Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty

1 września 2016

Kokkino Nero - hotel, ceny, jedzenie, plaże i wszystko, co chcesz wiedzieć :D || Wakacyjny Tydzień z Niką (#11)

grecja | wakacje | wyjazd | rainbow | rainbow tours | greece


Kochani!

Jak zapewne już wszyscy wiecie, o ile śledzicie mnie na Facebooku lub Instagramie, ostatni tydzień spędziliśmy z moim mężczyzną na długo wyczekiwanych wakacjach w Grecji. Było ciepło, pięknie i smacznie. Ciekawi szczegółów? To zapraszam :)

21 stycznia 2015

Jak przetrwać sesję?

Niestety, to ten najstraszniejszy okres w roku. Nie wiem czemu, ale dla mnie sesja zimowa jest zawsze gorsza od tej letniej. Najprawdopodobniej ma to ścisły związek z tym, że ja w zimie po prostu nie funkcjonuję. Jak już zostanę prezydentem świata, to zarządzę sen zimowy w okresie od listopada do marca. Tak tak. No ale niestety. Póki co nie rządzę ja, tylko jakaś banda niekompetentnych panów w garniturach i egzaminy trzeba zdawać również w tym strasznym, szarym, zimnym i ciemnym okresie. Brr!

weheartit.com

No więc jak ja walczę z sesją? 

1. Przygotuj stanowisko pracy

Co by się nie mówiło o twórczym chaosie, o wiele przyjemniej uczy się w ogarniętym pomieszczeniu i jeżeli do notatek co chwilę nie przykleja nam się jakaś zagubiona w stosie papierów na biurku guma do żucia. Ja zawsze przed rozpoczęciem nauki sprzątam pokój: ogarniam biurko, ścielę łóżko, chowam ciuchy do szafy. Po pierwsze - mnie jako zodiakalną pannę (typową jak cholera) chaos niesamowicie rozprasza. Po drugie - jeśli posprzątamy najpierw, to gdy już zaczniemy się uczyć odpadnie nam ta forma prokrastynacji ;)

2. Nie zajeżdżaj się

To akurat zależy od kierunku studiów - ja wiem, że jedni mają łatwiej, drudzy trudniej, ale jeśli możesz, staraj się nie przesadzać, bo w którymś momencie mózg Ci się przegrzeje. Zrób sobie co jakiś czas przerwę na "zwykłą" książkę, odcinek serialu, spacer. I staraj się wysypiać! Mój mózg po 23 już niewiele absorbuje, mimo tego, że jestem zdecydowanie bardziej sową niż skowronkiem. 

3. Kawę i energetyki pij tylko wtedy, kiedy nie masz już wyjścia

Jeżeli będziesz pić za dużo takich specyfików, po prostu przestaną działać! Więc jeżeli nie czujesz, że masz kompletny zjazd, albo masz możliwość zrobić sobie przerwę na drzemkę, po prostu ich nie pij. Dzięki temu w sytuacji kryzysowej pomogą o wiele lepiej. 

4. Drukuj notatki

Wiem, że drzewa giną, ale o wiele wygodniej jest się uczyć z papieru, niż z komputera czy nawet tabletu. Po pierwsze - możesz po nich bazgrać, zaznaczać różne rzeczy, dopisywać własne myśli. Po drugie - wzrok się tak nie męczy :)

5. Rób notatki z notatek

Mnie zawsze ratują różnego rodzaju konspekty. Pomaga zwłaszcza, jeśli uczysz się z książki lub nie swoich notatek. Takie konspekty są też o wiele wygodniejsze przy powtarzaniu na ostatnią chwilę. Jeżeli musisz się nauczyć jakichś schematów i tego typu rzeczy, rozrysuj je sobie na dużej, kolorowej kartce i powieś ją w widocznym miejscu, tak, żebyś widziała ją co jakiś czas. 

6. Poucz kogoś 

Dla mnie świetną metodą nauki jest tłumaczenie sobie nawzajem różnych rzeczy. Naprawdę, w sytuacjach, kiedy nie mogliśmy się spotkać robiliśmy to nawet przez chat na facebooku ;)

7. Nagradzaj się

Po każdym napisanym egzaminie zrób coś miłego dla siebie - oczywiście w miarę możliwości. Chodzi mi o to, żebyś nie leciała od razu do kolejnej książki na kolejny egzamin, tylko dała sobie chwilę na zresetowanie mózgu. Czy to będzie szybki manicure czy wyjście do kina - w zależności od tego ile masz czasu - nieważne. Po prostu daj sobie trochę luzu ;)

To takie moje luźne porady, wynikające z kilkuletniego doświadczenia :P Oczywiście to, co sprawdza się u mnie, przy wzglęęęęędnie luźnym kierunku niekoniecznie musi się sprawdzić przy kuciu na prawie czy medycynie, ale myślę, że część rad jest dosyć uniwersalna :)


A jak Wy sobie radzicie z sesją? 

4 czerwca 2013

Jak żyć i nie zwariować.

Czy czujesz się szczęśliwa?


Dzisiejszy post może wyjść bardzo dziwnie, bo sama jeszcze nie do końca wiem, co chcę Wam przekazać i czy w ogóle warto, ale doszłam do wniosku, że jeżeli moje rozkminy mogą kogokolwiek do czegoś przekonać/zainspirować/zmotywować, to spróbuję. Może komuś się to po prostu przyda :D

Odkąd byłam mała - no może nie taka całkiem mała, załóżmy, że był to koniec podstawówki albo początek gimnazjum - przy każdej możliwości pomyślenia życzenia, prosiłam o to, żeby być szczęśliwą. Bez jakiejkolwiek definicji czy konkretnego obrazu. Po prostu chciałam być szczęśliwa. 
Ale oczywiście z moim wrodzonym lenistwem, umiłowaniem do prokrastynacji i generalnym podejściem, że tak jak jest nie jest źle, więc po co cokolwiek z tym robić. 

Później trafiłam na blogi typu Design Your Life, Happyholic czy Ania Maluje i byłam pod wrażeniem, że tym dziewczynom się chce. Że faktycznie coś robią, a nie tylko mówią.

A jeszcze później trafiłam na to:

Tak, ja wiem, to strasznie durne znajdywać motywacje do życia na kwejku. 
Ale wbrew pozorom na mnie takie banały działają najlepiej.
No bo niby dlaczego nie?

Więc zaczęłam od dzisiaj.

W tym momencie kończę wstęp z serii "Urzekła mnie Twoja historia", bo myślę, że nie potrzebujecie czytać o tym, co działo się w moim życiu przez ostatnie pół roku.
Przejdźmy teraz do meritum, czyli do tego, do czego przy tym wszystkim doszłam. 



Te z Was, które czytały "Projekt Szczęście" (ja już prawie kończę :P) pewnie pamiętają jej spis wielkich prawd. Czyli po prostu serię oczywistych banałów, które każdy z nas jakoś tam zna, ale prawda jest taka, że jak ktoś nam coś takiego powie, to dopiero wtedy to do nas trafia :D

Także zapraszam na Serię Życiowych Banałów wg Niki:

Żeby nie było - są to zasady, które staram się wprowadzać i jako tako się ich trzymać. Wcale nie twierdzę, że stałam się już ideałem i to wszystko świetnie u mnie działa :D
Niestety, jestem tylko kobietą xD

#1 Nie marudź i nie rób z siebie ofiary. 

Potrafię być największą marudą na świecie. Moi znajomi, którzy to teraz czytają wiedzą to na 100% :D Sprawia mi przyjemność marudzenie na pierdoły typu pogoda czy złamany paznokieć. 
Tylko w sumie po co?
Po co psuć humor sobie i osobom dookoła, skoro można znaleźć pozytywne strony praktycznie każdej sytuacji, albo poszukać rozwiązania. 
To właśnie przykład rzeczy, na którą marudziłam ponad rok. A rozwiązanie było banalnie proste. 

Gorszą częścią marudzenia jest robienie z siebie ofiary. 
Co to znaczy?

"Bo mnie nikt nie lubi"
"Bo mnie nigdy nie zapraszacie"
"Bo ja nie umiem tak ładnie rysować"
"Bo ja jestem gruba"

Nie lubimy słuchać takich tekstów, prawda?
To nie produkujmy ich sami. 

Jeżeli mamy wpływ na coś, na co narzekamy, to to zmieńmy, jeżeli nie to...

#2 Nie przejmuj się rzeczami na które nie masz wpływu, ani tymi, które nie mają wpływu na Ciebie. 

Jeżeli nie możesz czegoś zmienić, to jaki jest sens się tym przejmować? 
Lepiej zaakceptować, przyzwyczaić się, znaleźć pozytywy. 

Jeżeli coś nie ma wpływu na Ciebie, to czy warto robić z tego aferę? 
Nie mówię tutaj o olewaniu spraw ważnych, ignorowaniu sąsiada bijącego żonę czy zamieszek w Turcji, tylko dlatego, że przecież mnie to nie dotyczy. 

Chodzi mi o sytuacje, w których np. niektórych denerwuje, że inna osoba robi coś inaczej.
Nie podoba nam się jej ubiór, tusza, sposób na życie, ilość partnerów seksualnych itp itd
A co to zmienia w naszym życiu?
Nic.
To po cholerę zajmować sobie tym głowę.

I na koniec tego punktu:


#3 Jeżeli robisz coś z własnej woli, nie oczekuj nagrody

Jestem pewna, że przynajmniej raz w życiu zdarzyło Wam się zrobić coś "bezinteresownie", a potem być wściekłymi, że nie zostałyście docenione. 
Posprzątałaś cały dom na błysk sali operacyjnej i nikt nie zauważył. 
Odrabiałaś lekcje za koleżankę przez cały rok, a ona nie chciała się odwdzięczyć.
Takie przykłady można mnożyć i mnożyć, ale myślę, że doskonale wiecie, o czym mówię. 

Jeżeli robisz coś dla kogoś, żeby sprawić mu przyjemność, nie oczekuj, że ta osoba Ci się odwdzięczy, że będzie Cię całować po stopach, ani że w ogóle to doceni. 

Ciesz się, że komuś pomogłaś, że zrobiłaś coś dobrego i pomagaj dalej.

Bo pozytywna energia i tak kiedyś do Ciebie wróci ;)

#4 Rób to, co sprawia Ci przyjemność i miej innych gdzieś

Ten punkt sprowadza się tak naprawdę do tego, żeby nie przejmować się tym, co inni myślą. 
Bo jeśli jesteś w czymś dobra, to nieważne, czy haftujesz, piszesz bloga, robisz ludziki z kasztanów czy hodujesz poziomki - to zajebiście, że jesteś w czymś dobra. Ci, którzy śmieją się z Twojej pasji po prostu zazdroszczą Ci tego, że jakąś masz.

A nawet jeśli nie jesteś w tym dobra, ale sprawia Ci to przyjemność, rób to dalej  i się nie wstydź - w końcu to Tobie ma sprawiać przyjemność. 

Ja bardzo długo ukrywałam to, że mam bloga. 
Teraz w sumie nie wiem po co. Kto się pośmiał ten się pośmiał, komu się spodobało ten czyta go dalej. 
A ja nie muszę się już przejmować tym, że ktoś znajdzie coś, czego nie powinien. 

#5 Nie obrażaj się, bo:


#6 Spędzaj czas z pozytywnymi ludźmi

bo nie ma nic gorszego, niż trucie sobie życia osobami, które ciągną Cię w dół, zamiast pchać do góry. 
Zerwij kontakty z ludźmi, którzy sprawiają, że czujesz się źle. 
Albo spróbuj im wytłumaczyć, że nie życzysz sobie, żeby to robili. 

I na koniec pozytywny akcent: 




Nie mam pojęcia czy ten post Wam się spodoba i czy nie zbłaźniłam się kompletnie wypisując tu te wszystkie banały :P 
Dajcie znać w komentarzach co o tym wszystkim sądzicie i jakie są Wasze sposoby na radzenie sobie z życiem ;)




Chcę Was też przeprosić za przestój na blogu. Dopadła mnie przedsesyjna rzeczywistość, która w połączeniu z moim niskim ciśnieniem sprawia, że jeżeli już mam wolną chwilę, to śpię, nie mając siły na nic, niestety z wymyślaniem notek na bloga włącznie. Myślę, że doskonale rozumiecie, że nie ma sensu, żebym pisała na siłę, kiedy nie mam weny, czasu i ochoty ^^ Będę się starać jak umiem, ale nic nie obiecuję.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...