Chwile, kiedy możemy wspólnie zasiąść do stołu zdarzają się tylko w weekendy. Pewnie nie tylko u nas... Szczególnie w niedzielę szalejemy! Dzisiaj była prawdziwa uczta! Smażone ziemniaki z batatami, tian i cudowne polędwiczki z suszonymi pomidorami. Nie spieszymy się...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą llooka gotuje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą llooka gotuje. Pokaż wszystkie posty
21 lutego 2016
6 stycznia 2015
{Nadaję z kuchni}
Dużo wolnych dni sprawiło, że w kuchni gościłam częściej niż zazwyczaj. Wizyty znajomych, rodzinne obiadki... Okazji do ucztowania wiele. Dzisiaj postawiłam na prostotę i danie stawiające na nogi (człowiek taki zmęczony po tych świętach;). W cudownej książce "Jadłonomia" (chyba nie muszę tłumaczyć?;))) odgrzebałam znany mi już przepis na flaki z boczniaków. Mocno podkręciłam je pieprzem, majerankiem i sosem sojowym, a dla treści dodałam makaron. Dzisiaj tylko jedno danie, bo "śniadanie mistrzów" było obfite i bardzo późne. A u Was co dzisiaj na stole było?
17 lipca 2014
Dary morza
W rybach i owocach morza zakochaliśmy się do tego stopnia, że rozważaliśmy przewiezienie do Polski ośmiorniczek w lodówce turystycznej. Szybko zrezygnowaliśmy, bojąc się rozmrożenia i konsekwencji z tego wynikających;) Za to na miejscu, prawie codziennie Gero gnał do portu lub na targ rybny. Kalmary, krewetki, langustynki, ośmiorniczki... szaleństwo na całego! Sprawianie nie należało do najprzyjemniejszych, dlatego pozostawiłam to męskim dłoniom;) Szybko okazało się, że Mila uwielbia asystować tacie przy obróbce owoców morza... Nie ruszał ją ten widok wcale, choć nic do ust nie wzięła;) Zaprzestała na rybach, które z kolei zjadała w ilościach ponad rozsądnych. Więcej dla nas;)
Pichciliśmy sami, ale też smakowaliśmy darów morza w restauracjach. W Stonie (królestwie ostryg), po raz pierwszy spróbowałam małży. No cóż... taki lekko zakwaszony grzybek;))) Niezły, ale i tak nr 1 jak dla mnie są kalmary!!! Te duszone, te grillowane i te w tempurze! Na samo wspomnienie ślinka mi cieknie!
P.S. Moje zmagania z wędką skończyły się połowem 2 rybek. Oczywiście wrzuciłam je z powrotem do morza, bo obiadu bym z nich nie zrobiła;)
P.S. Moje zmagania z wędką skończyły się połowem 2 rybek. Oczywiście wrzuciłam je z powrotem do morza, bo obiadu bym z nich nie zrobiła;)
6 kwietnia 2014
{Im więcej na głowie...}
Zauważyłam u siebie taką zależność, że im więcej mam obowiązków na głowie, tym bardziej potrafię się zorganizować. Przedświąteczne porządki w mieszkanku mam już za sobą (aż nie poznaję siebie;) i siłą rozpędu postanowiłam ogarnąć również Zieloną Chatkę. Po zimie nie wyglądała najlepiej. Rozpalanie w piecach powoduje, że pył z popiołu jest dosłownie wszędzie! Nie wspomnę o "czarnych odciskach" na białych meblach... Dlatego w sobotę podkasałam rękawy i działałam! Było pranie firanek w bali (Frania stoi w stodole i czeka na swoje "5 minut";), mycie okien, z których farba odłazi płatami i wietrzenie pościeli. Wietrzna pogoda sprzyjała odświeżeniu bielizny pościelowej. U naszych sąsiadów "letników" też zauważyłam już wiosenne poruszenie i pierzyny na płocie. Okazało się jednak, że oni nie mieli miłego przywitania sezonu... w pościel dostały się myszy i narobiły bałaganu, oj narobiły!
Grządki jeszcze muszą poczekać do następnego weekendu, wtedy do chaty wrócę po zmroku, aby zjeść zasłużoną kolację. Tym razem na wieczorną wieczerzę zaserwowaliśmy sobie mega kanapkę, na którą przepis znalazłam w jednym z numerów "Smaku". Razową bagietkę obłożyłam uduszonym szpinakiem w towarzystwie czosnku i gałki muszkatołowej, plasterkami awokado, a na wierzch położyłam jajka w koszulce. Było pysznie!
Nie wypoczęłam w ten weekend, ale czuję się zrealizowana;) Bardzo zależało mi, aby chatka była odświeżona na Majówkę. Wtedy mam kilka dni wolnego i będę się byczyć na całego!
Ściskam Was wiosennie!
17 lipca 2013
Po pracy...
Gdy wracamy do domu z pracy marzymy tylko o jednym - o ciepłym obiedzie! Najlepiej jakby czekał na nas na stole. Ale kto go dla nas przygotuje? Dzieci jeszcze za małe... Same jedzą w szkole lub u babci, a my? Często byle jak, byle co, byle gdzie. Kupujemy gotowce do podgrzania w mikrofalówce lub zjadamy kanapki.
Dzisiaj pokażę Wam, że wcale nie musi być tak źle. Po pracy* kupiłam 2 kawałki dorsza, cukinię, kalafior, marchewkę i ziemniaki. I co z tego powstało?
- dorsz z natką pietruszki i czosnkiem duszony w papilotce w piekarniku
- cukinia z marchewką podsmażona na oliwie
- pure z kalafiora z carry
- ziemniaki pieczone w piekarniku z tymiankiem i cytryną
*W domu z zakupami byłam o 17.30, a obiad zjedliśmy o 18.30. Uważam, że nieźle nam się udało;)
16 listopada 2012
Śniadanie pełne energii
Ostatnio mamy fazę na owsiankę. Gotujemy taką prawdziwą na płatkach owsianych z mlekiem. Kilka łyżek płatków owsianych zalewamy wrzątkiem i po minucie gotujemy jeszcze kilka minut na małym ogniu. Dolewamy mleko. Ale aby nie było nudno zasypujemy ją mnóstwem orzechów, suszonych i świeżych owoców i dosładzamy miodem lub konfiturą. Wszystkie bakalie przechowuję w słoiczkach i trzymam w jednym miejscu, aby rano nie grzebać po szafkach w poszukiwaniu ulubionych daktyli czy orzechów.
Ważne jest, aby płatki nie były błyskawiczne. Nie ma się co zrażać, że długo się będą gotować. Ja spokojnie rano przed wymarszem zdążam ugotować sobie owsiankę, przygotować pyszne cappuccino i przygotować dzieciom śniadanie. A ostatnio wstawanie mam ciężkie;). Nie ma co wychodzić z domu na "głodniaka", a tym bardziej, że owsianka ma same pozytywy. Dostarcza wiele cennych składników mineralnych (wapń, żelazo, fosfor), witaminy (E, B1, B2, PP) i błonnik, które to nie zawsze jesteśmy w stanie dostarczyć w innych posiłkach. Taka miseczka poprawia nastrój i na długo zaspokaja głód. Osoby, które nie tolerują mleka mogą go pominąć i płatki ugotować na samej wodzie.
A Wy lubicie owsiankę?
11 listopada 2012
Świąteczny deser
W dniu tak wielkiego święta nie
mogło zabraknąć deseru. Jest mało wymagający i możemy go zrobić nawet
wtedy, gdy wpadną do nas niespodziewani goście. Zróbmy więc pyszność wg
przepisu Sophie Dahl - Eton Mess. To nic innego jak bezy, ale ponieważ są podane z bitą śmietaną i owocowym sosem robią duży bałagan (ang. mess).
Potrzebujemy
tylko 2 składników : 6 białek i 340 g cukru (najlepiej trzcinowego,
miałko zmielonego w malakserze). Piekarnik nagrzewamy do 140 C. Ubijamy
pianę, stopniowo dodając brązowy miałki cukier. Ubitą na bardzo
sztywno pianę wkładamy do rękawa cukierniczego, lub zwykłego woreczka
strunowego z odciętym rogiem. Na brytfance rozkładamy papier do
pieczenia i formujemy bezy o średnicy około 8cm w odstępach około 3 cm.
Muszą być duże, aby z jednej bezy powstał pyszny deser. Pieczemy całą
godzinę, nie mniej i nie więcej. Po wystudzeniu przekrawamy na pół,
"nadziewamy" bitą śmietaną, polewamy sosem malinowym (maliny gotuję z
wodą i cukrem brązowym), przykrywamy górną częścią bezy i ot cała filozofia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)