Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halloween. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halloween. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 listopada 2009

Papa Noel

zawital do moich sasiadow w dniu Halloween!
Kiedy dzieciaki chodzily od domu do domu, terroryzujac slowami "cukierki albo psikus" , za nasza sciana rzadzil juz Swiety w czerwonej czapie!!

W sobote wyszlismy z domu po poludniu, R. poszedl po samochod, a ja szlam w jego strone... i tak wlasnie w pazdzierniku zaatakowal mnie juz nastroj Swiat Bozego Narodzenia, ba nawet migoczace lampki na choince stojacej w salonie sasiadow przekonaly mnie, ze w pazdzierniku, no na koniec pazdziernika Papa Noel moze juz swietowac swoje triumfy!

To co zobaczylam prosilo sie o utrwalenie tego na zdjeciu, co oczywiscie zrobilam :)) No i musze dodac, ze pierwsze slowo, ktore mi sie nasunelo widzac ta swiateczna kolekcje, bylo bardzo niecenzuralne... po prostu: O kurwa! no i wystarczy :)


piątek, 30 października 2009

Dynia

a nawet dwie dynie znalazly sie jakis czas temu w mojej kuchni.

Alez to brzmi... "moja kuchnia" ... sympatycznie w sumie, choc kuchnia jest raczej zakatkiem kuchennym.
No ale akurat nie w tym rzecz.

Dynia zawsze mi sie kojarzyla z jesienia, bo jakze by inaczej, poza tym oczywiscie z zupa dyniowa i plackami z dyni. Jesli chodzi o zupe, to akurat nie zatracilam sie w tym daniu zupelnie. Zdecydowanie bardziej preferuje placki i koniecznie z cukrem... bo nie wiem czy juz mowilam, ale slodycze to ja uwielbiam... no i niestety przez nie, to chyba bede ciagle walczyc z kilogramami... szczegolnie z wiekiem.
Tak mi ostatnio R. powiedzial, ze im czlowiek starszy tym przybywa mu cialka, i ciezej stracic (poklepal sie przy tym po swoim tak, tak wystajacym brzuchu, ktory tak szczerze mowiac zupelnie mi nie przeszkadza) ... Obruszylam sie troche, no bo jak to tak... ja wcale nie chce byc grubsza niz jestem i jak bylam, ba mam taka ambicje zleciec jeszcze troche... o juz nawet gacie mi zlatuja z tylka, i ponoc nie prezentuje sie on przez to atrakcyjnie.
To slowa mojego meza, ktory uznal, ze jest to nie lada komplement! Ech meska delikatnosc... w kazdym razie marza mi sie spodnie nowe, modelu rurki, co oczywiscie zakomunikowalam R. na co on, ze w tych spodniach to mi beda sie nogi rozchodzily...
Matko kochana jak to mi sie beda nogi rozchodzily?? Ze niby co, nie bede mogla pionu zlapac i tylko pozycja horyzontalna mi pozostanie?? Zatem moze sa to spodnie do spania??!! Ha, zeby to bylo takie proste... okazalo sie bowiem, ze mojemu mezowi chodzi o to, ze kobiety noszace te spodnie maja zazwyczaj przerwe pomiedzy udami - ja mam pomiedzy zebami, pomiedzy udami przerwy nie mam, no moze troche wyzej :P... i w dole plecow, ale ta przerwe to akurat ma kazdy :P - co zrobic taka anatomia :))

W kazdym razie jak mozna miec w takich spodniach rozchodzace sie nogi to jest dla mnie nie pojete... chyba, ze nosi sie rozmiar podwojne zero - jakze popularny w USA, choc otylosc wydaje sie byc tam jednak nadal na topie - wowczas to mozna miec przerwy pomiedzy nogami, ba nawet i przede wzystkim pomiedzy neuronami! Ta wymiana zdan, na jakze prozaiczny temat jakim sa spodnie zwrocila moja uwage na to, ze moj facet widzi jednak inne kobiety... i patrzy im na te nogi... na tylki pewnie tez i na cala reszte zapewne rowniez... no i co ja mam zrobic... oczy ma to i patrzy. Mam tylko nadzieje oraz ufam, ze na patrzeniu konczy! :)

Spodni sobie na razie nie kupie... bo finanse sa w watlym stanie, no i musze chodzic w tym co mam... no to na moj tylek na pewno zaden facet nie bedzie patrzyl ... zreszta dla mnie najwazniejsze jest to, ze moj R. patrzy... tylko szkoda, ze zachwytu w tych gaciach w nim nie wzbudzam... a chcialabym! Zreszta R. rzekl mi rowniez, ze jak sobie kupie nowe spodnie, to potem trzeba bedzie kupic nowe, bo znow schudne, a tak jak przytyje to stare spodnie beda jak znalazl - tez mi sie geniusz ekonomii znalazl!
Zarty, zartami i pogledzic sobie mozna, a nawet trzeba przynajmniej wiadomo co druga osoba ma na mysli :)) No i ja teraz tez wiem... mianowicie to, ze moj malzonek zauwazyl, ze chudne... choc na codzien zupelnie zdaje sie tego nie widziec, a troche szkoda :))

A co do dyni... bo w sumie od tego zaczelam ta pisanine i chcialabym na niej skonczyc :D
Jedna juz wydrazylam, druga postanowilam ocalic jako, ze bedzie z niej jednak wiekszy pozytek. Postac ona sobie jeszcze moze i poczekac na swoj czas. Ta pierwsza wiec jest juz pusta glowa na Halloween... i serio, w zyciu nie przypuszczalam, ze kiedykolwiek nastanie taki dzien, ze zamiast szklanych zniczy, kolorowych chryzantem i innych wiencow bede sie uzbrajac w lampionowa dynie! Nie powiem zebym sie w tym jakos odnajdywala, moze za duzo we mnie sentymentalizmu, tesknoty jakiejs. Jednak... zrobilam cos, co zawsze chcialam zrobic, a jakos nie mialam okazji, moze nastroju... a moze po prostu potrzebowalam tego by zamieszkac w innym kraju... no bo dynia fajnie sie do mnie usmiecha ... zreszta co ja Wam bede pisac... zobaczcie sami.

A ja tzw. tymczasem ide robic sernik gotowany i ciasto dyniowe... w koncu jakby nie patrzec mamy Swieta... Wszystkich Swietych, Zaduszki.... no ale jutro najpierw Halloween... i cholera niby to ja cos o chudnieciu mowilam??? Uchhhh ciezka jest dola odchudzajacej sie milosniczki wszystkiego co slodyczami sie zwie :))

I wybaczcie mi ta fote z odbiornikiem TV na pierwszym planie... osobiscie takich nie lubie, no bo to snobizmem i drobnomieszczanstwem smierdzi paskudnie. Ale tam mi jakos najlepiej ta dynia wygladala... choc teraz stoi juz na samej gorze tego mebla po lewej stronie i tam juz raczej zostanie :) A na dodatek... mieszkam w drobnej miejscowosci wiec moze ta fote choc odrobine to usprawiedliwa hehehe Ale... musze przyznac, ze jak na pierwszy raz wyszla mi ta dyniowa geba calkiem przyzwoicie :P