Tytuł: Imiona kwiatów i dziewcząt
Autor: Elizabeth Gilbert
Wydawnictwo: Rebis
Seria: Salamandra
Rok wydania: 2008
Stron: 264
Moja ocena: 3,5/6
Zachwycona powieściami Elizabeth Gilbert, bez czytania jakiegokolwiek opisu z okładki, recenzji w necie, po prostu totalnie w ciemno, sięgnęłam po jej książkę pod tytułem "Imiona kwiatów i dziewcząt". I zawiodłam się. To nie ta pisarka, którą znam. Książka okazała się zbiorem opowiadań. Bohaterów opowiadań (m.in staruszkę wspominającą swoje barwne życie, rodzeństwo - któremu podczas podróży zepsuł się samochód, Marthę - która namawia kowboja do ucieczki w Góry Skaliste i malarza zachwyconego kolorem włosów śpiewaczki kabaretowej), poznajemy w małym wycinku z ich życia. Po za aktualnie omawianą historią o ich życiu niewiele więcej wiemy. Nic też ich ze sobą nie łączy. Bohaterami są osoby o mocnych charakterach, twarde (kobiety nazwałabym nawet herod babami), często nieszczęśliwe. Każda z tych osób ma lubi miała plan, który chce zrealizować, jednak wciąż stają im na drodze jakieś problemy. Autorka w opowiadaniach nie ocenia tych ludzi, nie podpowiada jak powinni rozwiązać daną sytuację, jak wyjść z opresji.
Przyznam szczerze,że książkę czytało mi się ciężko. Miałam wrażenie jakby historie, nagle się urywały, a wędrując po stronicach książki, wpadam nagle w inne miejsce, poznaje wyrwany fragment z życia innej osoby i nagle znów przenoszę się dalej, zostawiając jej historię. Wolę jednak jakąś ciągłość historii, wczuć się w bohatera. Bohaterzy tego zbioru opowiadań długo nie zostali w mej pamięci. Książkę przeczytałam parę dni temu, dzisiaj pisząc moją notatkę, nie jestem w stanie przypomnieć sobie ich wszystkich. Decyzję o przeczytaniu tej książki pozostawiam Wam. Może ktoś inny odnajdzie w niej głębszy sens.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Salamandra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Salamandra. Pokaż wszystkie posty
sobota, 19 lutego 2011
wtorek, 12 października 2010
I że Cię nie opuszczę ... czyli Love Story - Elizabeth Gilbert
Autor: Elizabeth Gilbert
Tytuł: I że Cię nie opuszczę ... czyli Love Story
Wydawnictwo: Rebis
Seria: Salamandra
Rok wydania: 2010
Stron: 352
"Nie ma większego ryzyka niż związek małżeński. Nie ma nic szczęśliwszego niż szczęśliwe małżeństwo"
Z niecierpliwością czekałam na kontynuację "Jedz, módl się, kochaj". Szczerze przyznam, że oczekiwałam innej książki. "I że Cię nie opuszczę..." bardziej można zaliczyć do esejów, niż do powieści. Nie ma w niej konkretnej akcji, lecz rozważania na temat miłości i małżeństwa w kontekście historycznym i kulturowym. Znajdziemy w niej rozmowy z kobietami różnych narodowości o ich ślubie, zwyczajach ślubnych i uczuciach związanych z tym ważnym wydarzeniem z ich życia (niektóre szokują).
Autorka prowadzi te wszystkie swoje rozważania dlatego, że musi podjąć ważną dla niej decyzję. Jeśli wyjdzie za mąż za swojego ukochanego Felipe - obywatela Australii -będą mogli zamieszkać razem w USA. Tak będą nadal tułać się po świecie bez swojego "miejsca na Ziemi". Oboje są po rozwodzie i gdy decydowali się na wspólne życie, obiecali sobie, że nigdy się nie pobiorą, bo potem więcej problemów z rozwodem niż nam się wydaje. Elizabeth ma naprawdę duży problem. Z jednej strony kocha starszego od siebie, doświadczonego mężczyznę z drugiej doświadczona własnymi przeżyciami związanymi z małżeństwem i rozwodem, boi się przypieczętowania nowego związku.
Świetna książka dla wszystkich kobiet, nie tylko dla tych, które zamierzają wstąpić w związek małżeński. Fakt, że książka jest autentyczną historią autorki, czyni ją bardziej życiową i interesującą. Mam nadzieję, że pomoże ona wielu z nas w rozterkach związanych z naszym życiem uczuciowym. Książka naprawdę daje do myślenia. Polecam.
Tytuł: I że Cię nie opuszczę ... czyli Love Story
Wydawnictwo: Rebis
Seria: Salamandra
Rok wydania: 2010
Stron: 352
"Nie ma większego ryzyka niż związek małżeński. Nie ma nic szczęśliwszego niż szczęśliwe małżeństwo"
Benjamin Disraeli
Autorka prowadzi te wszystkie swoje rozważania dlatego, że musi podjąć ważną dla niej decyzję. Jeśli wyjdzie za mąż za swojego ukochanego Felipe - obywatela Australii -będą mogli zamieszkać razem w USA. Tak będą nadal tułać się po świecie bez swojego "miejsca na Ziemi". Oboje są po rozwodzie i gdy decydowali się na wspólne życie, obiecali sobie, że nigdy się nie pobiorą, bo potem więcej problemów z rozwodem niż nam się wydaje. Elizabeth ma naprawdę duży problem. Z jednej strony kocha starszego od siebie, doświadczonego mężczyznę z drugiej doświadczona własnymi przeżyciami związanymi z małżeństwem i rozwodem, boi się przypieczętowania nowego związku.
Świetna książka dla wszystkich kobiet, nie tylko dla tych, które zamierzają wstąpić w związek małżeński. Fakt, że książka jest autentyczną historią autorki, czyni ją bardziej życiową i interesującą. Mam nadzieję, że pomoże ona wielu z nas w rozterkach związanych z naszym życiem uczuciowym. Książka naprawdę daje do myślenia. Polecam.
Jedz, módl się, kochaj - Elizabeth Gilbert
Recenzja z 2 maja 2010
Autor: Elizabeth Gilbert
Tytuł: Jedz, módl się, kochaj
Wydawnictwo: Rebis
Seria: Salamandra
Rok wydania: 2007
Stron: 488
Stron: 488
Moja ocena: 6/6
Zachęcona pozytywnymi komentarzami sięgnęłam po książkę Elizabeth Gilbert "Jedz, módl się, kochaj". Autorka wciela się tutaj w bohaterkę i zabiera nas czytelników w trwającą rok podróż po trzech krajach: Włoszech (Italii), Indiach i Indonezji. Jednak to nie książka tylko o pięknych krajach, to także podróż do wnętrza siebie, powieść o szukaniu prawd, tożsamości, poszukiwaniu samego siebie. W każdej części książki poznajemy "inną" bohaterkę. Pierwszym krajem do którego udaje się autorka po nieudanym małżeństwie i długotrwałym rozwodzie są Włochy. Dlaczego właśnie tam? Bo zawsze chciała nauczyć się języka włoskiego, no i Italia słynie ze wspaniałej kuchni. "Bardzo ciekawe było dla mnie odkrycie, czego we Włoszech nie chcę robić. doszło do tego, gdy wreszcie upoważniłam siebie do cieszenia się pobytem w tym kraju. We Włoszech przyjemność może przybierać tak różne formy, że nie starczyłoby czasu na wypróbowanie wszystkiego. W pewnym sensie trzeba sobie ustalić, co będzie główną przyjemnością, w przeciwnym bowiem razie mogą nas one przytłoczyć. To było powodem, dla którego nie interesowałam się pokazami mody, operą ani kinem, luksusowymi samochodami ani jazdą na nartach w Alpach. [...] Zauważyłam, że tak naprawdę mam tylko ochotę jeść wspaniałe potrawy i jak najwięcej mówić pięknym językiem włoskim."
Następnie Elizabeth jedzie do Indii, gdzie w małej aśramie oddaje się modlitwie i medytacji, szuka drogi do Boga i poznania samej siebie. Pod opieką swojego guru zgłębia tajniki medytacji i stara się zapomnieć o problemach życia codziennego. "Wierzę, że jądrem wszystkich religii świata jest pragnienie odkrycia jakiejś porywającej metafory. Kiedy człowiek chce uzyskać jedność z Bogiem, to tak naprawdę stara się odsunąć od spraw ziemskich i przejść do wiecznych i trzeba mieć jakąś wspaniałą ideę, która nas tam przeniesie."
Ostatnim miejscem do którego udaje się bohaterka jest Indonezja a dokładniej wyspa Bali. Tam uczy ona angielskiego - szamana-uzdrowiciela, a w zamian on uczy ją balijskich sposobów medytacji. Tam też autorka odnajduje miłość.
Książka napisana lekko, czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie, zawiera wiele odniesień do filozofii. mądrych życiowych prawd, prawd, których każdy z nas poszukuje w swoim życiu. Jestem pod wrażeniem tej powieści. Książka nie była moją własnością, a chętnie bym do niej wróciła za jakiś czas. "Jedz, módl się, kochaj" powinno już wkrótce znaleźć się w mojej prywatnej biblioteczce. Polecam serdecznie tą powieść, mam nadzieję, że też Was zachwyci.
Następnie Elizabeth jedzie do Indii, gdzie w małej aśramie oddaje się modlitwie i medytacji, szuka drogi do Boga i poznania samej siebie. Pod opieką swojego guru zgłębia tajniki medytacji i stara się zapomnieć o problemach życia codziennego. "Wierzę, że jądrem wszystkich religii świata jest pragnienie odkrycia jakiejś porywającej metafory. Kiedy człowiek chce uzyskać jedność z Bogiem, to tak naprawdę stara się odsunąć od spraw ziemskich i przejść do wiecznych i trzeba mieć jakąś wspaniałą ideę, która nas tam przeniesie."
Ostatnim miejscem do którego udaje się bohaterka jest Indonezja a dokładniej wyspa Bali. Tam uczy ona angielskiego - szamana-uzdrowiciela, a w zamian on uczy ją balijskich sposobów medytacji. Tam też autorka odnajduje miłość.
Książka napisana lekko, czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie, zawiera wiele odniesień do filozofii. mądrych życiowych prawd, prawd, których każdy z nas poszukuje w swoim życiu. Jestem pod wrażeniem tej powieści. Książka nie była moją własnością, a chętnie bym do niej wróciła za jakiś czas. "Jedz, módl się, kochaj" powinno już wkrótce znaleźć się w mojej prywatnej biblioteczce. Polecam serdecznie tą powieść, mam nadzieję, że też Was zachwyci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)