środa, 25 stycznia 2017

zimy

interia
- Zaczęłam wdrażać program polubiania zimy. No nie może tak być, że przez pół roku czuję się dotknięta fizycznie, psychicznie i intelektualnie.

Krok pierwszy: zminimalizować codzienne skrobanie szyb.
W tym celu św. Mikołaj przyniósł mi folię ze sreberka, którą się nakłada na przednią szybę i rano, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lód schodzi. Przednia szyba, wiadomo, największa i dosięgnąć wszędzie nie można, więc skraca to skrobanie do niezbędnego minimum (małe obskrobania wielkości zeszytu w bocznych, żeby widzieć ogólny zarys widnokręgu, a tylna nikomu do szczęścia niepotrzebna zostaje nieprzezroczysta).

Dziś rano ujrzawszy na samochodzie centymetrową warstwę śniegu zdjęłam z przedniej szyby folię wraz ze śniegiem i z dumnym okrzykiem "ha!" strzepnęłam jednym, zgrabnym ruchem ręki śnieg. I tu pojawił się dysonans poznawczy, gdyż albowiem śnieg z folii wpadł mi do cholewek butów...

Noż kurcze blade, jasna pogoda i na motylą nogę! No czy ta zima nie umie iść na jakiś kompromis?!

wtorek, 24 stycznia 2017

aplikacji

olx
- Zupełnie nie rozumiem tych durniów, którzy nie ściągają sobie na smartfona aplikacji do kupowania biletów. To są jacyś debile. Każdy kretyn wie, że to jest mega przydatne. Ja tam jestem tolerancyjny, ale to już jest zwykła głupota. A ty ją masz!?
- Nie.
- No ale, wytłumacz mi, czemu! Przecież to jest podstawa! Ja rozumiem, że można nie lubić gadżetów, że można nawet, jak w średniowieczu, używać telefonu z klawiszami, ale żeby nie ściągnąć sobie tej aplikacji?! To świadczy o kompletnej głupocie!
- To jest przecież tylko jakiś program do telefonu.
- Jakiś program?! No to gratuluję ci podejścia do życia. Ej, słyszeliście? Mamy tu Dziewicę Orleańską walczącą o wolność do zacofania!

poniedziałek, 23 stycznia 2017

wrotkami

- To były najgorsze święta na świecie. Marianna napisała na początku grudnia w liście do świętego Mikołaja, że chce dostać wrotki. Zatem nabyliśmy najbardziej wypasione, najpiękniejsze i najbezpieczniejsze rolki dla ośmiolatki, jakie były w bliższej i dalszej okolicy. Zacieraliśmy ze szczęścia ręce. Do tego kilka niespodziankowych drobiazgów i pełnia przedświątecznego szczęścia rodziców została osiągnięta.
olx.pl
W Wigilię podczas otwierania prezentów Marianna rzuciła się na ten największy jak niedźwiedź na pstrąga. Rozrywając papier zobaczyła pudło z rolkami, odrzuciła je i dalejże nurkować pod choinkę w poszukiwaniu innych prezentów. Gdy otworzyła już wszystkie, spojrzała na nas zaskoczona:
- A wrotki?
Wyjęliśmy z pudła drogie jak bentley rolki, omówiliśmy wszystkie najnowsze osiągnięcia techniki, gwarantujące komfort jazdy i bezpieczeństwo, nieomalże kosmiczną technologię kółek i hiperturbo oddychające membrany na cholewkach. Pokazaliśmy, że rozciągane są aż o 4 numery, więc będą służyły długo i skutecznie. Marianna patrzyła i słuchała z buzią wygiętą w podkówkę.
- A ja chciałam wrotki... - powiedziała.
Święta trwały niemiłosiernie długo. Co rano słyszeliśmy pytanie, czy już się skończyły i czy nareszcie jest otwarty kiosk z gazetami, biletami autobusowymi i krzyżówkami na naszym osiedlu. Pierwszego poświątecznego roboczego dnia wszyscy razem, z samego rana, pobiegliśmy do tego kiosku i nabyliśmy chińskie, plastikowe wrotki, przyczepiane paskami do butów. Różowe. Neonowe. Z plastikowymi tulejami, niedziałającym hamulcem, pasujące tylko na jeden rozmiar buta. Za 14,50.
W domu przyczepiliśmy je do adidasów i wtedy zaczął się dla nas szczęśliwy czas. Koleiny na parkiecie, wygrawerowane plastikowymi wrotkami na trasie kuchnia-sypialnia-balkon-łazienka świadczą o tym niezbicie.