...bo tak wyszło, bo nie zawsze da się wszystko zaplanować.
A plany i nerwy były, bo nasz Synek poszedł w ubiegłym tygodniu pierwszy raz do przedszkola. I choć wszystko poszło gładko, bez łez i smutku, to niestety - mojego M. i mnie rozłożyła totalna infekcja. Tylko Mały jako tako się trzyma (odpukać!!). Oczywiście wiedzieliśmy, że tak może być, ale żeby tak od samego początku?
No i niestety z wieloma rzeczami nie nadążam, nie ogarniam, mało mnie na Waszych blogach, ale obiecuje poprawę:-)
Dzisiaj u mnie kilka letnio-jesiennych kadrów. I taki trochę misz-masz, jak przystało na ostatnie dni. Przynajmniej udało mi się kilka razy wywalczyć swoje 15 minut na herbatę z gazetką.
A za oknem jak na złość piękne słońce:-)
Pozdrawiam Was ciepło
Katarzyna