Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meble. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meble. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 listopada 2013

Zachowaj spokój i......

Witam Wszystkich Zewsząd.



Po tym "and" mogę wpisać milion rzeczy, które są mi niezbędne do zachowania wyżej wymienionego spokoju:)))
Ponieważ jednak to haft krzyżykowy, jaki by nie był, uspokaja mnie najbardziej, jest jak powyżej i poniżej też:)))






Co? Że tylko hafty? Że nudno? Że fotki blade? A u Was jest słońce? No właśnie:)))
O matko! No nie nudzi mi się ani trochę!
O proszę: "Zachowaj spokój i zrób stolik"
Jeśli masz lirę od fortepianu, deskę z Ikei i stary blat oraz parę wkrętów i białą farbę, to już tylko spokoju w działaniu potrzeba:)))





Już lepiej?
Nie?
To może ostatnia fotka coś wyjaśni.....

                                  PRAWA STOPA GUSTAWA, COKOLWIEK TO ZNACZY:))))

Od miesiąca o nudzie i...spokoju nie ma mowy:))))))))))))))))))
To ja lecę, a na koniec dodam, że tekst: "Zachowaj spokój i kochaj Jaśka" zostawiam na następny post, bo obszerniejszego komentarza wymaga:))
Buziaki:))))






czwartek, 6 czerwca 2013

Home to ...home, czyli przed i po...

Witam Wszystkich Zewsząd.


Taki " domowy " hafcik sobie wymodziłam, bo mi się spodobał wzorek z sieci:)) Trochę go zmodyfikowałam na własne potrzeby....


....ale i tak bardzo miło się toto krzyżykowało:)))

A skoro z powodu pory deszczowej w domostwie przyszło mi przebywać przewlekle, pokażę, co jeszcze w pokoju kota się zadziało....

Z szafami było tak:



Ta oszklona za fotelem, zmieniła miejsce pobytu, bo wkurzała mnie okrutnie:))) Teraz ma zupełnie inne zadanie, choć pewnie do piwnicy wynoszona, coś o degradacji marudziła:)))

Zrobiło się więcej miejsca i teraz wygląda to tak:


Pokój jest maleńki, więc im w nim mniej, tym lepiej:))
Druga szafa, sosnowa, przytargana od Kochanej Blue, została pobielona i zastąpiła wielkie szafsko o wdzięcznym imieniu "Zemsta teściowej" :))) Była, owszem pakowna wielce, ale gabarytowo przeraźliwie wielka i do tego skrzypiała niemiłosiernie. Teraz jest w leśnej komórce i będę w niej przechowywać.... grabie, he,he.
Przy okazji pozbyłam się nadmiaru " niezwykle przydatnej" i wcale nie noszonej odzieży, żeby się w nowym nabytku wszystko zmieściło:)))


Zgrabna , lekka i nie skrzypi:)))))

Miejsca mi się zrobiło więcej, więc natychmiast je "zagraciłam" :))
Miałam krzesło w stylu art deco ze skórzanym siedziskiem, wysłużonym bardzo.

Stało w przedpokoju, coby na nim przysiąść i buty sznurować:))


Ten mebel został nobilitowany i obdarzony nowym obiciem, służy jako dodatkowe siedzenie dla gości, którzy buty już mają zasznurowane:)))



Nie da się niczego więcej do pokoju kota, prócz samego kota zmieścić, więc metamorfoza została zakończona.





Bardzo niewygodnie robi się zdjęcia w takiej klitce, ale może jakiś pogląd na całość udało mi się uchwycić.



Jasiek uważa, że jest całkiem dobrze i zabronił mi dalszych zmian:))))), a ta oszklona szafa (fotka robiona wcześniej)  też mu się nie podobała:)))
Miał jedynie pretensje, ze mu ukochane pudła postawiłam tak wysoko:))))

Buziaki. Idziemy z Jaśkiem pod kocyk, bo zimno i zaraz znowu zacznie lać....ehhh

P.S. Bardzo dziękuję za Wasze głosy w Konkursie Jasnej :))) Nie ukrywam, ze Jasiek jest wściekły:))))))))))))



poniedziałek, 3 czerwca 2013

Prywata i fotel Jaśka:))

Witam Wszystkich Zewsząd



- Jasiu, kliknąłeś na zdjęcie Seana i Sugara? Bo mnie nie wypada, ja głosowałam na inną fotkę....
- A co? Znowu jakiś konkurs? Dawaj klikam. - Jasiek bez zastanowienia wcisnął enter, po czym przytomnie zapytał
- A co jest do wygrania?
- No, hmm, jakby ci tu powiedzieć - plątałam się w zeznaniach -..... ten, no...tygodniowy wyjazd do Elbląga w gościnne progi Krysi (Jasna 8)...
- Aaaaaaaaa!!!! - wrzasnął uzasadnienie Jasiek - to po co mi kazałaś głosować?!?  Na cały tydzień do...Elbląga? Ja nawet nie wiem, gdzie to jest!!!!
- No dość daleko - przyznałam ze skruchą, że tak perfidnie podeszłam kota.
- Nie ma mowy - nastroszył się Jasiek - ja tu nie będę siedział sam, wykluczone!
- Oj, kocie, to tylko tydzień, posiedzisz sobie z pańciem  , szybko ci zleci... - perswadowałam, ale robiło mi się coraz bardziej głupio.
- Nie i już. - kocio obraził się na dobre.
- O matko! Co ja z tobą mam - westchnęłam i wzięłam nadętą kluskę na kolana. - No już nie płacz, nie mam szans na główną nagrodę, konkurencja jest ogromna. Tak ci tylko dokuczam... na wszelki wypadek....
- Akurat. Wypadki chodzą po kotach, a jak ci się uda? - W oczach Jasia błysnęła iskierka nadziei, że jednak może  nie ...
- To wtedy będziemy się martwić - powiedziałam głośno, a w duchu dodałam " chyba cieszyć".
- A fajny chociaż ten cały Elbląg? - Jasiek próbował być miły.
- Oj całkiem fajny. Kiedyś, dawno kończyłam tam spływ kajakowy, mam wspaniałe wspomnienia...
- No to poproś Wszystkich Zewsząd, żeby głosowali - zgodził się mój łaskawca i zeskoczył z kolan, burcząc pod wąsem coś, co dziwnie przypominało mi tekst Kłapouchego : " Na pewno się nie uda..."
- No dzięki, Jaśku - chyba było mi trochę mniej głupio, bo wiedziałam, że do żadnego Elbląga się raczej nie wybiorę:)) - poproszę mimo wszystko.

( W tym miejscu proszę o głosy:)))  SONDA

- Jak już pozałatwiałaś swoje sprawy, to przynajmniej pokaż Wszystkim mój nowy fotel. No idziesz? - Jasiek machnął na mnie ogonem i majestatycznie udał się do pokoju kota.
- Idę, Kocie, idę.. - i skruszona powlokłam się za nim, czując, że mu się należy, jak nie przymierzając, psu zupa:)))

Fotel kupiłam w Ikei ponad miesiąc temu, tuż przed przyjazdem hiszpańskiej córeczki, ale Jasiek jest przekonany, że to z myślą o nim, a ja go z błędu nie wyprowadzałam....niech się kocinka cieszy, ze ma nowy mebel w swoim pokoju:))




Spodobał mu się nad wyraz, a i ja byłam kontentna z zakupu ( Cheniu, prawda, ze fajne mamy fotele? :))) )
Któregoś dnia, położyłam na nim świeżo wypraną, stareńką górę od piżamy i już po chwili miałam nową....poszewkę na poduszkę:)))








Bardzo nam się z Jaśkiem całość podoba, a hiszpańska córeczka pytała, czy aby na pewno można na nim siadać:))))





Po fotelu przyszła kolej na... szafy....ale o tym następnym razem :)))

Jak nie przestanie padać, wymienię meble w całej kamienicy!!!! Wrrr....
Buziaki:))

czwartek, 24 maja 2012

Igiełki i skrzynia na gorsety :))

Witam Wszystkich Zewsząd


Zjazdy, rozjazdy, przyjazdy, odjazdy, wyjazdy.... oto, z czym mam ostatnio do czynienia,... ehhh. Znaczy się wszystko jakieś mocno pojechane :)))
Laptop  przykurzony, no bo coś tam jednak przecierałam i bieliłam, czeka cierpliwie, aż umyję ręce i się nim zajmę....a gdzie tam! Ręce umyte, ale za torbę chwytają i naprzód! No i tak dni mijają, a ja nie wiem, kiedy zdążę pogapić się na Wasze prace, nie mówiąc o komentarzach.... Dobra, znajdę taki dzień i ponadrabiam, ale póki co, torba i las czekają....

Dziś o igiełkach dwa słowa, bo właśnie pokazały się na moich świerkach i modrzewiu takie młodziutkie i zielone. Uwielbiam ich zapach i miękkość w dotyku, a poza tym mówią mi o radości życia :))) Każdej wiosny nie mogę się powstrzymać, żeby ich nie pogłaskać :)))







 Z któregoś wyjazdu przywiozłam starą skrzynię, bo ją chciałam mieć koniecznie w kuchni. Kiedyś służyła do przechowywania drewna na opał, teraz...no, jeszcze nie wiem, ale mój napis głosi, że na gorsety powinna być i to amerykańskie... hmm, no tu chyba nie sprostam :))). Stoi pusta i jeszcze nie wykończona, ale musi poczekać w kolejce... (laptop był pierwszy :)) ) Pokazuję stan na dziś, jeszcze z nieprzetartymi śladami po transferze.



Sugar usiadł, nim wyschła, zero szacunku dla pracy człowieka :)))



I to wszystko, co zdołałam zrobić z podróżną torbą w jednej ręce i pędzlem w drugiej :)))

Pozdrawiam Was bardzo ciepło :)))

środa, 9 maja 2012

Przetarło się :))))

Witam Wszystkich Zewsząd



O matko! Ale miałam jazdę z tymi uchwytami :))) Już chciałam losować jakiś Wasz koncept, ale w końcu, po godzinnym pobycie w sklepie z uchwytami (jest taki w moim mieście, chłopaki wszystko tam mają) i przerzuceniu 75ciu różnych gałek i gałeczek, wybrałam małe ciemne. Małe z białą porcelanką też były śliczne, ale wydały mi się zbyt grzeczne i eleganckie do powycieranej szafki i postarzonych, przez skrupulatną Qrkę, szyldzików. Stanęło na małych mosiężnych i nawet mi się ta opcja podoba.
Odwracanie do góry nogami, piłowanie i tym podobne zabiegi zostawiam sobie na drugą szafeczkę, wszak żaden Wasz cenny pomysł nie może się zmarnować:))
DZIEWCZYNY JESTEŚCIE WIELKIE!!!
Dziękuję , że Wam się chciało przyjrzeć bliżej tej radosnej twórczości i pochylić się, nad moim koncepcyjnym niedołęstwem, w tak życzliwy sposób.

Ta szafka już zawsze będzie mi przypominać o Waszej przy mnie obecności :)))


A żeby monotonię szafkowo-uchwytową przełamać, dorzucam kilka fotek z mojej porannej twórczości.
Bo nim przyszła pora otwierania sklepu (tych chłopaków, co to mówiłam), wzięło mnie na transfery napisów i postarzenie nieciekawej lampy, leżącej gdzieś odłogiem.

Chyba miałam dobry dzień, bo napisy wyszły tak, jak chciałam :))






Czy ja dobrze myślę, że te zdjęcia są jakieś rozmazane, czy moje oko znowu siada? No nic to, jeszcze lampa...



Przepraszam, że bez stosownej serwetki, ale bałam się, ze spód jeszcze nie wysechł dokładnie :)))


To wszystko na dziś. Jeszcze raz Wam dziękuję za przetarcie drogi w moim zmulonym umyśle i pomoc w dokończeniu dzieła :))))
Serdeczności i uściski.

wtorek, 8 maja 2012

Uchwycić uchwyt

Witam Wszystkich Zewsząd



O zwierzątkach i roślinkach już nie, a o wyróżnieniach i wymiankach... jeszcze nie. No to o czym ten post?

O uchwytach będzie i o tym, że bez konsultacji z Wami się nie obejdzie :)))

Aqratna Qrka poczyniła dla mnie cudowne szyldziki z numerkami, które przeznaczyłam do, odzyskanej z bibliotecznych archiwów, szafeczki.

Z pieśnią na ustach wzięłam się do roboty, co w kolejnych etapach wyglądało mniej więcej tak:

Etap pierwszy - przytachanie szafeczki do domu.


Etap drugi = pobielenie (och! Mój ulubiony!)



Etapy trzeci, czwarty i piąty - przecieranie, przykręcanie szyldzików i mocowanie tymczasowych uchwytów.


I tu się zacięłam, jak jedna z czterech szufladek w szafeczce, bo coś mi te uchwyty mało chwytliwe się wydały. Uhh!

Jakieś te gałki za duże, obraz szyldzików psujące, coś do niczego i jakieś nie z tej bajki. (2 x uhh!)

Przekopałam zasoby domowe, żeby się jakiejś innej koncepcji uchwycić, ale z mizernym skutkiem.

Najpierw na próbę przytwierdziłam coś , co uchwytem nie jest ale jako, że wizualnie mniejsze, daje pewien obraz całości...


Do kitu!!! Stwierdziłam i dawaj odkręcać...

Następne podejście, (tu nadmieniam, że z litości nad nadgarstkiem już tylko jedną szufladkę testowałam),  było takie:




Gałka metalowa z kwiatkiem na porcelance....hmmm... no może kształt dobry, ale kwiatek jak do kożucha, bez sensu!

Ostatnie podejście było już tylko formalnością dla zachowania pozorów, że zrobiłam wszystko, co mogłam....



 Koniec pokazu.
 Ratunkuuuuuuuuuuuu!!!! Jutro idę nabyć drogą kupna adekwatne uchwyty, ale czy dobiorę odpowiednie???

Pomóżcie mi, proszę, uchwycić sens uchwytów, bo z szafeczką źle będzie, a i o swoje zdrowie psychiczne zaczynam się z lekka lękać:)))

P.S. Szyldzik z napisem kuchnia na głównym zdjęciu to bonus od Qrki. Dziękuję, Kochana bardzo:)))