Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barcelona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barcelona. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 stycznia 2013

"Brak wiadomości od Gurba" E. Mendoza

 
Wydawnictwo: Znak
Język oryginału: hiszpański
Tłumaczenie: Magdalena Tadel
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 160



Mam słabość do Eduardo Mendozy i nie tylko dlatego, że pochodzi z Barcelony. W swojej biblioteczce mam już prawie wszystkie jego książki, bo to autor, którego można polubić od razu. W swoim dorobku ma zarówno humorystyczne, jak i bardziej poważne powieści. Niemniej jego styl jest niebanalny i z pewnością nie do podrobienia. „Brak wiadomości od Gurba” kupiłam jakiś czas temu, ale z racji różnych obowiązków książka musiała poczekać. Na szczęście ruszyło wyzwanie „Z półki” i miałam okazję przeczytać historię pewnego kosmity.

Tytułowy Gurb jest kosmitą, który po odbyciu podróży na Ziemię po prostu zaginął. Ostatnie dane: Gurb przybrał postać kobiety i wsiadł do jakiegoś samochodu. Dane na dziś: brak wiadomości od Gurba. Jego dowódca wyrusza śladem podopiecznego i od samego początku próbuje skontaktować się z kolegą, jednak wszelkie sposoby zawodzą. Jego niezwykłe zdolności pozwalają mu na zmaterializowanie się w każdej postaci i w każdym miejscu. Już tylko to sprawia, że czytelnik może być pewny zabawnych zwrotów akcji i ciekawych wydarzeń. Warto spojrzeć na nasz świat z poziomu kosmity, dla którego zwykłe czynności, jak np. „pisanie oficjalnych listów tak, by nie zostały odebrane jako obleśne propozycje” czy „poszukiwanie żony” są zdecydowanie trudniejsze niż podróż między odległymi planetami. 

„Brak wiadomości od Gurba” to dziennik jego przybysza z innej planety, który każdego dnia, z uwzględnieniem godzin i minut zapisuje etapy poszukiwania zaginionego współtowarzysza. Tak poznajemy wszystkie jego przygody, w sposób bezpośredni i zabawny. Pomysł na fabułę zachwycił mnie i sprawił, że jeden wieczór spędziłam na nieustannym chichocie. Samą książkę czyta się błyskawicznie, z pewnością także z uwagi na niewielką objętość (zaledwie 160 s.), ale ma na to wpływ także świetnie wykreowany bohater i jego przygody. 

Szczerze polecam i chyba przeczytam jeszcze raz na poprawę humoru.
 

wtorek, 11 grudnia 2012

"Barça. Za kulisami najlepszej drużyny świata" G. Hunter

 
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Michał Pol, Piotr Czernicki-Sochal
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 408



„Barça. Za kulisami najlepszej drużyny świata” to książka pełna informacji, niezwykle rozbudowana, często skupiona na szczegółach. Jej autor, Graham Hunter, nie chciał pozostawić niejasności, po takim zatytułowaniu swojej pracy – dla niego Barça jest najlepsza i jego publikacja tego dowodzi. Z drugiej strony nie jest to książka, którą czyta się w jeden wieczór, z racji wielu rozdziałów, różnych stylów, krótkich wtrąceń sprawiających, że nie wszystko jest spójne i doskonałe. Z pewnością jest to publikacja, do której autor przygotował się starannie, widać to, w wykorzystanych materiałach czy przytoczonych pozycjach. 

Hunter rozpoczyna swoją książkę finałem Ligi Mistrzów na Wembley czyli najważniejszym wydarzeniem, które zamknęło usta ostatnim niedowiarkom życzącym FC Barcelona przegranej. Później przedstawia kolejne etapy tworzenia się mistrzowskiej drużyny, przywołuje najważniejsze mecze i zwraca uwagę na szczegóły. Wiadomo jednak, że w każdej drużynie najważniejsi są ludzie, i to właśnie na nich skupia się dziennikarz. Czytelnicy (jeśli jeszcze tego nie wiedzą) poznają twórców obecnego stylu Barçy i dowiedzą się o przyjaźniach, jakie łączą poszczególnych zawodników. Wiele jest także o trenerze, który osiągnął tak dużo w jednym sezonie – nieocenionym Pepie Guardioli. Publikacja Grahama Huntera jest kompendium wiedzy o mistrzowskiej Barcelonie, ale pełnym nie analiz i wyliczeń, lecz napisanym w lekkim reporterskim stylu. 

Niestety ilość faktów, ciekawostek i informacji nie pozwala na przeczytanie tej książki jednym tchem. Uważam wręcz, że należy ją sobie dawkować z tej racji. O pomstę do nieba woła także korekta: błędów jest wiele, są to zarówno literówki, jak i braki wyrazów, nie wspominając już o błędach interpunkcyjnych. Niestety jest to najgorzej wydana pod tym względem książka wydawnictwa Sine Qua Non z jaką miałam do czynienia. Przeraża mnie to, że można wypuścić na rynek tak złą pod względem korekty publikację, zwłaszcza, gdy nastawia się na szeroki krąg odbiorców.


Pomijając korektę, książka Grahama Huntera to pozycja, którą mogę polecić każdemu kibicowi FC Barcelona. Szczegółowa, świetnie przygotowana, wyczerpująca – czas mistrzowskiej Barçy pokazany ze wszystkimi jej elementami. Uważam, że osoby, które mają do katalońskiego klubu negatywne nastawienie także powinni po nią sięgnąć, w końcu najlepszym należy się szacunek.
 
Recenzja napisana dla portalu Time4men.pl

czwartek, 22 listopada 2012

"Messi. Chłopiec, który zawsze się spóźniał (a dziś jest pierwszy)" L. Faccio


Wydawnictwo: Sine Qua Non
Język oryginału: hiszpański
Tłumaczenie: Barbara Bardadyn
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 268



Przed przeczytaniem książki „Messi. Chłopiec, który zawsze się spóźniał (a dziś jest pierwszy)” miałam pewne obawy. Owszem, bohater  tej biografii (?) pobił bardzo wiele rekordów, zdobył wiele nagród, zarówno indywidualnych, jak i trofeów drużynowych. Ale czy można opisać to na tyle ciekawie, zwłaszcza, że skończył on w tym roku dopiero 25 lat? Gdzieś wewnątrz wciąż czułam opór przed czytaniem tworzonych masowo książek o piłkarzach, którzy są na topie, a których autorzy, nie są w stanie napisać rzetelnej i dobrej biografii, która powinna być dziełem zamkniętym. Dałam szansę książce Leonardo Faccio – argentyńskiego dziennikarza i jestem zadowolona, bo autor nie zrobił z niej na siłę czegoś, czym nigdy nie będzie. 

Dziennikarz ograniczył się do trzech ważnych lat z kariery Messiego: 2009-2011, czyli lat, w których trzy razy z rzędu zdobył on Złotą Piłkę (od 2010 roku nazywaną Złotą Piłką FIFA). Te wydarzenia są tylko punktem wyjścia do luźnego snucia opowieści o tym, jaki Messi jest w rzeczywistości. Bo on ma tak naprawdę dwie natury: żywiołową i energiczną z piłką przy nodze oraz spokojną, a nawet trochę ponurą, gdy musi zakończyć mecze i treningi. Aż ciężko uwierzyć, że przy tak męczących i długich sezonach w FC Barcelona, on nie cieszy się na wakacje, a nawet wraca z nich wcześniej byle móc trenować do kolejnego sezonu. Nie przepada za serialami, nudzą go gry, a jedynym uzależnieniem jest blackberry, dzięki któremu stale porozumiewa się na czacie z przyjaciółmi i rodziną. 

Trudno uwierzyć, ale czytając tą książkę ma się wrażenie, że Messi jest zwyczajnym chłopakiem, którego można by minąć na ulicy. I on wciąż stara zachować się tą naturalność, z którą pojawił się w Barcelonie – unika tłumów, stara się omijać miejsca, w których dostrzegliby go kibice, stroni od dziennikarzy, bo zwyczajnie uważa, że traci czas na nikomu niepotrzebne wywiady. Swoją karierę w reklamach i mediach oddał do decyzji ojcu i najstarszemu bratu, sam nie czuje się na siłach, by się tym zajmować. Przykładem na to jest wywiad, który autor książki przeprowadził swego czasu z Messim – piłkarz stale spoglądał na zegarek, wciąż spoglądał na boisko i szukał wzrokiem rzecznika prasowego, który uratowałby go przed dalszym przepytywaniem. 

Obraz Messiego wynurza się także z rozmów z osobami z jego otoczenia, które miały z nim bliższy kontakt. Faccio na potrzeby książki porozmawiał z siostrą Messiego, jego dziadkami, nauczycielką, trenerem, braćmi, przyjaciółmi z Rosario czy kolegami ze szkółki. Natomiast brak tu znanych nazwisk, trenerów czy kolegów z pierwszej drużyny, dzięki czemu opowieść o argentyńskim piłkarzu jest bardziej naturalna, prawdziwa i z pewnością nie ma w sobie nic z laurek, jakie niektórzy dziennikarze wystawiają gwiazdom. Wszystko to odczuwa się tym bardziej, że fragmenty rozmów są cytowane bez żadnej cenzury, dowiadujemy się o Messim, nawet więcej niż byśmy chcieli, czasami są to naprawdę prywatne sprawy, wypowiedziane w luźnej rozmowie, bez żadnych wymuszeń. Także w tym miejscu warto zauważyć, jak zachował się autor: nie zrobił z tego wielkiego wydarzenia czy skandalu, po prostu zamieścił informacje, dzięki którym Argentyńczyk wydaje się jeszcze bardziej normalny. 

Jedyne czego żałuje, to to, że książka Faccio jest taka krótka. Z przyjemnością przeczytałabym więcej publikacji tak naturalnych i obiektywnych, w których autor jest pośrednikiem, a nie twórcą poematów pochwalnych na cześć piłkarskich gwiazd.
 
Recenzja napisana dla portalu Time4men.pl

piątek, 10 sierpnia 2012

"Więzień nieba" C. R. Zafon


Wydawnictwo: Muza
Język oryginału: hiszpański
Tłumaczenie: Carlos Casas Marrodan, Katarzyna Okrasko
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 416


Nowy Zafon – przyspieszone tętno, nieopisana radość i wielkie oczekiwania. Jednak przyszło mi trochę poczekać na lekturę „Więźnia nieba”, przez co nadzieja na wspaniałą książkę urosła do rangi czegoś mitycznego. Kilka dni temu w końcu dostałam ją w swoje ręce i... nie ma fajerwerków. Przyznaję to ja: wierna i oddana fanka autora. Nowa powieść Zafona to raczej poszerzenie wydarzeń znanych nam z „Cienia wiatru” i „Gry Anioła”, w zadowalający sposób wyjaśniająca pewne sprawy i sytuacje, ale nie posiadająca "tego czegoś", co miały poprzednie powieści z cyklu. 

„Więzień nieba” dotyczy w głównej mierze Fermina Romero de Torresa, którego postać znamy z poprzednich książek Zafona. W tej powieści, na jakiś czas przed swoim ślubem, wyjawia on Danielowi prawdę o swojej przerażającej przeszłości. Razem z nim wyruszamy do Barcelony z czasów II Wojny Światowej i poznajemy okropne położenie więźniów z położonego na górze Montjuic więzienia. W tym samym czasie do drzwi księgarni rodziny Sempere puka odrażający mężczyzna poszukujący Fermina. Przeszłość zaczęła dopominać się o swoje.

"Kiedy Martin zeznał podczas procesu, że jedyny przyzwoity obyczaj, którego należy bronić stanowczo, to obyczaj czytania, podczas gdy reszta jest kwestią sumienia każdego z osobna, sędzia doliczył kolejne dziesięć lat do już nie wiem ilu wcześniej zasądzonych." - s. 133

Czegoś mi zabrakło. Może tych emocji, tej niepewności, strachu, które były w znacznym stopniu udziałem poprzednich powieści o Cmentarzu Zapomnianych Książek. Cieszę się, że autor wyjaśnił przeszłość Fermina, a nawet rzucił światło na losy matki Daniela. Przez książkę przechodzi się bardzo lekko, podobnie jak w przypadku pozostałych jego książek. Mocną stroną wciąż jest dawna Barcelona, wraz z jej różnicami społecznymi, niełatwą sytuacją polityczną i ciągłą niepewnością losu jej mieszkańców. Nie, nie żałuję oczywiście, że ją przeczytałam, choć jestem trochę zawiedziona, po prostu moje oczekiwania chyba za bardzo się rozrosły. Niemniej cieszę się, że zakończenie pozwala na rozbudowanie tej historii, a co za tym idzie na kolejną książkę Zafona. Wierzę, że w następnej znów wróci do swojej świetnej formy.

czwartek, 29 grudnia 2011

„Barça moim życiem” X. Her­nán­dez Creus, J. Miguel


Kibicuję FC Barcelona już od kilku lat, tak mniej więcej od połowy gimnazjum. Przyznaje szczerze, że nie poszłam za żadną modą, bo u nas w tym czasie popularny był oczywiście Real i Manchester. O moim zainteresowaniu zdecydował przypadek, piłkę nożną lubiłam zawsze, ale bliżej mi było do takiej na niższym poziomie. Przerzucając kiedyś kanały, trafiłam na mecz, spodobała mi się gra, ta słynna już umiejętność utrzymywania się przy piłce... Mecz obejrzałam do końca. Wiedziałam już kto mnie tak zachwycił. I od tej pory tylko „Barça”

Wydawnictwo Sine Qua Non idealnie trafiło z pomysłem na wydawanie książek piłkarzy „Barçy”, obecność Klubu na szczycie jest najlepszą reklamą, wielu fanów z pewnością zakupi wszystkie pozycje, by mieć na swojej półce autobiografie ulubionych graczy. I nie ma wtedy dla nich aż takiego znaczenia wydanie książki, zbyt duża czcionka zwiększająca optycznie objętość czy literówki. 

„Barça moim życiem” to autobiografia Xaviera Hernándeza Creusa, którego fani piłki nożnej lepiej znają jako Xaviego. Samą biografię poprzedzają dwa teksty: Joana Vili, którego można z czystym sumieniem uznać za odkrywcę talentu Xaviego, i Tomasza Lasoty, prezesa stowarzyszenia FCB Polska. Piłkarz prostym językiem, bez wyszukanych metafor czy niepotrzebnych opisów, opowiada nam historię swojego życia, od momentu, w którym jego rodzice zdecydowali się na ślub, aż do eliminacji Ligi Mistrzów, w których Barcelona grała dwumecz z Wisłą Kraków. Dowiadujemy się jak silny wpływ na życie Xaviego miał rodzina, która sprawiła, że jest takim a nie innym człowiekiem oraz że miłość do tego Klubu „wyssał z mlekiem matki”. Poznajemy całą piłkarską karierę Xaviera, od czasu, gdy w wieku pięciu lat został zapisany do piłkarskiej szkółki w Terrasie, przez prawie wszystkie drużyny juniorskie „Blaugrany”, aż do gry w pierwszym zespole. Piłkarz wspomina o wielu osobach, które ukształtowały go podczas boiskowej kariery: kolegach z drużyny, trenerach i rywalach. Ale autobiografia Xaviego, to nie tylko piłkarska wycieczka do Barcelony, to także wiele wątków osobistych, które sprawiają, że postrzegamy go zupełnie inaczej. 

Choć wiele w tej książce pozytywnych wypowiedzi, z szacunkiem zarówno wobec rywali, jak i mniej lubianym kolegów z boiska, to Xavi nie boi się przyznać także do tych gorszych momentów swojej kariery. Wspomina o zgubnym wpływie częstej zmiany trenerów i sprowadzaniu obcokrajowców, którzy byli ważniejsi niż wykorzystywanie potencjału wychowanków. Wiele razy wraca do momentu, w którym gdy tego najbardziej potrzebował, nie miał wsparcia w kibicach, nie przebierających  w słowach, by przekazać swoją niechęć piłkarzom. Takie sytuacje sprawiły, że jeden z najlepszych piłkarzy, był bardzo bliski odejścia do Milanu, a tylko pewna sytuacja sprawiła, że odrzucił świetną ofertę. I trzeba przyznać, że bardzo dobrze się stało, bo bez niego, FC Barcelona nie byłaby, tu gdzie teraz jest.

Autobiografia Xaviego to także wiele świetnych ciekawostek o znanych piłkarzach, trenerach i możliwość poznania Klubu „od środka”. Xavi miał szczęście zaczynać swoją karierę piłkarską, gdy wiele sław jeszcze nie zakończyło kariery: Zidane, Rivaldo, Guardiola czy Cocu. 

Książka ma niestety także swoje minusy, wśród nich przede wszystkim czas wydania, oryginał w Hiszpanii wydany został w 2009 roku, u nas aż dwa lata później, przez co wiele wątków traci na aktualności, m.in. kwestia transferu Xabiego Alonso czy nadzieja na pozostanie Eto’o w Klubie. Sporne kwestie osobom, które nie śledzą na bieżąco poczynań „Blaugrany” wyjaśniają przypisy tłumaczki – Barbary Baradyn. Mam także zastrzeżenia do wcześniej już wspomnianej zbyt dużej czcionki i literówek, których nie zauważył korektor, większość czytelników nie zwróci na to uwagi, jednak dobrze by było zadbać o całość wydania na najwyższym poziomie.

Mimo minusów to naprawdę ciekawa i fajna książka, szczególnie dla fanów talentu Xaviego i „Blaugrany”. Bardzo dobrze, że w Polsce pojawia się coraz więcej książek o sporcie, bo wciąż jest to bardzo niszowa literatura, a przecież fanów piłki nożnej nie brakuje. Podsumowują przyjemniej ogląda się piłkarski spektakl w wykonaniu „Barçy”, ale czytanie tej książki może być dobrym przerywnikiem w czasie przerwy.  

czwartek, 22 grudnia 2011

"Spadkobierczyni z Barcelony" S. Vila-Sanjuán


„Spadkobierczyni z Barcelony” to autobiograficzna opowieść Pabla Vilara, spisana przez niego, lecz pozostawiona wśród innych papierów, przechowywanych przez rodzinę po jego śmierci. Wspomnienia odnalazł jego wnuk, Sergio Vila-Sanjuán, postanawiając opublikować je, po wcześniejszych zabiegach stylistycznych, głównie w zakresie języka czy charakteryzacji bohaterów i uporządkowaniu wspomnień. Dziwi tym samym brak nazwiska Vilara na okładce, gdyż zabiegi te, nie mogły wpłynąć w bardzo dużym stopniu na całość przedstawionej w powieści historii.

Wspomnienia opisane przez Pabla Vilara zabierają nas w podróż do Barcelony z lat 20. XX wieku. Jest to czas niepewny, ale zarazem fascynujący, pełny małych społecznych i politycznych walk, mających wkrótce przerodzić się w krwawą wojnę domową. Po przeciwnych stronach stoją anarchiści i burżuazja hiszpańska, starcia toczą między sobą także poszczególne frakcje polityczne. W mieście w tym samym czasie odbywają się bale i duże przyjęcia, a osoby wyrzucone poza nawias społeczeństwa próbują przeżyć w grotach barcelońskiej góry. W tym wszystkim próbuje odnaleźć się prawnik, Pablo Vilar, który mimo braku arystokratycznej rodziny, obraca się wśród możnych tego miasta. Z jednej strony przyjaźni się z ludźmi należącymi do barcelońskiego towarzystwa, a z drugiej za darmo pomaga osobom z nizin społecznych. Narastające konflikty w krótkim czasie zaczną dosięgać także „nietykalnych”, a widmo wielkiej burzy stanie się problemem wszystkich mieszkańców Barcelony.

Pablo Vilar przedstawia siebie jako katolika i monarchistę, o konserwatywnych poglądach, których nie kryje przed nikim i chętnie prezentuje je w swoich artykułach pisanych do barcelońskich dzienników. Dużo czasu spędza także w kancelarii i w sądzie, broniąc swoich klientów i dbając o ich dobro. Dzięki temu poznajemy szereg spraw sądowych, które według jego wnuka są przytoczone autentycznie. Podobnie sprawa ma się z wieloma bohaterami powieści, który żyli w tym czasie w Barcelonie, mimo, że Vilar chciał jakby zmylić odbiorców tekstu i zmienił ich imiona.

„Spadkobierczyni z Barcelony” jest książką dziwną, nie dającą się jednoznacznie wpisać w określony gatunek literacki, ponieważ zawiera elementy dziennika, biografii, kroniki dziennikarskiej czy powieści kryminalnej. Trudność złożenia zapisków Pabla Vilara w powieść widać w wielu jej elementach, można to także odczuć mocno podczas lektury książki. Odczuwa się niespójność, brak ciągłości faktograficznej i gatunkowej, powieść wiele razy urywa i zaczyna zupełnie od innych wydarzeń. Niestety fani Zafona mogą czuć się trochę oszukani, gdyż czytając jego rekomendację z okładki „Spadkobierczyni…”, mogli spodziewali się zupełnie innej powieści.

Mimo widocznych braków, Pablo Vilar stworzył świetny obraz Barcelony z początku ubiegłego wieku. Czytelnik ma ochotę zatopić się w tym pełnym sprzeczności i walk o władzę mieście. Jest to książka przede wszystkim dla osób zafascynowanych Katalonią i Hiszpanią. Taka mała lekcja historii od naocznego świadka rozgrywających się tam prawie sto lat temu wydarzeń. Przyjemność z czytania mogą mieć także osoby związane z prawem i dziennikarstwem, gdyż terminologii i ciekawych opisów z obu dziedzin nie brakuje.

Mam nadzieje, że moda na „barcelońskie powieści” nie stanie się krzywdząca dla czytelników, a kolejnymi autorami nie będzie kierować korzyść finansowa, lecz w głównej mierze przyjemność z pisania i stworzenia dobrej historii. 

czwartek, 7 kwietnia 2011

"Trzy żywoty świętych" E. Mendoza

Tytuł najnowszej książki Eduardo Mendozy może niejednego zaskoczyć i zmylić odnośnie treści. „Trzy żywoty świętych” to jednak nie hagiografia, ale zbiór trzech opowiadań, które autor postanowił wydać pod wspólnym tytułem, w miarę możliwości najbardziej oddającym przesłanie historii. Każde z opowiadań powstało w innym okresie czasu, różnią się stylem, długością i dotyczą innych spraw. Jednak bohaterowie poszczególnych tekstów mają w sobie specyficzną możliwość bycia świętymi, w sposób całkiem nie związany z kościelnym pojmowaniem tego słowa. Bowiem prawdziwa świętość czasem objawia się światu w zwykłym człowieku. I może to jest właśnie takie niezwykłe.

„Wieloryb” to początkowy okres kariery pisarskiej autora. Bohaterem opowiadania jest biskup wygnany z rodzinnego kraju, zmuszony do przeczekania sytuacji w Barcelonie. Pozbawiony tytułu i godności kościelnej stacza się na dno, ocierając się o hazard, pijaństwo i złodziejstwo, nieraz mając do czynienia także z narkotykami.

„Finał Dubslava” to historia mężczyzny, który nie odczuł w swoim dotychczasowym życiu żadnych większych emocji. Podróżując po kraju za pieniądze matki, nie przejmuje się niczym i nikim. Pewnego dnia otrzymuje dwie wiadomości, które w jakiś sposób odmienią jego życie. Śmierć matki i konieczność odebrania za nią „Europejskiej Nagrody za Dokonania Naukowe” zmusza bohatera do pierwszego od jakiegoś czasu zatrzymania się i trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość.

Główną bohaterką ostatniego opowiadania pt. „Pomyłka” jest kobieta ucząca literatury w więzieniu. Wśród „uczniów” trafia jej się młody złodziej, twierdzący że nigdy niczego nie przeczytał. Po pewnym czasie i wielu przeczytanych książkach podsuwanych mu przez nauczycielkę, młody chłopak sam próbuje swoich sił w pisarstwie, a nawet stwarza wrażenie, że w przyszłości może stać się znanym i cenionym autorem.

„Trzy żywoty świętych” to moje pierwsze spotkanie z lekką prozą hiszpańskiego autora. Po dość poważnej „Mauricio, czyli Wybory”, dostałam naprawdę świetnie napisane, pełne czarnego humoru i ironii teksty. Na pozór opowiadań nic nie łączy, jednak wystarczy się chwilę nad nimi zastanowić i można dostrzec, że myśli które autor stara się nam przekazać, splatają opowieści w pewną całość. Mendoza bawi się słowem, a także konwencją literacką. Zachwyca, rozśmiesza, ale jednocześnie przedstawia ważne prawdy i wartości w otoczce absurdu.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak.

wtorek, 13 lipca 2010

"Katedra w Barcelonie" I. Falcones


"Katedra w Barcelonie" to napisana z wielkim rozmachem powieść historyczna, fascynująca panorama średniowiecza, przedstawiająca blaski i cienie feudalnej Katalonii. W magicznej scenerii Barcelony rozgrywa się historia wielkich namiętności, tragicznych miłości, zdrad, spisków i zemsty. Jej fabuła nasuwa porównanie ze słynnymi Filarami Ziemi Kena Folletta, do czego zresztą autor przyznaje się bez ogródek.
Akcja książki toczy się w XIV wieku, w dobie religijnych niepokojów, nietolerancji i wojen. Stolica Księstwa Katalonii, Barcelona, panuje na szlakach handlowych i rozrasta się ku morzu. Mieszkańcy skromnej, ubogiej dzielnicy Ribera, postanawiają własnymi rękami wybudować najwspanialszą i największą na świecie katedrę maryjną - słynny kościół Santa María del Mar.
Historia budowy splata się z losami Arnaua Estanyola, syna uciekajacego przed okrutnym panem pańszczyźnianego chłopa. Z przymierajacego głodem zbiega Arnau przemieni się w zamoznego patrycjusza, człowieka prawego i szanowanego. Tragarza portowego, żołnierza, bankiera, a potem konsula morskiego. Żadne pieniadze, honory i zaszczyty nie uchronią go jednak przed niebezpiecznym spiskiem i długimi rekami inkwizycji...


Dziś udało mi się przeczytać leżącą od roku na półce „Katedrę w Barcelonie”. Przed rokiem zatrzymałam się na 198 stronie i za nic w świecie nie mogłam przeczytać ani słowa więcej. Z racji blogowego „stosikowego losowania” musiałam dać jej jeszcze jedną szansę. Inie żałuję.

Bohaterem powieści jest jednocześnie Arnau Estanyol i kościół Santa María del Mar. Życie bohatera rozwija się w miarę wzrastania murów katedry, miejsca czczenia jego jak mu się wydaje jedynej matki – Madonny. Arnau jest synem Bernata, początkowo żyje jako niewolnik, jednak z czasem jego kariera i pozycja społeczna zmienia się w iście bajkowy sposób.

Powieść Falconesa jest podzielona na 4 części. Każda z nich to inny etap głównego bohatera. W pierwszej „Słudzy ziemi” opowiedziana jest historia ojca Arnaua, Bernata Estanyola, który porzuca kajdany niewoli. Część druga "Słudzy możnych", przedstawia początkowe życie Arnaua w Barcelonie, uzależnienie od innych, biedę i sytuację w kraju. Trzecią częścią są "Słudzy namiętności", w której Arnau dojrzewa, odkrywa w sobie mężczyznę i musi zetknąć się oraz poradzić sobie z naprawdę wieloma problemami. W ostatniej części pt. "Słudzy przeznaczenia" całe życie bohatera zatacza koło, ale o tym musi już każdy z Was dowiedzieć się sam.

W powieści oprócz wątku Arnaua i jego życia, autor opisuje w tle historię średniowiecznej Barcelony, ze wszystkimi jej detalami. Książka jest naprawdę dobrze podbudowana źródłami historycznymi, nic dziwnego że jej pisanie zajęło autorowi aż 5 lat. Falcones opisuje wszystkie wojny, a przynajmniej o każdej wspomina. Od strony historycznej jest to bardzo dobra powieść, wciąga, daje uczucie bycia pośród mieszkańców w czasie pospolitego ruszenia, gdy każdy z nich wykrzykuje ile sił w płucach „¡Via Fora!”. Ma się ochotę iść za tym tłumem. Książka także przybliża działania Inkwizycji i stosowanych przez nią praktyk. Przeraża jak łatwo można było zostać osądzonym i skazanym.

Książka ma także minusy, najbardziej odrzuciły mnie wiadomość o tym jak 14-letni Arnau pragnął Aledis. No ja rozumiem takie rzeczy przypisywać 16-latkom, 17-latkom, ale w tej sytuacji mnie to nawet oburza. W ogóle całe życie Arnaua jest podporządkowane kobietom, a przynajmniej mają one na niego duży wpływ.

„Katedra...” to moim zdaniem także książka o przyjaźni, o sile jaką daje dobroć i miłość. O tym, że nawet w średniowieczu, gdzie istniał podział na chrześcijan i innowierców, można było przekraczać te granice, jeśli naprawdę żywiło się do kogoś prawdziwie dobre uczucia. Guillem, moja ulubiona postać w tej książce właśnie jest dla mnie takim prawdziwym przyjacielem. Cieszę się też, że dla Arnaua nie miało znaczenia to, że Guillem jest niewolnikiem.

„Urodził się niewolnikiem i wiódł życie niewolnika. Nauczył się kochać w tajemnicy i skrywać uczucia. Niewolnik nie był uważany za człowieka, dlatego gdy był sam – w tym jednym jedynym czasie, gdy czuł się wolny – potrafił sięgać wzrokiem głębiej niż ludzie, którym wolność przesłania duszę. Dawno odkrył miłość łączącą najdroższe mu istoty i modlił się do swych dwóch bogów, by uwolnił je z kajdan, znacznie mocniejszych od tych krępujących jego.
Załkał, choć niewolnikom nie wolno było płakać.”*

Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Polecam każdemu kogo interesuje Barcelona, a zwłaszcza jej średniowieczna historia.


5/6


*s. 507.

Muszę się też pochwalić, że recenzja została wybrana na recenzję tygodnia w serwisie nakanapie.pl

wtorek, 22 czerwca 2010

"Mauricio, czyli wybory" E. Mendoza


"Tym razem mamy do czynienia z poważną powieścią o wyborach - nie tylko politycznych, ale przede wszystkim życiowych.
Tytułowy bohater jest przeciętnym trzydziestolatkiem. Z zawodu dentysta, nie ma wielkich ambicji ani oczekiwań. Sam uważa się za osobę dość nudną i bez polotu. Kiedy członkowie Socjalistycznej Partii Katalonii proponują mu miejsce na liście wyborczej, jest zaskoczony, ale zgadza się kandydować. To zapoczątkuje cały szereg wydarzeń, które w istotny sposób wpłyną na życie bohatera. W jego orbicie znajdą się dwie kobiety, między którymi też będzie musiał wybierać...
Tłem powieści jest pofrankistowska Hiszpania - a dokładniej ukochana przez pisarza Barcelona - w czasie, kiedy ubiegała się o organizację igrzysk olimpijskich. Na oczach bohaterów umierają rewolucyjne ideały, a ich miejsce zajmują cyniczne rozgrywki polityczne i podejrzane interesy."


Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pana Mendozy. Swego czasu kupiłam ją w promocji wydawnictwa Znak i do tej pory nie miałam okazji przeczytać. A kupiłam bo słyszałam, że jego pisanie jest naprawdę przyjemne, no i oczywiście zbieram wszystkie książki z Barceloną w tle.

Książka jakże inna według recenzji i znawców od jego poprzednich oraz najnowszej książki. Powieść o wyborach, ciężkich, życiowych, w których specjalnie nie pomaga charakter bohatera. Mauricio jest strasznie przeciętny, no wprost okropnie. Czasami mnie męczyło to jego niezdecydowanie, brak jakiegoś takie życia. Aż dziw brał, że był z dwoma kobietami na raz. Mniemania o sobie też za dobrego nie miał, często się nad sobą użalał. W sumie, sytuacji w której się znalazł nie można mu zazdrościć. Powieść rozpoczyna się od spotkania po latach Mauricia z jego dawnym kolegą ze szkoły. Dzięki niemu poznaje Clotilde oraz styka się z polityką. Oboje zostają z Mauriciem do końca powieści. Wciąż przeplatają się wątki miłości, pracy, znajomych, kiepskich kontaktów z rodziną, nieudanej a nawet niechcianej w gruncie rzeczy kariery politycznej. W pewnym momencie pojawia się także w życiu głównego bohatera druga kobieta, przez którą niezdecydowany Mauricio staje się jeszcze bardziej niepewny i skory do błędów. Znajomość z nią położy cień na życiu wszystkich zainteresowanych.

Oprócz tych relacji autor ukazuje nam w tle Hiszpanię, a szczególnie Barcelonę. W tym czasie po zawirowaniach w kraju, mieszkańcy miasta chcą wszystko naprawić. Zmienić władzę oraz pokazać światu, że może być tam dobrze, a nawet, że Barcelona zasługuje na to by zorganizować igrzyska olimpijskie. Autor wkłada w usta bohaterów swoje własne obawy i relacje mieszkańca z jego krajem. O Hiszpanii mówi: „kraj w tym momencie jest zamkiem z piasku. Z daleka wygląda fajnie, ale gdyby tylko pokropił słaby deszczyk, rozpadnie się”.

Powieść pełna jest także długich wywodów politycznych, religijnych, prawniczych. Momentami mnie nużyły, ale tak naprawdę są mądre i ciekawe. Tylko trzeba się na tym znać choć trochę. :) Język nie jest też bardzo prosty ani ubogi. A nawet uważam, że książka jest pisana językiem pięknym i doniosłym, tak jak sprawy o których mówi. Bo naprawdę nie jest łatwo dorosnąć do wyborów, zmierzyć się z nimi i jeszcze na dodatek wybrać dobrze. Błędy zdarzają się każdemu, ważne by potrafiło się je naprawić i wyciągnąć wnioski.

Powieść przesycona Hiszpanią. Pełna Barcelony.

Polecam. 5,5/6

Do Mendozy wrócę na pewno. Oby jak najszybciej.

piątek, 25 grudnia 2009

"Marina" C. R. Zafon




Jest to książka, którą miałam przeczytać w ramach "stosikowego losowania" u Anny.

"Piętnastoletni Oskar Dreiznika znika pewnego dnia z internatu. Kiedy zostaje odnaleziony nikomu nie mówi, co wydarzyło się przez ten czas. Po wielu latach decyduje się opowiedzieć dzieje swojej pierwszej miłości i niezwykłą przygodę, w której jemu i tytułowej bohaterce Marinie przychodzi zmierzyć się z tajemniczym światem barcelońskich podziemi. A jest to świat niebezpieczny, rodem z „Frankensteina” i XIX-wiecznych thrillerów.
Oskar i Marina próbując rozwiązać sekrety damy w czarnym płaszczu, natrafiają na historię wielkiej namiętności Michaiła Kolvenika i Evy Irinovej, namiętności splecionej z próbami przezwyciężenia dziwnej choroby i eksperymentami, które prowadzą do zaludnienia barcelońskich kanałów niebezpiecznymi potworami."

Nareszcie miałam dla niej czas. Z samej radości czytania kolejnej powieści jednego z moich ulubionych autorów mogłabym ją przeczytać w jeden dzień. Ale opanowałam się. Rozciągnęłam wszystko na 3 noc, bo właśnie ta pora moim zdaniem najbardziej pasowała do czytania tej książki. Styl pisania charakterystyczny dla Zafona, który swoim pisaniem uwodzi czytelnika (a przynajmniej mnie ;) ), snując opowieść, dla której zapominamy o świecie zewnętrznym. Obudziła się we mnie wielka chęć zobaczenia opisywanych miejsc na własne oczy, chęć by przejść się tymi uliczkami, poczuć zadrapania zarośli wkoło oranżerii na własnej skórze, usiąść na ławeczce na placu... Ta chęć odwiedzenia Barcelony aż boli. Może niektórym wyda się historia banalną, przekombinowaną, ale mi się podobała. I myślę nawet, że może stać się moją, tak jak i jej autora ulubioną powieścią.

5/6 mimo wszystko.
Related Posts with Thumbnails