Kalina rozmawiała z uczniami na lekcji wychowawczej o tym, co się dzieje z człowiekiem, gdy mu czegoś brakuje. O tym, że warto spojrzeć w głąb siebie i poszukać, czego mi trzeba do szczęścia. A nie warto obwiniać wszystkich dookoła za swoje uczucia.
Ćwiczyliśmy. Kalina opisała pewną sytuację i prosiła o wyobrażenie sobie, jakie uczucia wywołuje ona w człowieku. I o jakich potrzebach te uczucia świadczą. Dziesięciolatkowie pięknie potrafili odnaleźć niezaspokojone potrzeby i umieli nazwać je swoimi słowami.
A potem Kalina powiedziała o zniechęceniu, braku energii, smutku i poprosiła uczniów, żeby spróbowali powiedzieć, w jakich sytuacjach tak się czują i czego im wtedy brakuje. I to, co usłyszała Kalina, było naprawdę przerażające. Większość uczniów przyznała, że czują się tak teraz. Są smutni, zniechęceni, nic im się nie chce robić. Nie mają na nic siły. Zapytani o to, czego im brakuje, żeby poczuli się inaczej, odpowiedzieli: kolegów...
Kalina czytała o tym, że depresja u dzieci ma teraz swoje pięć minut. Ale czytać, a usłyszeć od swoich własnych, prywatnych czwartoklasistów, o których chce się dbać wszelkimi możliwymi sposobami - to dwie różne sprawy.