Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Varia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Varia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lutego 2014

Sercowy remanent czyli mini podumanka :))

Witam Wszystkich Zewsząd

Żeby nie tracić czasu na czcze rozważania, czy to fajne , czy może nie całkiem fajne jest to walentynkowe święto, powiem krótko : serca nigdy za wiele, cokolwiek to znaczy :))
A skoro postawiłam już tezę, którą interpretować każdy może, a nawet powinien, według własnego uznania, to moich argumentów na jej poparcie użyję, że tak powiem, z poziomu semantycznego.
 Bo co by kto nie myślał, serce, jakie jest, każdy widzi... a ja rozejrzawszy się po chałupie mojej, znalazłam ich całkiem sporo, co niniejszym prezentuję :))
Robię więc sercowy remanent, nadmieniając, że owszem owszem, świętuję i moją "Walentynkę", a nawet dwie, podarowałam.....szafie :))


A niżej reszta sercowej prezentacji :)))




























Przemiłego dnia Wam Życzę, a Jasiek, który ma serce wielkości serca dużego wołu, dołącza się do życzeń:))))

P,S. A tak między nami, to myślę, że zawartości serca w tych sercach nie da się żadną miarą policzyć.
Buziaki :)))

czwartek, 4 lipca 2013

Światło na kilka sposobów.

Witam Wszystkich Zewsząd.

Dziś będzie jasno i świetliście:)))



Żar leje się z nieba i mimo zasłoniętych, okien robi mi z domu saunę:))
Ale wieczorem jest dużo lepiej, więc zapalam światełka w zrobionych na zamówienie lampionach i oddycham w miarę swobodnie:))




Papier ryżowy i serwetka z francuskim motywem dają w dzień efekt chłodnego, mrożonego szkła, a wieczorem ciepłe przytulne światło. Chyba zrobię sobie dla siebie takie same:)))
A wracając do światła słonecznego, nadmieniam, ze w mieście mnie męczy , ale w lesie .....
Pamiętacie moją różową hortensję?
Była bledziutka....

A teraz....



No właśnie:))). Światło słoneczne cuda czyni w naturze..... kurczę, banał jakiś mi tu wyszedł był:)))

Teraz będzie o rozświetlonych duszyczkach dobrych ludzi:)))
Po pierwsze stała się jasność, bo wygrałam przecudne candy u Iki WĘDROWANIE MOJE   . Nie mam wielkiego szczęścia do loterii, a tu taka niespodzianka!!! Filiżanka z angielskiej porcelany jest moja!!! Cieszyłam się jak dziecko! :)))
O. Taka piękna:

Jak tylko Ika ogłosiła candy, oczy mi się zaświeciły do tego cudeńka i zgasnąć nie chciały:))) I wygrałam!!!

A jak już przyszła przesyłka (a szła i szła, aż się z Iką mailowo wspierałyśmy w rozterkach, czy dojdzie i czy aby nie uszkodzona w podróży), więc jak już przyszła filiżanka opatulona, cała i piękna, to miałam w domu światło dwóch reflektorów, które zapaliły się w oczach pewnego, dobrze Wam znanego kota:)))
Jaśkowe oczy rozbłysły tak na widok szpuleczek, które Ika wraz z woreczkiem i życzeniami dołączyła do paczuszki.





Jasiek natychmiast poplątał wszystkie nitki, a kocie szczęście nie miało kresu:))) Dziękujemy Ci, Ikuniu!!!!
Bliższa znajomość z Tobą to prawdziwa przyjemność:)))

I wiecie, słowa na przywieszce, dołączonej przez Ikę do prezentu, to kwintesencja idei takich zabaw:))....



.... bo w oczekiwaniu na filiżankę, odebrałam z poczty paczuszkę od Petry Bluszcz  BLUSZCZEM OPLĄTANE   Jej dusza jest tak jasna,  jak uśmiech maleńkiej Łucji :)) Petra uszczęśliwiła Jaśka kapitalną myszką, dźwięcznym Panem Dzwoneczkiem i uradowane Kocisko od rana wydzwania kuranty, nie bacząc, że pobudki w mieście jeszcze nie odtrąbiono:)))


Petro, kochamy Cię z Jaśkiem bardzo!!!!

I pięknie jest, tak ogrzewać się ciepłem ludzkich serc i opromieniać światłem dobrych duszyczek:)))

A na koniec.... hmmm... no na koniec jeszcze o świetlanej przyszłości, która, jak mniemam, czeka pewną parę...
Otóż moje męskie dziecię postanowiło zalegalizować swój dziesięcioletni związek i wziąć ślub, coby nowy człowiek płci męskiej, który późną jesienią na świat się ma zamiar wybrać, poczuł się na tym świecie dobrze i bezpiecznie:))
Już myślałam, że się nie doczekam, a tu....światełko w tunelu:))))))))))))
Ale, póki co, Moje Kochane, to ja w ferworze przygotowań ślubno- weselnych i stresie im towarzyszącym....widzę ciemność!!!
Jak mi się w głowie rozjaśni.... dam znać:)))
I to tyle na dziś, żegnam Was, iluminacji wewnętrznej, Wszystkim Zewsząd, życząc:))























czwartek, 18 października 2012

Zostawiam otwarte drzwi...

Witam Wszystkich Zewsząd


Się porobiło mi tu :)))

Wychodzę z mojego lasu i nie oglądam się za siebie, ale drzwi zostawiam otwarte, przecież wrócę.... niedługo, hmm.

 Dąb pożegnał mnie rudą czerwienią, a brzoza westchnęła i zaszeleściła białą korą...wrócisz?
No jasne , że wrócę, lesie mój prywatny, ale teraz inne mi krajobrazy po skołatanej głowie chodzą:)) O takie:

Granada. Zdjątko z netu

Kochani, doczekałam się! Lecę do Andaluzji zobaczyć się z dziecięciem i sprawdzić, czy opowieści o Maurach i konkwistadorach, to czasem nie ściema i jeszcze zobaczę, czy małpy na Gibraltarze mają się dobrze i czy panowanie Anglików nie jest zagrożone :)) Zawszeć to lepiej wiedzieć ......Tak się cieszę!!!!!!!!!!!!!!!
Póki co, latam, ale po chałupie i organizuję m. i Jaśkowi życie na męsko-kocią łapę, z pomocą dobrej sąsiadki kociary, żeby w czas niebytności mojej kocisko z tęsknoty nie głodowało :)). No a Panowie patrzą na mnie ze zdumieniem, bo kolejna koncepcja, co to ja mam spakować, upadła i wszystko zaczynam od początku... Chyba mam syndrom sójki :)))

A tu jeszcze kolejna niespodzianka spadła jak anioł z nieba i stosownego komentarza koniecznie wymaga. a było tak:

-Jasieeeeeeeek! Chodź tu szybko! - zawyłam radośnie, zamykając drzwi za listonoszem.
- Co jest?! - Kot z impetem wskoczył na stół, a trafiwszy na śliski papier, ledwo wyhamował przy krawędzi.- -Jedzenie? Pora na jedzenie? No gdzie jest?- oblizał się i nerwowo rozejrzał wokół, widząc na stole jedynie pokaźnych rozmiarów kopertę.
- Żadne jedzenie, żarłoku jeden, przyszła przesyłka od Cheni, chodź zobacz- rozrywałam z niecierpliwością paczuszkę.
- Co, znowu, coś ci przysłali - mruknął Jasiek i niby od niechcenia, przymierzał się do zagarnięcia kolorowego sznureczka.
- No przysłali - cieszyłam się jak dziecko, bo domyślałam się, że paczuszka kryje obiecany inicjał zrobiony na szydełku przez zdolną Chenię, specjalnie dla mnie!
- Otwieraj- zdecydował kot i przysunął się bliżej.
- O matko!!!! - nie kryłam zdumienia, usiłując obejrzeć prezent, zaglądając między łapami Jaśka, ale nie dało rady.



- Mysz! Mysz! To dla mnie! -  Darł się Jasiek i nim się połapałam śliczna biała myszka, uszyta przez Chenię, została bez pytania zarekwirowana przez mojego pomylonego kota.

- Jasiek! A skąd wiesz, że to dla ciebie?- próbowałam się z nim droczyć.
- Jasne, że dla mnie, to oczywiste, ty przecież lubisz ptaszki, po co ci mysz? - tłumaczył nieoczekiwany beneficjant i oglądał zdobycz.

- Piękna!- sapał z podziwem - i jakie ma czarne oczka i długie wąsiki, prawie jak moje - dodał zachwycony - o i sznurek z kółeczkiem ma do powieszenia, chodź się bawić - spojrzał na mnie błagalnie - potem sobie resztę obejrzysz.
= O nie, kochany, żadne potem, dostałeś mysz, to się baw, ja tu muszę wszystko dokładnie pooglądać.
- Jak sobie chcesz, ale ja spadam - to mówiąc , Jasiek porwał zdobycz i pognał z nią do pokoju.
- A dziękuję?- zawołałam za nim, bo sporo pracy wkładam codziennie w uczenie go dobrych manier i była okazja do sprawdzenia postępów w nauce.
- Dziikuje badzo- doszły mnie z pokoju kota bełkotliwe wyrazy wdzięczności, a po chwili słyszałam już tylko tupot kocich łap i radosne pomiaukiwanie.

Taka to jest kocia wdzięczność, Cheniu Kochana. Ja natomiast będę Ci dziękować po swojemu.:))

Po pierwsze za to, że zechciałaś mnie tak pięknie obdarować.
Po drugie, że zrobiłaś specjalnie dla mnie śliczną literę "S" i jeszcze uszyłaś do niej woreczek.
Po trzecie, dziękuję za przecudny haft z literką s i ptaszkiem na woreczku pełnym lawendy.
Po czwarte za cudną mysz dedykowaną Jasiowi.
Po piąte za słodką karteczkę z motylkiem i szydełkowym kwiatkiem.
A po szóste, i za to najbardziej, za przemiłe słowa, własną ręką na tej karteczce zapisane.

Dziękuję.



Czyż świat nie jest piękny?
No to ja lecę, cokolwiek to znaczy, a Wszystkich Zewsząd pozdrawiam serdecznie, dziękując, że pozwalacie mi dzielić się ze sobą dobrymi myślami.

piątek, 13 lipca 2012

Kwiatki, kapryśna miotła i .... pozamiatane :)))

Witam Wszystkich Zewsząd.
 Na przeprosiny, że tak nieczęsto piszę, a na dodatek zaniedbuję systematyczne wędrówki po Waszych blogach, mam dla Was kwiatki, które, może choć trochę tą moją opieszałość wynagrodzą:)))


Blog Agi (Kapryśne inspiracje) bardzo lubię i często odwiedzam, a w Galerii Kaprys niekiedy zakupy czynię.
Ale to, co się tam ostatnio wyprawiało, jest warte słów paru, a nawet parunastu:)))

Aga znalazła blog, na którym aż roi się od staroświecczyzny i fantastycznych pomysłów inspirowanych dawnymi laty.
Można po nim buszować godzinami i zawsze coś zachwyca i budzi pragnienia. Aga zapragnęła miotły!!!! Takiej, jak w tym poście TUTAJ
 Potrzeba natychmiastowego posiadania miotły i do tego ubranej, to rzecz w świecie blogowym tak naturalna, że na apel Agi odpowiedzi posypały się natychmiast, w tym moja, bo nie wiedzieć czemu, ni stąd ni zowąd także nieodpartej  potrzebie posiadania miotły uległam :))
Rozejrzawszy  się w myślach po okolicznych sklepach, stwierdziłam z rozczarowaniem niejakim, że żaden ze znanych mi, co jest niedopatrzeniem wielkim, sprzedaży wymarzonych mioteł nie prowadzi. Fatalnie!
I tu pomoc dziewczyn komentujących post Agi okazała się bezcenna. Allegro! I już na drugi dzień z samego Krakowa przyleciała do mnie oryginalna miotła Sorgho (rodzima produkcja, jak zauważyła Bagraga, prosem stoi).
A dalej to już wiecie, przymiarki, maile, wysyłki...no i mamy pozamiatane:)))))



Mam nadzieję, ze Aga będzie zadowolona, bo odgapiłam fason miotlanej sukienki dość dokładnie, choć krawcowa ze mnie żadna :))) W razie reklamacji nie dostanę obiecanej w Galerii kawy, hi,hi.


I tak dwie sukienki poleciały do Agi, a moja miotła goła została i bez szans na takie samo odzienie, bo materiał wyszdł był i zostały jakieś marne skrawki. Musiałam pokombinować, żeby tę nieszczęsną goliznę jakoś przykryć i przypomniało mi się, że mam kawałek podobnego płócienka z gotowym nadrukiem, kupiony niedawno u dziewczyn w "Malowanym Kufrze". Dawaj sztukować! Jeszcze jakaś koronka z odzysku z braku stosownej wstążki i...... no proszę, ubrana!

A jaka damulka!




 - To teraz będziesz szyła ubranka dla mioteł? - zapytał, coś nazbyt uprzejmie, mój osobisty kot.
  Nie dla mioteł, tylko dla jednej, nie czepiaj się - broniłam dość słabo swego dzieła.
-  Ja się nie czepiam - burknął Sugar - tylko chciałem powiedzieć, że tam w szafce pod zlewem leżą całkiem gołe zmiotka i szufelka, więc jakbyś chciała... - nie dokończył, zgrabnie uchylając się przed zdążającą w jego kierunku poduszką.
  - Zobaczysz, ze Cię wydziedziczę! - zawołałam do znikającego za drzwiami ogona i pogłaskawszy czule moją miotłę, zapewniłam ją, że kocia zazdrość nie ma granic i że w ramach rekompensaty za straty moralne będzie miała pobielony kij :))) 

Pozdrawiam Was Wszystkich bardzo serdecznie, ze szczególnym uwzględnieniem Agi-Kaprys, której kapryśne inspiracje bardzo polecam.
To co?  Buziaki, ja odlatuję:)))))

P.S. Wygrałam niedawno candy u Gab-arte i zapomniałabym się pochwalić. Dostałam śliczny wisior. Dziękuję bardzo:))). Prezent wygląda tak:


Miłego weekendu i wszystkich dni po nim też :)))