Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaś. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lutego 2014

Jasiek w roli głównej :)))

Witam Wszystkich Zewsząd



- Co ty tak szeleścisz i szeleścisz od samego rana ? - Zaspany Jasiek wylazł z koszyka i leniwie wdrapał się na kanapę. Był tak zaspany, ze nawet mu się wskoczyć nie chciało.
- Kakuję maczuszki - odpowiedziałam przytrzymujac zębami pętelkę niesfornej kokardki.
- Słucham?! - Jasiek przetarł łapką lewe oko, ale łypnął na mnie prawym - co robisz???
- No mówię przecież, pakuję paczuszki - sznurek podporządkował się i zęby miałam wolne - a ty którego słowa nie rozumiesz, Kocie?
- Obu - burknął Jasiek - nic nie rozumiem, jakie paczuszki, wyjeżdżamy gdzieś?
- Paczuszki wyjeżdżają, my zostajemy - wyjaśniłam przyglądajac się zapakowanym pudełkom i zastanawiając się, czy nie pomylę adresatów.
- Znaczy się zostajemy - Jaś pokiwał głową ze zrozumieniem, ale po chwili zaczął się wiercić niespokojnie i już wiedziałam, że będzie przesłuchanie.


- To dla kogo te pudełka i z jakiej oka..... - Jasiek zaczął indagacje, ale mu przerwałam.
-  Jasieńku, różne to okazje i różne miejsca przeznaczenia, jak dotrą na miejsce to Ci opowiem, a teraz chodź tu do mnie, bo ja też mam pytanie.
-  Ooo, jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego zostawiłem ślady łap na blacie, to mogę ci od razu wyjaśnić....no...tego, ten zlewozmywak był cały mokry, a ja tylko raz do niego zajrzałem, czy ten zeszłoroczny pajączek już się obudził....ale go tam wcale nie było, a ja nie zauważyłem, że mokro i potem... no i sobie poszedłem...
- Jasiu, odpuść sobie, przecież to nie mnie denerwują twoje ślady na blatach, tylko tego Dużego, jak chcesz to go przeproś, chociaż już je pewnie dawno wytarł.... Ja o czym innym chciałam...
- O czym innym? Ja nic nie zrobiłem. - Jasiek na wszelki wypadek zrobił maślane oczy kota ze "Shreka" i zasłonił się ogonem.
- Jasiek, na litość boską, ja chcę tylko zapytać, czy będziesz dziś świętować? - Matko! Dogadać się z tobą nie można.
- Świętować? Co świętować? Znowu jest Sylwester? Będą strzelać? - Kocisko śmignęło z kanapy z szybkością światła i znalazło się na moich kolanach - Nie lubię tego święta - zwierzył się wtykając mi nos pod pachę.
- Jasiu, Jasieńku - ułożyłam kota wygodnie - nie będzie fajerwerków, dziś jest Święto Kota i jak chcesz, to całe popołudnie będę Cię głaskać po brzuszku i mówić, jaki jesteś wspaniały , może być?
- Mrmmm, po brzuszku - Jasiek z rozmarzeniem wyciągnął się na moich kolanach, gotowy celebrować swoje święto choćby i całą noc.. - To mówisz, że jaki ja jestem? - dopytywał się między jednym głaskiem a drugim - Że wspaniały? A jaki jeszcze?
- I jeszcze , Jasiu, jesteś.....
Tu nastąpiła długa lista kocich zalet i przymiotów wszelakich, której tu przytaczać nie będę, bo przecież mam ręce zajęte głaskaniem :)))


Posta mogłam dokończyć tylko dlatego, że Ogoniasty Beneficjant upojony pochwałami i mizianiem, usnął na dobre i posapując cichutko, śnił o zlikwidowaniu Sylwestra, na rzecz kolejnego Dnia Kota.:))



W imieniu Jaśkowej Śpiącej Królewny, wszystkim kotom życzę, w dniu ich święta, szczęśliwych domów, zawsze pełnych miseczek i ludzkiej miłości!
Snow


środa, 29 stycznia 2014

Pasterka?

Witam Wszystkich Zewsząd

Coś mi się ta hiszpańska pasterka przedłużyła jakoś......
To może spuśćmy na nią zasłonę, a ja o całkiem innej tu wspomnę, bo po prawdzie z wigilijnym wędrowaniem do stajenki nic wspólnego nie ma, ale za to z tym, dokąd moje myśli wędrują, sporo :)))



- Coś ty mi tu przywiozła z tego Madrytu????? - Jasiek rozsiadł się w pozycji mało kociej i udawał, że mu tak wygodnie, a na prezent patrzył ponuro i z niedowierzaniem.


- Wiedziałam, wiedziałam, ze będziesz marudził - westchnęłam .
- No bo co to właściwie jest?! - Jasiek szykował się do dłuższego przemówienia, w którym motyw wiodący dotyczył bezrozumnych istot człowieczych, które nie dość, że porzucają swoje ukochane zwierzę na długi czas, to jeszcze jak już łaskawie wracają, przywożą prezent, nie bójmy się słów, no całkiem z ...czapy.
- Tak, tak, wiem - weszłam kotu w słowo, żeby się z pretensjami rozwinąć nie zdążył - daj mi się wytłumaczyć...
- Ale jakie tłumaczyć? - prawie wrzasnął kocio - z czego tłumaczyć? To już w całym Madrycie ani jednej porządnej myszy nie było?!
- No, kurczę, Jaśku, chodzi o to, że nie było, nie było ani jednej, oni tam wcale myszy nie mają, ani kawałka..- próbowałam dotrzeć do rozfukanego kota, ale daremnie.
- To trzeba było gdzieś dalej szukać, popytać, postarać się, a nie wyjeżdżać mi tu z tym, no... z tym czymś... - Jasiek spojrzał na podarunek z obrzydzeniem i dalej perorował. - Czy ja wyglądam na małą dziewczynkę?! Widzisz u mnie jakieś kucyki, kokardki, spódniczkę? Czy ja dziecko płci żeńskiej jestem????
- Ależ skąd, nawet mi to do głowy nie przyszło, Jasieńku - zaprotestowałam słabo, bo żadnego z wymienionych przez kota atrybutów, dostrzec w nim nie zdołałam, a szkoda, bo już jawiła się jakaś nadzieja na sensowne usprawiedliwienie mojego, tak nagannego czynu. Nic z tego. Trzeba się dalej tłumaczyć. - Przysięgam ci, że wszędzie szukałam i nie znalazłam....to co miałam robić? Nic nie przywozić? Dopiero byś się obraził...
- Jasne, nie było - kot płynnie przeszedł w ton ironiczny i zjadliwy - nie było, to złapałaś pierwsze z brzegu i myślałaś, że z głowy....
- O! To nie jest prawda! - Uniosłam się honorem - to bardzo przemyślany prezent jest...
- No nie mogę! Jak mogłaś myśleć, że zachwyci mnie ten cały.....ten, uhhh... no ten miś!!!!
- Dobra, - skapitulowałam - wyraźnie nie zachwycił, ale nie mów, że nieprzemyślany jest, bo to pamiątka z Madrytu miała być, a stolica Hiszpanii ma w herbie niedźwiadka, ignorancie jeden!- Epitet na koniec dodałam celowo , ale z mizerną satysfakcją.
- No teraz to już ściemniasz - kot nie spuścił z tonu, ale zerknął uważniej na pluszową maskotkę - żadne poważne miasto nie weźmie sobie do herbu jakiegoś miśka.
- A właśnie że weźmie i to takiego pod drzewem poziomkowym.
-  A ha, ha - Jasiek turlał się po kanapie - drzewo poziomkowe, nie wytrzymam.... i może jeszcze gruszki na wierzbie, a pod spodem krokodyl i dwa szopy pracze, a ha ha, ale pojechałaś....no nie ...
Tego to ja nie wytrzymałam. Złapałam futrzaka pod pachę i posadziłam przed monitorem. - Popatrz sobie, kocie jeden! Będziesz mi się tu ze światowej kobiety nabijać... O! Proszę.



- To jest rzeźba, na której jak byk jest niedźwiedź, a każdy Hiszpan wie, że to drzewo jest poziomkowe i już. 
- Yyyyy? Sama robiłaś to zdjęcie? Może to pomyłka? - Jasiek próbował podważyć mój dowód rzeczowy, ale widziałam, ze wąsy mu powoli opadały i złośliwy uśmieszek zniknął z pyszczka.
- Teraz mi wierzysz? - triumfowałam - kupiłam ci misia, bo bardzo madrycki jest, a myszy nie było i kropka.
Jasiek zlazł z moich kolan i poszedł obwąchać nieszczęsną zabawkę, po czym mrucząc pod nosem coś o wyższości myszy nad niedźwiedziami, pacnął ją łapką, a stwierdziwszy, ze miękka jest i da się turlać, pognał z nią do swojego pokoju, rzucając mi ponad ogonem mocno niewyraźne: "no to dzięki".... Cały Jasiek.

Do hiszpańskich wspominek będę powracać jeszcze nie jeden raz....ale tymczasem rzeczywistość upomina się o swoje, a pamięć posłuszna i tak obrazy z przeszłości przechowa cudne wspomnienia budząc, o choćby taki obrazek, jak ten....

Pałac królewski o zmierzchu.
A wracając do mojej pasterki, to ta  krzyżykowana była w przerwach między przestawianiem mebli w pokoju kota, który prawdopodobnie już niedługo kocim pokojem być przestanie.....( ale o tym póki co, sza ...), a zajęciami innymi, które codzienność nam serwuje. Pastereczka powędruje szukać wiosny w pewnym miłym domu, a ja pewnie coś nowego na tamborek wrzucę...


Poza tym jestem winna moc podziękowań wszystkim, którzy pod moją nieobecność dobrze mi życzyli, znajdując zajęcie dla listonosza a mnie radość wielką przynosząc.
Uśmiecham się więc w podziękowaniach między innymi do Mamonka, Cheni, Palmette i Leniuszkowa.....Kochane jesteście :)))))))))) A za wszystkie życzenia blogowe także podziękowania ślę.
Peninio Kochana. Wygrane bałwanki dotarły i są cudne:). Smak i zapach pierniczków od Ewkiki wciąż daje o sobie znać. Och Ewciu!!!!!
No i tak dni zimowe mijają szybko i niezauważalnie, a po drodze jakieś uroczystości...o na ten przykład Dzień Babci :)) Kurczę, jakie to fajne święto, jak się je obchodzi z pozycji beneficjanta, he,he...



Albo wizyty przyjaciół wytęsknionych.... albo..... no same wiecie, nie ma tak, ze się nic nie dzieje...a to dopiero pierwszy miesiąc nowego roku...
Tak to szczęśliwa, że po dwóch latach "Mojego pobielenia" nie pozostawiłam żadnego miesiąca bez posta (o mały włos), pozdrawiam Was Wszystkich Zewsząd i lecę coś pobielić, bo bez tego żyć się nie da:)))
Śni mi się po nocach pewna madrycka cukierenka, w której każde krzesło było cudnie pobielone i nie znalazłam dwóch takich samych.... bardzo inspirujące wnętrze.






Buziaki i do miłego:)))








środa, 27 listopada 2013

Bardzo poważna rozmowa :)

Witam Wszystkich Zewsząd

Nie robię w tym roku dekoracji na Święta !









Jedyne, co popełniłam, to kolejne lampiony i odlewy gipsowe. Nie robię, bo....

- Jasiu, musimy poważnie porozmawiać - zebrałam się w końcu na odwagę.
- Właśnie, właśnie - Jasiek wyraźnie się ożywił i wygramolił z kaloryfowego leżaka - musimy pogadać, bo ja mam sporo pytań, a ty nigdy nie masz czasu.
- Oooo, to niesprawiedliwe! Zawsze mam czas dla ciebie, tylko jak chcę pogadać, to ty mi natychmiast zasypiasz na kolanach i po rozmowie.
- No bo jak mnie miziasz, zamiast gadać, to zasypiam, co się dziwisz, listopad najlepszy na spanie jest.
- Uhum - mruknęłam, nie wdając się w dyskusję, bo po prawdzie, Jasiek miał rację. Wygłaskany, zazwyczaj pochrapywał, a ja nijak tej poważnej rozmowy zacząć nie mogłam.
- Bo wiesz - kocio był gotowy do dialogu - ja bym chciał się dowiedzieć, gdzie ty ciągle chodzisz i jakieś paczki nosisz?
- Matko! Jakie paczki? Przecież to drobiazgi są , a noszę... no noszę do... no do maluszka noszę, zapomniałeś , że mamy wnuka?
- My mamy????-  Jaśkowe oczy rozszerzyły się niebezpiecznie - myyyyy???
- No dobra, ja mam, a ty nie - zgodziłam się szybko - mam i noszę różne rzeczy, a co nie mogę?
- No możesz, możesz - Jasiek był dziś w nastroju ugodowym - pewnie, że noś, jak ja bym miał swojego wnuka, też bym coś nosił. Ale nie mam i już. A jak właściwie taki wnuk wygląda?
Zgłupiałam po tym pytaniu, bo jak tu kotu wytłumaczyć wygląd małego człowieczka, który z tygodnia na tydzień zmienia się w tempie kosmicznym.
- Jaśku, to ja ci zdjęcia i filmiki pokażę, bo opowiedzieć trudno będzie ... - zaproponowałam, widząc swoją bezradność w tej materii.- A nie będziesz zazdrosny? - Chciałam wiedzieć na wszelki wypadek.
- A o co? Przecież nie dajesz mu moich sznurków i myszy, tylko jakieś malowane drewienka, to niech sobie ma jak lubi, swoją drogą to wnuki mają dziwny gust,  tego czegoś nawet poturlać nie idzie i twarde jakieś takie .... dawaj te zdjęcia! - kot wspaniałomyślnie zakończył temat.
Usiadłam z kotem do oglądania w poczuciu, że główny temat rozmowy wciąż jeszcze przede mną i lekko nie będzie.
- O! - zdziwił się Jasiek - to wnuki nie są kosmate? I co on ma w buzi, to nie wygląda mi na sznurek? I on to lubi? Fuj, ja bym tego plastiku do pyszczka nie wziął, może jednak dam mu swoją mysz?
- Zostaw, Jaśku, myszy dla siebie - uśmiechnęłam się do kociej niani - małe człowieczki wolą smoczki i inne zabawki.
- Uhhh, no wiem i te durne drewienka - kocio był wyraźnie zdegustowany.
- Ale się przyczepiłeś. Drewienka są na imieninki do pokoju dziecinnego...


- W porządku, nie wkurzaj się, a temu wnukowi się chociaż podobały? - Jasiek uczciwie próbował nadać sens mojej radosnej twórczości, ale efekt tych działań był umiarkowanie wspierający, a mina obdarowanego dawała mi wiele do myślenia...
- Oj tam ,oj tam - pocieszałam się - jak dorośnie to może mu się spodoba...., hmm, no faktycznie chyba nie był urzeczony... ale rodzicom się podobało - broniłam się słabo, bo kot wciąż patrzył na mnie z politowaniem.
-To ja już wolę ten prezent od Qrki, przynajmniej jest mięciutki - kocisko wyraźnie chciało mnie dobić, ale tu aqratnie (:)) ) miało rację, bo rzeczywiście Beatka wypracowała dla mojego wnuczęcia coś prześlicznego !!!
Bardzo Ci, Kochana dziękuję za cieplutką niespodziankę:)))



- Jasiek! Wróćmy do naszej rozmowy - nie wiedzieć czemu, bardzo zaczęło mi zależeć na zmianie tematu.
- A co my robimy? Gadasz bez przerwy.
- No niby gadam, ale... - aż mi w gardle zaschło, na myśl o tym, co to ja muszę Jasieńkowi oznajmić.
- Wal śmiało - zachęcił futrzak i spojrzał mi wyczekująco w oczy.
- Eeee...tego...no....bo widzisz, Jasiu, ja .....yyyy... no ...JA MUSZĘ WYJECHAĆ.
Nie wierzyłam, że to w końcu powiedziałam i na wszelki wypadek zamknęłam oczy, żeby nie widzieć Jasinej miny. O matko! Jaka cisza!
- Ha ha ha, ale mi nowina ! - Śmiech Jaśka przeciął powietrze i wprawił mnie w osłupienie - już dawno wiedziałem, że coś knujesz, tylko czekałem, aż się przyznasz.
- Jasieczku, naprawdę wiedziałeś? I co? Mogę jechać? Nie jesteś zły? - Słup soli, to przy moim stanie ducha i ciała mały pikuś , tak bardzo się zawiesiłam w zadziwieniu.
- Wiem, bo podsłuchałem - napuszył się Jasiek- agent 07 - jedziesz sobie do Madrytu na prawie trzy tygodnie i wrócisz dopiero na Sylwestra.
- Matko! I nie jesteś ani wstrząśnięty, ani zmieszany, Kocie?
- Ani , ani - Jasiek patrzył na mnie figlarnie.- Ja już tu sobie wszystko ustaliłem z tym Dużym, będziemy świętować, że hej, tylko nam choinkę przed wyjazdem rozstaw, żebym miał miejsce na prezenty od Mikołaja, bo mi niespodziankę obiecał.
Wierzyć mi się nie chciało!
Radość spędzania Świąt z córcią w stolicy Hiszpanii, psuł mi obraz samotnego Jasia, zdziwionego, że kanapa jest cała dla niego. Wciąż miałam przed oczami taką kocią minę ...


A tu, proszę. Dostałam pozwolenie i jadę!
- Ehhh, Jaśku mój dzielny i tak będę tęsknić, ale obiecuję, że fajerwerki noworoczne będziemy razem oglądać:)))
- No i koniec rozmowy, lepiej pakuj się do miski, ...do walizki , chciałem powiedzieć  - zachichotał Jasiek i sam wpakował się na swój leżak.- Będzie dobrze.


- I przywieź mi jakąś hiszpańską mysz....

Nic dodać, nic ująć:)))) KEEP CALM AND LOVE JASIEK :))))))))







środa, 30 października 2013

Muchomory i humory z dynią w tle...

Witam Wszystkich Zewsząd.



 Pojechałam do lasu złotą jesień podziwiać.
Ale się napodziwiałam!!!!!!
Mój dąb, co to miał mnie kolorami na kolana powalić, rozebrał się do gołych gałęzi, cały zadowolony, że kretowisk nie widać, bo je liśćmi skutecznie zasłonił. No super!
Może chociaż jakieś grzyby znajdę? Zawsze przecież były...
Znalazłam. Dwa.
Jednemu zdjęcie zrobiłam, zła jak osa, że się z podziwianiem feerii barw jesiennych spóźniłam. Ten przynajmniej nie zawiódł.


Wróciłam do domu przewiana wiatrem i z niedosytem jakimś...
No trudno, może w przyszłym roku...eeeehh
A wczoraj przytargałam na swoje trzecie piętro dynię. Mała, dwukilowa, bo na cięższą nie miałam siły. Postawiłam na stole z przekonaniem, że wyrżnę sobie coś na listopadową okoliczność, ale ręka z nożem zawisła nad delikwentką i tak została.
Czemu ona taka mała?
I czemu ona ogonka przyzwoitego nie ma?
A właściwie to czemu ona taka okropnie pomarańczowa jest?
O matko! Humor mi się zepsuł całkiem, a dynia westchnęła z ulgą, że rżnięcia nie będzie.....
Już chciałam zamknąć kwestię zębato szczerbatych dekoracji,  ale jakbym w tym westchnieniu nutkę żalu usłyszała... że co, że dynia zupełnie do bani i nieprzydatna wcale? Może chociaż na zupę.... też nie?
Uległam.
Teraz obydwie mamy humorki całkiem całkiem:)))





Taaaa. Białe jest piękne! Rude czasem też:))
A propos....
- Jasieeeeek!!!!
- Wołałaś mnie, czy to w telewizorze? - Jasieczek rozejrzal się uważnie po pokoju.



- Pewnie, ze wołałam. Chodź tu, muszę ci się przyjrzeć dokładniej.
- A co chcesz oglądać? - Chciał wiedzieć kocio i nie ruszył się z miejsca.
- Oj, no różne rzeczy - odpowiedziałam wymijająco - przyjdziesz tu , czy nie?
- Teraz nie mogę, pilnuję myszy - padła rzeczowa odpowiedź.
Istotnie, kocisko rozmoszczone w mojej pościeli, położyło łapę na Jutkowej myszce i ani myślało o zmianie swoich planów.
- Jasiek! W tej chwili złaź z kanapy i chodź tu do mnie.
Nagląco ostrzegawczy ton mojego głosu nie zrobił na kocie najmniejszego wrażenia. W dalszym ciągu wałkował się na mojej kołdrze, tylko teraz mysz upychał w jej fałdy.
- Nie to nie, schowam pościel razem z tobą - obraziłam się i sięgnęłam po poduszkę.
- No zostaw, daj się pobawić - kot głośno zaprotestował i rozłożył się na całą długość, broniąc terytorium jak, nie przymierzając, bohaterska Emilia Plater. - Jak mi chcesz koniecznie czyścić uszy, to musisz poczekać.
- Jakie uszy? Wczoraj ci czyściłam. Chciałam ci się przyjrzeć z całkiem innego powodu.
- O czym ty mówisz? Co jest we mnie takiego interesującego, że tak chcesz mnie oglądać?
- No właśnie nie wiem i dlatego chcę zobaczyć - ucieszyłam się, że wreszcie dochodzimy do porozumienia.
- Nie, no chwila, jak to NIE WIESZ? - Jasiek porzucił mysz i spojrzał na mnie z oburzeniem.



- No bo widzisz, Jasiu, to jest tak...- rozpoczęłam swój monolog, widząc, że koci egotyzm jest silniejszy od instynktu łowcy i wreszcie skupiam całą uwagę zaniepokojonego sierściucha.
Jesteś całkiem normalnym kotem. Masz futerko, cztery łapy, ogon....
- No mam, mam i co z tego? - Przerwał mi Jasiek. - Każdy kot tak ma, to jakiś problem jest?
- No właśnie nie, wszystko normalne i na miejscu, a niektóre miejsca nawet ponad normę...- nie darowałam sobie złośliwości, patrząc wymownie na brzuszek i pupę mojego koteczka. - Więc tym bardziej się dziwię, że niby wszystko w porządku...a jednak...
- No nie wytrzymam! - Rozsierdzony Jasiek zerwał się na równe łapy i nastroszył jak wkurzony szop pracz. - Powiesz mi w końcu o co chodzi?!?
- A ha haa - roześmiałam się serdecznie, bo mina kota była tego warta. - Oj ty głupi Jasiu, droczę się z tobą, bo pojąć nie mogę, za co cię te baby blogowe tak kochają !
- Co takiegooooooo?
- No kochają cię bardzo, bo nie dość, że podarunki ślą i głaski i miziaki przesyłają, to jeszcze nie pozwalają postów bez twojego udziału pisać. Tylko dopytują.
- Aaaa, to o to chodzi - Jasiek przestał się stroszyć i usiadł przed lustrem. - hmm, no wiesz, rzeczywiście.... no może faktycznie coś .... eeee...nie chyba nie...., aczkolwiek sam czasem myślałem....ale to takie tam....yyyyy, sam nie wiem, ale chyba ...no tego.... coś jest na rzeczy...

Zostawiłam kota na tych rozważaniach. Niech się chłopak cieszy, że ma wielbicielki. Zawsze to humor poprawia. Ale niech sobie nie myśli, ze ja mu tu czerwony dywan rozwijać będę, celebryta jeden! O niedoczekanie. Co on ostatnio dostal z Leniuszkowa TUTAJ ? O właśnie, osobisty woreczek na myszy i to jaki cudny! A potem się dziwią, że się kotu w łepetynie poprzewracało!


Kurczę, gdzieś miałam taki czerwony materiał..... hmm, może by na ten dywan wystarczyło....?
Buziaki :)))))







sobota, 28 września 2013

Spis zdarzeń niezwykłych.

Witam Wszystkich Zewsząd.


- A kiedy przyjdzie ta miła pani, która siedziała ze mną na podłodze? - Zapytał Jasiek i tęsknie spojrzał na drzwi. - Przyniosła mi takie coś, takie pyszne coś... - koci język odruchowo omiótł pyszczek i na koniec mlasnął ze smakiem. - No to kiedy przyjdzie?
- No raczej nieprędko, Jaśku. Ta miła pani mieszka dość daleko i przyjechała tylko na chwilkę w odwiedziny.
- Uuuuu, daleko... - zafrasował się kocio - a taka fajna pani i po brzuszku umie mnie głaskać i jeszcze mam od niej takie kolorowe cukierki, jesteś pewna, że dziś nie przyjdzie? Bo gdyby jednak przyszła, to mogę jej dać trochę sznurka i ewentualnie.... jeden korek, bo mam trzy.
- O matko! Jaki altruista! Jasiek, nie poznaję cię, kocie - roześmiałam się na myśl o tym, jak mój domowy zbieracz przydasi, dzieli się swoimi skarbami bez mrugnięcia okiem.
- Oj tam, oj tam - Jasiek udawał, ze nie słyszy moich złośliwości i sapiąc niemiłosiernie upychał cukierkową zabawkę w oparcie fotela. Trzy inne wybebeszone i obślinione znalazły schronienie pod lodówką. Reszta nie znała jeszcze swojego losu.
- Jak je wszystkie zepsujesz, to czym się będziesz bawił? - zaciekawiłam się patrząc na resztki sznureczka wystającego z mebla.
- Uhhh - zezłościł się Jasiek - ja ich wcale nie psuję, tylko chowam na potem, skoro ta pani mieszka tak daleko....




W sumie, kot ma rację. Zamyśliłam się i też postanowiłam schować swoje prezenty na potem, żeby się nimi cieszyć jak najdłużej. Bo wprawdzie nie siedziałyśmy na podłodze i nie głaskałyśmy się po brzuchu, aczkolwiek nie wykluczam takiej możliwości następnym razem:))), ale uściskom i serdecznościom końca nie było. To nadzwyczajna wizyta :))))

Bezcenne skarby od Magdy :))

Prześliczny hafcik, z myślą o mnie robiony:))

Bo Madzia (Jenouvelle) TUTAJ już taka jest, że bez serdecznych uścisków nie da rady. Fantastyczna, serdeczna i pełna ciepła, wypełniła mój dom uśmiechem i radością tak szczerą i wszechogarniającą, że mimo upływu czasu, ta wspaniała aura wciąż tu jest obecna. Nie dziwię się Jaśkowi, bo i ja mam jeszcze w ustach smak amoniakowych ciasteczek Madzi, po których już śladu nie ma. Mam też wspomnienia z naszego pobytu u gościnnej Blue ( Biel z odrobiną błękitu) TUTAJ i wspólnych łowów w tych dziwnych sklepach, z których się targa do domu rzeczy, nie tyleż dziwne, co absolutnie potrzebne, a wręcz  niezbędne:)) Są tak niezwykłe, ze doczekają się oddzielnego posta.
A ile miałyśmy przy tych zakupach zabawy i frajdy, to nasze:)))
Madzia odjechała z niedomkniętą walizką, z której wystawały nieporęczne fragmenty nabytych skarbów, a Iwonka i ja zostałyśmy same, w przekonaniu, że to dopiero początek wspaniałej znajomości w realu, a ciąg dalszy nastąpi, wcześniej niż nam się zdaje :))
- No widzisz, Jaśku, nie tylko tobie tęskni się za tą miłą panią. Chodź, kocie, dostaniesz swój smakołyk od Jenouvelle, bo go dla ciebie przechowałam ....
- Wiedziałem, wiedziałem, że wszystkiego nie zjadłem!. - Jasiek pognał do kuchni i usiadł wyczekująco przy miseczce.
- Nie mogłam ci dać wszystkiego na raz, obżarciuchu - perswadowałam - no poczekaj, chwila....Jaaaaaaaaaaasiek!
Musiałam się bardzo spinać, żeby uratować Jaśkowe przysmaki i dać kotu szansę cieszenia się nimi dłużej.
Dziękuję Ci Magdo za ten wspólny czas, ciepły i przytulny mentalnie mimo wrześniowego chłodu. Dziękuję, Iwonko, za Twoją bezgraniczną życzliwość i cierpliwość wielką. Dziękuję Wam bardzo!!!!

- Jasiek! Zostaw ten papier! - Musiałam przerwać pisanie, bo kocur widząc, że na przysmaki od Magdy nie ma już co liczyć, dorwał się do przesyłki od Ani "Mój dom moja przystań". TUTAJ
- Co zostaw, dostałaś paczuszkę i nie otwierasz, a tam coś pachnie kociego. No otwieraj, bo sam to zrobię - zagroził Jasiek i zaczął groźbę wprowadzać w czyn.
-  No przestań, człowiek nie może się delektować niespodzianką, bo ma w domu kota terrorystę - marudziłam, ale tylko pro forma, bo sama nie mogłam wytrzymać z ciekawości.



No tak. To powinno być surowo karane! :))) Ania swojego czasu wygrała Jaśkowy konkurs i wysłałam jej nagrodę. I tu się wszystko zgadza. Ja jednak żadnego konkursu u Ani nie wygrałam, a zawartość przesyłki przeczyła tej oczywistej oczywistości.
Więc krzyczę na Anię, ze dusić ją będę w uściskach, za takie pomysły i ściskać przy okazji z radości niespodziewanej, jaką mi zgotowała.

Jasiek porwał swoją część prezentu i jeszcze zakosił mi aniołki, których nie ma na zdjęciu, bo je później, z trudem niemałym, odzyskałam.
A reszta cudów od "niesfornej" Ani wygląda tak:

Że wymienię : zestaw zapachowy (drzewo sandałowe), długa serwetka bieżnik z piękną koronką, fantastyczne serduszka i aniołki robione przez Anię, cudne tagi, także przez nią poczynione, zielona sercowa plecionka, przepiękne serwetki, a dalej zawinięta w haftowaną chusteczkę, hiacyntowa cebulka i do tego wszystkiego  liścik cudnej treści, własną ręką przez Anię napisany.  No i jak tej Ani nie dusić?!!!
Aneczko, bardzo Ci dziękuję, a duszenie i tak masz jak w banku:))) Wiem , wiem, kochasz dawać tak samo jak dostawać:)))
Jasiek poszedł w końcu spać na  szafę, przytulając łapką swoje skarby, a i ja skończywszy mój spis zdarzeń niezwykłych, powinnam iść odpocząć, bo wrażeń moc, a ja muszę sobie dawkować, żeby od tych pozytywnych emocji nie zwariować czasem:))))
To pa....






czwartek, 19 września 2013

Czasobranie

Witam Wszystkich Zewsząd :)))




Biorę się z czasem za bary .... i jakoś tak, kurczę, ciągle przegrywam :))) Już nawet cieszę się, ze ten czasomierz, ze zdjęcia wyżej, nie chodzi i ani myślę go naprawiać, bo mi tykaniem będzie wypominał, że nie dotrzymuję kroku...

- Co ty tak ślęczysz ciągle przy tym stole i tylko śmiecisz - Jasiek postanowił wyrazić swoją opinię na temat mojego dłubania.
- Czas mnie goni, muszę tak ślęczeć - nawet nie podniosłam głowy znad roboty.
- To czemu siedzisz zamiast uciekać, jak cię gonią? - roztropna uwaga kota sprawiła, ze jednak podniosłam głowę.
Jasiek siedział w środku sterty ścinek i wygarniał łapą wypełnienie z ikeowskiej poduszki.
- I to ja śmiecę?!!? - zawołałam dotknięta do żywego, widząc, ze poszewka już prawie pustkami świeci, a obok Jaśka siedzą trzy, całkiem nowe puchate koty.- Jasieeeeeeek!!!
- No co, kolegów sobie zrobiłem, bo się mną nie zajmujesz, fajni, nie? - to mówiąc,  pacnął łapą najbliższy kłębek puchu i zachęcająco machnął ogonem.
- Rany boskie! Kocie nieznośny! Zostaw tę poduchę, bo mi całą robotę zepsujesz, a czas ucieka!
- Z tobą to się wcale nie można dogadać - pożalił się kocio i odwrócił do mnie tyłem. - Raz mówisz, że cię coś goni, a teraz znowu, że ucieka. Zdecyduj się w końcu, bo się pogubiłem, a poza tym nie widzę, żeby po domu coś biegało , to skąd mam wiedzieć, czy goni czy ucieka?
Pytanie było na wskroś logiczne i już miałam zrobić kotu wykład na temat zawiłości metafor i związków frazeologicznych naszego języka ojczystego, ale się w ostatniej chwili zreflektowałam i zamiast czczego dydaktyzmu poszłam w kierunku łagodnej perswazji i empatii, Po prostu wzięłam Jasieńka na kolana. Głaszcząc kocie futro i usuwając z niego tony nitek i innych farfocli, tłumaczyłam, co następuje.
- Jasiu, to się tylko tak mówi z tym czasem. Chodzi o to, że teraz mam mnóstwo pracy, bo nadchodzi czas nowego pokolenia. Urodzi się mały człowieczek i trzeba mu różne rzeczy przygotować, żeby mu się na tym naszym świecie podobało.
- No wiem wiem, trzeba mu miseczki kupić i nową kuwetę, bo razem nam będzie ciasno - zapalił się Jasiek do pomysłu wyprawki - a koszyk jakiś mamy?
- Jasiek, skup się! NOWY CZŁOWIECZEK, nie nowy kotek! Małe człowieczki nie siusiaja do kuwety!
- Nieeee??? - Zdziwił się kocio - A do czego ???
- Dżizus! Jasiek! No do pieluszek przecież i tych tam pampersów różnych.
- Ahaaa - kot zdawał się na dobre pojmować - i ty musisz szyć te pampersy?
- Niezupełnie - odpowiedziałam, zastanawiając się, ile mam zapasu cierpliwości, żeby kotu rzecz całą wyłożyć. -To się kupuje gotowe, a ja szyję dla małego człowieczka tildowe zabawki, no wiesz, takie ludzkie myszki...
- Myszki! - ucieszył się Jasiek i uspokojony, że temat mu obcy nie jest wcale, zażądał - No to pokaż!

No to pokazałam:)))



Mają za zadanie chronić maluszka przed złym urokiem, cokolwiek to znaczy:))))))))
I w ten oto prosty sposób, czas cofnął mi się do lat, kiedy sama miałam ukochane szmaciane zabawki, a potem szyłam je dla swoich dzieci, a teraz szyję, bo te dzieci mają mieć dzieci..... eeehh, chyba pójdę pomajstrować w pozostałych zegarach.....:)))

A tymczasem jeszcze pokażę fotki paczuszek z wygranym u Bożenas ( Tu mieszka miłość) TUTAJ candy.
Bożenka zrobiła kapitalne serducho w gorsecie, przecudny fartuszek z transferem i zachwycające puzderko w moim ukochanym stylu. Dostało się też Jaśkowi:))) A na papierze pakowym buźka kota właścicielki:)))
Dziękujemy, Bożenko:)))




W Łodzi deszczowo i pochmurnie, zdjęcia marne, ale radość z wygranej wielka:))
To ja wracam brać się z czasem za bary, a mój zepsuty zegar niech się przygląda i nie pogania :)))


BUZIAKI :))))))))))))))

niedziela, 1 września 2013

Truskawka, ziemniaki, chleb i ciasteczka :))

Witam Wszystkich Zewsząd



Z tęsknoty za czerwcem, zaczynam post zdjęciem mojej wrześniowej truskawki:))
Napisali na sadzonce, ze owocuje całe lato i... nie kłamali:)))))

- Fajnie , że wróciłaś, tylko czym ty tak dziwnie pachniesz? - Jasiek obwąchiwał moją bluzę i prychał jednoznacznie okazując niezadowolenie.
- He, he, domowy sybaryto, nie znasz tego zapachu?
- No nie znam - kocio przeszedł w fazę kichania - coś jakby przypalone, pfh, dziwne jakieś, pożar gasiłaś?
- Blisko, Jaśku, blisko, ale raczej rozpalałam i nie pożar tylko ognisko.
- "blisko - ognisko"- przedrzeźniał mnie Jasiek - nic nie rozumiem z tych twoich rymowanek, jakie ognisko? Śmierdzi spalenizną i już.
- Oj tam zaraz śmierdzi - obruszyłam się na kocią bezceremonialność w ocenie woni mojej bluzy - paliłam ognisko i piekłam ziemniaki, ot co.
- Ziemniaki się gotuje - nadąsał się znawca sztuki kulinarnej - piecze się kurczaka, wiem , bo lubię taki zapach, ale ten z ubrania wcale go nie przypomina.
- Eh, Jasiu, co ty wiesz o pieczeniu ziemniaków, o dorzucaniu drew do ognia, o dymie snującym się nad łąkami, o iskrach lecących do gwiazd.... ?
- Oho, będzie opowieść? - Jasiek umościł się wygodnie na drewnianej tacy i spojrzał na mnie pytająco.
- Zaraz tam opowieść... ja ci tylko chcę powiedzieć, że kocham zapach pieczonych ziemniaków i obieranie ich z przypalonej skórki, która  kryje w sobie smaki z dzieciństwa i wspomnienia.
 Pamiętam bosych wiejskich chłopaków, zmęczonych całodziennym pilnowaniem i zaganianiem krów, którzy przykucnięci wokół żaru,  patykami wygarniali spieczone bulwy i parząc sobie palce wkładali gorące kąski do umorusanej gębusi, śmiejąc się przy tym radośnie i pokrzykując, gdy wygrzebany ziemniak okazał się być bardziej dorodny...
- Ty też jadłaś te ziemniaki na bosaka i z krowami? 
- O matko! Jasiek zwariowałeś? Z jakimi krowami? - wyrwana idiotycznym pytaniem z melancholijnej zadumy, spojrzałam na kota, wzrokiem, jak mi się wydawało, miażdżącym.
- O co ci chodzi? Tylko pytałem, bo mówiłaś , że zaganiali krowy....
- Znowu coś mówili o funduszach na oświatę... - westchnęłam, widząc, że kotów w tych wydatkach nie brano pod uwagę. - Jasieńku, to wspomnienia były, teraz ziemniaki już nie brudzą , bo się je w folię zawija, kiełbaski na ruszcie się pieką (albo na wyciorach do PRL- owskich kbks-ów), a krowę to ja ostatnio widziałam na moim hafcie dla Iki. Tylko ogień jest wciąż taki sam i zapach pozostał...








- To już nie ma wcale pastuszków? - Zafrasował się kocio.
- Mam nadzieje, że są takie miejsca, gdzie ich jeszcze można zobaczyć, no i w pamięci ludzkiej są...i na obrazach Chełmońskiego...
- Mhm, to mi pokażesz, a swoją drogą, dobrze, ze sama pojechałaś, bo ja zapachu przypalonego futra za bardzo nie lubię. I czemu ta tacka taka mała jest? - Jasiek przyjrzał się swojemu legowisku ze zdumieniem, że sam je sobie wybrał.



Widząc, że temat ziemniaków został zakończony, postanowiłam przejść gładko do kwestii chleba, a właściwie do chlebaka, na który ostatnio zachorowałam (u Mamonka widziałam taki cudny emaliowany!!!).
Chlebak wynalazłam na wsi. Leżał sobie zapomniany, ale w dobrym stanie, bo rdza się aluminium nie tyka.
Pobielenie zajęło mi chwilkę, za to nad wymianą starej bakelitowej gałki, na nie mniej starą, jednakowoż porcelanową, mitrężyłam okropnie, bo ręczne poszerzanie otworu i mocowanie rzeczonej gałki, która do starych drzwi przeznaczona niegdyś była, a nie do jakichś chlebaków, okazało się być zajęciem żmudnym wielce.
Udało się! :))





Mam więc swój chlebaczek, który czasy prababci pamięta. Jeszcze mu dodam coś na przełamanie tej bieli, może transfer, albo szyldzik, pomyślę. Póki co, chleb sobie schowam:)))

A na koniec o pojemniku na ciasteczka będzie.
Wygrzebany w SH z napisem wyjaśniającym swe przeznaczenie, zmienił nieco szatkę, aczkolwiek zastosowanie pozostało bez zmian:)) Chowam w nim ulubione biszkopty z zaprzyjaźnionej cukierenki.









Pojemnik i zawartość oceniam na pięć z plusem, a co!

I to tyle w ostatnim dniu wakacji. Wszystkich, którzy spodziewali się w tym poście przepisów kulinarnych, bardzo z Jaśkiem przepraszamy:))))))))
Nauczycielom, zaś, życzymy dobrego roku!

Buziaki