piątek, 2 czerwca 2017

zarezerwowałam

Zarezerwowałam na bookingu nocleg. Dwa dni. Cena 200 zł. Przyjadę w środku nocy, więc hotel musi być w centrum, żebym się nie bała po ciemku wysiadać z walizką z samochodu.
Przychodzi potwierdzenie. Wszystko się zgadza. Albo raczej należałoby napisać: wszystko napisane normalną czcionką się zgadza. Przychodzi następny mail z fakturą. Cena 350 zł.
Jak stałam, tak usiadłam. Czuję się okradziona. Telefon w dłoń i dalejże dzwonić do złodzieja-hotelarza.
survival strefa.pl
I tu niespodzianka: złodziejem okazuje się booking. Jego niskie ceny wynikają z tego, że część kosztów noclegu nie jest podawana jako cena, tylko jako podpunkt pod podpunktem i nazywa się to: obsługa hotelowa.
Czyli 200 zł kosztuje nocleg, a 150 - obsługa hotelowa.
Shit!
150 zł dostanie recepcjonista?!
I tu kolejna niespodzianka: hotel należy do tzw. hoteli bezobsługowych, czyli dostaje się kod do domofonu, kod do skrzynki w której będzie klucz i nie zobaczę tam żywego człowieka. Ja?! Ja dostaję jakieś numery mailem?! I mam wejść na ich podstawie w nocy do pokoju w hotelu?! A jak się coś zatnie?! Nie zadziała?! Wyłączą prąd?!
W ten oto sposób muszę zabrać ze sobą wodę w butelce i śpiwór, bo nie wykluczam opcji spędzenia pierwszej nocy na parkingu pod hotelem. O ile tam będzie jakiś parking.
I to wszystko za jedyne 200 zł, które tak naprawdę wynosi 350...

kolejce

- Minęła data przydatności jej paszportu, a musi wyjechać za dwa tygodnie. W podskokach podążyłyśmy wyrobić jej dowód osobisty, ponieważ za kilka dni będzie miała 18. urodziny i może uda się zdążyć przed wyjazdem. Z dowodem w końcu też wyjedzie. Okazuje się, że nie ma żadnej gwarancji, na kiedy dowód zostanie zrobiony. Prawdopodobnie, ale może jednak, chociaż zdarza się, ale zwykle...
IEMKatowice
W takim razie w nieco mniejszych podskokach pojechaliśmy już w trójkę (wnioskować o paszport dla osoby która jeszcze tydzień jest dzieckiem muszą oboje rodzice) do biura paszportowego w sąsiednim mieście, bo tam mniejsze kolejki. Prosimy o przyspieszenie procedury. Owszem, można to zrobić, ale do mniejszego miasta paszporty jadą z większego miasta i trwa to tydzień. Plus tydzień na wykonanie paszportu - nie zdążymy. Lepiej jechać do dużego miasta, odstać swoje w kolejce i modlić się do świętego Paszportusa, żeby zdążył wydrukować co trzeba.
W dużym mieście kolejka do biura paszportowego przypomina stare, dobre czasy. Żeby w poczekalni nie spędzić całego dnia, należy ustawić się w kolejce bardzo skoro świt.
Zgłosiłam się na ochotnika. Następnego dnia o 6:30 stawiłam się głodna i niewyspana pod biurem. Nie byłam pierwsza, oj nie... Rodzina mimo korków dojechała na czas i wszystko wyglądało naprawdę budująco. Biuro otwarto o 8.15 i udało nam się dość szybko załatwić sprawę. Jednak nie było to proste, gdyż: aby odebrać paszport będzie musiała okazać się dowodem osobistym. W końcu będzie wtedy już pełnoletnia. A dowodu przecież nie ma, bo dopiero na niego czeka.
Sprawa otarła się o Panią Inspektor oraz Kierownika do Spraw Szczególnie Pokręconych. W końcu - jest nadzieja. Jeśli Dyrektor czegoś-tam się zgodzi i nic się nie przedłuży, paszport będzie na czas. I odbierze go bez dokumentu tożsamości...
Wnioski mam dwa: wyjechać raz a dobrze. Albo nie wyjeżdżać wcale ;-)

wtorek, 30 maja 2017

przyspieszony

Wchodzę do przejścia podziemnego. Sama. Samiuteńka. Nie żeby od razu ciemna noc, burza i inne utensylia, ale i tak nie lubię takich miejsc. Idę szybkim krokiem w słomianych butkach, więc jest cicho. Słychać tylko wielkie nic.
I nagle za moimi plecami odbija się echem przyspieszony krok jakiegoś zwierzęcia. Liczne łapy na schodach i złowrogie sapanie.
FotoZ.pl
Boję się gwałtownie odwrócić, żeby to, co uważam za ogromnego psa, nie uznało mnie za agresora. Idę i powolutku zerkam za siebie. Tętno odbija się od słomianej podeszwy i wraca, silnym uderzeniem waląc w bębenki uszne. Boję się.
Udaje mi się spojrzeć za siebie. Dyszę już tak samo jak ten zwierz. Wreszcie dostrzegam napastnika.
Malutki, stareńki piesek, ledwo powłóczący nogami z ogromnym trudem, sapiąc i stękając z bólu i zmęczenia schodzi po schodach, ciągnąc na smyczy swojego pana - jeszcze starszego i jeszcze bardziej schorowanego.

Gdy byłam mała zbudowano to jedyne przejście podziemne w okolicy, a babcia mówiła mi, że takie miejsca są niebezpieczne. Ciekawe, jak długo jeszcze będę to nosić po schodach w dół i po schodach w górę...