Żabi król

czwartek, 13 sierpnia 2020
Ja swojego królewicza już mam,
ale jeśli któraś poszukuje to udostępniam ;)
Można spróbować szczęścia ;)


Zdarza się, żę podczas przeciągających się upałów coś do nas przyskoczy ;)
Prosto od furtki...
Najpierw zdjęcie telefonem, a potem biegiem po aparat.


Całować czy nie całować ?!


Szansa na królestwo poczłapała w krzaki ;)


:)



Czytaj dalej »

Sójka w kąpieli

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Dzisiejszy tytuł parafrazuje wiersz Aleksandra Fredry ;)
W naszej kałuży na pewno nikt się nie poparzy,
 temperatura stała, woda wolna od chemii, jedynie naturalne zanieczyszczenia. 


Często pytacie, czy komary nam się nie zalęgają, ono nie, bo następuje dość często wymiana, używamy jej po prostu do podlewania, dolewamy czystej. Taka odstana najlepsza do podlewania. Przypominam, że nasze kałuże umiejscowione w miejscach cienistych, w słońcu byłoby trudno utrzymać je bez wspomagania mechanicznego lub chemicznego. 


W tym sezonie poziom wody za sprawą opadów deszczu utrzymywał się niepokojąco wysoki, ale jednak nie doszło do wylania ;)  Czyścimy ją tylko raz w sezonie, po zimie. Wypompowujemy całkowicie, wzruszamy kamyki, płuczemy.


Pozdrawia 
spółka
Anna & Sójka

;)
Czytaj dalej »

Kto korzysta z naszej kałuży?

poniedziałek, 3 sierpnia 2020
Ptaki uwielbiają nasze kałuże.
Nie raz pokazywałam zdjęcia z subtelnych kąpieli sierpówek czy raban w wykonaniu wróbli.
Wśród stałych bywalców znajdziemy też kosa, 
który za możliwość toalety odwdzięcza się nam pięknymi trelami, 
są też szpaki, sroki czy sójki.
Kto jeszcze korzysta z naszej kałuży?

Jeż. 


Mieszka z nami już 4 rok. Chodzi tymi samymi ścieżkami, równiutko wzdłuż obrzeża z bruku, swój domek ma w okolicach naszego kompostownika. Gdy był młody, upał pobudzał pragnienie tak mocno, że można było go spotkać jeszcze jak było widno, z wiekiem stał się bardziej ostrożny 
i widujemy się tylko ciemną nocą. Dlaczego sądzę, że co roku to ten sam, ano dlatego, że przechadza się tymi samymi szlakami, i z każdym rokiem widzę, że większy, służą mu widać ilości ślimaków. Zaśmiewałam się z niego ostatnio, że wygląda już jak mały prosiaczek ?! Naprawdę ! Osiągnął już niezły rozmiar i na swych krótkich nóżkach wygląda przezabawnie. Przemykając zawsze tą samą trasą do wodopoju robi głośny rumor. By go spotkać trzeba siedzieć cichutko, przy gościach raczej się nie pokazuje.






Jeż zachodni zwany też europejskim Erinaceus europaeus osiąga długość tułowia do 35 cm
i podobno może żyć od 7 do 8 lat.


Pozdrowienia najeżone uśmiechem przesyłam

;)

Czytaj dalej »

Sławomir

piątek, 10 sierpnia 2018
Miłość, miłość w Łabajowie 
nas spotkała...
Mistrzem fotografii jest on,
a ja królową  ogrodu

;)


On zaraził mnie fotografią,
ja wszczepiłam mu pasję do ogrodnictwa.

Dziś współpracujemy w obu płaszczyznach.Wprowadzam go na strony bloga bo zapewne będzie się tu więcej pojawiał, ze względu na to, że coraz częściej uczestniczy w moich zawodowych realizacjach ogrodowych, a i jest współtwórcą naszej zielonej historii. Gdyby nie Sławomir, to zapewne moje zdjęcia nie byłyby tak zielone, zwłaszcza w tym roku ;). Nie mamy systemu nawadniania, wszystko podlewamy ręcznie. Ja mam pod opieką doniczki, Sławek trawnik i rabaty.
I tutaj chciałabym przedstawić moje stanowisko do  spotkanej ostatnio tezy ''Bez systemu nawadniającego nie ma sensu zakładać ogrodu, z góry skazujemy się na porażkę''. Nie zgadzam się z taką opinią, owszem system nawadniający jest wspaniałym wynalazkiem i wyjątkowym sprzymierzeńcem w wysiłkach pielęgnacyjnych ogrodu, ale nie pozbywajmy nadziei na zielony azyl tych, którzy na taki wydatek na początku swojej przygody ogrodowej nie mogą sobie pozwolić. Nasz ogród jest tego najlepszym przykładem. Nie mamy zraszaczy, nie mamy linii kroplującej na rabatach, a jednak jest zielono, ba powiedziałabym nawet, że i bujnie ;)
Powierzchnia naszej działki to 1300m2, przy czym sporo powierzchni zajmuje dom, wybrukowany podjazd oraz garaże. Zdarza mi się ostatnio projektować bardzo duże ogrody i zgadzam się, że przy powierzchni działki między 2000m2, a 5000m2 i kompleksowej realizacji pozostawienie takiego metrażu bez systemu nawadniającego dobrze się nie zakończy, zwłaszcza jeśli ogród zakładany jest latem. Ale...Jeśli ogród, tak jak w naszym przypadku zakładany był etapami, to na każdym etapie człowiek znalazł czas by zadbać o nowo posadzone  rośliny, w następnych latach pojawiały się kolejne, a tamte były już starsze, silniejsze i radziły już sobie całkiem dobrze, nie wymagały już takiej uwagi czyt. podlewania. Nawet zakładanie trawnika zostało podzielone na części, ale pozwoliło nam to bez problemu zadbać o nowo posianą trawę, a różnicy na trawniku nie wypatrzycie, tylko my wiemy co było pierwsze, co ostatnie ;) Oczywiście trzeba mieć plan i zrobić to z głową. Gdybyśmy chcieli wszystko wykonać przy pierwszym podejściu, zapewne by nas to pokonało, człowiek pracuje zawodowo i przecież nie żyje samym tylko ogrodem. Dziś podlewanie skupia się przede wszystkim na donicach i trawniku, rabaty też, ale rzadko, rośliny po prostu muszą sobie radzić i... radzą :)

Dlaczego nie zdecydowaliśmy się na system nawadniający ?

Przyczyna jest jedna. Mamy swoją studnię, ale woda posiada mikro zanieczyszczenia w postaci iłu, który zakleiłby nam dysze spryskiwaczy w ciągu tygodnia. Kolejne próby oczyszczenia tej wody niestety skończyły się fiaskiem, po prostu się nie da. Zatem Sławomir lata z wężem, Anna z konewką ;)

Podsumowując: Jestem zwolenniczką montowania w ogrodach systemów nawadniajacych. Jeśli ktoś może sobie pozwolić na system to nie ma nad czym się zastanawiać, to rewelacyjny pomocnik i komfort, ale można cieszyć się zielenią w swoim ogrodzie i bez systemu nawadniającego. 

Na koniec rada dla czytelniczek: 

Jeśli marzy Ci się ogród zaszczep miłość do ogrodu w małżonku ;)



Pozdrawiam i powodzenia życzę

 ;)

PS. Dla Sławomira ten post to niespodzianka, mam nadzieję, że mnie jeszcze usłyszycie ;)
Szanowny małżonek złapany w kadr podczas prac ogrodowych zatem w uniformie roboczym ;)
Eleganckiego Sławomira można było sobie zobaczyć 1 lipca 2018 ;)



Czytaj dalej »

Kąpielisko dla ptaków - post techniczny

niedziela, 4 października 2015


Dziś w temacie ,,Jak to jest  zrobione ? ''
Temat trochę nie na czasie...Zostałam jednak o to poproszona, ponaglona... ;)
Dlatego proszę...szczegóły techniczne ''Kąpieliska pod hortensją''
Zdjęć z poszczególnych etapów  pracy niestety brak ponieważ wtedy takich rzeczy nie fotografowałam. Mam tylko plany ogólne z postępów prac.
Przedstawiam jednak dla porównania  parę fotek tego miejsca sprzed 5 lat i tegorocznych.

Do wykonania tego typu oczka potrzebujemy:
1. Łopata
2. Taczka
3. Piasek
4. Geomembrana EPDM czyli czarna folia.
5. Żwir
6. Wąż ogrodowy
7. Facet do wykopania dołu w kształcie przez nas wymyślonym.

Kopałam  te doły sama, więc jeśli macie kobitki trochę krzepy to pkt.7 można pominąć ;)
Zyskacie na pewno na czasie ;)
Wężem ogrodowym wyznaczacie sobie swój kształt. W moim przypadku jeden prawie okrągły, drugi w kształcie łezki.



Głębokość dołu niewielka jakieś 30 cm. Brzegi oczka łagodnie wyprofilowane, nie można zrobić stromych brzegów bo żwir będzie się osypywać.
Po wykopaniu dołków, usuwamy nierówności, kamyki, patyki, korzenie. Wysypałam sobie na dno i boki trochę piasku około 5 cm, by mieć pewność, że po czasie żaden kamień, czy jakiś korzeń nie wysunie się z ziemi i nie  przebije mi folii. Następnie przykładamy folię i docinamy. EPDM jest wyjątkowo plastyczny  i w miarę łatwo daje się układać. Zwykłej folii nie polecam bo jest zbyt sztywna i trzeba wtedy użyć więcej żwiru by przysypać zakładki, które powstają przy wykładaniu dna. Potem zasypujemy żwirem, tak by nie było widać czarnej membrany, jakieś 5cm do 8cm. U mnie frakcja żwiru od 6mm do 30mm. Żwir należy wcześniej  wypłukać. Jeśli ktoś tego nie zrobi to musi potem wypompować pierwszą wodę by uzyskać czystą. Sprzątamy narzędzia. Następnie robimy sobie kawę i serwujemy pyszne ciacho w nagrodę. Cieszymy się :) Wkrótce wieść gminna rozniesie się i będziecie mieć skrzydlatych gości ;). A jeszcze jedno...spodziewamy się bólu kręgosłupa ;)

Mój rysunek...może łatwiej zobrazuje powyższe słowa...;)


Na wstępie napisałam, że temat trochę nie na czasie ponieważ nie ma sensu robić tego jesienią.
Lepiej te prace wykonać sobie z wiosny gdyż po zimie zawsze oczko trzeba oczyścić, wypompować brudną wodę.Jeśli zrobimy sobie takie ''kałuże'' początkiem sezonu to mijamy jedno zimowe sprzątanie ;)

A teraz porównanie '' BYŁO...JEST...''

2010
                                                              





2015 



2010



2010

2015

Nie mam żadnej pompy i żadnych roślin. Nie mam też komarów ;)
Czystość wody utrzymujemy naturalnie. Gdy brudna, trzeba wymienić...
Czasem posiłkujemy się  chemią basenową. Kupujemy  takie krążki basenowe,
ale umieszczamy je tymczasowo. Na dwa,trzy dni i wyciągamy. Za jakiś czas znowu...
Ptaki brudzą mocno wodę. W tym sezonie wizyty były częste, a kąpiele wzmożone dlatego zmienialiśmy wodę 3 razy. Nie są to jednak ogromne koszty bo wody nie jest tam tak dużo.
Brudną wykorzystuję do podlewania.



Kałuże umieszczone są w cieniu. To jest warunek !!! Jeśli będą w słońcu, glony opanują oczko i bez pompy się nie obejdzie. U mnie słońce zagląda do kałuż tylko rankiem...


Październik kąpie nas w słońcu ;)
Ciepłego tygodnia życzę...

Anna




Czytaj dalej »

Kąpielisko pod Hortensją ;)

czwartek, 3 września 2015


To już niestety tylko reszta towarzystwa, które wyśmienicie się bawiło...:)
Było ich chyba z 30 !!!
Poziom wody po takich kąpielach bardzo niski ;)
Zanim wróciłam  z aparatem było już po...
Zastałam garstkę...



Pozdrowienia z ''pluskiem''  zostawiam ;)

Anna


Czytaj dalej »

Wczorajszy ciepły wieczór i dzisiejszy obiad :(

sobota, 29 sierpnia 2015

Lato trwa...:):):)
Wczorajszy wieczór był wyjątkowo miły i ciepły.
Było tak cudownie...Nie chciało mi się wracać na noc do domu......
Nazajutrz.
-Siedzicie do późna, a ja rano gaszę za Wami światło !!!
Wszystko się świeciło przez całą noc! -oburzony głos mojej mamy.
-Nikt nie pamięta by zgasić tylko JA 
;)


...i największa ''lampa'' wczorajszego wieczoru ;)
A na zdjęciach taki malutki.



Dziś na obiad miało być leczo. Nie spodziewajcie się jednak przepisu i fotek pachnącego talerza z dymkiem ;). Nigdzie nie było cukinii. W pobliskim warzywniaku same zgniłki?! Nie mogę tego zrozumieć, przecież to sezon na tego typu warzywa. Dorwałam dwie malutkie sztuki w Biedronce, w Tesco-zero. Przypadkiem polecono mi jedno miejsce. Pojechałam do lokalnego sklepu, gdzie rzeczywiście udało mi się nabyć dość dorodne 4 cukinie. Zawsze obieram cukinie ze skórki i wybieram nasiona, ale tym razem postanowiłam, że pójdę za przykładem bratowej. Skroiłam ze skórką dwie z Biedronki, natomiast skórka pozostałych po umyciu nie wyglądała zbyt apetycznie. Wyglądały już na nie najświeższe więc zaczęłam starym zwyczajem obierać je z tej zielonej skórki. Po zakończonej pracy poczułam lekko ściągniętą skórę na dłoni, jakby został mi sok. Umyłam ręce. Za chwilę znowu silne uczucie ciągnięcia...znowu umyłam, ale tym razem przypatrzyłam się dłoniom.Nie mogłam uwierzyć...


Dla porównania druga ręka, w której trzymałam nóż, ale już po kilku myciach i to cytryną.
Widać na kciuku gdzie był kontakt z ''warzywkiem''


Czym oni je pryskali ??? Czy to było na skórce ? Czy to jest w środku warzywa?
Skoro na dłoniach znajduję się najmniej wrażliwa skóra, a dochodzi do takiej reakcji ???
To co nabłonkiem przełyku albo żołądkiem ?

W tym sezonie po raz pierwszy nie mam swoich warzyw. W przyszłym sezonie wracają :)
Nie raz obierałam te warzywa. Nigdy nie spotkało mnie coś TAKIEGO :(
Cukinię w poniedziałek zawożę do Sanepidu. Chcę wiedzieć czym mnie trują.Nie zostawię tego.
Dam znać o wynikach.

Spokojnej nocy...



Spójrzcie w niebo, księżyc ostatnio jest niesamowity !!!
Dziś też...:):):)

Czytaj dalej »

Gdzie byłam kiedy mnie nie było...;)

niedziela, 23 sierpnia 2015
Gdzie byłam ?
W ogrodzie...


Z nimi...


i  z nimi :)


Przyjaciel ogrodu :)
Mamy zaprzyjaźnioną parę.
Tym razem wpadł na łyka solo...;)


  Rozpoczął się najpiękniejszy czas w moim ogrodzie. 
Pełnia lata.
Pełnia mojego ogrodu.
Kwitną hortensje...


Każdą wolną chwilę spędzam teraz tutaj by nacieszyć się tym wszystkim.
Nasycić oko zanim wślizgnie się do ogrodu Pani Jesień
Jak najwięcej i jak najdłużej.
Uwielbiam ten czas...
Uwielbiam LATO...
Uwielbiam hortensje...
i spokój jaki daje mi ogród...
i
nieważne, że ciągle coś jest do zrobienia.
Zawsze tak będzie bo...

A garden is a thing of beauty
and  a job forever


...ale ogród to nie tylko praca ;)


Miłego niedzielnego popołudnia Wam życzę...
i wybaczcie
 uciekam do nich...
Czekają na mnie...;)

U nas znowu...UPAŁ !!!
A u Was ???



Czytaj dalej »

Zielona kurtyna ;)

niedziela, 16 sierpnia 2015
Mój ogród to takie m5 ;)
Składa się z przedogródka, 2 pokoi, części wjazdowej do garaży oraz warzywnika.
Jeden z pokoi ogrodowych dobrze znacie, najczęściej pokazywany tutaj.
To ten z ławeczką i placykiem do biesiadowania oraz kałużami ;)




Drugi ''pokój'' znajduje się za pergolą. Rzadko pokazywany przeze mnie bo w ciągle jeszcze w takcie realizacji-plan kilkuletni ;) Prowadzą do niego dwa wejścia. Jedno przesłonięte zieloną kurtyną.
Pamiętam z dzieciństwa dom mojej koleżanki, w którym latem w drzwiach wejściowych, zawsze otwartych powiewały kolorowe plastikowe paseczki. Paseczki w kolorach tęczy zabezpieczały przed wpadaniem owadów do domu tzw. paski drzwiowe na muchy ;). Jako mała dziewczynka byłam nimi zachwycona i nie mogłam zrozumieć DLACZEGO moi rodzice nie chcą kupić takich samych ?! Dziś po latach, mam w końcu swoje paseczki :) Wprawdzie nie kolorowe, nie plastikowe...Cóż wyrobił mi się gust. Zachwyt nad paskami został. Kolorowa zasłona z pasków na drzwi jest dalej dostępna, ja jednak zostanę przy zielonych.




Macham do Was zza zielonej kurtyny :)

Anna



Czytaj dalej »