Nie wiem, jak długo jeszcze będzie się to udawać, ale na razie- weekend i nie ma mnie.
Za czym mało czasu zostaje na pisanie i inne takie, ale- dwa tygodnie urlopu w dwa dni, jak mówi jedna Poszukiwaczka.
Na tej fali odwiedziliśmy ogród nieogród (jak ona mówi) Barbary. Nadal bez glancu i wciąż pięknie.
We mgle.
| Ławeczka ma w tym ogrodzie miejsce perfekcyjne |
| jest akuratnie dobrana |
| i tworzy idealną parę z Jednorożcem. |
| Zamyślonym , opartym o lipę i patrzącym w dół. |
Ważne, żeby była odpowiednia.
W słońcu i w cieniu.
To była pierwsza jesienna mgła i początek pory deszczowej.
Wszystko sobie pięknie krajobrazowo koegzystowało- barszcze zwyczajne,leszczyny,
koniczyny
i jastrzębiec pomarańczowy.
Elegancko zgadzało się z pająkami
kocimiętkami
i rozchodnikami.
Współistniało z tojadem
daliami
i rabatami bylinowymi, złożonymi po części z roślin zwanych przez niektórych chwastami.
Przy okazji dokonano małego instruktażowego cięcia formującego
które po wielu powtórzeniach powinno częściowo odbudować naturalny pokrój jabłoni.
Za wiele się tam w okolicach nie ujrzało, bo mgła i dżdż.
Ale i tak było pięknie u progu tej jesieni.Otóż ma ona kaloszki przyciągające plamiste smoki.
Jednym z celów podróżki był pewien dwór, związany z rodzinną historią TP. Skądinąd bardzo sympatyczne miejsce.
"W płaskim krajobrazie, w widłach Wisły i Dunajca, otoczony drzewami stoi skromny dwór o charakterystycznej, tradycyjnej formie siedziby szlacheckiej. Ma drewniane, bielone ściany i wysoki dach kryty gontem. Od frontu znajduje się ganek oparty na dwóch filarach i obrośnięty dzikim winem, a przed nim – kolisty gazon."- piszą o nim.
Tak sobie ogarniałam tę zwykłą zwykłość, bezpretensjonalną prostotę (abstrahując od wilka na instrumencie), myśląc o tym, jak niedawno wystarczało niewiele. I jak bardzo powszechne wyobrażenie- które przecież zawsze można skonfrontować z historyczną prawdą! ale nie, to się nie dzieje- dworku szlacheckiego odbiega od tej prostoty.
Myślałam o tym, jak trudno tę obiektywną wiedzę przełożyć na współczesne "stylizacje" dworku polskiego, o którym tak wielu marzy. Począwszy od wyboru materiałów budowlanych, przez wystrój wnętrz, do urządzenia ogrodu.
W budowlance to jeszcze jest prosto- mamy podejście "konserwatorskie" (jak dworek, to z modrzewia i dalej tym tropem) i "fasadowe" (stiuki ze styropianu, garaż wbudowany w bryłę). W ogrodach zwykle jedziemy po bandzie- podjazd z gazonem (cóż, że np. fantazyjnie lub wynikowo owalny, niewygodny), pińcet taksonów drzew, kostka "staromiejska" i trawniki spod igły. Oraz musowo zielniki w bukszpanowych ogródkach, różanki i inne ekscesy.
A tymczasem.
| Ocieniony pnączami ganek. |
| Wygoda bez lansu. |
| Jedna wyraźna ścieżka, ziemna obwodnica. Ażurowe ogrodzenie lub brak ogrodzenia. |
| Fragment urządzonej zieleni- okrąg lip ocieniający miejsce spotkań i wypoczynku. |
| Zwykłe drzewa, w tej chwili większość to już "samosiew". |
| Zajazd od bramy do bramy. |
| Otulenie starodrzewiem. Kiedyś ludzie nie bali się dużych drzew, a miejsca miały swoją proporcję. |
| Jasne, że to nie było dokładnie tak- widać wiele naleciałości i uproszczeń, ale jest duch i idea. |
| Ten pan przez ponad godzinę siedział i głaskał nakolanowego kota. Głaskał kota, a to głaskanie legitymowało siedzenie i wpisywało się w całość. |
| Zwykły żwir. |
| I deszcz. |
| Hm. |
W porze ciepłej przelotnie wpadliśmy do Izerii i Inkwizytorium.
| Koniczyna perska (pięknie pachnie). |
| Poziewnik szorstki (źródło krzemionki koloidalnej). |
| Poznaliśmy Orszulkę z Orszulkowa :-) |
Jakoś trzeba to powtórzyć i na dłużej. Tęsknię za Inwki, która jest smutna. Kotek Matrix odszedł.
W czasach ciepłych- to było wtedy, co naniepylaka- wpadliśmy też do Miasteczka
ale i tam jeszcze mniej optymizmu, niż pięć lat temu. Znikąd nadziei na #dobrązmianę, gorycz i fiksacja.Adrspachu. Tym razem spacer dookoła piaskowni.
| Kaczki rybaczki. |
Co się zmieniło w stosunku do posta sprzed czterech lat? Robię szarsze fotki (ale może to pogoda) i noszę odzież funkcyjną. Niezmiennie za to przeszłabym się skalnym szlakiem.
Szkółking to też podróżki. Niewiele tej jesieni, bo jakaś kiepska ogrodniczo i wogle kiepska.
Żeby nie narzekać? nie narzekam, głośno myślę.
Pan Adam Świerk uważa, że jego pasiaste zagonki to marność nad marnościami wobec "ogrodów pokazowych" różnych szkółek.
A ja sądzę, że kilkusetmetrowe paski w kilkudziesięciohektarowej szkółce bylinowej to samo piękno. Na koniec sezonu- bogactwo marcinków i traw.
Skrzynki przygotowane do wysyłki wyglądają jak gotowe rabatki.
Widać w nich aktualne trendy, prawda? Jeżówki bym wymieniła na bardziej naturalistyczne.Na ścianie Świerkowego biura wisi taka instalacja
i jednak. Za cholerę to dobrze nie wygląda, mimo że wisi drugi rok.
| Bombonierka. |
| Szklany kieliszek. Nie zapisałam nazwy i nie wiem. |
| Wrzosy wszędzie tylko pączkowe. Nie ma normalnych wrzosów. |
| Skąd się biorą te okropne garnki? |
Tak, drodzy czytelnicy ;-)
Taki to wpis, szarojesienny, słodkokwaśny jak pigwa.
Będzie lepiej, będzie konkretniej. Ostatnio w szczegółowym pisaniu wyręczyła mnie Dorota. Tymczasem
pozdrówka, Megi.