Wydawnictwo: Albatros
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Zofia Uhrynowska-Hanasz
Rok wydania: 2014
Ilość stron:480
wtorek, 11 lutego 2014
"Przyjaciółki" D. Koomson
niedziela, 3 listopada 2013
"Czarna Bezgwiezdna Noc" S. King
Wydawnictwo: Albatros
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Krzysztof Oblucki
Ilość stron: 488
Rok wydania: 2011
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
"Wszyscy mamy tajemnice" H. Coben
Wydawnictwo: Albatros
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Ilość stron: 464
Rok wydania: 2012
czwartek, 14 marca 2013
"Schronienie" H. Coben - ebook
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Format: ePUB
Rok wydania: 2012
Wpis bierze udział w konkursie Syndykatu ZwB.
środa, 23 stycznia 2013
"Klinika śmierci" H. Coben
Wydawnictwo: Albatros
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Robert Sudół
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 512
wtorek, 11 września 2012
"Zaginiona" H. Coben
Wydawnictwo: Albatros
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Zbigniew Królicki
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 424
piątek, 3 sierpnia 2012
"Mistyfikacja" H. Coben
Wydawnictwo: Albatros
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 544
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
"Na gorącym uczynku" H. Coben
środa, 12 stycznia 2011
"Wystarczy być" J. Kosiński
Jerzy Kosiński urodził się w Łodzi, pochodził z żydowskiej rodziny. Lata II wojny światowej spędził u katolickiej rodziny na wsi, dokąd wywiózł go ojciec. Zmienił mu także nazwisko i postarał się o fikcyjny akt chrztu. Po wojnie Kosiński studiował historię i nauki polityczne na Uniwersytecie Łódzkim. W 1957 wyjechał na stypendium do Stanów Zjednoczonych, gdzie pozostał na stałe. Był wykładowcą na kilku uniwersytetach, m.in. na Yale i Princeton. Po wielu latach emigracji, trzy lata przed samobójczą śmiercią odwiedził Polskę w 1988 roku.
W książce „Wystarczy być” Kosiński przybliża nam kilka dni z życia Losa Ogrodnika, mężczyzny przez całe życie zajmującego się ogrodem i oglądaniem telewizji. Mieszka on w domu Starego Człowieka, którego widział raz w życiu. Nigdy nie wychodzi poza granice posesji i jedyną osoba, jaką widuje jest pokojówka. Świat zewnętrzny zna tylko dzięki informacjom płynącym z telewizora. Nie potrafi czytać ani pisać. Nie figuruje w żadnym rejestrze, nie posiada dokumentów tożsamości, nie był także nigdy u lekarza, a co za tym idzie nie posiada ubezpieczenia. Według prawa po prostu nie istnieje.
Pewnego dnia Stary Człowiek umiera, a Los z racji tego, że nie potrafi udowodnić prawnikowi, że mieszka i pracuje w tym domu od lat, musi się wyprowadzić. Pakuje wszystkie rzeczy i wychodzi na przeciw nieznanemu światu. Mały wypadek sprawia, że poznaje żonę znanego biznesmena, Benjamina Randa. Mieszkańcy jego domu, a także inni ludzie związani z polityką uznają, że jest znanym człowiekiem, niejakim Rossem O’Grodnickiem. Nowe imię i nazwisko Los zyskał dzięki pani Rand, która nie dosłyszała jak się naprawdę nazywa. Tym samym staje się jakby nową osobą, inni ludzie tworzą wokół niego legendę sławnego specjalisty od amerykańskiej gospodarki. Los mimo, że jest w całkiem nowej sytuacji, nie sprzeciwia się jej. Jego sposób wyrażania się, porównywanie wszystkiego do ogrodu i roślin, sprawia że interesuje się nim coraz więcej osób. W politycznym środowisku zostaje uznany za wspaniałe odkrycie, a dziennikarze wróżą mu cudowną karierę. Nagle prawie nieistniejący człowiek, pojawia się w każdym programie i spogląda z pierwszych stron krajowych i zagranicznych gazet.
Wiele godzin oglądania telewizji sprawia, że Los we wszystkich sytuacjach przywołuje zachowania ludzi ze szklanego ekranu i postępuje tak jak oni. Telewizja wydaje mu się jedyną prawdą i sposobem poznania świata. Los, nie zdaje sobie sprawy z tego, że właśnie rozwija się jego kariera polityczna. Wciąż pragnie tylko spokoju podczas przebywania wśród roślin lub oglądania telewizji. Różne ludzkie zachowania są dla niego po prostu dziwne, jednak poddaje się im, ponieważ wydaje mu się, że widocznie tak powinno być.
Kosiński w swojej książce wyśmiewa amerykańskie społeczeństwo, dające złapać się w pułapkę ikon propagowanych przez media. Wytyka im brak obiektywnego oceniania rzeczywistości i nadmierną wiarę w polityków. Zwraca także uwagę, że ludzie u władzy, chcą za wszelką cenę wiedzieć wszystko o wszystkich. Jednak z drugiej strony z łatwością dają wiarę słowom obcych ludzi, mając w głowach to, co chcieliby usłyszeć, nie zwracając uwagi na prawdę. Wszelkie spostrzeżenia Kosińskiego są trafne, a wady celnie wytknięte.
Książka „Wystarczy być” odznacza się także bardzo dużym poczuciem humoru. Widać to przede wszystkim w scenkach sytuacyjnych i dialogach. Przykładem może być prezydent mówiący do nieznanego wcześniej mu Losa: „Miło mi pana poznać. Wiele o panu słyszałem.” Jest to jedna z wielu zabawnych historii, które przytacza Kosiński.
Powieść jest bardzo dobrze napisana, nieduża objętość pozwoli na przeczytanie jej w zaledwie jeden wieczór. Polecam wszystkim!
5/6
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Albatros.
piątek, 7 stycznia 2011
Piątkowy stos
Od dołu:
"Cukiernia pod Amorem" - do recenzji od wydawnictwa Nasza Księgarnia.
"Wystarczy być" - do recenzji od wydawnictwa Albatros.
"Mariola, moje krople..." i audiobook "Łabędź i złodzieje" - do recenzji od wydawnictwa Świat Książki.
"Ymar" - do recenzji od wydawnictwa Fox Publishing.
"Rozkaz" i "Wirus Ebola w Helskinkach" - do recenzji od wydawnictwa Kojro .
A to zdjęcie przedstawia nagrodę, którą wygrałam w konkursie Merlina na kartkę noworoczną :) Jeśli o mnie chodzi to trafili z Hiszpanią :)
wtorek, 13 lipca 2010
"Katedra w Barcelonie" I. Falcones
"Katedra w Barcelonie" to napisana z wielkim rozmachem powieść historyczna, fascynująca panorama średniowiecza, przedstawiająca blaski i cienie feudalnej Katalonii. W magicznej scenerii Barcelony rozgrywa się historia wielkich namiętności, tragicznych miłości, zdrad, spisków i zemsty. Jej fabuła nasuwa porównanie ze słynnymi Filarami Ziemi Kena Folletta, do czego zresztą autor przyznaje się bez ogródek.
Akcja książki toczy się w XIV wieku, w dobie religijnych niepokojów, nietolerancji i wojen. Stolica Księstwa Katalonii, Barcelona, panuje na szlakach handlowych i rozrasta się ku morzu. Mieszkańcy skromnej, ubogiej dzielnicy Ribera, postanawiają własnymi rękami wybudować najwspanialszą i największą na świecie katedrę maryjną - słynny kościół Santa María del Mar.
Historia budowy splata się z losami Arnaua Estanyola, syna uciekajacego przed okrutnym panem pańszczyźnianego chłopa. Z przymierajacego głodem zbiega Arnau przemieni się w zamoznego patrycjusza, człowieka prawego i szanowanego. Tragarza portowego, żołnierza, bankiera, a potem konsula morskiego. Żadne pieniadze, honory i zaszczyty nie uchronią go jednak przed niebezpiecznym spiskiem i długimi rekami inkwizycji...
Dziś udało mi się przeczytać leżącą od roku na półce „Katedrę w Barcelonie”. Przed rokiem zatrzymałam się na 198 stronie i za nic w świecie nie mogłam przeczytać ani słowa więcej. Z racji blogowego „stosikowego losowania” musiałam dać jej jeszcze jedną szansę. Inie żałuję.
Bohaterem powieści jest jednocześnie Arnau Estanyol i kościół Santa María del Mar. Życie bohatera rozwija się w miarę wzrastania murów katedry, miejsca czczenia jego jak mu się wydaje jedynej matki – Madonny. Arnau jest synem Bernata, początkowo żyje jako niewolnik, jednak z czasem jego kariera i pozycja społeczna zmienia się w iście bajkowy sposób.
Powieść Falconesa jest podzielona na 4 części. Każda z nich to inny etap głównego bohatera. W pierwszej „Słudzy ziemi” opowiedziana jest historia ojca Arnaua, Bernata Estanyola, który porzuca kajdany niewoli. Część druga "Słudzy możnych", przedstawia początkowe życie Arnaua w Barcelonie, uzależnienie od innych, biedę i sytuację w kraju. Trzecią częścią są "Słudzy namiętności", w której Arnau dojrzewa, odkrywa w sobie mężczyznę i musi zetknąć się oraz poradzić sobie z naprawdę wieloma problemami. W ostatniej części pt. "Słudzy przeznaczenia" całe życie bohatera zatacza koło, ale o tym musi już każdy z Was dowiedzieć się sam.
W powieści oprócz wątku Arnaua i jego życia, autor opisuje w tle historię średniowiecznej Barcelony, ze wszystkimi jej detalami. Książka jest naprawdę dobrze podbudowana źródłami historycznymi, nic dziwnego że jej pisanie zajęło autorowi aż 5 lat. Falcones opisuje wszystkie wojny, a przynajmniej o każdej wspomina. Od strony historycznej jest to bardzo dobra powieść, wciąga, daje uczucie bycia pośród mieszkańców w czasie pospolitego ruszenia, gdy każdy z nich wykrzykuje ile sił w płucach „¡Via Fora!”. Ma się ochotę iść za tym tłumem. Książka także przybliża działania Inkwizycji i stosowanych przez nią praktyk. Przeraża jak łatwo można było zostać osądzonym i skazanym.
Książka ma także minusy, najbardziej odrzuciły mnie wiadomość o tym jak 14-letni Arnau pragnął Aledis. No ja rozumiem takie rzeczy przypisywać 16-latkom, 17-latkom, ale w tej sytuacji mnie to nawet oburza. W ogóle całe życie Arnaua jest podporządkowane kobietom, a przynajmniej mają one na niego duży wpływ.
„Katedra...” to moim zdaniem także książka o przyjaźni, o sile jaką daje dobroć i miłość. O tym, że nawet w średniowieczu, gdzie istniał podział na chrześcijan i innowierców, można było przekraczać te granice, jeśli naprawdę żywiło się do kogoś prawdziwie dobre uczucia. Guillem, moja ulubiona postać w tej książce właśnie jest dla mnie takim prawdziwym przyjacielem. Cieszę się też, że dla Arnaua nie miało znaczenia to, że Guillem jest niewolnikiem.
„Urodził się niewolnikiem i wiódł życie niewolnika. Nauczył się kochać w tajemnicy i skrywać uczucia. Niewolnik nie był uważany za człowieka, dlatego gdy był sam – w tym jednym jedynym czasie, gdy czuł się wolny – potrafił sięgać wzrokiem głębiej niż ludzie, którym wolność przesłania duszę. Dawno odkrył miłość łączącą najdroższe mu istoty i modlił się do swych dwóch bogów, by uwolnił je z kajdan, znacznie mocniejszych od tych krępujących jego.
Załkał, choć niewolnikom nie wolno było płakać.”*
Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Polecam każdemu kogo interesuje Barcelona, a zwłaszcza jej średniowieczna historia.
5/6
*s. 507.
Muszę się też pochwalić, że recenzja została wybrana na recenzję tygodnia w serwisie nakanapie.pl
wtorek, 6 lipca 2010
"Ojciec Chrzestny" M. Puzo
Dziś udało mi się zakończyć „Ojca Chrzestnego” , którego autorem jest Mario Puzo. Książkę przeczytałam pod wpływem bardzo dobrej oceny mojego chłopaka. Jemu udało się pochłonąć ją w 2 dni, mi to chyba z 3 tygodnie zeszło. Oczywiście problemem był brak czasu i obrona licencjatu. Oficjalnie ogłaszam, że obroniłam się w piątek. Uff. Teraz czas na składanie papierów na magisterkę i wakacje. Może to w końcu zwiększy ilość czytanych przeze mnie książek.
„Ojciec Chrzestny” to już chyba klasyka. Nie znam osoby, która nie słyszałaby o niej lub o filmie, który powstał na jej podstawie. Książka opowiada o jednej z sześciu rodzin mafijnych, które działają na terenie Nowego Jorku. Rodzina tą jest Rodzina Corleone, w tym czasie najsilniejsza ze wszystkich sześciu. Donem Rodziny jest Vito Corleone.
Historia rozpoczyna się od przedstawienia historii trzech osób, które znalazły się w potrzebie i zwracają się do dona Corleone. Sprawy Amerigo Bonasery, Johnnego Fontany i piekarza Nazorinego będą jeszcze nie raz pojawiać się w książce. Jednak prawdziwym początkiem i przedstawieniem Rodziny jest wesele jedynej córki dona – Conni. Właśnie wtedy poznajemy wszystkich członków rodziny, ich przyjaciół i wspólników. Czytamy także o sposobie, w jaki don wpływa na życie innych osób i jak rozległe są jego sposoby na pomoc innym.
Powieść składa się z 9 ksiąg. Ja może wspomnę tylko o kilku pierwszych, ponieważ nie chcę za bardzo opowiadać treści. Księga 1 to właśnie ślub Conni i różne sytuacje, które podczas niego wynikają. Opisany jest tam także konflikt z Rodziną Tattagli i Sollozzem, handlarzem narkotyków. Księga 2 to historia Johnnego Fontany i jego życia w Hollywood. Księga 3 opowiada o młodych latach Vita Corleone i jego drogi do stania się donem. Dalszych ksiąg streszczać nie będę, nawet w tych, które opisałam ominęłam ważniejsze sytuacje. Nie chcę nikomu psuć zabawy z czytania tej świetnej książki.
„Ojciec Chrzestny” jest powieścią żywą, wspaniałą, która porusza tak wiele stron życia i pokazuje rodzinę mafijną od środka. Dla mnie może nawet od tej bardziej „ludzkiej strony”. Najważniejszymi pojęciami, jakie pozostaną mi po przeczytaniu tej powieści będzie honor i szacunek. Puzo wykreował tak żywą postać Ojca Chrzestnego, że prawie odczuwałam tej jego wpływ, jaki miał na ludzi mających z nim bezpośrednio do czynienia. Jest to także historia o nienawiści, pogardzie, zemście, miłości i śmierci. A także o tym, że każdy z nas „ma tylko jedno powołanie”, którego nie da się zmienić i nie wolno mu się sprzeciwiać. Odczuwam też, że jest to wspaniała książka o zarządzaniu, bo kto, jak kto, ale Vito Corleone potrafił zarządzać bardzo dobrze i wiedział, kiedy coś jest warte jego zainteresowania i wkładu pieniężnego, a kiedy odpuścić sobie nawet bardzo pieniężnie się zapowiadające interesy.
Każdy z nas na pewno zna też słynne powiedzenie „mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia”, która doskonale przedstawia postawę Dona w interesach. Oraz jego postawa wobec zemsty: „Zemsta to potrawa, która smakuje najlepiej, kiedy jest zimna”, a którą Michael wziął sobie do serca.
Całość najdoskonalej opisuje cytat autorstwa Balzaka: „Za każdą wielką fortuną kryje się zbrodnia”. Za fortuną Corleone, kryje się ich bardzo bardzo dużo.
Teraz czas na film oraz „Sycylijczyka”.
6/6
środa, 21 kwietnia 2010
"Komórka" S. King
"Do autora komiksów Claya Riddella wreszcie uśmiechnęło się szczęście - udało mu się podpisać w Bostonie lukratywny kontrakt wydawniczy. Wracając ze spotkania, jest świadkiem dziwnego zdarzenia. Kupująca lody kobieta i dwie nastolatki wpadają w krwiożerczy szał. Szybko okazuje się, że nie tylko one. Ulice zapełniają się bełkoczącymi ludźmi, przechodnie bez powodu rzucają się na siebie, z nieba spadają samoloty. Clay z przerażeniem obserwuje, że szaleństwo ogarnia tych, którzy używali telefonów komórkowych. Chaos błyskawicznie ogarnia kraj. Nie minie wiele godzin, by z cywilizacji, jaką znamy, pozostała ruina. Gdzieś poza Bostonem znajdują się żona i syn Riddella. Piesza wędrówka do nich będzie prawdziwym koszmarem. Jedynym bezpiecznym miejscem jest centrum stanu Maine, obszar znajdujący się poza zasięgiem telefonii komórkowej. Ostatnia enklawa ludzkości, czy przemyślnie skonstruowana pułapka?"
Męczyłam się z tą książką do 300 którejś strony. Później było trochę lepiej, no i w końcu skończyłam. Uff. Dla mnie najgorsza z książek Kinga. Naprawdę. Historia niby ciekawa, ale jakaś taka niedopracowana. Strasznie porozciągana, zupełnie bez potrzeby. I te postacie, brakowało im moim zdaniem charakteru i tego czegoś, co zawsze King potrafił dać swoim bohaterom. Wiadomo, że przekaz miał być taki, że za dużo używany telefonów komórkowych. King dał przykład co można zrobić ludzkości, która nie potrafi bez nich żyć. Powinnam się bać, ale chyba jakoś nie wyszło. Ci "telefoniczni" mnie nawet rozśmieszali. Momentami książka kojarzyłam mi się z "Bastionem" i "Mroczną wieżą". No ale oczywiście przy nich wypadła bardzo blado.
Coś pozytywnego? Cieszę się, że mogę dodać kolejną książkę Kinga do przeczytanych. :) No i może komuś spodoba/ła się bardziej niż mi.
4/6