Spieszę poinformować zainteresowanych, że Najmłodsza otrzymała nagrodę za wykonane projekty. Maska i domek były na najwyższym miejscu. Iza, pełna tej dumy, prawie szybuje pod sufitem, tak jest nią napełniona. Cieszę się ogromnie, że cała ta praca, którą poświęciła na tydzień poświęcony zajęciom plastycznym, została doceniona.
Teraz z kolei ja pochwalę się kolejnym etapem rozkwitu kwiatów...
Pierwsze, największe kwiaty piwonii już przekwitły...
W trawie pozostało trochę opadłych płatków - wspomnienie piękna i rozmachu....
Teraz wykwitają pąki trochę mniejsze, ale tak samo oszałamiająco pachnące.
Lobelie dopiero zaczynają się rozrastać i pokazywać pierwsze kwiaty. Może dlatego, że zawsze skąpię i kupuję te malutkie sadzonki. Muszą się dopiero dobrze rozkrzewić, zawiązać pąki i wtedy zaczną szaleć.
Póki co, cieszy moje oczy kilka plamek niebieskości...
Pelargonia bluszczolistna przygotowuje się do kwitnienia:
A dzwonki już cieszą oczy:
Aksamitki zaczynają powoli się rozwijać:
W tym roku dobrze dopilnowałam ślimaki i udało się odhodować aksamitki do takiej wysokości, że mam nadzieję na ich przetrwanie. Tym bardziej mi na tym zależy, że wyrosły z własnoręcznie zebranych nasion; latałam po domu z pojemnikami siewek, potem pikowałam... No szlag by mnie trafił, gdyby ślimaki dorwały się do tego w pierwszym tygodniu po przesadzeniu do gruntu!
W aksamitkach najbardziej kocham ich nieprzewidywalność w kolorze. Mogłabym obfocić każdy krzak, bo każdy jest inny.
Niektórzy nie lubią ich zapachu, nawet nazywają je śmierdziuchami. Ja z kolei uwielbiam ten aromat.
Dostałam od sąsiadki sadzonkę Wrotyczu maruna(
Tanacetum parthenium) tutaj znany jako Feverfew. Stosowany jest jako cudowny środek na migreny i bóle głowy.
Jest bardzo ekspansywną rośliną, więc oczywiście wylądował w jednym z moich pojemników.
Wrotycz(lub jak niektórzy zwą go Złocień) maruna jest kuzynem Wrotyczu pospolitego; wygląda nieco inaczej, ale to jednak bliscy kuzyni.
Do kolekcji dołączyła bakopa. Tylko jedna, bo mocno sie rozrasta. Póki co ma 4 gałązki i takie "mocno sie rozrasta" jest określeniem bardzo na wyrost, ale już za jakiś czas...
Mój "dopiero-co-oklejony" pojemnik po farbie. Pojemników dostarcza mi znajomy budowlaniec w ilościch "ile chcesz". Są niezwykle obszerne, co oznacza, że pochłaniaja ogromne ilości podłoża i drenażu. Żeby nie były tak ciężkie, że aż kręgosłup pęka przy przesuwaniu, jako drenaż używam połamanego styropianu lub pogniecionych nieregularnie pojemników po mleku lub wodzie.
Przyznaję się od razu, że ja na to sama nie wpadłam. Zazwyczaj wypełniałam donice tonami kamieni lub czegoś podobnego, równie ciężkiego, żeby zapewnić drenaż. Pewnego dnia oglądałam program
Monty Don'a - angielskiego ogrodnika i to on zasugerował, żeby sobie nie utrudniać życia, a wykorzystać coś takiego, jak styropian na przykład.
Oklejam więc te wielkie wiadra materiałami - docelowo mają być pomalowane farbą, ale wiadomo, że prowizorka wygrywa - i sadzę rośliny. Ilość podłoża powoduje, że spokojnie rosną tam po kilka lat. Tak jest np. z moją lawendą wąskolistną(angielską) czyli
langustifolia, która rośnie w tym samym pojemniku już 5 lat.
W tym roku dorobiłam się takiej oto szałwi:
....i widziana już wyżej różowa, a teraz żółta, nemezja:
Nieśmiertelniki mają coraz więcej kwiatów:
W cieniu powojnika rosną i dojrzewają poziomki:
Funkia - jedna z największych - osiągnęła już ponad 70cm średnicy:
W rogu, przy szopie, tam gdzie cień największy, rośnie zielona piękność:
W ten sposób dobrnęliśmy do końca :)