Mama Kaliny traci elastyczność.
- Mamo, na kartce masz wszystko napisane - mówi Kalina do telefonu, stojąc pod balkonem mamy.
Mama stoi na balkonie, trzyma w rękach kartkę i patrzy na papier zaskoczona.
- Tu nic nie ma, Kalinko. Pusta kartka - odpowiada do słuchawki.
Kalina nie wie, jakimi słowami powiedzieć mamie, że kartkę trzeba odwrócić na drugą stronę.
Kalina nie wie, skąd wziąć cierpliwość, żeby teraz rozmawiać z mamą. Cierpliwość jest towarem deficytowym w czasach, gdy Kalina ze strachem wchodzi do budynku, w którym mama mieszka, żeby zostawić jej na progu obiad w słoiku i owoce. Kalina wie, że jedna z sąsiadek mamy nie zachowuje żadnych warunków odosobnienia. Jeździ teraz po lekarzach, chodzi do banku, załatwia sprawy w urzędach, chodzi codziennie na zakupy. Kalina zabroniła mamie wychodzić za próg. Śmieci w worku mama kładzie na wycieraczce - ktoś z sąsiadów zabiera je, gdy wychodzi z budynku. Kalina wie, że wirus zakłada koronę cierniową na głowy osób w wieku mamy.
Mama codziennie pyta Kalinę, czy może jednak nic się nie stanie, gdy pójdzie na spacer. Może się nie stanie - myśli Kalina. Może.
- Mamo, czy potrzebujesz karmę dla kota? - pyta Kalina, zamawiając zakupy w sklepie internetowym.
- Kalinko, kocią karmę mam. Zupełnie nie potrzebuję.
Następnego dnia mama dzwoni:
- Kalinko, czy mogłabyć zamówić mi kocią karmę? Biedna kotka nie ma co jeść.
W życiu bezkwarantannowym takie sytuacje były ciężkie. Teraz to spadające na Kalinę głazy.
Ludzie szyją maseczki, przekazują je potrzebującym. Czy ktoś wysyła potrzebującym świeżo uszytą cierpliwość?