Kalina musiała jechać dzisiaj do urzędu skarbowego w sprawie.
Kalina w urzędzie skarbowym ma zawsze bardzo duże oczy i wywołuje litość u znawczyń formularzy. Tak było i dziś.
Jedyne pytanie, na które Kalina potrafiła odpowiedzieć z całą pewnością, dotyczyło tego, na jaką literkę zaczyna się nazwisko Kaliny, gdyż każda literka ma inną panią opiekunkę/sadystkę.
Kalina trafiła do pani odpowiedzialnej za inicjał Kaliny i się zaczęło jeszcze gorzej.
Bo czy Kalina chce złożyć KIT czy SRIP, i czy z numerem 007 czy 1410, i czy Kalina wykazała w ubiegłym roku, czy nie wykazała, i czy będzie odliczać, czy doliczać i jak. Oraz czy małżonek Kaliny przekroczył czy wręcz przeciwnie, a także z ilu źródeł pobiera i czy na zasadach ogólnych.
Kalina podejrzewa, że małżonek przekracza na zasadach ogólnych, oraz nie pobiera, chyba że sporadycznie, ale nie umiała się wysłowić i tylko stała z otwartymi oczami i uchyloną paszczą.
Kalina coraz bardziej zapadała się w podłogę, a pani sadystka zadawała pytania, mające na celu coraz lepsze rozpoznanie sytuacji skarbowej Kaliny, małżonka i dwóch córek (jedna musi już składać swój HIT i dzięki Ci Losie, że dzieci nie mogą pracować, bo gdyby jeszcze młodsza musiała coś składać, Kalina nie wyszłaby z urzędu nigdy!).
Pani urzędniczka skarbówkowa nie poradziła sobie z Kaliną. Tak zwany trudny klient.
Pomimo wielu pytań i wielu odpowiedzi, pani nie dała rady niczego się dowiedzieć.
Tak się ma sprawa z wiedzą Kaliny na temat rozliczeń podatkowych. Gdyby ktoś potrzebował konsultacji, to zachęcam. Nie pomogę, nie zaszkodzę, ale co się moje okolice oczodołów naćwiczą od wybałuszania gał, to moje i to za darmochę.