Zostałam obdarowana:) Tym razem (jak to brzmi!"tym razem"...Ale życzliwość i dobre serca to główne co mnie spotkało w przygodzie z blogowaniem, to muszę pisać "tym razem" bo "tych razów"było już wiele...) przez
Ewunię :) Jakieś kilka postów temu Ewcia pisała o chlebie...Takim prawdziwym, domowym, na zakwasie...I skomentowałam ten Jej post bo mi zamarzył taki chleb pieczony...I co robi Ewa?Przysyła zakwas pocztą:))) Rewelacja:) Najpierw zawiódł listonosz...Dopiero wieczorem, po sugestii Ewuni, że zakwas czeka na mnie w Urzędzie Pocztowym:))) , zajrzałam do skrzynki i znalazłam awizo:) W końcu odebrałam:))) Oprócz zakwasu w paczuszce było mnóstwo niespodzianek:) Herbatki(wypite;)))) ), galaretka( Syn mój się zajął:))))), karteńka(nie zrobiłam jej zdjęcia, a teraz nie mam już możliwości, to Wam nie pokażę..:( Ale piękna jest)...Resztę cudności za chwilę na zdjęciach:) Zakwasu też nie zobaczycie bo dał już życie Panu Chlebowi...:) A Pana Chleba nie ma bo...no zgadnijcie?;)))) Zjedzony:))) Jakoś nie miałam czasu na zdjęcia(dzieciorki nie dały) a później było za późno...:)
Cudności reszta od Ewuni...
Serduszko jest słodkie a zakładka bardzo mi się przyda...bo nie mam:((( Tzn.teraz już mam:)
Ewuniu, bardzo Ci dziękuję...przede wszystkim za chęci i dobre serduszko...Bardzo mnie ucieszyłaś...Dziękuję Ci...
A teraz ostania część zamówienia dla
April . Uff...Skończyłam:))) Bardzo było mi miło pracować przy tym zamówieniu:) Ale denerwowałam się strasznie...Bardzo chcę by April była zadowolona...Ona sama jest świetna w tym co robi...Więc zrobiłam wszystko by stanąć na wysokości zadania...
Reszta podkładek pod gorące naczynia, tym razem w stylu nowoczesnym, prostym, bez romantyzmu:))
I szkatułka...Najwięcej chyba mnie kosztowała emocji...Mąż mój stwierdził, że szkatułka wygląda jak bardzo stara staruszka:)))) Swoją drogą czy staruszka może nie być stara?:))))


Na spacer wyszłam wczoraj:) I co? No i nic oprócz tego, że mnie plecy bolą dziś:) Był ze mną Syn mój jedyny, duży już to i wózka nie potrzebuje:))) I była brygada RR(zwana także brygadą Kryzys w cięższych chwilach;) ). Dla nie wtajemniczonych: moje Córeńki są maleńkie obie...i nie są bliźniaczkami:))) Różnica wieku między nimi to: jeden rok, jeden miesiąc i dwa dni:) Mamy wózek rok po roku, zwany tramwajem 43 bis...Więc stanowimy dla przechodniów swoistą atrakcję...Chyba się zacznę malować na te spacery bo wszyscy się patrzą...I czemu?;))) Mieszkamy w bloku, na parterze...Więc W. się ubrał do wyjścia, zniosłam wózek, ubrałam starszą R., starsza R. czekała z wielkim Bratem swoim na korytarzu. W tym czasie ja ubierałam młodszą R., zaniosłam ją do wózka, który stał na korytarzu razem z R.i W., wróciłam by samej się uszykować...Butów prawie zapomniałam bo brygada RR już darła się na całą klatkę...:))) Zamknęłam drzwi(chyba...), wyłączyłam gaz(również chyba...ale skoro wróciłam i zastałam mieszkanie całe i dziś piszę do was to chyba jednak NA PEWNO...)...I wyszliśmy...:)))) Hurra!!!Nie przewidziałam tylko nie odśnieżonych chodników ale to już temat siłowni i innych sportów ekstremalnych...:)))
I takie to zwyczajne życie matki polki siłaczki:)))
Życzę Wam oczekiwania!Radosnego oczekiwania na wiosnę...I nadziei...A nadzieja ma kolor zielony...
W ramach PSu zapraszam do pewnej zdolnej Duszyczki:) Fajne prace, nowy blog, zajrzyjcie:
Serdeczności.j.