- To były najgorsze święta na świecie. Marianna napisała na początku grudnia w liście do świętego Mikołaja, że chce dostać wrotki. Zatem nabyliśmy najbardziej wypasione, najpiękniejsze i najbezpieczniejsze rolki dla ośmiolatki, jakie były w bliższej i dalszej okolicy. Zacieraliśmy ze szczęścia ręce. Do tego kilka niespodziankowych drobiazgów i pełnia przedświątecznego szczęścia rodziców została osiągnięta.
 |
| olx.pl |
W Wigilię podczas otwierania prezentów Marianna rzuciła się na ten największy jak niedźwiedź na pstrąga. Rozrywając papier zobaczyła pudło z rolkami, odrzuciła je i dalejże nurkować pod choinkę w poszukiwaniu innych prezentów. Gdy otworzyła już wszystkie, spojrzała na nas zaskoczona:
- A wrotki?
Wyjęliśmy z pudła drogie jak bentley rolki, omówiliśmy wszystkie najnowsze osiągnięcia techniki, gwarantujące komfort jazdy i bezpieczeństwo, nieomalże kosmiczną technologię kółek i hiperturbo oddychające membrany na cholewkach. Pokazaliśmy, że rozciągane są aż o 4 numery, więc będą służyły długo i skutecznie. Marianna patrzyła i słuchała z buzią wygiętą w podkówkę.
- A ja chciałam wrotki... - powiedziała.
Święta trwały niemiłosiernie długo. Co rano słyszeliśmy pytanie, czy już się skończyły i czy nareszcie jest otwarty kiosk z gazetami, biletami autobusowymi i krzyżówkami na naszym osiedlu. Pierwszego poświątecznego roboczego dnia wszyscy razem, z samego rana, pobiegliśmy do tego kiosku i nabyliśmy chińskie, plastikowe wrotki, przyczepiane paskami do butów. Różowe. Neonowe. Z plastikowymi tulejami, niedziałającym hamulcem, pasujące tylko na jeden rozmiar buta. Za 14,50.
W domu przyczepiliśmy je do adidasów i wtedy zaczął się dla nas szczęśliwy czas. Koleiny na parkiecie, wygrawerowane plastikowymi wrotkami na trasie kuchnia-sypialnia-balkon-łazienka świadczą o tym niezbicie.