| jeja.pl |
Doszłam do samochodu, próbuję otworzyć drzwi - brak reakcji.
Najpierw sprawdziłam, czy to mój samochód. Uff.
Potem udałam się do pana serwisowego delikatnie napomykając, że nie umiem otworzyć własnego auta.
Panowie wymienili spojrzenia mówiące "za to nam płacą" i jeden z nich wyszedł ze mną na parking. Wziął ode mnie pilota, podszedł do drzwi - nic.
Zaproszono mnie na kawę, pokazano, gdzie są wygodne fotele i rozpoczęła się akcja pod roboczym kryptonimem "Otwórzcie wreszcie jej samochód, niech już sobie pojedzie".
A tu nic.
W sensie, że samochód nic, bo ja to i owszem. Poradziłam sprawdzić baterię w pilocie (ha! ma się tę inteligencję motoryzacyjną!).
Baterię wymieniono, samochód nadal się nie otwierał.
Ponieważ w moim pilocie ukryty jest awaryjny metalowy klucz (nie wiedziałam o tym, ale to akurat nie jest tematem postu), samochód otwarto metodą dziurka-klucz-wsadzić-przekręcić-pociągnąć klamkę i przestawiono do hali serwisowej.
Minęła godzina, a oni ciągle naprawiali.
W końcu pełen sukces - pilot działa.
Odjechałam.
Był to pierwszy przypadek, że serwis autoryzowany zepsuł jakiś element samochodu, a tego faktu nie dało się ukryć przed klientem. Przed klientką...