Jak zorganizować rodzinny wakacyjny wyjazd, aby wszyscy byli zadowoleni? Niełatwo! Wyruszając na Podlasie i do Wilna, wiedzieliśmy, że będziemy dużo się przemieszczać. Samochodem, rowerem, (hulajnogą), pieszo... Każdy dzień planowaliśmy z wyprzedzeniem, aby wszyscy mogli się odpowiednio nastroić;) Nie powiem, że na zdanie *"Jutro jedziemy na wycieczkę" dzieci zawsze reagowały z entuzjazmem. Były sprzeciwy, że chcą pograć w piłkę przed domem, że chcą popływać w jeziorze i bardzo dobrze! Zgodziliśmy się jednomyślnie z Gerem, że to jest nasz wspólny czas z dziećmi i ich zdanie jest tutaj bardzo ważne. Zrobiliśmy sobie "dzień wewnętrzny". Dzieci wyhasały się z piłką, paletkami i wieczorem zapytały "Gdzie jutro jedziemy?". A my - "Na wycieczkę!". Na pewno świetnym pomysłem jest zaopatrzenie się w hulajnogi. U nas sprawdziły się one niejednokrotnie! Podczas gdy my chwytamy w kadry ulotne obrazy, dzieci są zajęte pokonywaniem przeszkód. Znudzenie osładzamy kolejnym lodem i dalej do przodu! Po tak męczącym dniu myślimy tylko o jutrzejszym plażowaniu. Jak się okazuje i jezioro może się znudzić i znów pada pytanie : "A jutro gdzie?". Mamy to szczęście, że nasze dzieci bardzo lubią czytać i nie mając choroby lokomocyjnej oddają się lekturze podczas jazdy samochodem. Problem pojawia się wtedy, gdy nagle książka się kończy, jest niedziela i perspektywa nabycia nowego wolumina nikła. Chyba, że ma się to szczęście (!), że trafia się na czynny antykwariat;))). Cała nasza czwórka przepadła! Zamiast gnać do przodu, bo plan napięty, my buszujemy między regałami. Dzieci rozsiadły się w rozchwianych fotelach i z "nowościami" w rękach odleciały! I tak zaopatrzeni w świeżutkie(!), pachnące(!) czytadła ruszyliśmy na spotkanie z regionalną kulturą. Trafiamy do Korycina, gdzie właśnie trwa "Święto Truskawki". Impreza nazwijmy, co najmniej średnia, ale najważniejsze jest pozytywne nastawienie i myśl, że w natłoku "badziewia i chińszczyzny", uda się wyłowić jakąś złotą rybkę. Mila miewa jeszcze ciągoty do pstrokacizny, ale gdy trafiamy na stoisko z ręcznie robionymi drewnianym zabawkami, nic już się nie liczy! Pingwinek i dwa muchomory lądują w koszyku, a obok nich przepyszne korycińskie sery. Czas wracać, a co jutro? Plaża!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podlasie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podlasie. Pokaż wszystkie posty
20 lipca 2015
14 lipca 2015
*Podlasie. Natura
Dla takiego mieszczucha jak ja, lubiącego deptać przestrzeń miejską, niełatwo było odnaleźć się w otchłani *podlaskiej natury. Dziesiątki kilometrów piaszczystych dróg, ukrytych wśród iglastych lasów, nie pokochały mojego miejskiego retro rowerka. Zmagania nagradzały widoki rozległych rozlewisk ukrytych wśród wodnej roślinności i małe drewniane chatki. Siedliska i domostwa na Podlasiu zdają się pamiętać zamierzchłe czasy. Na pierwszy rzut oka opustoszałe, ale w bliższym kontakcie nowe plastikowe okna krzyczą, że "nowinki" budowlane dotarły i tutaj.
Gdy na ciągnących się w nieskończoność polach, nagle wyłania się drzewo lub stodoła, to tak jakby samotny jeździec przysiadł na chwilę w trakcie swej podróży. Dokąd tu gnać? Stado krów rozpierzchło się po lekko falującej łące... Czyżby sielanka? Przydrożne krzyże wotywne, strojne w kolorowe szarfy, witają u progu wsi. Rdzennych mieszkańców już tutaj coraz mniej. Młodzi uciekają w poszukiwaniu lepszego bytu, a spuściznę po ojcach wystawiają na sprzedaż. Nie da się ukryć, że niektóre oferty są kuszące, ale ja już mam swój raj na ziemi:)
23 czerwca 2015
Sorry, taki mamy klimat...
Do szybkiego zatem!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)