Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lutego 2017

Historia pewnej komódki


Ta komódka jest ze mną hohohoho, albo jeszcze i dłużej.

Kupiłam ją studentką będąc w Warszawie, pełną planów na życie (mowa o mnie, nie o komódce).
Stała dumnie w moim pierwszym mieszkanku, widziała wiele, oj wiele... Wtedy była sosnowa*, bo wtedy wszystko było sosnowe, hahahahaha! Z okolic Kruczej przywiozła mi ją koleżanka ze studiów, Paulina (dzięki, do dziś Ci to pamiętam!), która podówczas miała własne cinquecento. Wyobraźcie sobie, że się zmieściła w bagażniku??! (Znowu komódka, nie koleżanka).

Ach, jak mi się podobała! Po jej bokach stały regaliki (oczywiście sosnowe) z moją biblioteczką. W prawej górnej szufladzie trzymałam kasę od mamy na studenckie życie, oraz własną, zarobioną ciężko lekcjami języka angielskiego w renomowanej szkole Archibald. 

Potem wyjechałam do Londynu, a komódka gdzieś tam na mnie wiernie czekała. Po roku wróciłam w rodzinne strony, a komódka ze mną. 


A potem był ślub! Ach cóż to był za ślub. I urządzanie domu. I znowu ze mną poszła, ale tym razem dostała nową szatę - przemalowałam ją na biało farbą do drewna i metalu. Wiele sprzętów zresztą wtedy padło pod mój biały pędzel, m.in. stołek, którego kawałek widać i moje stare biureczko.

Stanęła w małym pokoiku, który przez jakiś czas pełnił rolę mojego biura. I powiem szczerze, że nie pamiętam, co w niej trzymałam.

A potem... A potem stało się coś cudownego. Jej wnętrze zapełniło się uroczymi śpioszkami, malutkimi bodziakami i tycimi skarpetkami. Oraz jednorazowymi pieluszkami. Biuro stało się pokoikiem wytęsknionego dzidziusia. Urodziła się Maja. Och, co to była za radość dla komódki! Była taka ważna i potrzebna, bo w pokoju dziecięcym nie było szafy. 


Potem Maja dostała duży "dorosły" pokoik. Ale wnętrze komódki szybko zapełniło się znowu ślicznymi dziecięcymi ciuszkami, tyle że chłopięcymi. I znowu była bardzo potrzebna i ważna, tym razem Mikołajkowi.


Nadszedł jednak czas, że i Miki dostał nowy pokoik. Został co prawda w tym samym pomieszczeniu, ale wnętrze uległo totalnej metamorfozie i na komódkę nie było w nim miejsca... Wylądowała tymczasowo w sypialni rodziców.


Ten "tymczas" trwa i trwa, i chyba się nie skończy!!! Ostatnio dostała nowe gałeczki, te które widać. Wypiękniała w okamgnieniu!!! Normalnie lifting po całości, w życiu nie dałabym pani 20 lat, no najwyżej 13!!!


Teraz chowa w sobie pościel i moją biżuterię. 
I tak już chyba zostanie.
Wciąż ją bardzo lubię. 
Nie oddam jej. 

Magda

* Nadal jest, ale teraz tego nie widać.

Gałki - TIGER, ale chyba już nie ma. Kupowane z rok temu.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Wokół Stołu - apartament w Zakopanem

Jak to się stało, że biolog molekularny urządził mieszkanie niczym rasowy projektant? Czy można wyposażyć mieszkanie kupując niezbędne materiały i elementy wyłącznie w sieci? Jak odnieść sukces będąc nowicjuszem w branży?

Opowiem Wam. Ale najpierw muszę coś wyznać. Jedno moje ja, to szlachetne i dobre, chce się z Wami podzielić czymś wspaniałym i pięknym. To drugie, bardziej małostkowe i egoistyczne szepcze mi: nie pokazuj, będzie więcej dla ciebie... 

Jednak dobra strona mocy wygrywa i dziś przedstawiam Wam absolutnie fantastyczny apartament pod wynajem w Zakopanem. Część z Was mogła go już zobaczyć na Facebooku. I choć zdaje mi się to mało prawdopodobne, to nie wszyscy interesują się urządzaniem tak jak ja i nie wszyscy są członkami wszelkich możliwych forów wnętrzarskich na rzeczonym medium społecznościowym. Dlatego postanowiłam go pokazać u siebie. Nawiązałam kontakt z Rafałem, przemiłym właścicielem lokalu, z zapytaniem, czy mogę :) Ale dać babie palec, chwyci całą rękę... Poprosiłam o udzielenie wywiadu i zgodził się. 

A zatem, Panie i Panowie, z wielką przyjemnością przedstawiam Wam Apartament Wokół Stołu oraz jego historię (i po troszę właściciela).




Skąd pomysł na prowadzenie takiej działalności?
Od lat każdą wolną chwilę spędzam w Tatrach. Właściwie tylko tutaj potrafię tak naprawdę odpoczywać. Zawsze zatrzymywałem się w schroniskach lub kwaterach. W końcu postanowiłem stworzyć swoje miejsce. Przyjazne, otwarte i oparte o uczciwą gościnność. Nie do końca zadowalał mnie stosunek jakości do ceny noclegów w Zakopanem. Chciałem by u mnie było inaczej. Teraz mam bazę wypadową w Tatry którą otwieram dla Gości, gdy mnie tutaj nie ma. 



Domyślam się, że obejrzałeś szereg mieszkań, zanim zdecydowałeś się na to. Co zdecydowało, że Twój wybór padł właśnie na nie?
Pewnie zabrzmi to jakbym podjął pochopną decyzję, ale na żywo widziałem tylko jedno miejsce – to które kupiłem. Bardzo mi się spodobało. Było nietypowe. Miało piękne dębowe podłogi. Widok na Tatry. Cisza i spokój, ale w zasięgu spaceru do tego co Zakopane oferuje  - Park Narodowy i Krupówki. 

Z tego co wiem, nie korzystałeś z pomocy projektanta. Czy masz jakieś doświadczenie lub wykształcenie w zakresie projektowania wnętrz? 
Jestem biologiem molekularnym i jedyne doświadczenie z wystrojem wnętrz polegało na tanim urządzeniu mojego pokoju w studenckim mieszkaniu w Londynie kilka lat temu. Wiedziałem, że bez pomocy projektanta mogę polec, ale nie starczyło mi już środków finansowych. Poza tym od samego początku czułem to miejsce. Wiedziałem czego chcę, a czego nie. Postanowiłem spróbować sam. Projekt zrobiłem jako slajdy w Power Point – część znajomych się śmiała, część dziwnie we mnie wierzyła.  Wielki stres i jeszcze większa frajda. Mieszkam i pracuję w Warszawie i w czasie remontu w Zakopanem byłem co 2 tygodnie. Oprócz stołu absolutnie wszystko kupiłem przez Internet. Od stolarki okiennej, przez meble, dywany, po ścierki kuchenne. 

Co było najważniejsze w tym projekcie? Na jakim efekcie najbardziej Ci zależało?
Chciałem, żeby to nie było kolejne bezpłciowe wnętrze pod wynajem, których w Zakopanem jest bardzo dużo. Chciałem, żeby było domowo i niezobowiązująco. Tak po prostu. Ale jednocześnie zależało mi, żeby to miejsce pokazywało (mój?) charakter. Wiedziałem, że chcę się opierać o dobrej jakości, naturalne materiały, które nie kłócą się z lokalnym krajobrazem. Dlatego jest dużo drewna, kamień, wełna i naturalne tkaniny. 



Jakie były główne założenia? Czym się inspirowałeś? Czy zmieniałeś układ funkcjonalny pomieszczeń?
Wokół Stołu to obecnie mieszkanie trzy poziomowe - w sumie 70 m kw., w tym 8 metrów nowej sypialni na zaadaptowanym strychu.  Głównym założeniem był stół – ciężki kawał akacjowego drewna o nieregularnej krawędzi oddającej kształt słojów. W tym stole byłem zakochany od jakiegoś czasu i wiedziałem, że chcę go mieć. To serce domu i widzę, że Goście intuicyjnie traktują go w ten sam sposób. Wyjątkowo udana okazała się adaptacja strychu – wstawiliśmy tam wielkie okna, z których rozpościera się rewelacyjny widok na Tatry. Jak przyjeżdżam z przyjaciółmi, to musimy losować kto zajmuje zajmuje tę sypialnię. 


Miło, że pomyślałeś o sypialni dla dzieci, to nie zdarza się często w apartamentach do wynajęcia.
Nie rozumiem dlaczego przestrzeń dla dzieciaków to taka rzadkość – przecież wyjazd z domu to często duży stres dla najmłodszych. Wychodzę z założenia, że o dzieci na wyjeździe powinno się dbać bardziej niż o dorosłych. Sam nie mam dzieci, ale urządzanie tego pokoju sprawiło mi dużo przyjemności. Jest to jedyne pomieszczenie, nad którym wciąż pracuję – chcę żeby było naprawdę idealnie. Dzieci mają wyjeżdżać od nas tak samo zadowoleni jak ich rodzice. 





W moim odczuciu jednym z głównych wątków w apartamencie są niezwykłe, wysmakowane tapety. Czy masz do nich szczególną słabość? A może do innego elementu wystroju?
Dziękuję – nad tapetami rzeczywiście spędziłem nieproporcjonalnie dużo czasu. Był marzec 2015, a ja z anginą przesiedziałem 3 pełne dni z laptopem przeglądając (dosłownie) tysiące deseni i wzorów. Wiem, że jest moda na jasne ściany, ale ja miejscami chciałem dodać tego czegoś, co podkręci wnętrze i nada mu charakteru. Najbardziej podoba mi się tapeta w sypialni dla dzieci – nocny las z srebrnymi drzewami i gwiazdami. Kojarzy mi się z Władcą Pierścieni. 




Jaka jest Twoja recepta na udane wnętrze?
Udane wnętrze to takie, w którym czujemy się dobrze. Ja czuję się dobrze w prostych wnętrzach, urządzonych w sposób sprzyjający interakcji z innymi. Tak najbardziej ogólnie to uważam, że dobry stół, podłoga i łóżko to 90% sukcesu. Trzeba zachować umiar i podejść do tego jak do wieloletniego projektu – to, co po roku okaże się mało funkcjonalne trzeba po prostu zmienić.

Apartament Wokół Stołu okazał się sukcesem – działasz od czerwca i jak dotąd masz samych zadowolonych klientów. Co mógłbyś poradzić osobom, które chciałyby rozpocząć taką działalność?
Wszystko zależy od tego na jakich gości się nastawiamy. Jako troszkę rozczarowany bywalec kwater pod Giewontem stawiałem na jakość tworząc Wokół Stołu. I w takich sytuacjach uważam, że najważniejsza jest uczciwość. Nie można iść na kompromis, jeśli chodzi o materiały. To po prostu widać. Staram się sobie przypomnieć na czym mi zależało, kiedy zatrzymywałem się jako turysta i zaoferować coś znacznie więcej.

*********************************************

Nie wiem jak Wy, ale ja czasem wolę nie pojechać niż męczyć się w niefajnej kwaterze. Zwij to starością albo jak chcesz, tak mam i już. Przed wyjazdem staram się sprawdzić metę, by uniknąć przykrej niespodzianki. Kolekcjonuję polecane miejsca, żeby później gorączkowo nie zastanawiać się, gdzie by tu spać. Apartament Wokół Stołu dołącza do mojej kolekcji. Mam szczerą nadzieję, że kiedyś będzie mi dane obejrzeć go własnymi oczami. 

Uściski,
Magda


poniedziałek, 31 października 2016

Biuro zarządu

Hej... Wiecie co...? Kolejny mój projekt się realizuje... Tym razem biuro zarządu. Jestem podekscytowana jak przed zjazdem kolejką górską... Czyli jednocześnie ostro przerażona! :)

Biuro było dość surowe, miało zwykłe meble biurowe w okleinie bukowej, już mocno wysłużone, 
i brązową wykładzinę w rzucik. Problemem było umiejscowienie lady recepcyjnej. Stała w rogu, pod oknem, co utrudniało pracę asystentce zarządu, ponieważ od pewnej godziny, dość wczesnej, musiała zaciągać roletę, nawet jak słońce nie świeciło zbyt mocno, ponieważ świeciło jej w monitor. Lada sama w sobie też była problemem - była półokrągła, w bukowym laminacie, zdobna w metalową szynę i szklany okrągły blacik po boku (Hugo wie, do czego miał służyć), jednym słowem późne lata '90 w rozkwicie. Zatem trzeba było nową ustawić tak, by nie świeciło w monitor, ale jednocześnie tak, by było widać, gdy ktoś stoi przed szklanymi drzwiami wejściowymi. Generalnie biuro należało odświeżyć, unowocześnić i nieco poprawić życie asystentce :)

W projekcie postawiłam na dąb i szary oraz kolory z identyfikacji wizualnej firmy, czyli biały 
i pomarańczowy. Pomarańczowy będzie stosowany oszczędnie, czyli w plakatach firmowych 
i lampach. Do tego grafitowa wykładzina. Naprzeciw lady recepcyjnej znajduje się ściana, która wyłożona będzie dużymi płytami betonowymi.


A zatem po kolei, widoki z różnych perspektyw. Najpierw kilka ujęć od strony wejścia i betonowej ściany. 



Za nami betonowa ściana, po lewej drzwi do gabinetu prezes.



Widok od drzwi gabinetu prezes.


A tak widać świat zza biurka asystentki...



Zależało mi na prostych, czystych formach, niewielkiej liczbie dodatków utrzymanych w okrojonej palecie - biel, szary, grafit, pomarańczowy + oczywiście piękny dąb sonoma. Na wierzchu będą tylko ekspres do kawy i drukarka. Ozdoby to plakaty i duże pomarańczowe lampy.

Tutaj widok z góry. Ten biały pasek u góry rysunku to skos. 



Trzymajcie kciuki! Realizacja trwa. Pełna obaw nie mogę się doczekać efektu. Na pewno wrzucę rezultat.

Uściski!
Magda

niedziela, 25 września 2016

Lamperia i łączenie wzorów

Z czym kojarzy się Wam lamperia? Bo mnie, choć w tematach wnętrzarskich siedzę po uszy i doskonale wiem, że może przyjąć różne postacie, wciąż w pierwszym odruchu kojarzy się z farbą olejną położoną od podłogi na wysokość mniej więcej metra. W każdej szkole, urzędzie czy szpitalu... :) 

A wszak pierwotnie była luksusowym wykończeniem ścian! 

"Lamperia (niem. Lamperie, franc. lambris) to dekoracyjna okładzina dolnej części ścian wewnętrznych wykonana najczęściej z kamienia, marmuru, stiuku lub z drewna. Także ochronna okładzina cokołowa wzdłuż posadzki.
Przeznaczeniem lamperii – poza walorem estetycznym – jest zabezpieczenie ścian przed wszelkiego rodzaju uszkodzeniami mechanicznymi i zabrudzeniami." Tak przynajmniej twierdzi Wikipedia.


Obecnie stosunkowo rzadko się stosuje lamperie, choć mam wrażenie, że te drewniane, np. boazeria angielska coraz częściej widać w polskich wnętrzach. Myślę, że powoli wracają do łask, bo dzięki nim możemy osiągnąć naprawdę fantastyczne efekty.

Co możemy osiągnąć dzięki zastosowaniu lamperii? 


Po pierwsze, przełamuje monolit ściany.
Po drugie, pozwala optycznie wpływać na wysokość pokoju. Sięgająca niżej niż połowa wysokości ściany  podniesie nam optycznie niskie wnętrze. Sięgająca powyżej połowy sprawi, że pomieszczenie będzie się nam zdawać niższe. 
Po trzecie, daje niesamowite możliwości aranżacyjne. 
Po czwarte, wspaniale podnosi kolor ściany bądź uwypukla tapetę powyżej.
Po piąte, jeśli jest faktycznie z materiału odpornego na wodę, ułatwia utrzymanie łączenia podłogi ze ścianą w czystości. 
Ważne - lamperia MUSI grać z tym, co powyżej niej. Albo jest neutralna (np. biała czy szara i pasuje do wszystkiego), albo szalona, za to góra bardziej stonowana. Oczywiście można poszaleć i tu i tam, ale trzeba to zrobić z ogromnym wyczuciem. 
Sama pokusiłam się o coś na kształt lamperii przy urządzaniu pierwszego pokoiku dla Mai. Więcej fotek TUTAJ. Malowałam pasy w szóstym miesiącu ciąży - dopadł mnie syndrom wicia gniazda :) Wykorzystałam do tego resztki farb z malowania oraz próbniki ze sklepu.


Pokoik tak wyglądał przez 5 lat, teraz wygląda TAK.
Dziś chciałabym pokazać swoisty rodzaj lamperii, mający na celu osiągnięcie raczej efektu estetycznego niż praktycznego, a mianowicie połączenie dwóch tapet, gdzie dolna pełni rolę lamperii właśnie. 
Spójrzcie na poniższe inspiracje, moim zdaniem są genialne! Pochodzą ze sklepu tapetuj.pl, głównie z kolekcji Esprit for Kids 3 i Esprit for Kids 4.

Zauważcie, że w większości pokazywanych inspiracji na dole są paski, a u góry bardziej skomplikowane wzory. Łączy je jednak wspólny mianownik, a jest nim KOLOR. Poniżej żółty z pasów odbija się echem w kilku miejscach - na sówce, grzybku, kwiatkach, a brązowy na drzewie. Wzór jest powielony na zasłonce, a żółty powtarza się jeszcze w komódce retro. 


Tutaj wszystkie kolory pasków znajdują się także na tapecie powyżej: niebieskie chmurki, zielone baloniki i czerwone wzorki na balonie, na tle takiej samej kremowej bazy. Zasłonki i dywan powielają wzór z balonami, jak również dekoracyjne oświetlenie. Zachwyciły mnie na zabój przecudne krzesełka i biureczka. CHCEM!!!


I jeszcze garść inspiracji, gdzie wszędzie powtarza się ta sama historia, a mianowicie wspólny mianownik w postaci koloru na dole i na górze ściany.







Poniższa inspiracja wyłamuje się ze schematu. Tutaj mamy połączenie dwóch niezależnych barw, spiętych ozdobnym borderem. Też ciekawie, choć osobiście nie jestem fanką borderów.


Poniższą inspirację pokazuję, ponieważ bardzo spodobało mi się połączenie wzorów - pasków i kropek. Jest genialnie! Oczywiście łączy je kolor.



I znowu ciekawe położenie tapety. Tym razem zachowano odstępy, pomalowane harmonizującym z wzorem kolorem, który się powtarza w bibelotach i na zasłonach. Wpadlibyście na to? Bo ja chyba nie :) A proszę jak ładnie się sprawdza.


Mam nadzieję, że przekonałam Was do lamperii i odważnego łączenia wzorów. Jeśli jest to zrobione umiejętnie, sprawdza się i daje niezwykły efekt! Zachęcam do rozważenia przy kolejnym remoncie. A może już macie lamperię? Jeśli tak, to pochwalcie się w komentarzu!

Uściski,
Magda

Post powstał we współpracy z firmą tapetuj.pl, skąd pochodzą wszystkie zdjęcia wykorzystane za zgodą firmy.

czwartek, 15 września 2016

Pokój kreatywny 3

No i ostatni z tak zwanych pokoi kreatywnych... Doczekał się zdjęć :) W sumie było ich trzy. 

Pisałam już o pierwszym, nawet dwa razy: POKÓJ KREATYWNY 1 - PROJEKT oraz POKÓJ KREATYWNY 1 - ZDJĘCIA; ostatnio pokazałam drugi: POKÓJ KREATYWNY 2

A trzeci możecie obejrzeć poniżej. 



PIERWSZY jest kolorowy i jasny, dominującymi elementami był lejeń, tzn. jeleń i tapeta w paski. 

DRUGI jest utrzymany w klimacie nadmorskim, gdzie dominują biele i błękity, a elementem kluczowym jest fototapeta przedstawiająca wyjście z domu letniskowego na plażę.

Trzeci roboczo nazwałam wiśnią w czekoladzie, bo pierwsze skrzypce grają brązy, a towarzyszą im ładnie czerwienie. 

Pozwolę sobie zacytować kawałek poprzedniego wpisu, aby objaśnić co to takiego ten pokój kreatywny. "Jest to pomieszczenie w budynku biurowym, w którym pracownicy mogą się spotkać w innym otoczeniu niż ich gabinet czy sala konferencyjna, oderwać się od biurka i zrelaksować przy piłkarzykach czy kinectcie, żeby podładować baterie, zresetować się i nabrać większej ochoty do pracy:) Po roku użytkowania mogę śmiało powiedzieć, że pokoje są używane i że główną atrakcją są piłkarzyki. Reszty mogłoby w zasadzie nie być :)"

A czemu trzy? Bo firma ma trzy budynki i musi być sprawiedliwie :), tj. każdy pracownik musi mieć zagwarantowany swobody dostęp do takiego pomieszczenia. 

W każdym są:
- kanapa
- kinect i telewizor
- tarcza do gry w rzutki
- stół do piłkarzyków
- ściana pomalowana farbą suchościeralną, żeby można było po niej pisać.

Dodatki i kolory leżały w mojej gestii. Ograniczała mnie wykładzina, której nie mogłam zmienić, oraz okrojony budżet. A może nie ograniczały, a stanowiły wyzwanie :)
  
A oto, co z tego wyszło. 















Jak widać, bardzo ważnym elementem jest fototapeta przedstawiająca most brooklyński, wpisująca się w założone przeze mnie brązy. Nadaje pomieszczeniu głębi i przestrzeni.

I to by było na tyle moi drodzy... jeśli chodzi o pokoje relaksacyjne. Który z trzech przypadł Wam najbardziej do gustu?

Uściski,
Magda
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...