Z przymrużeniem oka traktuję dzisiejsze święto, ale że ostatnio bardzo instruktażowo się u mnie zrobiło, zatem postanowiłam wrzucić SERCE ;)
Serce, które upiekłam 4 lata temu dla mojej ''psiapciółki'' z liceum z okazji jej 40.
Jedyna przyjaźń z tego okresu, która przetrwała.
Tak na marginesie, widziałyśmy się w ostatni weekend.
Mimo, że dzieli nas większa odległość niż za dawnych lat szkolnych widujemy się w miarę często.
Serce z piernika,
opakowanie zrobiłam z celofanu,
dół torebki zszyłam zszywaczem, miejsce zszywek zamaskowałam zieloną wstążką.
Solenizantka styczniowa, zatem wybrałam tulipany z małym szampanem,
otoczone gałązkami jagodziny.
Natknęłam się ostatnio na radę, idealną dla zakochanych
i planujących wspólną przyszłość ;)
Poślub kogoś kto umie dobrze gotować,
Uroda przemija, głód nigdy.
Moje serce do schrupania wpasowało mi się w powyższy aforyzm ;)
Miłego, smacznego, może i słodkiego wieczoru Wam życzę.
Zmykam do kuchni bo dobiega mnie cudny zapach...
;)
A przepis znajdziecie tutaj...KLIK