Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

14 czerwca 2016

Magisterka, Kot Kapsel i Reebok Fitness Camp || Tydzień z Niką #1

Przetrwałam! Napisałam! Dzisiaj całość pracy poleciała do promotora, mam nadzieję, że już na ostatnie poprawki a potem już tylko drukowanie i obrona. Nie mogę się doczekać, aż będę to miała z głowy i będę się mogła zająć przyjemniejszymi rzeczami :P Choć już teraz czuję niesamowitą ulgę i mogę do Was pisać pijąc zimne piwko i głaszcząc małego kotka - ale o tym później ;)



A jeśli chodzi o przyjemniejsze rzeczy, to w tym tygodniu uczestniczyłam w Reebok Fitness Camp - evencie Reeboka, będącym powiedzmy maratonem zajęć fitnessowych. Polega to mniej więcej na tym, że jest kilka stref - yoga, crossfit, combat i scena główna, w każdej odbywają się zajęcia. Do tego kilka "secret spots" z dodatkowymi atrakcjami. Za każde zaliczone zajęcia i aktywności dostawało się punkty - najlepsi cośtam wygrywali. Całość odbywała się na Skrze, na terenie stały też foodtrucki a nawodnienie zapewniała firma Oshee. 

Za wrzucenie takiej foty do social mediów było 5 pkt. Tyle samo co za robienie burpees :D


Koniec końców ja zaliczyłam większość secret spotów - poza burpee challenge, na które się nie porwałam. Wlazłam za to na siatkę, żeby zrobić sobie "selfie", które wyszło cudownie - chciałam Wam pokazać, ale chyba je wywaliłam niechcący robiąc porządki w mailach :P





Byłam na jednych zajęciach jogi - niestety organizatorzy nie pomyśleli o jakimś podwyższeniu dla prowadzącej i nie za bardzo było ją widać. Na koniec zajęć wysiadł jej mikrofon i nie było jej też słychać. Do tego wszystkie sekwencje były bardzo szybkie i zanim ja zdążyłam załapać, co robimy, szła już kolejna asana (czy jak to się nazywa :P) Dlatego z tych zajęć nie byłam super zadowolona. Fajne były za to zajęcia Body Combat - takie cardio oparte głównie na kick boxingu i elementach sztuk walki. Aha, jakby ktoś się pytał, to koszt takiej zabawy to 50 zł. Dostaliśmy pakiety startowe, w których były koszulki (zwykła, cienka bawełna, nie sportowe), shakery, kilka próbek odżywek, supli, chia itp. i kilka zniżek od partnerów. 

Zawinęliśmy się jednak dosyć szybko bo... Jechaliśmy po naszego kotka! 



Już w drodze dowiedzieliśmy się co prawda, że kotów NIE MA. Przepadły, matka je wzięła, wyniosła, szukali wszędzie. No ale nic, postanowiliśmy i tak pojechać, poszukać, a nuż się znajdą a my się już nie będziemy stresować. Niestety - po godzinie poszukiwań nadal nic. Zrezygnowani i zasmuceni wróciliśmy do domu - poprzedni kotek, którego mieliśmy wziąć, nie dożył tego momentu, dlatego tym razem stresowaliśmy się jeszcze bardziej. Całe szczęście jak tylko weszliśmy do domu dostałam wiadomość, że kociaki się znalazły i następnego dnia mogliśmy odebrać Kapselka <3





Jest największym słodziakiem na świecie i nie wyobrażam sobie tego, że za chwilę  będę musiała go zostawiać samego na całe dnie. Póki co zachowuje się jak typowy dzidziuś - na zmianę szaleje i twardo śpi :D Nie wyobrażacie sobie nawet jak przyjemne jest patrzenie na zabawy takiego malucha :D A jeśli chcecie sobie wyobrazić, to zapraszam na snapa, którego kapsel chwilowo przejął - @pannanika . Dawka słodyczy jest tak ogromna, że koniecznie trzeba się nią dzielić :D

Z ciekawostek na dzisiaj jeszcze piosenka, którą ostatnio się zachwycam:


Jest w niej coś naprawdę magicznego. 

To chyba wszystko, czym chciałam się z Wami dzisiaj podzielić, wkrótce wracam z wpisami bardziej kosmetycznymi ;) Dajcie znać jak Wam się podoba taki mini przegląd tygodnia - nie jest to oczywiście mój pomysł, bo takie wpisy publikuje wiele blogerek. Myślę, że taki cykl może być fajną formą kontaktu między nami i zastąpić ulubieńców niekosmetycznych - zwykle do momentu, w których ich piszę, zapominam o wielu ważnych rzeczach ^^ To jak? Chcecie? 


Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

16 kwietnia 2013

Rolki rolki rolkiiiii!!! Wycieczka po Piasecznie i trochę o marudzeniu :)

Ten post zacznę od przytoczenia kolejnej historyjki z serii jak to Nika miała dobrze na blokowisku a jak jej źle na wsi. Ci, którzy mają ich już dosyć mogą od razu przeskoczyć do następnego akapitu :P

Jak część z Was może pamięta, przeprowadziłam się prawie dwa lata temu z uroczego osiedla z wielkiej płyty na warszawskich Bielanach do jeszcze bardziej uroczego domku z kominkiem (kto ogląda rodzinkę.pl to może sobie poimaginować) na południowym końcu Warszawy. Paradoksalnie, mieszkając w mieście miałam obok siebie las i kilka parków, oprócz tego całe osiedle było przeplecione zielenią i betonowymi alejkami idealnymi do jazdy na rolkach. Tutaj nie ma nawet gdzie iść na spacer. I nie, to nie jest tak, że ja przesadzam, bo jestem na zesłaniu. Tu na spacer się chodzi wokół mojego osiedla, ewentualnie do sklepu, a w poszukiwaniu większej rekreacji jedzie się do Fashion House'a. Tak więc od przeprowadzki na rolkach byłam RAZ, na Nightskateingu w Warszawie.

Pierwsze podejście do rolek zrobiłam w sobotę, chcąc zrobić rekonesans po okolicy. A nuż się coś znajdzie. Pojeździłam jakieś 20 minut, niestety wszędzie kostka, a uliczki kończą się ślepo w polu. Przyjemność z jazdy średnia. Ale to zawsze coś.

Dzisiaj pogoda była cudowna, w centrum co chwilę ktoś na rolkach, a ja marudzę, że poszłabym na rolki, ale tak bardzo nie mam gdzie. Pewnie, mogłabym wsiąść w pociąg i pojechać nad Wisłę, ale z tego już się robi grubsza wyprawa, a ja jak chcę iść na rolki to je zakładam i wychodzę, tylko wtedy to działa. Ale potem stwierdziłam, że tak nie można. Od dwóch lat narzekam, że nie mam gdzie jeździć, a nawet nie spróbowałam znaleźć rozwiązania.

Po wejściu do domu weszłam na mapy google i zaczęłam szukać w okolicy miejsca, gdzie dałoby się pojeździć. Et voila! W Piasecznie jest park miejski!

Sprawdziłam trasę, pokombinowałam jak pojechać tak, żeby mieć chociaż jako taki chodnik i wyszłam :)


Łatwo nie było. Wszystkie chodniki z kostki, tylko w kilku miejscach mogłam jechać po ulicy, spory kawałek musiałam przejechać wzdłuż ruchliwej drogi, po której jeżdżą TIRy i strasznie pylą. Ale to nie ważne. 
Już po pierwszych kilku metrach czułam się przecudownie, miałam łzy szczęścia w oczach i śmiałam się do siebie jak głupia :D Rolki są lepsze niż terapia, obiecuję :) 

Przy okazji pozwiedzałam Piaseczno, w którym wcześniej byłam tylko w celu pójścia do Rossmana i raz na basen :P

Miasteczko od strony trochę innej niż Puławska:



Park :)




Sam park niestety okazał się dość słaby, przede wszystkim bardzo zaniedbany, alejki niby betonowe ale potrzaskane strasznie. Ale i tak było warto :)

Plac miejski:




Tutaj na pewno jeszcze przyjdę i pokażę Wam więcej zdjęć :)

A całość od strony treningowej wyglądała tak:


Sto razy bardziej wolę to, od Chodakowskiej przed telewizorem. Jutro postaram się to powtórzyć, może trochę zmodyfikuję trasę :D

Jaki jest morał tej przydługiej historii, przez którą pewnie niewiele z Was przebrnęło, oprócz tego, że nie ma nic lepszego na chandrę, niż rolkowy zastrzyk endorfin? 

Zamiast narzekać, spróbuj znaleźć rozwiązanie, bo czasem może ono być trywialnie proste :)

Buziaki!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...