Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sugar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sugar. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 września 2012

Dla Sugara.



-Jasiu, w co się tak wpatrujesz?
- Patrzę, czy Sugar nie wraca.
- On nie wróci, Kocie.
- Nie wróci? Nigdy?
- Nigdy, Jaśku, przeszedł przez Tęczowy Most.
- Ach wiem, to bardzo daleko, niektóre koty ze schroniska też tam szły i nie wracały... A ja?
- co -Ty?
- Też tam muszę iść?
- Nie, Jasiu, nie musisz, nie myśl o tym, zawróciłam Cię z drogi i zostaniesz ze mną. Chodź zobacz, co dla Ciebie uszyłam...



- O! Jakie białe i miękkie, Sugarowi by się podobało....
- A Tobie się podoba?
- Bardzo, bardzo mi się podoba. To dla mnie?
- Tak Jaśku, dla Ciebie i wszystko inne też, cały mój dom.


- A opowiesz mi o Sugarze?
- Wszystko Ci opowiem. a teraz śpij, bo musisz być silny i szybko wyzdrowieć.
- Aaaa, no tak, wyzdrowieć, a wiesz, że te kropelki do oczu wcale tak bardzo nie szczypią....A będziesz tu, jak się obudzę?
- Będę, Jasiu, dobrych snów w nowym miejscu, Kocie.

poniedziałek, 10 września 2012

wtorek, 4 września 2012

Skrzydlato i...zębato :))

Witam Wszystkich Zewsząd


Co za durny tytuł posta!
Może w dalszej części mojej pisaniny znajdzie się jakieś uzasadnienie dla tak głupawego wpisu :))

Ano obiecałam, że pokażę najnowsze nabytki, poczynione z braku własnego wyrobnictwa, który to brak skomplikowanym splotem zdarzeń, mniej lub bardziej przewidywalnych, wytłumaczyć by się jakoś dało. Jednakowoż moja wrodzona niechęć do tłumaczenia się z czegokolwiek, wyklucza taką ewentualność :))
To może ja pokażę...

Moja maniakalna miłość do ptasząt wszelakich, znana jest Wam dobrze. Tym razem zrobiłam spustoszenie w Art Galerii Kaprys i tym sposobem mam zachwycający komplecik, który wygląda tak:





Aga wystawiła kilka przedmiotów z motywem ptasząt, więc załapałam się jeszcze na żeliwny wieszak (na zdjęciu już pobielony :)) ).....


.... z woreczkiem od Qrki.



W Home & You zobaczyłam klateczkę i natychmiast zabrałam ją do domu, bo pasowała mi do pojemniczka na landrynki :)) (też od Agi)


A na dodatek zaptasiłam się serwetnikiem, do którego jak ulał pasowały ptaszki - ciężarki obrusowe :))


Kolekcję dopełnił futeralik od Olgi (hand made by Olga), tak śliczny, że powinien to moje maniactwo choć trochę usprawiedliwić:))


Skrzydlato mi się zrobiło w domostwie, tym bardziej, że Aga do przesyłki z ptaszorkami dołożyła mi dwa aniołki i wieszaczek takoż aniołkami zdobiony (fotka na samej górze, a zdjęcia wieszaczka brak, jednak podziękowań dla Agnieszki braknąć nie może, śliczne prezenty, Aguniu, dziękuję Ci jak nie wiem co...:))

A teraz o drugiej części durnego tytułu posta....uhh

-Sugar, czemu nie zjadłeś śniadania?- zdziwiłam się, bo Łaciasty codziennie rano włazi mi na głowę, żądając pełnej miski.




-A bo dziś nie będę jadł - zapowiedział kocio i zmrużył oczy, żebym nie mogła w nie zajrzeć.
- Jak to nie będziesz jadł, zwariowałeś?! Dlaczego nie będziesz?! - nie wiem czego było w moim głosie więcej,  zdziwienia czy niepokoju.
- Nie będę i już. Nie będę, bo mi się nie chce - mętnie tłumaczył się  mój wiecznie głodny kot i odwrócił do mnie tyłem.
Uuuu, coś tu nie gra. Teraz zaniepokoiłam się już na dobre, bo " najedzony Sugar" to najpopularniejszy oksymoron w słownictwie naszego domu. Przyjrzałam się kotu uważnie i już chyba wiedziałam, o co chodzi.
- Sugar, pokaż pyszczek - poprosiłam grzecznie ale stanowczo na tyle, że delikwent bez marudzenia rozdziawił mordkę.
- Aaaa. no i co tam widzisz ciekawego ?- niby niewinnie podpytywał kot, oblizując sobie wąsy.- Napatrzyłaś się już? Co to za zwyczaje, żeby komuś w takie miejsce zaglądać, też masz pomysły! - dąsał się, ale jakby bez przekonania.



-No, chłopaku, jedziemy do weta - zadecydowałam natychmiast po oględzinach - Masz kamień na zębach i zapalenie dziąseł, zbieraj się! - poganiałam go szykując transporter.
- O w życiu!! Ale wymyśliłaś! Do weta? W tym głupim pudle? - zbuntował się natychmiast - Nigdzie nie jadę, tam są takie grube igły i wtykają mi jakieś szklane patyki pod ogon! Sama sobie jedź! A poza tym, chyba zgłodniałem - skłamał i z obrzydzeniem spojrzał na miseczkę.
Nie uwierzyłam i do weterynarza pojechaliśmy. Kamień został zdjęty, ale badanie krwi wykazało jeszcze jakieś zmiany w wątrobie. Nie obyło się bez zastrzyków. Po pięciu dniach przyjmowania leków, kocio jakoś dochodzi do siebie, a momenty, kiedy coś zajada, sprawiają, że cieszę się jak dziecko :)) Ale dobrze do końca nie jest.


 I tak to las musiał się przez kilka dni obyć beze mnie, bo Sugar tym niedomaganiem położył łapę na moich planach wyjazdowych, ale chwile kiedy przygotowywałam dla niego wymyślne posiłki, a on się dawał w końcu na nie namówić, to nie był czas stracony. Nienawidzę, kiedy Łaciasty choruje!

Pozdrawiam Was Wszystkich Zewsząd z nadzieją, że lato w lesie na mnie i Sugara jeszcze poczeka :)) Liczę też, że wybaczone mi będą braki w komentarzach na Waszych blogach, ale nie w głowie mi było odpalanie komputera w tych ostatnich dniach, ehh.... 

P.S. Dziewczynom : M-Arcie ( Lniany zaułek) i Alfredzie (Haft-szydełko-druty) serdecznie dziękuję za wyróżnienia:))







poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Bez tłumaczenia :))

Witam Wszystkich Zewsząd :))


Taaa, prawie miesiąc....ale jak w tytule, spuśćmy zasłonę na tą przerwę i.... przejdźmy do rzeczy :)))

Jeszcze tylko podziękowania Wszystkim Stęsknionym za maile i komentarze. Dobrze jest wiedzieć, że ktoś tam gdzieś o człowieku myśli, albo i nawet tęskni skrycie.....

A ja się urwałam z piosenki Elektrycznych Gitar "Człowiek z liściem" i tylko trochę zmieniając tekst ze względu na realia geograficzne śpiewam sobie z lekka fałszując: "Uważaj , to nie chmury, to mur Manufaktury, liście lecą z drzew, liście lecą z drzew....", albo jakoś podobnie.
U Was też lecą?
Ale ja jeszcze wakacji nie skończyłam i jutro wracam do lasu. M swojego czasu nabył drogą kupna odkurzacz do liści, to sobie posprzątam i będę udawać, że nic się w przyrodzie nie dzieje:))
Rękodzielniczo też się nic nie dzieje, aczkolwiek dziś dla porządku przemalowałam letni turkus na biało (od razu mi lepiej) i przestawiłam kilka mebli. Ponieważ nic swojego nie zrobiłam, to braki w przedmiotach pięknych i bezużytecznych  nadrobiłam, zakupy tu i ówdzie czyniąc. Pokażę więcej następnym razem.
Dziś chciałam o dzwonkach, bo to dźwięki dla ucha miłe, choć z różnych źródeł płynące. Pierwsze dzyń, dzyń wydobywa się z przedmiotu, który dostałam na niegdysiejsze urodziny i nie wiem, co mnie bardziej raduje: to że dzwoni (znaczy że działa), czy to, że tak fajnie wygląda :)) 


A drugie dzyń dzyń, a raczej.... i tu mi brakło stosownej onomatopei, bardziej gong przypominające, bo jak toto uruchamiam, w porze obiadowej, to dalsi sąsiedzi też przybiegają :))


Ale ptaszków nie rusza, jak siedziały , tak siedzą :))  Zamontowałam jeszcze sobie przy bramie taki duży owczy dzwonek i ten mi gości zwiastuje, ale zapomniałam zrobić fotkę....ehh.

Myślę sobie, że jeszcze trochę w tym lesie posiedzę, nim przyjdzie czas na zadanie pytania : "komu bije dzwon?"

Chociaż....hmm...takiemu jednemu bije na bank, tylko co do dzwonu nie mam pewności :))

- Sugar! Co ty robisz na tej szafie? - pytam osobistego kota, bo na szafie oprócz odkurzania nic w zasadzie do roboty nie ma.
- Oj, co robię, no nic nie robię, siedzę sobie, chyba widać? - Z wysokości patrzyły na mnie orzechowe oczy, w kącikach których, dostrzegłam lekką pogardę.


- Co ty kombinujesz?- zaniepokoiłam się, bo Łaciasty intensywnie wgapiał się w żyrandol - Chyba nie zamierzasz tam skakać?!
- Zamierzam, nie zamierzam - burknął po swojemu - a jakbym dobrze odmierzył, to może i pohuśtać się da radę - rozważał całkiem poważnie demolkę mojego pokoju.
- Kotku, koteczku, kici, kici - przymilałam się mając z tyłu głowy wizję kabli wyrwanych ze ściany, perspektywę braku prądu i szukania fachowców, co to ich latem ani na lekarstwo.
- Kici, kici? - żyrandol wydawał się być bezpieczny, a kot z jawnym zainteresowaniem dopytywał - Masz coś do jedzenia? Coś pysznego? Dla mnie?


- No mam, złaź z szafy to dostaniesz - triumfowałam w przekonaniu, że utrwalony przez lata system wartości mojego kota, zmianie nie uległ i nawet najlepsza zabawa pójdzie w odstawkę, gdy w grę wchodzi pełna micha.- Zrobiłam tartę ze szpinakiem, fetą i pomidorami, przecież lubisz - zachęcałam na wszelki wypadek, gdyby jednak huśtawka miała większą siłę przebicia.
-O! Super! Uwaga, schodzę - lojalnie uprzedził amator tarty i zeskoczył mi na głowę.- Szpinak sobie sama zjedz, ale to kruche ciasto ze spodu jest moje - zapowiedział i pomaszerował do kuchni.




- Pomidory też sobie zabierz - dodał przyglądając się mojemu dziełu - przecież wiesz, że nie lubię czerwonego koloru.
- Dobra, dobra, zabieram- zgodziłam się szczęśliwa, że remontu nie będzie - na drugi raz zawołam cię na jajecznicę - i pokazałam mu język, ale już tego nie widział, pochłonięty oblizywaniem wąsów, na których  widać było jednak trochę szpinaku:)))


Tarta wyszła pyszna, a przepis jest kompilacją kilku pomysłów kulinarnych z sieci :))
Pozdrawiam Wszystkich Zewsząd i zmykam do lasu łapać lato za ...ogon:))

niedziela, 29 lipca 2012

Stuknięty post :)))

Witam Wszystkich Zewsząd :))



Stuknęło mi! A właściwie gruchnęło tak głośno, że korek z szampana wyskoczył ledwie szeptem :)))

Pora na zdradzanie tajemnicy.

- Sugar jesteś tam? - rozejrzałam się za kocią sierotką.
- Jestem, ale bardzo zajęty - doszło mnie niechętne mrukięcie z końca pokoju.
- No chodź tu, jesteś mi potrzebny, trzeba wybierać - nalegałam , szukając wzrokiem źródła pomruku.


- Sama sobie wybieraj - z urodzinowego bukietu wychyliły się najpierw uszy, a potem okrągłe oczy, spoglądające na mnie z wyrzutem, że nie pojmuję prostego komunikatu.
- Jak to sama? -chyba rzeczywiście miałam kłopoty z pojmowaniem - przecież obiecałeś, a kwaśny cukierasek musi znaleźć właściciela!

 
- Musi, musi - przedrzeźniał mnie Łaciasty i schował nos w liście.
-Sugar!- wrzasnęłam, bo zaczęłam tracić cierpliwość - zostaw te kwiaty i pomóż mi , bo ludzie chcą wiedzieć do kogo trafi serwetnik!


- Serwetnik? - wydawało mi się, ze dostrzegłam błysk zainteresowania w jednym oku - Jaki serwetnik? To metalowe? Chyba myślisz o tych obrzydliwych żółtych kulach, których nie da się turlać, a do tego są kwaśne i do niczego się nie nadają!


- Tak, tak - przytaknęłam skwapliwie - o te kule też mi chodzi, no nie daj się prosić - przeszłam w ton prawie błagalny.
 Bukiet milczał zawzięcie, a jedyne co dało się słyszeć, to posapywania i westchnienia , które skojarzyłam jednoznacznie, jako przejaw adoracji i niekłamanego zachwytu.



- Sugar! Ostatni raz proszę! - i tu tupnęłam nogą na znak, że niewiasta ze mnie stanowcza jest, a koci upór to nie problem i że tak powiem " nie stanowi".
Otóż okazało się, że jednak stanowi. Kocio wyszedł na środek pokoju, wzniósł wąsy do nieba i "zapodał":



- Za grosz romantyzmu w sobie nie masz - powiedział - nie widzisz, że się napawam kwiecia urodą i zapachem?  -  dodał, jakbym ślepa była.  -  A poza tym nie będę wciskał ludziom jakiegoś kwaśnego kitu! - pomyślałam, że tu już przesadził. - Tylko kolanami świecisz  - Matko ! Reklam się naoglądał, załamałam ręce.
- Mnie w to nie mieszaj - zakończył - starzejesz się, czy co?!
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!! - Mój krzyk był niemy, bo na takie dictum zatkało mnie na amen i odetkać nie chciało długo.

I co tu takiemu kotu tłumaczyć, że owszem stuknęło, że tak, bukiet jest mój, urodzinowy biały i bardzo ważny i że jak się ma urodziny to zazwyczaj przybywa, a nie odwrotnie i że tak na dobrą sprawę to leciwość własną polubić nawet zdążyłam, ale żeby mi życzeń nie złożyć?!?! O ty kocie jeden!!!

Cóż było robić ? Wyboru dokonałam samodzielnie i oto ogłaszam, że niedoceniony przez mojego kota prezent plus tajemnica ( oj chyba nie do końca, hi, hi ), stukania,  wędruje do....
POLINNE z bloga "Mój świat podobny do innych" :)))))))))))))))
Gratuluję i o maila proszę, a kotem nie należy się przejmować:)))

Kochani

Ponad 100 osób miało inne zdanie niż mój kot romantyk i bardzo mi z tego powodu miło jest. Nowe ciekawe miejsca, nowe znajomości, nowe wrażenia, To wspaniałe uczucie. Stopniowo i systematycznie wszędzie zajrzę i wszędzie ślad zostawię :)) Dziękuję Wszystkim Zewsząd!

A na koniec jeszcze chcę bardzo podziękować za wyróżnienia, które dostałam od przemiłych dziewczyn: Jabloniee i Ulencji. Ucieszyłyście mnie bardzo, Kochane. Dziękuję stokrotnie:))))



piątek, 13 lipca 2012

Kwiatki, kapryśna miotła i .... pozamiatane :)))

Witam Wszystkich Zewsząd.
 Na przeprosiny, że tak nieczęsto piszę, a na dodatek zaniedbuję systematyczne wędrówki po Waszych blogach, mam dla Was kwiatki, które, może choć trochę tą moją opieszałość wynagrodzą:)))


Blog Agi (Kapryśne inspiracje) bardzo lubię i często odwiedzam, a w Galerii Kaprys niekiedy zakupy czynię.
Ale to, co się tam ostatnio wyprawiało, jest warte słów paru, a nawet parunastu:)))

Aga znalazła blog, na którym aż roi się od staroświecczyzny i fantastycznych pomysłów inspirowanych dawnymi laty.
Można po nim buszować godzinami i zawsze coś zachwyca i budzi pragnienia. Aga zapragnęła miotły!!!! Takiej, jak w tym poście TUTAJ
 Potrzeba natychmiastowego posiadania miotły i do tego ubranej, to rzecz w świecie blogowym tak naturalna, że na apel Agi odpowiedzi posypały się natychmiast, w tym moja, bo nie wiedzieć czemu, ni stąd ni zowąd także nieodpartej  potrzebie posiadania miotły uległam :))
Rozejrzawszy  się w myślach po okolicznych sklepach, stwierdziłam z rozczarowaniem niejakim, że żaden ze znanych mi, co jest niedopatrzeniem wielkim, sprzedaży wymarzonych mioteł nie prowadzi. Fatalnie!
I tu pomoc dziewczyn komentujących post Agi okazała się bezcenna. Allegro! I już na drugi dzień z samego Krakowa przyleciała do mnie oryginalna miotła Sorgho (rodzima produkcja, jak zauważyła Bagraga, prosem stoi).
A dalej to już wiecie, przymiarki, maile, wysyłki...no i mamy pozamiatane:)))))



Mam nadzieję, ze Aga będzie zadowolona, bo odgapiłam fason miotlanej sukienki dość dokładnie, choć krawcowa ze mnie żadna :))) W razie reklamacji nie dostanę obiecanej w Galerii kawy, hi,hi.


I tak dwie sukienki poleciały do Agi, a moja miotła goła została i bez szans na takie samo odzienie, bo materiał wyszdł był i zostały jakieś marne skrawki. Musiałam pokombinować, żeby tę nieszczęsną goliznę jakoś przykryć i przypomniało mi się, że mam kawałek podobnego płócienka z gotowym nadrukiem, kupiony niedawno u dziewczyn w "Malowanym Kufrze". Dawaj sztukować! Jeszcze jakaś koronka z odzysku z braku stosownej wstążki i...... no proszę, ubrana!

A jaka damulka!




 - To teraz będziesz szyła ubranka dla mioteł? - zapytał, coś nazbyt uprzejmie, mój osobisty kot.
  Nie dla mioteł, tylko dla jednej, nie czepiaj się - broniłam dość słabo swego dzieła.
-  Ja się nie czepiam - burknął Sugar - tylko chciałem powiedzieć, że tam w szafce pod zlewem leżą całkiem gołe zmiotka i szufelka, więc jakbyś chciała... - nie dokończył, zgrabnie uchylając się przed zdążającą w jego kierunku poduszką.
  - Zobaczysz, ze Cię wydziedziczę! - zawołałam do znikającego za drzwiami ogona i pogłaskawszy czule moją miotłę, zapewniłam ją, że kocia zazdrość nie ma granic i że w ramach rekompensaty za straty moralne będzie miała pobielony kij :))) 

Pozdrawiam Was Wszystkich bardzo serdecznie, ze szczególnym uwzględnieniem Agi-Kaprys, której kapryśne inspiracje bardzo polecam.
To co?  Buziaki, ja odlatuję:)))))

P.S. Wygrałam niedawno candy u Gab-arte i zapomniałabym się pochwalić. Dostałam śliczny wisior. Dziękuję bardzo:))). Prezent wygląda tak:


Miłego weekendu i wszystkich dni po nim też :)))                     

czwartek, 5 lipca 2012

Sugarowy worek :))

Witam Wszystkich Zewsząd.

Posiadanie "kuwetowego" kota, zmusza właściciela do zapełniania  rzeczonej kuwety czymś sypkim, w czym pogrzebać można swobodnie, grzebiąc przy okazji..... dobra, wszyscy wiedzą, że koty w kuwetach jedzonka nie przechowują...
Żeby więc po to sypkie nie latać co tydzień, zaopatrzyłam się w zapas pokaźny , bo 15 kg brutto liczący.
 Zasapany i nie wiedzieć czemu, zły jak osa kurier wrzucił mi worek pode drzwi i nie czekawszy napiwku (a miałam w zanadrzu), jeno podpis w locie wyegzekwowawszy, zbiegł szybko po schodach, szczęśliwy, że trzech worów nie zamówiłam..ehh. No co? Taka praca niewdzięczna, a nie moja wina, że w kamienicach trzypiętrowych wind nie przewidziano.
Kurier uciekł był, a wór został! No i gdzie ja mam go schować? Zafrasowana wielce, zaciągnęłam nabytek do kuchni i w pierwszym odruchu postanowilam do słoików porozsypywać, bo te łatwiej  w szafkach poupychać.
I tu miałam wizję!
 Oto kolega małżonek, zaspany i mało o świcie kontaktujący, przygotowuje sobie poranną kawę, żwirkiem marki Benek Cristal słodząc ją obficie.... aaaaaaaa..... niedobrze, oj niedobrze, słoiki odpadają!
No to może w przedpokoju gdzieś? Nie da rady, bo przeszkadza, uhh. W szafie z ubraniami? Bez sensu! W łazience? Nieee, bo zwilgotnieje. No to, kurczę, gdzieeeee????  Przecież nie postawię go w tej kuchni !!! O matko! Co z nim zrobić?
Zaraz , zaraz...... a właśnie że tak! Właśnie, że postawię! Właśnie, że w kuchni!

No i stoi do dziś :))))




I nawet znośnie wygląda, chociaż teraz już w połowie opróżniony:)) Wpasował się na skrzynię obok biedronkowych doniczek z ikeowskim wypełnieniem :)))  Może być! No i kawa uratowana :))))

Sugar udawał, że to właściwie nie jego sprawa, zwłaszcza, ze intymno - wstydliwa i szybko stracił zainteresowanie nowym nabytkiem. Ale taki to już kot:))

-Sugar, złaź z mojego fotela ! - Zwracam się doń, jak do rozumnej istoty, z nadzieją na stosowną reakcję. Ale reakcji brak.


-No złaź, powiadam, bo teraz moja kolej siedzenia, cały dzień na nim zalegasz! - Próbuję dochodzić swoich praw, ale bez skutku.
Po kwadransie ponawianych próśb, kocię otworzyło, a raczej uchyliło oczęta.
- Nie widzisz, ze śpię? A poza tym strasznie mi gorąco, idź sobie na kanapę. - Po czym, okupant mojego siedziska  odwrócił się na drugi bok.


- Mnie też jest gorąco, przecież upały są, złaź! - Nie ustępowałam.
- Ale mnie bardziej grzeje - upierał się Łaciasty
- To może zdejmij futro, albo się chociaż rozepnij ? - Zaproponowałam złośliwie, poirytowana kocim uporem. - -albo wiesz co, chodź, mogę cię ogolić - dodałam z głupia frant, zła, że nici z wygodnego siedzenia.

- Ogolić? Do skóry? - zainteresował się rozbudzony Sugar i zwalniając fotel wskoczył na kuchenny stół i przyjrzał uważniej swojej kosmatej powłoce, a następnie znieruchomiał, rozważając coś głęboko.



Przez chwilę myślałam, że się zgodzi, pytając jedynie narcystycznie, czy na ogolonej skórze zostaną mu rude łatki, (co mogło być wielce prawdopodobne), ale chyba jednak odrzucił moje balwierskie pomysły. A jednak tematu nie zamknął, bo pod wieczór usłyszałam:



- Idzie burza, dziś nie będę się golił. - I majestatycznym krokiem udał się w kierunku fotela, nim zdążyłam zareagować.
-A a a, kotki dwa...- mruknęłam w końcu ugodowo i pomachałam mu na dobranoc, ale już tego nie widział.....


I tak zostałam z nieogolonym kotem i przyznaną mi na własność kanapą, z miękkości której postanowiłam natychmiast skorzystać :)))
Dobrej nocki:)))

wtorek, 19 czerwca 2012

Strasznie dużo kota :))

Witam Wszystkich Zewsząd.


Dzisiejszy post został całkowicie opanowany przez Sugara, który wpychał się wszędzie i nie dał sobie wmówić, że przeszkadza. W końcu wykorzystałam go do własnych celów, żeby się kocina poczuł bardziej pożyteczny i tak powstał post o rzeczach ważnych z kotem (jak mu się wydawało) w roli głównej.

No bo przyszła paczuszka wymiankowa od Ewy z Ewkowa i ledwie ją rozpakowałam, było tak:


-O! To dla mnie? - ucieszył się Sugar i usiadł na prezencie.


- A co to jest to z dziurą w środku? Ja się nie zmieszczę, większych nie dawali? - dopytywał
- Dawali, durny kocie, ale nie brałam, bo to na moją, a nie na kocią łapę jest! - tłumaczyłam prawie cierpliwie


- A le te miękkie kłębuszki, to mogę sobie wziąć? I perełki do poturlania...pleeeeaaaase!
- Zapomnij! Z włóczki mogę ci ewentualnie myszkę zrobić na szydełku, jak będziesz grzeczny:))
- Dobra, ale chcę dwie i z oczkami z perełek - twardo negocjował Sugar i w końcu się zgodziłam.

 

 - No to ja tu posiedzę, a ty idź, rób te myszki - łaskawie zakończył mój pomylony kot.

Oczywiście pogoniłam mu kota, żeby w końcu zrobić przyzwoite zdjęcia przepięknych łapek i podkładek, które pracowicie i z ogromnym talentem uszyła dla mnie Ewcia. Podarunek wzbogacony o cudne przydasie i słodkości sprawił mi radość tak olbrzymią, że musiałam Ewie podziękować głosowo (znaczy się telefonicznie), bo mail wydal mi się niewystarczającym środkiem komunikacji z takiej okazji:)))



Są fantastyczne i w sam raz do mojej kuchni. Obiecałam sobie, że będą tylko na specjalne okazje! Dziękuję Ewuniu i niech żyją wymianki! Prezent dla Ewy można oglądać TUTAJ

A wracając do kota, to zleciłam mu zadanie specjalne. 5 z Was zgłosiło wczoraj chęć przeczytania wędrującej książki, trzeba losować....jazda kocie, będziesz robił za "sierotkę" !


- No to co ja mam robić? - zainteresował się sierściuch i zrobił głupią minę.
- O matko!- jęknęłam - A tyle się wydaje na oświatę! No wyciągaj jeden papierek z miseczki, sieroto!!!
- Dobra, już dobra, może być ten?






- No może być - odetchnęłam, że jednak wybrałam sobie kota bardziej rozgarniętego, niż myślałam - dawaj odwijamy:))







- Łeeee, nie ma nic w środku! Głupia zabawa! - obraziła się kocia sierotka i wyniosła do drugiego pokoju.

A ja z radością przeczytałam, że książka powędruje do Bagragi z bloga Siła marzeń. Tadaaam! Gratuluję , Kochana  i o adres na maila poproszę :))
Sugara wygłaskałam w podzięce za pomoc i pewnie wezmę się za te obiecane myszki:))) W końcu się kocio dobrze spisał:))

I taki to był ogoniasty post, a ja żegnam się z Wami do następnego pisania, dziękując za kochane słowa i wszelkie oznaki sympatii, jakie znalazłam w Waszych komentarzach.
Duże buziaki!