A ja powiem: o, jak to dobrze! Nie tylko roślinom przyda się wytchnienie. Mnie dopadło przeziębienie i wraz z deszczem odsunęło tymczasowo od pracy. To dobrze, po pierwsze dlatego, że żałowałabym pięknej pogody, przy której nie mogłabym spędzać miło czasu orząc w ziemi. ;) Po drugie, natłok przeróżnych nadprogramowych zajęć i tak nie daje mi ani chwili wolnej, więc z dwojga złego lepiej, że pada. Końcówka roku szkolnego zbliża się nieubłaganie a wraz z nią pełno egzaminów, konkursów, występów, turniejów, i innych dodatkowych atrakcji..., co jak zwykle odbija się zmęczeniem na Matce Polce. :) Tak że, gdy wpadam do domu, to tylko by złapać oddech i znów gdzieś gnać, i na nic innego siły brak.
Ale nie ma tego złego, bo przynajmniej zamiast łapać się za jakieś męczące domowo-zdobnicze zajęcia, siadam spokojnie przy komputerze - do tego sił nie potrzeba. ;) Mogę sobie klapnąć przed laptopem i tępym wzrokiem przez chwilę powodzić po jego ekranie. I gdy tak sobie pociągając nosem, zawinięta w kocyk już powodzę, to i coś przy okazji wymodzę. ;)) I tak dziś wybrałam dla Was kilka mokrych kwiatków. :) Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię oglądać kwiaty po deszczu. Oczywiście nie po ulewnym. ;) Jest coś zachwycającego w perełkach deszczu zatrzymanych na płatkach czy liściach. Są jak biżuteria, którą przyroda założyła na chwilkę - sznury koralików, kolczyki, broszki... Nie ma co ukrywać - przyroda jest kobietą. :)
A tak przy okazji, to muszę Wam powiedzieć, że siedząc sobie przy laptopiku, na wprost okna, mam cudny widok na soczystą majową zieleń i na mój kwitnący balkonowy krzew bzu, który z kolei ciekawie zagląda do pokoju. :)
| Widok dokładnie z miejsca, w którym do Was piszę :) |
To był jednak rewelacyjny pomysł z posadzeniem go w dużej donicy. Już trzeci rok bez sprzeciwu ;) raduje mnie swym wyglądem i zapachem. Dlatego jeżeli ktoś ma wątpliwości czy bez sprawdzi się na balkonie, to ja mówię: jak najbardziej! :) Nawet w środku miasta można dzięki niemu poczuć się jak w prawdziwym ogrodzie. Jak lubicie bzy, nie musicie z nich rezygnować, potrzebny jest tylko balkon. ;)
| Kolory pewnie marne, ale zdjęcie wieczorne, bo robiłam przed chwilą |
A gdy jest już na naszym balkonie troszkę krzaczków oraz karmnik, to ruchliwe towarzystwo mamy zapewnione. :) Siedzę więc sobie nieruchomo, aby nie wystraszyć płochliwych gości, z lufą aparatu pod ręką. :) Czasem uda się zrobić jakieś znośne zdjęcie, ale muszę powiedzieć, że mają chyba jakieś ptasie ADHD, bo wysiedzieć na miejscu nie mogą zbyt długo i zanim ustawię ostrość i odpowiedni kadr... frr i już ich nie ma! :) Za to i tak ruch w balkonowym interesie cieszy całą naszą rodzinkę, dlatego dbamy by ziarenek było pod dostatkiem.
| A gdy uda mi się jeszcze upolować odwiedzające mnie wróbelki, sikorki czy inne ruchliwe ptaszki, to na pewno jeszcze wstawię jakieś zdjęcie |
A skoro jestem w temacie około-okiennym, to pokażę jeszcze stare krzesła, które udało mi się w końcu przemalować na biało i uwolnić od sukieneczek. Dodałam dekoracyjny element z tyłu, by je "ufrancuzić" i lekko poprzecierałam na rantach. Z efektu jestem bardzo zadowolona, krzesełka są lżejsze i ładnie wpisały się klimat pokoju dziennego.
| I nie tylko mnie się podoba ;) |
Przy stole krzesełka a na nim mazurek last minute, czyli kruche ciasto z wiśniami. Równie lekkie jak krzesełka i tak jak one wpisało się w klimat dzisiejszego dnia. :)) Zniknęło w oka mgnieniu. Przepis pochodzi z Moich Wypieków. TU odsyłam zainteresowanych po bardzo nieskomplikowane instrukcje, bo robi się je też w oka mgnieniu.
I na koniec przy okazji kulinariów, chciałam Wam powiedzieć, że moja magiczna maszyna do jogurtów z powodu mojego gapiostwa zrobiła nam twarożek! :) Wyszedł całkiem dobry, choć stało się przez przypadek i niezgodnie z instrukcją. Po prostu nastawiłam jogurt rano i zapomniałam wyłączyć wieczorem. Przypomniało mi się dopiero na drugi dzień rano! Z tej prostej przyczyny po 24 godzinach wyszedł twarożek. Wolę jednak tego sposobu nie powielać, by nie narazić na szwank maszyny. ;)
Buziaczki i dobrego tygodnia Wam życzę
Ewa