Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje ZOO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje ZOO. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 stycznia 2013

Się porobiło....:))))

Witam Wszystkich Zewsząd.


- No i co? No i jakie wyniki? - Jasiek wiercił się niemiłosiernie przed monitorem i z emocji przybierał dziwne pozycje.
- No poczekaj, daj mi spokojnie kliknąć - z wrażenia nie mogłam trafić myszką tam , gdzie trzeba...
- Już? Już wiesz? - zniecierpliwienie kota sięgnęło zenitu
- Wiem!!!! Hurrra!!! Jesteśmy na pudle!!!
- Wygraliśmy pudło????- Jasiek zamieniony w słup soli,  gapił się na wyniki.
- Jakie pudło? Zdobyliśmy trzecie miejsce, tak się tylko mówi, bo na podium - tłumaczyłam kotu, który prawdopodobnie już miał wizję przesiadywania w kartonie.
- Aaaaa.... - chyba zaczęło docierać- to jak nie pudło, to co? - kocio kompletnie nie ogarniał regulaminu konkursowego.
- Wygraliśmy mysz i kocie języczki - cieszyłam się, choć trochę żałowałam legowiska, z pierwszych dwóch miejsc, które miałam przeznaczyć do schroniska.
- Czyje języczki? Jak to języczki?!? - kocio nastroszył ogon i spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Oj takie czekoladki, głuptasie- uspokoiłam zwierzaka, który sprawdzał właśnie , czy swój język ma na właściwym miejscu.
- Jesteś pewna, że to czekoladki? 
- Jestem, są pyszne, a dla ciebie będzie dłuuuugaśna mysz - uśmiechnęłam się do wciąż zaniepokojonego koteczka.
- Aaa, no jak mysz, to chcę bardzo, a te kocie ...te ...no...te czekoladki to sobie sama jedz. To mówisz, że Sean i Sugar są na pudle? Suuuuuper!



Jasiek na wszelki wypadek jeszcze raz sprawdził, czy jest szczęśliwym posiadaczem własnego języka, a ja rozmyślałam o tym, że dzięki Krysi i takim konkursom, pamięć o żyjących wśród nas, czworonożnych domownikach, przechowa się na długo.
Dziękuję Ci Krysiu za wspaniałą zabawę, a zwycięzcom serdecznie gratuluję:)))
A Wam, KOCHANI, Wszystkim Zewsząd, w imieniu moich Niezapomnianych, Jaśka i swoim dziękuję za wszystkie dowody sympatii w postaci oddanych głosów. Jesteście nadzwyczajni!
A tymczasem laureaci śpią sobie spokojnym snem za Tęczowym Mostem i śnią piękne sny o ludziach, którzy kochają zwierzęta:)))


Jeszcze raz dziękujemy i życzymy Wam wspaniałego weekend'u :)))))

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Koci ogon i sonda.

Witam Wszystkich Zewsząd.


- Jasiu, o co chodzi z tym ogonem? - Moje pytanie było całkiem uzasadnione, bo Jasiek od piętnastu minut tarmosił swoje futrzane wykończenie podgryzając je i liżąc na przemian.
Nudzę się - odpowiedź była krótka i treściwa, a czubek ogona znowu powędrował do kociego pyszczka.
-  Aaaa, nudzisz się - w tym miejscu zafrasowałam się wielce, bo rzeczywiście zaniedbałam zabawy z kotem, większą część dnia spędzając w łóżku.
- No właśnie. Straszne nudy i nic się nie dzieje, a ty leżysz i czytasz i znowu leżysz, a potem śpisz na leżąco, zupełnie jak mój sznurek pod fotelem - kocio sprecyzował swoje żale nie wypuszczając ogona z pazurków. - To co ja mam robić?
- No przecież chora jestem - broniłam swojej horyzontalnej pozycji - a jak się jest chorym, to się leży.
- A długo tak jeszcze będziesz?- Jasiek wciąż trzymał koniec ogona w odwodzie.


- No właściwie.... hmm...eeee... - dukałam, nie wiedząc, co odpowiedzieć, aż w końcu podjęłam decyzję - dobra, Kocie, dosyć leżenia - po czym śmiało wystawiłam prawą nogę spod kołdry, a za nią wywlokłam z łóżka całą resztę.
- Wstajesz?!- Jasiek zostawił w spokoju obśliniony ogon i patrzył na mnie wyczekująco.
Zdecydowanie tak - pewność z jaką wypowiedziałam te słowa, zadziwiła niepomiernie mnie samą, ale na zmianę decyzji było za późno. Kocio siedział na stole i wyraźnie czekał na dalszy ciąg.
-  Dziś jest poniedziałek, Krysia uruchomiła sondę do głosowania, chodź wybierzemy zdjęcie do posta i pooglądamy fotki o przyjaźni psa z kotem, a potem.....potem się zobaczy.
-  Ja wybieram! Ja! - Jasiek wsadził głowę w monitor i jeśli się nie mylę, cicho gwizdnął.



- Fiuuuuuuuuuu, ale fajne fotki! Mam, mam faworyta! - I nim się połapałam, wcisnął enter...

No to głosowanie mamy z głowy:))
 Konkurs pod nazwą " Przyjaźń psa z kotem" na blogu Klub Kota Jasna 8 trwa, a Jasiek i ja zachęcamy do głosowania na nasze zdjęcie.... no bo skoro my nie mogliśmy....:)))

GŁOSUJEMY TUTAJ

albo

  SONDA TUTAJ 

Zakończenie głosowania 24 stycznia.
Dla pełniejszego obrazu dorzucam drugą fotkę, bo nie wiedziałam, na którą się zdecydować:))



Mamy numer 1. PIES SEAN I KOT SUGAR

A skoro postanowiłam już przestać chorować, to spróbuję słowa dotrzymać:)))

Wszystkim Zewsząd życzę dobrego tygodnia, a Babciom Wszystkiego Najlepszego!







piątek, 11 stycznia 2013

Ogłoszenia, ogłoszenia...

Witam Wszystkich Zewsząd.



Po raz drugi bawię się z blogiem "Klub Kota Jasna 8" i wysyłam na organizowany przez Krysię konkurs fotograficzny, zdjęcie moich zwierzaków.
Temat: PRZYJAŹŃ PSA Z KOTEM
Seter irlandzki Sean i  dachowiec Sugar przyjaźnili się bardzo. Pamiętam sytuację, kiedy kocio zgarniał łapką ciasteczka ze stołu, na które czekał psi łakomczuch. Pełna współpraca :)) Razem spali, razem jedli i razem podróżowali do mojego lasu. Patrzenie na tę dwójkę to przyjemność w czystej postaci:)))

Na konkurs wysłałam zdjęcie z dymkami (taki był wymóg styczniowej zabawy). W maleńkim stopniu oddaje ono zażyłość moich czworonogów:)))


Uśmiecham się do tego zdjęcia za każdym razem, gdy je widzę :))
W poprzednim konkursie Sugar znalazł się, dzięki Wam, w pierwszej dziesiątce. Może z pomocą przyjaciela, uda mu się wynik poprawić:))) O rozpoczęciu głosowania oczywiście zawiadomię:))
Zachęcam Was do wzięcia udziału w tej zabawie, bo nadsyłane zdjęcia są fantastyczne:))) Link do konkursu TUTAJ i w bocznym pasku.
A TERAZ POWAŻNIEJSZA SPRAWA.
W tym samym bocznym pasku umieściłam link z apelem Bagragi, która prosi o pomoc w realizacji ważnego projektu.
Przeczytajcie jej apel, bo myślę, że warto się nad nim pochylić. TUTAJ
Pozdrawiam Was Wszystkich Zewsząd bardzo serdecznie i życzę dobrych dni :)))

piątek, 14 września 2012

Dla Sugara.



-Jasiu, w co się tak wpatrujesz?
- Patrzę, czy Sugar nie wraca.
- On nie wróci, Kocie.
- Nie wróci? Nigdy?
- Nigdy, Jaśku, przeszedł przez Tęczowy Most.
- Ach wiem, to bardzo daleko, niektóre koty ze schroniska też tam szły i nie wracały... A ja?
- co -Ty?
- Też tam muszę iść?
- Nie, Jasiu, nie musisz, nie myśl o tym, zawróciłam Cię z drogi i zostaniesz ze mną. Chodź zobacz, co dla Ciebie uszyłam...



- O! Jakie białe i miękkie, Sugarowi by się podobało....
- A Tobie się podoba?
- Bardzo, bardzo mi się podoba. To dla mnie?
- Tak Jaśku, dla Ciebie i wszystko inne też, cały mój dom.


- A opowiesz mi o Sugarze?
- Wszystko Ci opowiem. a teraz śpij, bo musisz być silny i szybko wyzdrowieć.
- Aaaa, no tak, wyzdrowieć, a wiesz, że te kropelki do oczu wcale tak bardzo nie szczypią....A będziesz tu, jak się obudzę?
- Będę, Jasiu, dobrych snów w nowym miejscu, Kocie.

niedziela, 29 lipca 2012

Stuknięty post :)))

Witam Wszystkich Zewsząd :))



Stuknęło mi! A właściwie gruchnęło tak głośno, że korek z szampana wyskoczył ledwie szeptem :)))

Pora na zdradzanie tajemnicy.

- Sugar jesteś tam? - rozejrzałam się za kocią sierotką.
- Jestem, ale bardzo zajęty - doszło mnie niechętne mrukięcie z końca pokoju.
- No chodź tu, jesteś mi potrzebny, trzeba wybierać - nalegałam , szukając wzrokiem źródła pomruku.


- Sama sobie wybieraj - z urodzinowego bukietu wychyliły się najpierw uszy, a potem okrągłe oczy, spoglądające na mnie z wyrzutem, że nie pojmuję prostego komunikatu.
- Jak to sama? -chyba rzeczywiście miałam kłopoty z pojmowaniem - przecież obiecałeś, a kwaśny cukierasek musi znaleźć właściciela!

 
- Musi, musi - przedrzeźniał mnie Łaciasty i schował nos w liście.
-Sugar!- wrzasnęłam, bo zaczęłam tracić cierpliwość - zostaw te kwiaty i pomóż mi , bo ludzie chcą wiedzieć do kogo trafi serwetnik!


- Serwetnik? - wydawało mi się, ze dostrzegłam błysk zainteresowania w jednym oku - Jaki serwetnik? To metalowe? Chyba myślisz o tych obrzydliwych żółtych kulach, których nie da się turlać, a do tego są kwaśne i do niczego się nie nadają!


- Tak, tak - przytaknęłam skwapliwie - o te kule też mi chodzi, no nie daj się prosić - przeszłam w ton prawie błagalny.
 Bukiet milczał zawzięcie, a jedyne co dało się słyszeć, to posapywania i westchnienia , które skojarzyłam jednoznacznie, jako przejaw adoracji i niekłamanego zachwytu.



- Sugar! Ostatni raz proszę! - i tu tupnęłam nogą na znak, że niewiasta ze mnie stanowcza jest, a koci upór to nie problem i że tak powiem " nie stanowi".
Otóż okazało się, że jednak stanowi. Kocio wyszedł na środek pokoju, wzniósł wąsy do nieba i "zapodał":



- Za grosz romantyzmu w sobie nie masz - powiedział - nie widzisz, że się napawam kwiecia urodą i zapachem?  -  dodał, jakbym ślepa była.  -  A poza tym nie będę wciskał ludziom jakiegoś kwaśnego kitu! - pomyślałam, że tu już przesadził. - Tylko kolanami świecisz  - Matko ! Reklam się naoglądał, załamałam ręce.
- Mnie w to nie mieszaj - zakończył - starzejesz się, czy co?!
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!! - Mój krzyk był niemy, bo na takie dictum zatkało mnie na amen i odetkać nie chciało długo.

I co tu takiemu kotu tłumaczyć, że owszem stuknęło, że tak, bukiet jest mój, urodzinowy biały i bardzo ważny i że jak się ma urodziny to zazwyczaj przybywa, a nie odwrotnie i że tak na dobrą sprawę to leciwość własną polubić nawet zdążyłam, ale żeby mi życzeń nie złożyć?!?! O ty kocie jeden!!!

Cóż było robić ? Wyboru dokonałam samodzielnie i oto ogłaszam, że niedoceniony przez mojego kota prezent plus tajemnica ( oj chyba nie do końca, hi, hi ), stukania,  wędruje do....
POLINNE z bloga "Mój świat podobny do innych" :)))))))))))))))
Gratuluję i o maila proszę, a kotem nie należy się przejmować:)))

Kochani

Ponad 100 osób miało inne zdanie niż mój kot romantyk i bardzo mi z tego powodu miło jest. Nowe ciekawe miejsca, nowe znajomości, nowe wrażenia, To wspaniałe uczucie. Stopniowo i systematycznie wszędzie zajrzę i wszędzie ślad zostawię :)) Dziękuję Wszystkim Zewsząd!

A na koniec jeszcze chcę bardzo podziękować za wyróżnienia, które dostałam od przemiłych dziewczyn: Jabloniee i Ulencji. Ucieszyłyście mnie bardzo, Kochane. Dziękuję stokrotnie:))))



piątek, 13 lipca 2012

Kwiatki, kapryśna miotła i .... pozamiatane :)))

Witam Wszystkich Zewsząd.
 Na przeprosiny, że tak nieczęsto piszę, a na dodatek zaniedbuję systematyczne wędrówki po Waszych blogach, mam dla Was kwiatki, które, może choć trochę tą moją opieszałość wynagrodzą:)))


Blog Agi (Kapryśne inspiracje) bardzo lubię i często odwiedzam, a w Galerii Kaprys niekiedy zakupy czynię.
Ale to, co się tam ostatnio wyprawiało, jest warte słów paru, a nawet parunastu:)))

Aga znalazła blog, na którym aż roi się od staroświecczyzny i fantastycznych pomysłów inspirowanych dawnymi laty.
Można po nim buszować godzinami i zawsze coś zachwyca i budzi pragnienia. Aga zapragnęła miotły!!!! Takiej, jak w tym poście TUTAJ
 Potrzeba natychmiastowego posiadania miotły i do tego ubranej, to rzecz w świecie blogowym tak naturalna, że na apel Agi odpowiedzi posypały się natychmiast, w tym moja, bo nie wiedzieć czemu, ni stąd ni zowąd także nieodpartej  potrzebie posiadania miotły uległam :))
Rozejrzawszy  się w myślach po okolicznych sklepach, stwierdziłam z rozczarowaniem niejakim, że żaden ze znanych mi, co jest niedopatrzeniem wielkim, sprzedaży wymarzonych mioteł nie prowadzi. Fatalnie!
I tu pomoc dziewczyn komentujących post Agi okazała się bezcenna. Allegro! I już na drugi dzień z samego Krakowa przyleciała do mnie oryginalna miotła Sorgho (rodzima produkcja, jak zauważyła Bagraga, prosem stoi).
A dalej to już wiecie, przymiarki, maile, wysyłki...no i mamy pozamiatane:)))))



Mam nadzieję, ze Aga będzie zadowolona, bo odgapiłam fason miotlanej sukienki dość dokładnie, choć krawcowa ze mnie żadna :))) W razie reklamacji nie dostanę obiecanej w Galerii kawy, hi,hi.


I tak dwie sukienki poleciały do Agi, a moja miotła goła została i bez szans na takie samo odzienie, bo materiał wyszdł był i zostały jakieś marne skrawki. Musiałam pokombinować, żeby tę nieszczęsną goliznę jakoś przykryć i przypomniało mi się, że mam kawałek podobnego płócienka z gotowym nadrukiem, kupiony niedawno u dziewczyn w "Malowanym Kufrze". Dawaj sztukować! Jeszcze jakaś koronka z odzysku z braku stosownej wstążki i...... no proszę, ubrana!

A jaka damulka!




 - To teraz będziesz szyła ubranka dla mioteł? - zapytał, coś nazbyt uprzejmie, mój osobisty kot.
  Nie dla mioteł, tylko dla jednej, nie czepiaj się - broniłam dość słabo swego dzieła.
-  Ja się nie czepiam - burknął Sugar - tylko chciałem powiedzieć, że tam w szafce pod zlewem leżą całkiem gołe zmiotka i szufelka, więc jakbyś chciała... - nie dokończył, zgrabnie uchylając się przed zdążającą w jego kierunku poduszką.
  - Zobaczysz, ze Cię wydziedziczę! - zawołałam do znikającego za drzwiami ogona i pogłaskawszy czule moją miotłę, zapewniłam ją, że kocia zazdrość nie ma granic i że w ramach rekompensaty za straty moralne będzie miała pobielony kij :))) 

Pozdrawiam Was Wszystkich bardzo serdecznie, ze szczególnym uwzględnieniem Agi-Kaprys, której kapryśne inspiracje bardzo polecam.
To co?  Buziaki, ja odlatuję:)))))

P.S. Wygrałam niedawno candy u Gab-arte i zapomniałabym się pochwalić. Dostałam śliczny wisior. Dziękuję bardzo:))). Prezent wygląda tak:


Miłego weekendu i wszystkich dni po nim też :)))                     

czwartek, 5 lipca 2012

Sugarowy worek :))

Witam Wszystkich Zewsząd.

Posiadanie "kuwetowego" kota, zmusza właściciela do zapełniania  rzeczonej kuwety czymś sypkim, w czym pogrzebać można swobodnie, grzebiąc przy okazji..... dobra, wszyscy wiedzą, że koty w kuwetach jedzonka nie przechowują...
Żeby więc po to sypkie nie latać co tydzień, zaopatrzyłam się w zapas pokaźny , bo 15 kg brutto liczący.
 Zasapany i nie wiedzieć czemu, zły jak osa kurier wrzucił mi worek pode drzwi i nie czekawszy napiwku (a miałam w zanadrzu), jeno podpis w locie wyegzekwowawszy, zbiegł szybko po schodach, szczęśliwy, że trzech worów nie zamówiłam..ehh. No co? Taka praca niewdzięczna, a nie moja wina, że w kamienicach trzypiętrowych wind nie przewidziano.
Kurier uciekł był, a wór został! No i gdzie ja mam go schować? Zafrasowana wielce, zaciągnęłam nabytek do kuchni i w pierwszym odruchu postanowilam do słoików porozsypywać, bo te łatwiej  w szafkach poupychać.
I tu miałam wizję!
 Oto kolega małżonek, zaspany i mało o świcie kontaktujący, przygotowuje sobie poranną kawę, żwirkiem marki Benek Cristal słodząc ją obficie.... aaaaaaaa..... niedobrze, oj niedobrze, słoiki odpadają!
No to może w przedpokoju gdzieś? Nie da rady, bo przeszkadza, uhh. W szafie z ubraniami? Bez sensu! W łazience? Nieee, bo zwilgotnieje. No to, kurczę, gdzieeeee????  Przecież nie postawię go w tej kuchni !!! O matko! Co z nim zrobić?
Zaraz , zaraz...... a właśnie że tak! Właśnie, że postawię! Właśnie, że w kuchni!

No i stoi do dziś :))))




I nawet znośnie wygląda, chociaż teraz już w połowie opróżniony:)) Wpasował się na skrzynię obok biedronkowych doniczek z ikeowskim wypełnieniem :)))  Może być! No i kawa uratowana :))))

Sugar udawał, że to właściwie nie jego sprawa, zwłaszcza, ze intymno - wstydliwa i szybko stracił zainteresowanie nowym nabytkiem. Ale taki to już kot:))

-Sugar, złaź z mojego fotela ! - Zwracam się doń, jak do rozumnej istoty, z nadzieją na stosowną reakcję. Ale reakcji brak.


-No złaź, powiadam, bo teraz moja kolej siedzenia, cały dzień na nim zalegasz! - Próbuję dochodzić swoich praw, ale bez skutku.
Po kwadransie ponawianych próśb, kocię otworzyło, a raczej uchyliło oczęta.
- Nie widzisz, ze śpię? A poza tym strasznie mi gorąco, idź sobie na kanapę. - Po czym, okupant mojego siedziska  odwrócił się na drugi bok.


- Mnie też jest gorąco, przecież upały są, złaź! - Nie ustępowałam.
- Ale mnie bardziej grzeje - upierał się Łaciasty
- To może zdejmij futro, albo się chociaż rozepnij ? - Zaproponowałam złośliwie, poirytowana kocim uporem. - -albo wiesz co, chodź, mogę cię ogolić - dodałam z głupia frant, zła, że nici z wygodnego siedzenia.

- Ogolić? Do skóry? - zainteresował się rozbudzony Sugar i zwalniając fotel wskoczył na kuchenny stół i przyjrzał uważniej swojej kosmatej powłoce, a następnie znieruchomiał, rozważając coś głęboko.



Przez chwilę myślałam, że się zgodzi, pytając jedynie narcystycznie, czy na ogolonej skórze zostaną mu rude łatki, (co mogło być wielce prawdopodobne), ale chyba jednak odrzucił moje balwierskie pomysły. A jednak tematu nie zamknął, bo pod wieczór usłyszałam:



- Idzie burza, dziś nie będę się golił. - I majestatycznym krokiem udał się w kierunku fotela, nim zdążyłam zareagować.
-A a a, kotki dwa...- mruknęłam w końcu ugodowo i pomachałam mu na dobranoc, ale już tego nie widział.....


I tak zostałam z nieogolonym kotem i przyznaną mi na własność kanapą, z miękkości której postanowiłam natychmiast skorzystać :)))
Dobrej nocki:)))

wtorek, 19 czerwca 2012

Strasznie dużo kota :))

Witam Wszystkich Zewsząd.


Dzisiejszy post został całkowicie opanowany przez Sugara, który wpychał się wszędzie i nie dał sobie wmówić, że przeszkadza. W końcu wykorzystałam go do własnych celów, żeby się kocina poczuł bardziej pożyteczny i tak powstał post o rzeczach ważnych z kotem (jak mu się wydawało) w roli głównej.

No bo przyszła paczuszka wymiankowa od Ewy z Ewkowa i ledwie ją rozpakowałam, było tak:


-O! To dla mnie? - ucieszył się Sugar i usiadł na prezencie.


- A co to jest to z dziurą w środku? Ja się nie zmieszczę, większych nie dawali? - dopytywał
- Dawali, durny kocie, ale nie brałam, bo to na moją, a nie na kocią łapę jest! - tłumaczyłam prawie cierpliwie


- A le te miękkie kłębuszki, to mogę sobie wziąć? I perełki do poturlania...pleeeeaaaase!
- Zapomnij! Z włóczki mogę ci ewentualnie myszkę zrobić na szydełku, jak będziesz grzeczny:))
- Dobra, ale chcę dwie i z oczkami z perełek - twardo negocjował Sugar i w końcu się zgodziłam.

 

 - No to ja tu posiedzę, a ty idź, rób te myszki - łaskawie zakończył mój pomylony kot.

Oczywiście pogoniłam mu kota, żeby w końcu zrobić przyzwoite zdjęcia przepięknych łapek i podkładek, które pracowicie i z ogromnym talentem uszyła dla mnie Ewcia. Podarunek wzbogacony o cudne przydasie i słodkości sprawił mi radość tak olbrzymią, że musiałam Ewie podziękować głosowo (znaczy się telefonicznie), bo mail wydal mi się niewystarczającym środkiem komunikacji z takiej okazji:)))



Są fantastyczne i w sam raz do mojej kuchni. Obiecałam sobie, że będą tylko na specjalne okazje! Dziękuję Ewuniu i niech żyją wymianki! Prezent dla Ewy można oglądać TUTAJ

A wracając do kota, to zleciłam mu zadanie specjalne. 5 z Was zgłosiło wczoraj chęć przeczytania wędrującej książki, trzeba losować....jazda kocie, będziesz robił za "sierotkę" !


- No to co ja mam robić? - zainteresował się sierściuch i zrobił głupią minę.
- O matko!- jęknęłam - A tyle się wydaje na oświatę! No wyciągaj jeden papierek z miseczki, sieroto!!!
- Dobra, już dobra, może być ten?






- No może być - odetchnęłam, że jednak wybrałam sobie kota bardziej rozgarniętego, niż myślałam - dawaj odwijamy:))







- Łeeee, nie ma nic w środku! Głupia zabawa! - obraziła się kocia sierotka i wyniosła do drugiego pokoju.

A ja z radością przeczytałam, że książka powędruje do Bagragi z bloga Siła marzeń. Tadaaam! Gratuluję , Kochana  i o adres na maila poproszę :))
Sugara wygłaskałam w podzięce za pomoc i pewnie wezmę się za te obiecane myszki:))) W końcu się kocio dobrze spisał:))

I taki to był ogoniasty post, a ja żegnam się z Wami do następnego pisania, dziękując za kochane słowa i wszelkie oznaki sympatii, jakie znalazłam w Waszych komentarzach.
Duże buziaki!

czwartek, 31 maja 2012

Mielę pastele :)))

Witam Wszystkich Zewsząd.


Miało nie być pasteli, miałam przeczekać pastelowy boom, miałam udawać, że nie jestem zainteresowana, owszem, na innych blogach tak, oczywiście, aż miło popatrzeć, ale ja nieee, ja wcaaale.... taaa.
No i tak miało być, dopóki z mieszkania córki nie przywędrował do mnie wazon..... który, no co tu dużo mówić, pastelowy  był caluteńki...ehh. A potem to już tylko mieszanie farb było i ... no sami wiecie :)))


Kolejna komódka poszła pod pędzel jako pierwsza, potem doniczka.....


.... a na końcu stary młynek do kawy





              - Ooo! Co to jest to dziwne z korbką? - zaciekawił się Sugar


 -Młynek do mielenia.....
-Mięska? - ucieszył się kocio i godzinę tkwił przed szufladką...:)))

I tak to mam pastele w kuchni, a w pracowni miesza się pudrowy róż, a na maluneczki czeka grzecznie w kolejce kilka przedmiotów:)). Czekają, bo ja znowu na ten laser oczny muszę..... 

Pozdrawiam Was serdecznie i przepraszam, ze tak mało piszę i komentuję. Obiecuję, że wrócę, jak przejrzę na oczy :))))