A mówiąc "next, please", mam na myśli nowy wianek, bo czas poprzedniego - jabłuszkowego minął bezpowrotnie... nie, no może za rok będzie powtórka z rozrywki ;)
A teraz przyszedł czas na wianek z żołędzi, ale nie byle jakich żołędzi ;)
Takie oto giganty znaleźliśmy:
To chyba jakaś nieznana mi odmiana, nigdy wcześniej z takimi się nie spotkałam, wyglądają jak duże orzechy laskowe.
No chyba, że fakt iż znaleźliśmy je przy cmentarzu miał jednak wpływ na ich wielkość ;)
Ciężki, że można nim krzywdę zrobić :D
I jeszcze jeden, leśny :)
Możecie się domyślać, że nie obyło się bez poparzeń, ale muszę przyznać, że jestem zadowolona z efektów :)
Wianki to chyba moja ulubiona forma dekoracji, tak prosta a jednak ma coś w sobie...
Pozdrawiam
Monika