myślała sobie, że kobiety powinny pracować na wysokich stanowiskach, jeździć dobrymi samochodami i umawiać się na biznesowe lancze.
Kiedy miała czternaście lat, właśnie tak wyobrażała sobie swoje przyszłe życie.
Zasiadała przy swoim (nadgryzionym zębem czasu) biurku po mamie i wyklejała do zeszytu wycinki z gazet. Przedstawiały one wysokie biurowce, skórzane teczki, nowoczesne komputery, śliskie rajstopy z brokatem, sushi i inne przedmioty będące na wyposażeniu każdej wolnej kobiety (wolnej czyli niezależnej - powtarzała rodzicom Renata).
W szkole, na zajęciach plastycznych, tworzyła z papieru poważne kalendarze z miejscem na codzienne zapiski i rozkładem zebrań rady nadzorczej (ah, brzmiało to tak dorośle!). Po szkole ćwiczyła język francuski (wydawało jej się, że powinna go znać każda bizneswoman).
Potem Renata dorosła. Trafiła na studia prawnicze i pewnego dnia, siedząc na wykładzie z jakiegoś prawa administracyjnego (lub czegoś podobnego) nagle zatęskniła za zwykłym placem zabaw. Za huśtawkami, nadmuchiwanym basenem dla dzieci, zapachem malin z ogródka i smakiem tortowej masy wyjadanej prosto z makutry. Zerwała się więc na nogi (profesor wykładowca spojrzał na nią krzywym okiem znad niezbyt twarzowych, beżowych okularów) i bez słowa wybiegła z uczelni.
Biegła, biegła przez zawiłe korytarze Wydziału Prawa i tuż przy bramie wyjściowej... wpadła na wilka Sebastiana.
Nagle okazało się, że Renata nie chce śliskich rajstop z brokatem ani skórzanej teczki z eko-skóry. Wolałaby rozpoczynać dzień ćwicząc jogę w dresie, spacerując po parku z książką i gotując spaghetti bolognese dla wilka Sebastiana (ale ziemniaków całymi dniami obierać nie będzie, nie ma cudów). Mogłaby pracować w domu, przy komputerze i robić na drutach małe buciki dla wilczków.
Ah, te wilki i zmienność ich upodobań!
---------------------------------
Nie byłam szczególnie oryginalna i zrobiłam sobie dwa łapacze snów (teraz są okropnie modne). Ale miałam ku temu bardzo poważny powód! Piotrek (zwany też Menrzem) i ja zrobiliśmy sobie sypialnię w pokoju, którego do tej pory się bałam. Wiszą tam dwa ogromne, okrągłe i stare lustra - na przeciwko siebie. Tworzą taki straszny klimat. Zawsze wydawało mi się, że są portalami do innego świata. Przez jedno z nich potwory z innego świata wchodzą, a przed drugie wychodzą. Złą energię tam czułam! Bałam się tam spać.
A Piotrek? Wręcz odwrotnie, uwielbia te lustra. I zabronił mi je zdemontować. Więc wmówiłam sobie, że jeśli samodzielnie (własnymi rencami) zbuduję łapacze snów i powieszę po jednym na każdym lustrze tooo... zamknę te portale do innego świata! Będziemy bezpieczni.
Śpimy tam już trzecią noc i żyjemy, a moje sny są wyjątkowo fajne. Same przygodówki ;)
Kiedy miała czternaście lat, właśnie tak wyobrażała sobie swoje przyszłe życie.
Zasiadała przy swoim (nadgryzionym zębem czasu) biurku po mamie i wyklejała do zeszytu wycinki z gazet. Przedstawiały one wysokie biurowce, skórzane teczki, nowoczesne komputery, śliskie rajstopy z brokatem, sushi i inne przedmioty będące na wyposażeniu każdej wolnej kobiety (wolnej czyli niezależnej - powtarzała rodzicom Renata).
W szkole, na zajęciach plastycznych, tworzyła z papieru poważne kalendarze z miejscem na codzienne zapiski i rozkładem zebrań rady nadzorczej (ah, brzmiało to tak dorośle!). Po szkole ćwiczyła język francuski (wydawało jej się, że powinna go znać każda bizneswoman).
Potem Renata dorosła. Trafiła na studia prawnicze i pewnego dnia, siedząc na wykładzie z jakiegoś prawa administracyjnego (lub czegoś podobnego) nagle zatęskniła za zwykłym placem zabaw. Za huśtawkami, nadmuchiwanym basenem dla dzieci, zapachem malin z ogródka i smakiem tortowej masy wyjadanej prosto z makutry. Zerwała się więc na nogi (profesor wykładowca spojrzał na nią krzywym okiem znad niezbyt twarzowych, beżowych okularów) i bez słowa wybiegła z uczelni.
Biegła, biegła przez zawiłe korytarze Wydziału Prawa i tuż przy bramie wyjściowej... wpadła na wilka Sebastiana.
Nagle okazało się, że Renata nie chce śliskich rajstop z brokatem ani skórzanej teczki z eko-skóry. Wolałaby rozpoczynać dzień ćwicząc jogę w dresie, spacerując po parku z książką i gotując spaghetti bolognese dla wilka Sebastiana (ale ziemniaków całymi dniami obierać nie będzie, nie ma cudów). Mogłaby pracować w domu, przy komputerze i robić na drutach małe buciki dla wilczków.
Ah, te wilki i zmienność ich upodobań!
---------------------------------
Nie byłam szczególnie oryginalna i zrobiłam sobie dwa łapacze snów (teraz są okropnie modne). Ale miałam ku temu bardzo poważny powód! Piotrek (zwany też Menrzem) i ja zrobiliśmy sobie sypialnię w pokoju, którego do tej pory się bałam. Wiszą tam dwa ogromne, okrągłe i stare lustra - na przeciwko siebie. Tworzą taki straszny klimat. Zawsze wydawało mi się, że są portalami do innego świata. Przez jedno z nich potwory z innego świata wchodzą, a przed drugie wychodzą. Złą energię tam czułam! Bałam się tam spać.
A Piotrek? Wręcz odwrotnie, uwielbia te lustra. I zabronił mi je zdemontować. Więc wmówiłam sobie, że jeśli samodzielnie (własnymi rencami) zbuduję łapacze snów i powieszę po jednym na każdym lustrze tooo... zamknę te portale do innego świata! Będziemy bezpieczni.
Śpimy tam już trzecią noc i żyjemy, a moje sny są wyjątkowo fajne. Same przygodówki ;)
Etykiety:
absurdalia,
Absurdaliusz,
łapacz snów,
wilk,
wilki
Subskrybuj:
Posty (Atom)