Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty

18 lutego 2016

Zoeva Rose Golden - paletka dla każdego?


Dziś chcę Wam opowiedzieć o paletce cieni do powiek, którą dostałam na święta. Jest to paleta marki Zoeva, wersja kolorystyczna Rose Golden. Czy paleta mi się spodobała i czy warto ją kupić? Czytajcie dalej :)


Paletka mieści się w papierowym magnetycznym opakowaniu - bez lusterka. Aby nie otwierała nam się przypadkiem, producent wsadził ją jeszcze w kartonik - jego kolorystyka i wzór są takie same, jak właściwej palety. Opakowanie jest porządne, jeszcze nic mi się nie zniszczyło, dodatkowo nie ma tutaj ryzyka urwania zawiasów czy połamania zamknięcia ^^


Znajdziemy tutaj 10 cieni - 3 matowe i 7 metalicznych. Mają fajną konsystencję, raczej się nie osypują, te metaliczne wręcz ślizgają się po powiece. Metalicznych używam chyba wszystkich, z matów często posiłkuję się Luster jako bazą i Wonder Full w załamaniu. Jedynym cieniem, którego nie użyłam chyba ani razu, jest Harmony. Jeśli miałabym wskazać, czego mi tu brakuje, to chętnie widziałabym w tej palecie jeszcze jeden cień do załamania, tym razem jaśniejszy. Wtedy nie musiałabym otwierać innych palet przy makijażu. 


Swatche pokazują, jak dobrze napigmentowane są te cienie. I naprawdę nie znikają przy blendowaniu, ładnie się łączą, nie robi się z tego jedna wielka szara plama, jak to bywało przy tańszych paletkach, których używałam. Cienie są raczej ciepłe, w odcieniach różu i złota (wpadającego czasem w miedź) więc będą dobre dla niebieskich i zielonych oczu, ale wydaje mi się, że brązowe oczy również uda się nimi ładnie podkreślić ^^ Poniżej dla zainteresowanych skład.


Cena tej palety nie jest bardzo wygórowana - z przesyłką zapłacimy za nią około 80 zł, na przykład tutaj. Myślę, że jak za taką jakość, jest naprawdę warta takiej ceny. Zamiast kupić kilka palet tańszych marek, na które później będziemy się tylko wkurzać i suma summarum pójdą w odstawkę, lepiej kupić jedną paletę, której używanie będzie nam sprawiało przyjemność. 

Ja jestem nią zachwycona i pewnie za jakiś czas dokupię jeszcze jedną paletę tej firmy, w nieco innej tonacji. Myślę, że mogę ją polecić każdemu, kto lubi tego typu kolorystykę i metaliczne cienie. 

Znacie palety Zoeva? Możecie mi jakąś polecić? :) 



Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

25 listopada 2015

"Prawie" jak Naked - W7 In the buff - lightly toasted




Paletki Urban Dekay Naked wstrząsnęły światem kosmetycznym. Jak to się zwykle zdarza w takich momentach, na rynku pojawiło się wiele "inspirowanych" paletek - za o wiele mniejsze pieniądze. Po tym jak do drogerii Natura wprowadzono markę W7 w moje ręce wpadła paletka In the buff - lightly toasted. 



Inspirację paletkami Naked widać już po pudełku. Metalowa, porządna kasetka, wytłoczone napisy - nic do zarzucenia. W środku oprócz 12 cieni znajdziemy pędzelko-pacynkę - w sumie całkiem fajną. Cienie są tutaj za równo matowe, jak i takie "cięższe", metaliczne. Kolory - dosyć szeroka paleta nudziaków - brązy, złoto, róże, czarny i szary.




Z pigmentacją jest różnie. Poniżej możecie zobaczyć swatche (wybitnie nie po kolei) pomazane palcem. Niestety przy nakładaniu pędzlem jest dużo gorzej - cienie się osypują, te metaliczne się nie nakładają, te matowe znikają przy rozcieraniu. No cóż. Ale jak się trochę popracuje, to można z nich coś wyciągnąć ;)





Za niecałe 30 zł nie możemy się spodziewać idealnego odpowiednika Naked. Ale czy w ogóle warto kupić tę paletkę? Szczerze mówiąc, nie sądzę. Chyba lepiej kupić sobie 3-4 pojedyncze cienie w kolorach, których naprawdę będziemy używać, niż paletkę, która będzie sobie leżeć i od czasu do czasu maźniemy jeden cień. 

Może Wy znacie jakiś lepszy odpowiednik paletni Naked? 



Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

1 października 2013

Brzoskwinka od Inglota idealna dla niebieskookich :)

Wybrałam się z rodzinką na zakupy do fashion house. Przez dwie godziny nie znalazłam nic. W akcie rozpaczy zajrzałam na wyspę Inglota. I jest! Pośród wkładów cień idealny, za zawrotną cenę 5 zł. Biere! Ale co? Nieee ma. Ekspedientka schowała tester i tyle go widziałam. 
No trudno. 
Zła jeszcze bardziej, że nic nie kupiłam poszłam zjeść deser. Wracając mijałam wyspę Inglota znowu. Przyjrzałam się dokładniej drugiej stronie stoiska i był tam on! Większy i droższy o całe 9 zł ale był! No to wzięłam. I to jest miłość od pierwszego wejrzenia :)








Prawda, że piękny? :)

I pytanko - czy da się go jakoś bezboleśnie zdepotować? :P

29 lipca 2013

Pomarańczowy migotek od KKcenterhk

Niełatwo jest znaleźć cień, który sam buduje cały makijaż oka. Takie produkty przydają się jednak w te dni, kiedy już dawno powinnyśmy być w drodze, a nie zdążyłyśmy jeszcze wypić porannej kawy. Kto ma czas na zabawę w blendowanie, podkreślanie załamania i dobieranie kolorów w takich sytuacjach? 

Cień mimididi z kkcenterhk może się przydać w takiej sytuacji. 


Cień przychodzi do nas w wygodnym plastikowym opakowaniu z lusterkiem i aplikatorem. Jest go strasznie duuużo i nie mam pojęcia czy kiedyś uda mi się to zużyć :D




Cień ma wykończenie półperłowe z drobinkami, które niestety są jego największą słabością. Aplikacja cienia wymaga wprawy, inaczej drobinki mamy zaraz na całej twarzy. 


Na bazie cień trzyma się bardzo dobrze. Świetnie pasuje do niebieskich oczu i moim zdaniem bardzo dobrze wygląda solo.


Gdyby nie upierdliwe drobinki na pewno zostałby moim codziennym ulubieńcem.

Do kupienia TUTAJ!

Produkt został mi przekazany do testów, nie ma to jednak wpływu na moją opinię.


6 kwietnia 2013

Najfajniejsze w marcu...

...czyli ulubieńcy :)

Seria którą kiedyś rozpoczęłam, a potem przepadła. Myślę, że fajnie będzie do niej wrócić :)

Najpierw kosmetycznie:


1. Malinowy krem do rąk Balea - pachnie cudownie i ma lekką konsystencję, dzięki czemu można uzywać go "w biegu"

2. Suchy szampon batiste w wersji dla średnich włosów - nie zostawia takiego strasznego białego pyłu. Polecam ciemnym blondynkom stanowczo.

3. Paletka maybelline w kolorze 95 coral oasis - mam ja ze Stanów i nie wiem czy ta wersja kolorystyczna jest dostępna u nas. Przy pomocy pierwszego i ostatniego cienia można zrobić bardzo ładny dzienny makijaż :)

I teraz niekosmetycznie :)


Absolutnie genialna książka, trochę w stylu Masłowskiej, ale moim zdaniem lepiej napisana. Sposób, w jaki główny bohater postrzega świat  totalnie do mnie trafia, a to, że fabuła opiera się na wątku miłosnym nie ma żadnego znaczenia :)


Podobno cytowanie Marylin to obciach. Ja tam się nie znam, ale ten tekst bardzo do mnie trafia w tym momencie ^^

Muzycznie:

Sporo piosenek męczyłam w zeszłym miesiącu, ale spróbuję się ograniczyć do kilku:P




I powód do dumy - zaliczenie wszystkich poprawek! :D

Znacie coś z moich ulubieńców?

4 grudnia 2012

Paletka za grosze: Technic Electric Metalix

Pamiętacie moją akcję z pierwszą paletką sleek? Tym, które nie pamiętają przypomnę, że okazało się, że na te cienie jestem uczulona. Co prawda nie sprawdzałam na innych paletkach niż oh so special, ale nie chcę ryzykować zakupu kolejnej paletki, która może chcieć mnie skrzywdzić :P

W każdym razie sleek u mnie odpada. Wszystkie dziewczyny, które bawią się makijażem na pewno wiedzą, jaka to strata. Do tej pory nie mogę tego odżałować, bo w ich kolorach jestem zakochana. W dodatku ta cena... 

Ile było radości, gdy od Orlicy dowiedziałam się o taniutkich paletkach technic electric. 
A jeszcze więcej gdy mój wspaniały mężczyzna wczoraj mi taką wręczył :D


Paleta bardzo przypomina wyglądem cudeńka sleeka...
A koszt to 18 zł z przesyłką :)



W środku mamy 12 cieni wielkości 50 groszówki.


Pierwszy, biały cień pokruszył się podczas przesyłki. 
Naprawiłam jak umiałam ^^

Swatche:





Cienie są mocno perłowe (w koncu to paletka metalix) i całkiem nieźle napigmentowane. 

Problemy z tą wersją kolorystyczną są dwa.
Wcale nie ma tu 12 kolorów :D




O ile te najjaśniejsze delikatnie różnią się odcieniem, tak miedziane, szare i w pewnym stopniu te żółte, są identyczne moim zdaniem ^^

Drugi problem, jest taki, że nie zrobimy całego makijażu jedną paletką. Przynajmniej ja nie umiem. 
Na oku zlewa mi się to wszystko w jedną wielką perłę i świeci ^^

(użyłam tu 4 różnych kolorów z tej paletki ^^)


Cóż, generalnie jestem zadowolona, zwłaszcza jak za takie pieniądze. 
Ale przyznam szczerze, że bardziej odpowiada mi kolorystyka dwóch pozostałych paletek:
jedna jest mega kolorowa, wręcz dyskotekowa: KLIK
a druga cała w fioletach: KLIK

Brakuje mi w mojej kolekcji kolorowych cieni, których mogłabym użyć raz na jakiś czas do jakiegoś bardziej szalonego makijażu. Nie chcę wydawać pieniędzy na pojedyncze cienie w tym typie, dlatego jeżeli nie dorobię się paletki typu 88 kolorów to pewnie zainwestuje w dwie pozostałe :)

Znaleźć je można na allegro i w sklepie urodomania :)

Znacie te paletki?
Co o nich sądzicie?

A może polecacie coś lepszego z podobnej półki cenowej?




16 września 2012

Swatch: MIYO OMG Eyeshadows - Champagne, Toxic, Starshine.

Obiecywałam, że cieni MIYO będzie co raz więcej. Dzisiaj kolejne swatche, tym razem dwie perły i jeden mat:


Champagne to lekki, kremowy brąz, trochę kawa z mlekiem, toxic to kwasowa zieleń, starshine to stalowy szary.



Toxic rozwalił mi się podczas depotowania, naprawiałam go, jednak nie wcisnął się dobrze w wypraskę, teraz przy robieniu zdjęć rozwaliłam go znowu... Niestety przy naprawianiu stracił fajną konsystencję, teraz jest twardszy i trzeba się trochę namachać, żeby uzyskać intensywny kolor.


w cieniu


w słońcu

Ta formuła cieni nie zachwyciła mnie tak jak metaliczna, ale jak za taką cenę (4,99 za sztukę) to cienie są rewelacyjne.
Tak jak już pisałam, mat niestety sporo stracił przy naprawianiu, kiedy był świeży o wiele ładniej wyglądał na swatchach. 

Czy kupię kolejne cienie miyo? Na pewno. Póki co nie ciągnie mnie do cieni inglota czy innych tego typu firm, w szafie miyo znajduję wszystko to, czego potrzebuję.

Wiele z Was pisze, że nie ma dostępu do kosmetyków miyo, a chętnie przetestowałaby te cienie  - można je bez problemu kupić na allegro - obejrzyjcie swatche w internecie, zapiszcie numery. Cena jest tak śmieszna, że warto zaryzykować ;)


30 sierpnia 2012

MIYO: Happy Suzy, Rockstar Robyn, Lucky Mia

Przychodzę dzisiaj do Was z obiecanymi swatchami cieni MIYO :)
Wszystkie trzy są z serii metalicznej.

w cieniu

w słońcu


Etykiety

Cienie są przede wszystkim bardzo duże. 
Za 5 zł dostajemy 3 g produktu. No żyć nie umierać! :D

w słońcu

W cieniu

Na zdjęciach idealnie widać ich konsystencje. Cienie są jakby mokre, trochę kremowe. Można nabrać za dużo na pędzel, ale za to ładnie przyklejają się do powieki.
Pigmentacja jest super!

Na moich tłustych powiekach nawet bez bazy nieźle się trzymają.


Tutaj możecie obejrzeć jak komponują się z niebieskimi oczami:

Rockstar Robyn


Lucky Mia

Złotka czy też miodku użyłam w tym makijażu:

Happy Suzy

Nie próbowałam jeszcze cieni matowych i perłowych, ale niedługo będą moje. Mam całą listę kolorów, które koniecznie chcę kupić. Za taką cenę mam ochotę mieć je wszystkie, niestety w mojej drogerii często brakuje kolorów.

Są też dostępne na allegro :)

A tak aktualnie wygląda mój glambox:


Jeszcze chwila i będę musiała kupić drugi, specjalnie na MIYO :D Albo nawet dwa :P

Aha, cienie depotuję metodą Digital Girl, czyli na prostownicę :) Na youtubie możecie znaleźć jej filmik.

Co sądzicie o tych cieniach?
Może polecacie jakieś kolorki?

Buziaki!






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...