Przyjemnie obudzić się w dniu urodzin ze świadomością, że ten pogodny dzień mam tylko dla siebie.
Zaczęłam od wyprawy do kuchni po kawę i tu odebrałam pierwsze życzenia zostawione przed wyjściem do pracy przez pierworodną :
Później z Krakowa zadzwoniło "wydanie drugie poprawione" z dobrym słowem dla mamusi, następnie przybył tato, oddelegowany przez mamę z życzeniami. A jak odpaliłam facebooka, to zostałam zasypana ogromem życzeń i aż się boję, że mi się konto zawiesi do wieczora :D
Za wszystkie te i pewnie kolejne - serdecznie dziękuję, nie zapomnę wychylić wieczorem jakiś podziękowalny toast ;)
Poranek był pod znakiem wyprawy na pocztę i zieleniak.
Odebrałam przesyłkę z Biferno - wygrany na FB motek Edery (ucieszył mnie bardzo - mam kilka wstępnych pomysłów co z niem zrobić, ale jeszcze przemyślę) i dokupiony moteczek bambusa, który chcę wykorzystać do bliższego zapoznania się z tą włóczką i jej właściwościami, bo jakoś tak wyszło, że nie miałam okazji do tej pory.
A na zieleniaku wzbogaciłam mój balkonowy "ogród" o 4 sadzonki pomidorków koktajlowych. Dołączyły do porzeczki czerwonej, która już 3 albo 4 rok rośnie mi w donicy i zeszłorocznych poziomek.
Robótkowo sprawa ma się tak :
a) zaliczyłam totalną porażkę z 1 w życiu próbą nafilcowania
aplikacji na chustę. Zdecydowanie muszę się podszkolić, jak przyjdzie
druga fala chęci, by coś takiego ze skutkiem pozytywnym zrobić.
Przede wszystkim zaskoczył mnie fakt, że to takie praco-czasochłonne.
Nafilcowałam 3 kwiatki, ale chyba za mało czesanki nałożyłam. Być może
powinnam użyć cieńszych igieł - nakuwałam grubą i tak się przyłożyłam,
że przy trzecim ...wykułam konkretną dziurę w dzianinie, przerywając
oczka. I w tym momencie użyję cenzury, darując szczegółów
słowno-myślowych. W każdym razie z wielkim rozczarowaniem dałam sobie
spokój, przynajmniej na razie. A zdjęcie tej porażki wklejam, chociaż
jest fatalnej jakości, bo być może ktoś, kto się na tym zna, udzieli mi
jakichś wskazówek i wytknie błędy.
b) Zrobiłam sweterek rozpinany dla ośmioletniej córki koleżanki - 3 dzień czeka na doszycie guzików, do zdjęcia spięty agrafką i nie do końca na tym "dorosłym" manekinie prezentuje się jak produkt dziecięcy, ale zapewniam, że taki jest, postaram się w późniejszym terminie o zdjęcia na właścicielce.
c) Pod ręką leży resztka kremowego Nako moher special, w wolnej chwili dłubię z niej chustę-zwyklaczkę. Tym razem zaczęłam od dolnego "zęba", dodając po bokach po oczku dla porządanego kształtu, jadę w górę. Jej ostateczna wielkość będzie zależała od tego, na ile tej resztki wystarczy. Nie spieszę się z nią, bo to taka "sztuka dla sztuki", nawet nie na tą porę roku. Skończę, to będzie.
d) w następnej kolejności (albo nawet całkiem wnet, bo chusta spokojnie może poczekać) będzie bliższe zapoznanie z wyżej wspomnianym bambusem, o ile że ktoś nie zgłosi pilnej chęci czegoś konkretnego.
I to by było na tą chwilę na tyle. Coś pokręcę się po domu, robiąc wrażenie dobrej gospodyni samej przed sobą, żeby wieczorem pocelebrować to swoje święto :)
Moi mili odwiedzacze :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włóczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włóczka. Pokaż wszystkie posty
piątek, 10 maja 2013
wtorek, 3 kwietnia 2012
Prezenty, prezenty :):):)
Moi mili przyjaciele blogowi - http://nordberd-moonat.blogspot.com/ - bo tak już chyba mogę nazwać przesympatyczną parę tych wspaniałych ludzi, obdarowali mnie śliczniusim zającowym jajcem, które już tworzy u mnie samo w sobie dekorację kwietno-jajeczną
Jajo nie miało prawa się uszkodzić, bo opakowane było dokładnie ... drugim prezentem :
konkretną dawką uroczych włóczek różnego rodzaju i koloru.
Moja radość jest oczywistą oczywistością, którą w tym momencie akcentuję dla jej podkreślenia.
DZIĘKUJĘ!
Drugi prezent, który sama spobie sprawiłam, też przyniósł listonosz. Wykukałam w symbolicznej cenie w pakiecie 2 książki I. Bachmann - autorki, z której twórczością już dawno chciałam się zapoznać, ale jakoś się nie składało.
Teraz, mając na własność pod ręką, na pewno stanie się to już wkrótce.
Robótkowo - kicha, że tak w skrócie powiem.
Dziubię z cienkiej wełenki , delikatnym melanżu śliwkowym,tunikę dla pierworodnej. Zostalo jakieś 40% do ukończenia. Skończę, to pokażę. Cholera mnie niemal wzięła, bo z innej śliwki, nieco jaśniejszej, zrobiłam prawie cały sweterek dla siebie i ...spruć musiałam. Leży w kłębkach pod ławą i czeka na drugie podejście.
Mam nadzieję, że niedługo jakiś gotowy udzierg pokażę. Póki co - wszystkim radosnych, beznerwowych przygotowań do Świąt życzę :)
P.S. Godz. 17,20
Przypomniałam sobie, że ktoś pytał, co z moją palemką, co to "pędem odbiła", więc szybciutko fotkę zrobiłam - puściła drugi :) - to te mniejsze zielone kulki z tyłu, a na tym pierwszym pięknie się powiększyły i nabrały żywego, żółtego koloru. Wygląda to tak :
Przy okazji przegląd parapetu od drugiej strony : środa, 14 marca 2012
Torebka moja pierwsza.
Pierwsza, w sensie, że pierwszy raz coś takiego udziergałam. I nie moja a dla znanej już z żółtawego golfa sąsiadeczki - pierwszoklasistki. Powstała w ramach utylizacji resztek i zaspokojenia własnej ciekawości, czy potrafię coś takiego zrobić. Okazuje się, że potrafię, a kilka drobnych błędów wyeliminuję, gdy zajdzie potrzeba zrobienia czegoś podobnego w przyszłości - czyż nie na błędach człowiek się uczy?
Niedługo zabiorę się za przetworzenie najnowszego zakupu wrzoso-śliwki dla pierworodnej na sweterek. Fason będzie moją interpretacją sweterka, któremu w bezczelny sposób cyknęłam zdjęcie komórką w chińskim sklepie ;p O szczegółach się nie rozpisuję, żeby nie być gawędziarką-opowiadaczką. Zrobię, to po prostu pokażę. O - z tego to zrobię :
Ale najpierw dokończę to, co teraz dziergam :
Prezentacja mam nadzieję najpóźniej za tydzień.
Niedługo zabiorę się za przetworzenie najnowszego zakupu wrzoso-śliwki dla pierworodnej na sweterek. Fason będzie moją interpretacją sweterka, któremu w bezczelny sposób cyknęłam zdjęcie komórką w chińskim sklepie ;p O szczegółach się nie rozpisuję, żeby nie być gawędziarką-opowiadaczką. Zrobię, to po prostu pokażę. O - z tego to zrobię :
Ale najpierw dokończę to, co teraz dziergam :
Prezentacja mam nadzieję najpóźniej za tydzień.
sobota, 29 października 2011
Kolejny komplecik, pytanie o kwiatek i wspomnieniowo
Kolejny komplecik - tym razem taka sama czapeczka jak czarna z posta niżej ale z szaliczkiem. Zdjęcie niewypał - tak fatalnie robi fotki z bliskości moja komórka(aparatu chwilowo nie mam). Komplecik dla mojej siostrzenicy (patrz banerek boczny 1% podatku) zrobiony z przecudnego, liliowego moteczka, który dostała Justyna od Mirabelki razem z moim pomarańczowym, wygranym w jej candy. Oczywiście ani koloru ani urody włóczki nie widać na tych zdjęciach, zamieszczam je jedynie dla ogólniej informacji i dowodu, że coś się dzierga.
Następna sprawa, to prośba o identyfikacją(nazwę) kwiatka, którego 3 naszczepki bezczelnie ukradłam i jeszcze bezczelniej też komórką obfociłam, licząc, że pomożecie mi w ustaleniu nazwy tego cuda wielkiego, pnącego się na klatce schodowej w jednym z krakowskich bloków przez 2 piętra. Ma sztywne liście dość ciemne i jak sztuczne , przepiękne grona kwiatowe.
Następna sprawa, to prośba o identyfikacją(nazwę) kwiatka, którego 3 naszczepki bezczelnie ukradłam i jeszcze bezczelniej też komórką obfociłam, licząc, że pomożecie mi w ustaleniu nazwy tego cuda wielkiego, pnącego się na klatce schodowej w jednym z krakowskich bloków przez 2 piętra. Ma sztywne liście dość ciemne i jak sztuczne , przepiękne grona kwiatowe.
Ktoś wie jak się nazywa to coś?
A na koniec wspomnieniowo, skoro już do zdjęć w telefonie się dobrałam. Na blogach widać zachwycające barwy jesieni, to ja jeszcze sprzed paru tygodni wrzucę 2, kiedy było jeszcze dość zielono .
Jedno - z kładki na Wisłoce robione, w bardzo malowniczych okolicach , drugie - w cudnym lesie, gdzie sporo jest dostojnych, wielgachnych jodeł - jak widać na załączonym obrazku - znalazłam nawet jedną grubszą od siebie, więc nie odmówiłam sobie zapozowania! :D
P.S. Info nr dwa dla Czarnej Loli : przybywa :) Jeszcze trochę cierpliwości :)
sobota, 27 sierpnia 2011
Co z tym ponczem...
Zrobiłam kiedyś takie ponczo i coś mi nie pasuje w nim.
Niby jest takie, jak założyłam - dość długie, z nierównym dołem, z golfem raczej dopasowanym, gładziutkie, a jedyna ozdoba - koronkowate, szydełkowe wykończenie dołem.
Jak skończyłam wydaje mi się takie ...za buro-nijakie. Może ktoś ma pomysł, co do niego dodać? Myślałam o szydełkowych kwiatach górą, taką jakby girlandę biegnącą asymetrycznie. Tylko jaką - w odcieniach różnych popieli niemal do białego, czy kontrastowo, czy kolorowo. .. A może jeszcze co innego? A może nic?
Z tego wszystkiego ponczo leży i zajmuje nieco i tak zapchanej przestrzeni. Jakoś mi przeszedł do niego entuzjazm, więc może lepiej byłoby, gdyby trafiło do kogoś, kto je zaakceptuje od razu, lub jakoś przyozdobi zgodnie ze swoim gustem.
Zrobione jest z porządnej włóczki z domieszką wielbłądziej wełny, w ciemnopopielatym, grafitowym kolorze.
A - pomimo sporej tolerancji rozmiarowej, przewidzane jednak na nieco krąglejszą osobę niż Duśki 36, więc na niej trochę smętnie wisi :)
Jak skończyłam wydaje mi się takie ...za buro-nijakie. Może ktoś ma pomysł, co do niego dodać? Myślałam o szydełkowych kwiatach górą, taką jakby girlandę biegnącą asymetrycznie. Tylko jaką - w odcieniach różnych popieli niemal do białego, czy kontrastowo, czy kolorowo. .. A może jeszcze co innego? A może nic?
Z tego wszystkiego ponczo leży i zajmuje nieco i tak zapchanej przestrzeni. Jakoś mi przeszedł do niego entuzjazm, więc może lepiej byłoby, gdyby trafiło do kogoś, kto je zaakceptuje od razu, lub jakoś przyozdobi zgodnie ze swoim gustem.
Zrobione jest z porządnej włóczki z domieszką wielbłądziej wełny, w ciemnopopielatym, grafitowym kolorze.
A - pomimo sporej tolerancji rozmiarowej, przewidzane jednak na nieco krąglejszą osobę niż Duśki 36, więc na niej trochę smętnie wisi :)
sobota, 20 sierpnia 2011
Już z myślą o jesieni
Pokazywałam kiedyś pewien sweterek
( http://magorzaciarnia.blogspot.com/2011/05/popielaty-ukonczony.html ), który dekolt miał taki :
Jako że jesień idzie i z taką szyją to chyba nie bardzo w plener córcia pójdzie, dorobiłam komino-golf :)
Oczywiście będzie mogła go nosić i do innych fatałaszków jeśli zechce.
Golf jest zrobiony tak, żeby można było na głowę naciągnąć. Z braku córki pod ręką wytwór prezentuje Duśka, ale jako że głowy nie posiada, nie pokaże tej opcji. Zaznaczyć tu chcę, że Duśkę przyodziałam, coby plastikowymi cyckami więcej zgorszenia nie siała, co słusznie niektóre z koleżanek zauważyły i ja się z nimi zgadzam - jak można tak bezczelnie niezwisy prężyć, denerwować i w kompleksy wpędzać :)
Duśka nie posiada też rąk, toteż nie układa się toto tak, jak powinno, ale coś tam jednak przyuważyć można.
Zrobiony jest z tej samej włóczki co sweterek - bardzo wydajna i świetna w robocie, pisałam o niej przy okazji prezentacji sweterka.
Poza tym dzieje się kamizelka dla mamy - zdjęcie poniższe fatalne, mało na nim widać, ale jest dowód, że COŚ jednak robię. Jak skończę - zrobię lepszą fotkę. Dzisiejsze robione komórką, więc są jakie są.
( http://magorzaciarnia.blogspot.com/2011/05/popielaty-ukonczony.html ), który dekolt miał taki :
Jako że jesień idzie i z taką szyją to chyba nie bardzo w plener córcia pójdzie, dorobiłam komino-golf :)
Oczywiście będzie mogła go nosić i do innych fatałaszków jeśli zechce.
Golf jest zrobiony tak, żeby można było na głowę naciągnąć. Z braku córki pod ręką wytwór prezentuje Duśka, ale jako że głowy nie posiada, nie pokaże tej opcji. Zaznaczyć tu chcę, że Duśkę przyodziałam, coby plastikowymi cyckami więcej zgorszenia nie siała, co słusznie niektóre z koleżanek zauważyły i ja się z nimi zgadzam - jak można tak bezczelnie niezwisy prężyć, denerwować i w kompleksy wpędzać :)
Duśka nie posiada też rąk, toteż nie układa się toto tak, jak powinno, ale coś tam jednak przyuważyć można.
Zrobiony jest z tej samej włóczki co sweterek - bardzo wydajna i świetna w robocie, pisałam o niej przy okazji prezentacji sweterka.
Poza tym dzieje się kamizelka dla mamy - zdjęcie poniższe fatalne, mało na nim widać, ale jest dowód, że COŚ jednak robię. Jak skończę - zrobię lepszą fotkę. Dzisiejsze robione komórką, więc są jakie są.
sobota, 6 sierpnia 2011
Co leży i (sz)czeka?
I to całkiem na wierzchu, mając nadzieję, że wreszcie dorwę trochę czasu -
- 3 książki do przeczytania
- na półeczce pod ławą to,co chcę przerobić drutowo w pierwszej kolejności - nawet nie chowam do pudeł i szaf do reszty zapasów
Jeśli ktoś ma do podarowania wolny czas - tak przynajmniej miesiąc, to chętnie przyjmę :)
Na koniec pokażę Wam pewnego przystojniaka, niestety nie mojego, kuzynostwa. Ale kocham go jak swojego, gdy przyjeżdżam, pędzi do mnie z wiiielką radością :)
- 3 książki do przeczytania
- na półeczce pod ławą to,co chcę przerobić drutowo w pierwszej kolejności - nawet nie chowam do pudeł i szaf do reszty zapasów
Jeśli ktoś ma do podarowania wolny czas - tak przynajmniej miesiąc, to chętnie przyjmę :)
Na koniec pokażę Wam pewnego przystojniaka, niestety nie mojego, kuzynostwa. Ale kocham go jak swojego, gdy przyjeżdżam, pędzi do mnie z wiiielką radością :)
Zdjęcie zrobiłam mu jakiś czas temu, zdążył zmężnieć bardziej :)
środa, 3 sierpnia 2011
Z poczty i z parapetu
Miło się pochwalić - przecudej urody moteczek wygrany u Mierabelki w candy doszedł i to z dokładką! Drugi, niespodziewany w pięknym kolorze wrosowato-liliowym, obydwa zachwycające! Już są pomysły co z nich będzie.
Kolejna przesyłka od Eli - dostałam 4 motki moherku bladoróżowego, miluśkiego. Jeszcze nie wiem, co z niego zrobię, na pewno coś się wymyśli (sugestie mile widziane)
Pokażę jeszcze specjalnie dla Asi prowadzącej bloga http://www.mijajacechwile.blogspot.com/ moje dwa grubosze : "matkę i dziecko". Matka ma dobrych kilka, jak nie kilkanaście lat. O wieku świadczy gruby pień, bo po zakwitnięciu(raz tylko się w jego życiu zdarzyło - miał drobne, białe kwiatki )zmarniał. (o mnie nie najlepiej świadczy połamana, byle jaka doniczka, włożona w drugą a ta osłonięta koszykiem wiklinowym..."się" przesadzi )obcięłam do samego pnia, pozbawiając zupełnie liści i mam teraz coś wrodzaju bonsai. Poniżej - dziecko, bo jakoś szkoda mi było tak powyrzucać wszystko co obcięłam. Trzeba przyznać, że to rośnie jak chwast. Swego czasu odłamany kawałek włożyłam do kieliszka z wodą i tak stał z rok... Dolewałam wody, a toto rosło w cienki badylek i miało się całkiem dobrze
Robótkowo nic zupełnie się nie dzieje. Mam chwilowo całkiem inne terminowe zajęcia, a że wymienne jest to na naszą walutę, więc ochoczo przeznaczam na nie swój wolny czas.
Dostane włóczki dołączyły do zapasów chcąc nie chcąc. W głowie mam kilka pomysłów, szkoda, że na to wszystko potrzeba czasu, który nijak rozciągnąć się nie chce.
Kolejna przesyłka od Eli - dostałam 4 motki moherku bladoróżowego, miluśkiego. Jeszcze nie wiem, co z niego zrobię, na pewno coś się wymyśli (sugestie mile widziane)
Pokażę jeszcze specjalnie dla Asi prowadzącej bloga http://www.mijajacechwile.blogspot.com/ moje dwa grubosze : "matkę i dziecko". Matka ma dobrych kilka, jak nie kilkanaście lat. O wieku świadczy gruby pień, bo po zakwitnięciu(raz tylko się w jego życiu zdarzyło - miał drobne, białe kwiatki )zmarniał. (o mnie nie najlepiej świadczy połamana, byle jaka doniczka, włożona w drugą a ta osłonięta koszykiem wiklinowym..."się" przesadzi )obcięłam do samego pnia, pozbawiając zupełnie liści i mam teraz coś wrodzaju bonsai. Poniżej - dziecko, bo jakoś szkoda mi było tak powyrzucać wszystko co obcięłam. Trzeba przyznać, że to rośnie jak chwast. Swego czasu odłamany kawałek włożyłam do kieliszka z wodą i tak stał z rok... Dolewałam wody, a toto rosło w cienki badylek i miało się całkiem dobrze
Robótkowo nic zupełnie się nie dzieje. Mam chwilowo całkiem inne terminowe zajęcia, a że wymienne jest to na naszą walutę, więc ochoczo przeznaczam na nie swój wolny czas.
Dostane włóczki dołączyły do zapasów chcąc nie chcąc. W głowie mam kilka pomysłów, szkoda, że na to wszystko potrzeba czasu, który nijak rozciągnąć się nie chce.
sobota, 18 czerwca 2011
Tunika - znalezione zdjęcie
Właśnie odkryłam w folderku nie do takich zdjęć - takie zdjęcie :)
Tą tuniczkę zrobiłam już dość dawno - pamiętam fajną włóczkę - supełkowatą mieszankę bawełny i wiskozy. Nie pamiętam jednak, co z nią zrobiłam. Na pewno nie ma jej już w domu. Nawet nie wiedziałam, że zostało po niej to zdjęcie - uwiecznię ku pamięci :) Zrobiona była, jak widać, prostym ściegiem na drutach i wykończona szydełkiem.
Tą tuniczkę zrobiłam już dość dawno - pamiętam fajną włóczkę - supełkowatą mieszankę bawełny i wiskozy. Nie pamiętam jednak, co z nią zrobiłam. Na pewno nie ma jej już w domu. Nawet nie wiedziałam, że zostało po niej to zdjęcie - uwiecznię ku pamięci :) Zrobiona była, jak widać, prostym ściegiem na drutach i wykończona szydełkiem.
piątek, 27 maja 2011
Czarno-fiołkowa tunika/sukienka
Tym razem coś dla córki starszej :) Tuniczka prosta w robocie - jak lekko taliowany podkoszulek przedłużony, odrobinkę dołem rozszerzony i zakończony małą falbanką. Wykończenia ramion i dekoltu słupkami szydełkowymi.. Jest leciutka jak piórko, raczej cienka ale dość ciepła - powędruje więc na razie do szafy i tam oczekiwać będzie jesieni :)
Włóczka powstała z połączenia cienkiej, fiołkowej, moherkowatej nitki z jeszcze cieńszymi 2 z czarnego akrylu - takie mi zalegały, a że z osobna były za cienkie na druty - złączyłam w jedną megagałę i taki oto melanż powstał. Na pewno jeszcze coś z tego udziergam, bo niemal nie widać zużycia z gały - nie wiem ile tego jest w sumie - fiołkowego było ok.30-35 dkg. Podkradnę mamie wagę na 1 dzień i aż zważę z ciekawości - Tuniczkę na "wagę dłoni" oceniam na jakieś 15dkg - czyli połączyłam nitki nie dość, że świetne i szybkie w robocie, to jeszcze bardzo wydajne :)
Włóczka powstała z połączenia cienkiej, fiołkowej, moherkowatej nitki z jeszcze cieńszymi 2 z czarnego akrylu - takie mi zalegały, a że z osobna były za cienkie na druty - złączyłam w jedną megagałę i taki oto melanż powstał. Na pewno jeszcze coś z tego udziergam, bo niemal nie widać zużycia z gały - nie wiem ile tego jest w sumie - fiołkowego było ok.30-35 dkg. Podkradnę mamie wagę na 1 dzień i aż zważę z ciekawości - Tuniczkę na "wagę dłoni" oceniam na jakieś 15dkg - czyli połączyłam nitki nie dość, że świetne i szybkie w robocie, to jeszcze bardzo wydajne :)
sobota, 16 kwietnia 2011
Aktualności małgorzaciarne
Przerwę na kawkę postanowiłam wykorzystać na małe doniesienia :)
Najpierw z pola robótkowego -
1) Cienkie, czarne z wieeelkim dekoltem i na boku wiązane dla córki jest na ukończeniu, ale nie pokażę, bo robótkę u mamy zostawiłam.
2) Jestem w połowie szarego - robi się z tej włóczki cudownie!! Jest mięciuteńka, sprężynująca, taka sznureczkowo-łańcuszkowa. Dosłownie sama ślizga się po drutach.Nie spieszę się, bo mogę to robić, robić i robić dla samej przyjemności - tak się z niej fajnie robi. A tym bardziej, że detale mam w dalszym ciągu nie sprecyzowane. Jak skończę - oczywiście prezentacja efektu będzie. Na razie jest tyle :
3) Pasuje mi szybko zrobić chustę na wymiankę z tego popielu :
4) A z tego ciemnego zielonkowato-oliwkowego będzie wdzianko dla Sydoni :)
5) Póki co - rozpoczęłam porządki przedświąteczne. Początek tych porządków polega na tym, że wyciągnęłam 2 wielgachne wory i szafka po szafce bez sentymentów wypierniczam wszystko, co niepotrzebne, lub nie używane dłużej niż rok. Pierwszy worek zapełnił sie jak widać poniżej błyskawicznie, nie wiem, czy przygotowany drugi wystarczy. Nic to, w zapasie jest rolka :)
Najpierw z pola robótkowego -
1) Cienkie, czarne z wieeelkim dekoltem i na boku wiązane dla córki jest na ukończeniu, ale nie pokażę, bo robótkę u mamy zostawiłam.
2) Jestem w połowie szarego - robi się z tej włóczki cudownie!! Jest mięciuteńka, sprężynująca, taka sznureczkowo-łańcuszkowa. Dosłownie sama ślizga się po drutach.Nie spieszę się, bo mogę to robić, robić i robić dla samej przyjemności - tak się z niej fajnie robi. A tym bardziej, że detale mam w dalszym ciągu nie sprecyzowane. Jak skończę - oczywiście prezentacja efektu będzie. Na razie jest tyle :
3) Pasuje mi szybko zrobić chustę na wymiankę z tego popielu :
4) A z tego ciemnego zielonkowato-oliwkowego będzie wdzianko dla Sydoni :)
5) Póki co - rozpoczęłam porządki przedświąteczne. Początek tych porządków polega na tym, że wyciągnęłam 2 wielgachne wory i szafka po szafce bez sentymentów wypierniczam wszystko, co niepotrzebne, lub nie używane dłużej niż rok. Pierwszy worek zapełnił sie jak widać poniżej błyskawicznie, nie wiem, czy przygotowany drugi wystarczy. Nic to, w zapasie jest rolka :)
piątek, 1 kwietnia 2011
Się robi ..
..coś, ale żeby nie było za dobrze, jest ale. Ale jest poważne - już wiem, że włóczki braknie. Będzie więc bez rękawów. O ile i na takie starczy ..bo z długości nie chcę rezygnować...Oblazłam dziś wszystkie 4 sklepy w mojej metropolii gdzie mogę włóczkę kupić. I zonk. Takiej że nie kupię, to wiedziałam, ale chciałam dobrać bardzo ciemny, gorzki brąz, coby górę ewentualnie gładką zrobić, gładkości dodać na rękawach. I ... i na chceniu się skończyło. NI MA! Same cholerne ciepłe brąziki, jaśniejsze od dopuszczalnych. Cóż - przewalę jeszcze Allegro. A jak nie, no to się zobaczy co i na ile starczy ..Do zadowolenia jest mi daleko - jedynie Wandon dyndający z boku humor mi porawia.
środa, 9 marca 2011
Ponczo + garstka doniesień i informacji
1. Powstało ponczo dla młodej damy (rozmiar taki na 5-8 lat). Konkretniej - dla sąsiadów córci. Z miękusieńkiej, niebieściutkiej szenilki. Zrobione na drutach, wykończone szydełkiem. A że włóczki nieco zostało - machnęłam drugie identyczne. To drugie szuka małej właścicielki, więc zainteresowane babcie, mamy czy ciocie posiadające takową młodą damę, mogą się mailowo skontaktować, ustalimy co i jak.
4. Na drutach mam dwie różne prace aktualnie, ale nie pokażę, żeby nie zapeszyć :) Z resztą jedna na ukończeniu, więc zdjęcie wkrótce (zakładam, że wszystko wyjdzie ok).
5. Na koniec doniesień - patrzcie i zazdraszczajcie, co dostałam od Marzanny jako jej setna obserwatorka :) DZIĘKUJĘ! Marzanna na swoim blogu też pokazała tą piękną chustę w innym ujęciu, więc można zerknąć.
http://robotkimarzanny.blogspot.com/
sobota, 5 lutego 2011
Zapomniane bolerko
Odnalazłam dzisiaj z rana przypadkowo zapomniane bolerko. Jak do tego doszło? Nie ma się chyba czym chwalić, ale fakt jest taki, że mam ci ja komodę z 5 dużymi szufladami na... bałagan. Wszystko, co sporadycznie jest potrzebne, wszystko, co akurat w danej chwili trzeba gdzieś " na chwilę" upchnąć, ląduje w którejś z szuflad. Mniej więcej wiem co tam jest, ale raczej bardziej mniej, niż więcej. No i dziś w poszukiwaniu pędzelka, który był mi niezbędnie potrzebny, wygrzebałam to bolerko. Robiłam je już dość dawno, bez konkretnego celu, dla samego faktu dziergania. Ma kilka mankamentów drobnych, nie rzucających się w oczy, więc nie wymienię, może nie zauważycie :). Postanowiłam je odświeżyć, skoro już wyciągnęłam i sprezentować bratowej. Szczuplutkiej brunetce powinno być w nim ładnie. Bolerko robione ryżem, wykończone przy rękawkach i dekolcie szydełkiem, ze ściągaczową pliską na zapięcie z przodu. takie sobie - zwyczajne i proste. Jest za to w kolorze który bardzo mi się podoba, a który nie bardzo potrafię określić - coś jakby zmieszać zgaszoną fuksję z odrobiną śliwkowego koloru. Całość wygląda tak :
Przy okazji wyciągnęłam upchnięty wszufladzie wielgachny, 40dkg motek włóczki, który kupiłam parę dni temu okazyjnie na Allegro. Nie ma banderoli, ale wygląda mi to na coś w rodzaju akrylu z domieszką wełny, jest bardzo milutka w dotyku, kolor zduszony niebieski - taki jakby dżinsowy. Muszę go przynajmniej zwinąć, bo mi się zmierzwi i poplącze, jeśli dalej będę nim tak pomiatać po szufladach czy innych kątach.
P.S. Pędzelka nie odnalazłam.
sobota, 22 stycznia 2011
To, co małe księżniczki lubią najbardziej
A sobie kupiłam czarnego kocurka pół kilograma:) Już dawno chciałam udziergać coś pomiędzy sweterkiem, bluzeczką a tuniczką - ma być właśnie czarne, raczej cienkie, ze sporym dekoltem do szpica, gładkim prościutkim wzorkiem( no, ewentualnie coś delikatnie w pionie, żeby wysmuklało ;)
Tylko kiedy ja to sobie zrobię .. Zaległości w pracy trochę mam. Tej domowej, pod prawie miesięczną już nieobecność też. Ale co się martwić na zapas - włóczka jest, w każdej chwili można zacząć i pomalutku, pomalutku, rządek do rządka dziubać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)