niedziela, 31 grudnia 2017

rady

- Mamo, myślisz, że to coś poważnego?
onet.pl
- Mam nadzieję, że nie. Pójdziemy do lekarza, zbada cię i powie, co dalej. Być może skończy się zabiegiem. Podejrzewam, że gdy spojrzy i dotknie, to od razu powie, że nie ma się czym martwić i ustali termin niespiesznego zabiegu. Jeśli chcesz, możemy sprawdzić w naszych podręcznikach chirurgii. Chcesz?
- A w internecie?
- W internecie nie warto sprawdzać. Tam piszą sami wariaci, straszący ludzi.

Minęło 20 minut. Mama siedzi zanurzona w internecie po uszy i sprawdza. Jej oczy robią się coraz bardziej okrągłe a serducho wali jak młot.

- Mamo, ja też sprawdziłam. Myślisz, że oni tam piszą prawdę?
- Nie, nie. oczywiście, że nie. To sami wariaci, straszący ludzi. Tylko nie rozumiem, dlaczego nie posłuchałam swojej własnej rady.
- Tak. ja też żałuję, że nie posłuchałam rady własnej mamy. W internecie piszą sami wariaci... A myślisz, że to może być to, o czym oni piszą?

sobota, 30 grudnia 2017

instrukcji

Niby wiem i rozumiem.

kwejk.pl
Ale jednak wbiło mnie w fotel, gdy postanowiłam raz w życiu dokładnie potraktować instrukcję obsługi płynu do prania. Założyłam okulary, bo instrukcja napisana jest czcionką dla mikrobiologów.
Przeczytałam, że jeśli tkaniny są bardzo zabrudzone, należy wlać do pralki 160 ml płynu, a jeżeli są zaledwie muśnięte brudem to 80 ml.
Ha, pomyślałam, tu cię mam!
Wzięłam do ręki nakrętkę, która stanowi miarkę dla płynu. Odczytanie informacji napisanej na nakrętce wymaga konsultacji z osobą, posługującą się mikroskopem jądrowym, ale jakoś dałam radę. Sprawdzałam kilkakrotnie: nakrętka odmierza 35 ml płynu.
Czy ja się nigdy nie doczekam tego, że będę mogła jak prawdziwa gospodyni domowa robić wszystko dokładnie tak jak należy?
No jak mam odmierzyć 80 ml płynu nakrętką, która ma 35 ml?
Po co ta instrukcja, okulary, mikroskop, klęczenie przy pralce i inne starania, skoro sam producent jasno i wyraźnie daje mi do zrozumienia, że instrukcji nie da się zastosować? ;-)

wtorek, 26 grudnia 2017

rodzi

A może tak ma być, że podczas Świąt rodzi się ktoś bardzo bliski w osobie, którą znamy od lat?
gazeta krakowska
I zamiast szperać między kłosami sianka w żłóbku w poszukiwaniu boga-człowieka, lepiej poszukać człowieka w człowieku?
I może pasterze, którzy przybieżeli do Betlejem, niekoniecznie muszą tam stać obok krowy i owcy, tylko mogą też siedzieć przy jednym stole i rozmawiać o poezji, odmianie liczebników i pryszczach?

Święta bez zadęcia.
To hasło na ten czas.

czwartek, 21 grudnia 2017

mną

Ludzie nas zaskakują. Mnie bardzo często.
Wczoraj przyszła do mnie pewna kobieta. Wysłuchała. Siedziała obok mnie przez prawie 2 godziny. Przeprowadziła ze mną rasową sesję coachingową, trening interpersonalny, poukładała mi w głowie, podsumowała, zamiotła wszystko to, co się ze mnie wykruszyło i na końcu spytała, czy nie uważam, że powinnam jeszcze porozmawiać na ten temat z kimś w moim wieku. Nie sądziłam. Wystarczyła rozmowa z nią.
Bo ona zdecydowanie w moim wieku nie była.
Była ode mnie młodsza o prawie 30 lat i gdy spotkałyśmy się pierwszy raz, ona była zawinięta w szpitalny kocyk, a ja leżałam umęczona ciężkim porodem.
Mam dorosłą córkę. I jaką mądrą!

Widzicie, tego pawia? Co się tak puszy? To ja!

Jeśli przekazywałyście mi wczoraj pozytywną energię, to trafiła w moją córkę i przez nią do mnie. Tak było. Są świadkowie. Zwłaszcza jeden. Nawet dowód rzeczowy się znajdzie: moje wczorajsze zwłoki, z których wstałam, chociaż to nie te święta.

środa, 20 grudnia 2017

kończę

Gdy już uda mi się zaorać jakieś poletko i zasadzić na nim dające nadzieję sukcesu nasionko, to natychmiast nad innym poletkiem pojawia się chmura gradowa i zrównuje wszystko do samej piwnicy.
afryka.org
I wtedy biegnę z łopatą, zakopywać i zasypywać te nowe zmasakrowane grządki, wyrównywać i siać i gdy już już kończę, natychmiast pojawia się nad innym poletkiem nowa chmura gradowa.... i tak dalej.

1. Nawet nie wiedziałam, że mam tyle poletek.
2. Z przestrachem patrzę na te, które jakoś się trzymają.
3. Czuję, że ocieplina, która wypełnia mnie w środku, jest w bardzo złym stanie. A zima za oknem.

wtorek, 19 grudnia 2017

nabór

Dotychczas dostawałam maile z zaproszeniem do Iranu (a może to był Irak?).
Teraz - proszę bardzo. Cóż za zmiana!


Szanowni Państwo,
radiozet.pl
informujemy uprzejmie, że w Ministerstwie Rozwoju trwa nabór wniosków na Programy Branżowe 2018, w ramach których
otrzymać można refundację 50% kosztów uczestnictwa w misjach gospodarczych do Chin: 18-22 marca 2018 oraz
do Rosji: 8-14 kwietnia 2018. Z uwagi na fakt, że pula środków jest ograniczona może ona wyczerpać się do końca 2017 roku.
Dlatego Wszystkich zainteresowanych współpracą biznesową w tych najważniejszych krajach wschodu zapraszamy do przesyłania
zgłoszeń już teraz.

Dodatkowo wszystkie zgłoszenia złożone do dnia: 29 grudnia 2017 roku będą objęte 10% promocją całkowitych kosztów uczestnictwa.


Jeśli są jacyś chętni na wspólny wyjazd, to zapraszam!
Zniżka 10% wydaje się tak atrakcyjna, że już się pakuję. Zawsze chciałam zobaczyć Chiny, współpracą jestem zainteresowana. Może być nawet biznesowa. Nie wiem tylko, czy podczas wyjazdu miałabym czas na uczestniczenie w spotkaniach "misyjnych", ale obiecuję, że wezmę to pod uwagę. 
Trochę mnie dziwi, że jest coś takiego jak Ministerstwo Rozwoju, ale darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. Zapraszają - żal odmawiać!

PS. Czy to możliwe, że "Avatar" był kręcony w Chinach?

poniedziałek, 18 grudnia 2017

bestsellerem

Poczytuję wiele książek jednocześnie.
jeja.pl

Czytam zwykle w tym samym czasie jakąś książkę dla dzieci (teraz "Uroczysko"), kryminał Agaty Christie (przeważnie kilka jednocześnie), do tego coś filozoficznego albo popularnonaukowego (obecnie podstawy teorii względności), mam też na tapecie poezję (ostatnio wróciłam do haiku) i kończę właśnie wydanie z lat 80. rozważań na pograniczu etyki i nauk przyrodniczych, które traktuję jak książkę historyczną.
Do tego należy dołożyć audiobooki, których słucham w zależności od rodzaju zajęć domowych. Aktualnie: "Jądro ciemności", Chmielewska, Harry Potter, Adam Szustak i "W Dolinie Muminków".
W wannie czytam zawsze jakieś krótkie opowiadania, a gdy kryzys napada mnie ze wszystkich stron, oglądam książki z obrazkami. Mogą to być np. "Rasy psów", albo album Larsa Jonssona, a nawet "Przewodnik ilustrowany - pogoda", z którego usiłuję się nauczyć nazw chmur (samo usiłowanie jest tak przyjemne, że nie spodziewam się szybkiego efektu...).
Wciskam gdzieś w środek to, co poleca mi mama, która czyta naprawdę sporo (sama wybieram dla niej książki w bibliotece i czekam na jej opinię, czy warto...). Słucham też pilnie, co polecają znajomi i podłączam się ich wyborów. Zwykle nie żałuję (dzięki, teatralna!)
No i jeszcze książki, które są mi potrzebne do pracy, ale tego nie uważam za czytanie.

I jak to wszystko wyjaśnić komuś, kto czyta jedną książkę rocznie, podczas wakacji, i to tylko wtedy, gdy jest ona bestsellerem empiku? A ma nadzieję, że ja polecę "coś fajnego"?

niedziela, 17 grudnia 2017

homeopata

Homeopatia, w którą nie wierzę, wszędzie wpada mi w oczy i w uszy. Poczytałam, postanowiłam wrócić do leku w kroplach, który kiedyś przepisał mi homeopata.
wsamrazek.pl
Zamówiłam go w aptece internetowej - jest to gotowy preparat, produkowany przez firmę od leków homeopatycznych.
Przyszła paczka. Zamiast "mojego" leku homeopatycznego jest dziwna buteleczka z przezroczystym płynem i domowej produkcji naklejką: "Krople wg składu tamtego leku".

Ktoś wlał coś do buteleczki i przysłał mi jako ten sam lek, który zamówiłam. Każdy, kto coś wie o homeopatii, ma świadomość, że w lekach homeopatycznych jest w zasadzie woda. Kupiłam zatem robioną recepturowo wodę!? Ciekawe, czy jest chociaż przegotowana...

Czy to się dzieje naprawdę?
A może zwariowałam?

Moje szkiełko i oko zaparowało od gotującej się we mnie wody...

piątek, 15 grudnia 2017

żeby

Gdyby ktoś chciał spełnić przed świętami jeden dobry uczynek, to mam taką
lolcats.pl
propozycję:

zapraszam do Kaliny do domu.

Dobry uczynek polegać będzie na tym, żeby stać nad Kaliną i wszelkimi możliwymi sposobami motywować ją, żeby wreszcie...

...żeby wreszcie przejrzała prezenty dla rodziny, żeby wreszcie zrobiła korektę, żeby wreszcie podlała kwiaty i pościeliła łóżko i żeby wreszcie przestała marudzić, że boli ją głowa (zwłaszcza, że na określenie tego ostatniego Kalina używa bardzo brzydkiego słowa...)

czwartek, 14 grudnia 2017

miejska

blasty.pl
Zrobiłam sobie próbny test na prawo jazdy. Oblałam. Nie wiedziałam, ile metrów za innym samochodem powinnam się zatrzymać, jeśli utknę w korku w tunelu. Nie wiedziałam też, ile metrów od wiaty na przystanku tramwajowym mogę zaparkować samochód i jaka odległość jest bezpieczna przy wyprzedzaniu rowerzysty. Nie wiedziałam też kilku innych rzeczy.
Piszę to, bo bardzo często mój samochód służy moim krewnym i znajomym jako taksówka miejska.
Żeby potem nie było, że nie ostrzegałam. Jak widać po teście - jeździć nie umiem.

PS. Jak życie pokazuje, nie wiedziałam również, że nie warto wjeżdżać pod ciężarówki.
Teraz mój samochód jest reanimowany w serwisie i przemieszczam się komunikacją miejską. Jeśli w internecie ukażą się filmiki, o tym, jak
 jakaś gwiazda usiłuje skasować bilet w tramwaju, a atakuje biletomat zamiast kasownika, nie śmiejcie się głośno...

wtorek, 12 grudnia 2017

choinkę

Kawiakowie kupili choinkę, nie myśląc o tym, że mieszkają w bloku, a choinka raczej odpowiadała wzrostem nawie katedralnej. Wnieśli ją z trudem po wąskich schodach na swoje ostatnie piętro i obijając po drodze drzwi sąsiadom, wsunęli drzewo do domu.
styl.fm
Niestety, choinka mogła tylko polegiwać u nich w salonie, gdyż jej gabaryty uniemożliwiały spionizowanie onej.
Rozpoczęto szeroko zakrojoną akcję  o roboczym kryptonimie: "Trzeba Odrąbać Dół Choinki, Żeby Była Krótsza".
Narzędzi typu topór, piła mechaniczna czy siekiera u Kawiaków nie uwzględniono w wyposażeniu skrzyneczki z narzędziami, więc usunięcie dolnej części pnia okazało się niemożliwe. Zwłaszcza, że pień choinki o takich gabarytach jest w zasadzie książkowo masywny.
Po kilkukrotnym przełożeniu choinki "na drugi boczek", przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, rozpoczęto kontrofensywę, związaną z obcięciem góry choinki, bo tam pień był zdecydowanie szczuplejszy. Przy użyciu wszystkich ostrych narzędzi, które można było znaleźć w domu (nóż do chleba, tarka do marchwi, pilnik do paznokci, cążki do skórek, pęseta) odcięto nie bez strat górę choinki.
Kawiakowie nie chcieli jednak rezygnować z "większej połowy" drzewka.
Rozumieli również, że o ile tak ogromną choinkę łatwo wnieść, gdy ustawi się ją szerszym końcem w kierunku marszu, o tyle wyniesienie jej jest bardziej kłopotliwe, gdyż ogromne gałęzie stanowią naturalne zastawki, hamujące ruch posuwisty. Odwrócenie choinki przodem do tyłu nie wchodziło w grę, gdyż architekci, projektujący mieszkanie Kawiaków, nie brali pod uwagę, że będzie się tam urządzało konkursy drwali. Kawiakowie po przemyśleniu sprawy zaniechali wynoszenia tego, co z takim wysiłkiem zostało wniesione i wyrzucili z domu przez balkon mniejszą część, czyli tak zwany wierzchołek.
Wsadzili zatem do wiadra z ziemią dolną część choinki, zwłaszcza że odcięty wierzchołek poniósł podczas ekstrakcji znaczne straty w uigleniu.
Powiesili bombki i rozpoczęli oczekiwanie na narodziny Jezuska.

Efekt był następujący:
Na środku salonu w wiadrze stał wielki pień drzewa iglastego, od dołu skąpo ugałęziony. Mniej więcej na wysokości stołu rozpoczynały się gałęzie, które dochodziły do sufitu i obejmowały go dość czule. Automatycznie niewidzący wzrok patrzącego kierował się nad sufit, gdyż długie, masywne gałęzie otulające sufit dawały wrażenie, że dalsza część drzewa została umieszczona w otworze w suficie i zadowala sąsiadów na wyższym piętrze.
Niestety Kawiakowie nie mają sąsiadów na wyższym piętrze, gdyż mieszkają na przerobionym strychu.

Odpowiadam na ewentualne pytania:
1. Tak, sytuacja jest prawdziwa.
2. Tak, i ja tam byłam i widziałam.
3. Nie, Kawiakowie jeszcze nigdy nie mieli ładnej choinki.
4. Tak, wspominamy to z Kawiakami co roku podczas świąt. Jeśli nie macie o czym rozmawiać z rodziną podczas wieczerzy wigilijnej, polecam raz kupić choinkę dwukrotnie dłuższą niż wysokość mieszkania.
5. Nie, to nie jest ich prawdziwe nazwisko. (Magierowie, cieszycie się, że zmieniłam Wam nazwisko?)
;-) 

najlepszą

fakt
- Kalinko, była u mnie ciocia Zosia. Czy ty wiedziałaś, że jej córka jest najlepszą w Polsce dentystką? Pacjenci wprost za nią szaleją. Robi najpiękniejsze plomby na półkuli północnej, a jak leczy jakiś ząb kanałowo, to potrafi się wwiercić bezboleśnie aż do pięty. Zarabia takie pieniądze, że Bill Gates nosi za nią portfel, a nogi ma takie zgrabne, że wzorując się na nich zbudowano kolumnę Zygmunta. No takie sukcesy. I do tego taka piękna. Widzisz, jak jej się powodzi?
- Mamo, ciocia Zosia tak zawsze o wszystkim opowiada. Pamiętasz, że jak miała psa, to był  to najmądrzejszy pies, jakiego kiedykolwiek stworzyła natura?
- No pamiętam. Ale ta córka to naprawdę...
- Mamo, pomyśl! Jak ciocia Zosia ma hemoroidy, to są to na pewno największe hemoroidy w całej Polsce. No powiedz sama: chciałabyś mieć takie hemoroidy?

poniedziałek, 11 grudnia 2017

propozycję

- Mamo, korzenie powinny rosnąć w dół, a liście w górę, prawda?
korzenie-lodz.pl
- W zasadzie tak.
- To dlaczego wszystkie korzenie naszych hiacyntów rosną w górę?
- Też mnie to dziwi.
- Może one długo leżały do góry nogami i teraz im się wszystko w głowie odwróciło?
- A masz jeszcze jakąś inną propozycję?
- Nie.
- W takim razie myślę, że masz rację.
- A jak wymyślę coś lepszego?
- To tez będę myśleć, że masz rację.




Materiał dowodowy:
sama zrobiłąm ;-)

niedziela, 10 grudnia 2017

wciągnąć

Przyjechałam za wcześnie. Czekam pod drzwiami. Nikogo jeszcze nie ma. Wszyscy wiedzą, że w dobrym tonie jest wejść spóźnionym. Rozglądam się uważnie, żeby nikt nie zauważył, że jestem tu nowa. Robię sobie kawę, udając, że umiem obsługiwać ekspres. Ktoś wyjaśnia mi rzeczy, na których się znam, patrząc na mnie z góry. Inny opowiada mi historię, której nie chcę słuchać. Pyta mnie o zdanie i atakuje natychmiast, gdy tylko otwieram usta.
Przyszłam trochę z ciekawości, a trochę jakoś tak wyszło; do tego dołączyło się poczucie obowiązku, tak wypada i trzeba iść między ludzi.
Jestem pełna energii i tryskam humorem. Z tym radzę sobie doskonale.
wikipedia.pl
Zaczynam rozumieć, że rozmowa nie polega na dzieleniu się swoimi przemyśleniami, tylko na przemyślanym dzieleniu rozmówcy na strzępy. Daję się wciągnąć w wojnę na temat roli państwa w budowie infrastruktury miejskiej.
Wszyscy żegnają się czule, umawiając na kolejną imprezkę.
Wracam do domu, siadam w fotelu i żałuję, że prysznic nie sięga aż do salonu. Zmyłabym z siebie poczucie, że znowu zawiodłam.
Tym razem mnie.
Nie pójdę kolejny raz.
Chyba, że poczucie obowiązku, tak wypada i trzeba iść między ludzi.

piątek, 8 grudnia 2017

jakieś

crazyshop
W sklepach mnóstwo ozdób świątecznych, zupełnie jakby zbliżały się jakieś święta...

stara

psychotesty-szczecin.pl
Znajoma powiedziała mi, że stara się być przy sobie.
Zrozumiałam.
Pozazdrościłam.
Też chcę.

Jeszcze tylko miliony lat świetlnych nauki, ćwiczeń, przemyśleń i będzie miodzio.

środa, 6 grudnia 2017

ciężki

Ohoho... Nadszedł ciężki czas.
Zorientowałam się po tym, że kolejny tydzień czytam książki, które już znam prawie na pamięć.
fajne - blog.pl
A wczoraj przeczytałam to samo opowiadanie, co przedwczoraj.
Bardzo źle.
Gdzie jest ten przycisk do resetowania, się pytam.
Się pytam.
Gdzie?

wtorek, 5 grudnia 2017

nocy

Wczoraj w nocy, gdzieś pomiędzy 23.30 a 5.45 sprzedałam moje mieszkanie i kupiłam ogromne mieszkanie do remontu w centrum Koszalina. Najpierw kupiłam, a potem szukałam z wypiekami na twarzy, gdzie ono dokładnie się znajduje. Okazało się, że to stara dzielnica Koszalina, z malutkimi uliczkami. Po chwili dotarło do mnie, że nie mam pojęcia, gdzie leży Koszalin. Ku mojej radości odnalazłam go nad morzem, bardzo blisko Sopotu. Położony był między dwiema ogromnymi zatokami, połączonymi siecią kanałów. Koszalin okazał się być gigantycznym portem. Trochę mnie to zmartwiło, bo nie spodziewałam się, że moje nowe-stare mieszkanie jest w takim uprzemysłowionym rejonie kraju, ale stało się - nie ma co żałować. Trzeba się brać do roboty. Postanowiłam sprawdzić dokładnie stan mieszkania, żeby zaplanować wstępnie prace. Podłogi z dziwnie starych, zniszczonych białych deseczek, ściany też drewniane... No trudno... Spojrzałam na zegarek, żeby zobaczyć, ile mi czasu jeszcze zostało i okazało się, że jest 5.45. Czyli za 15 minut będzie dzwonił budzik. Położyłam się z powrotem do łóżka, jednak nie udało mi się już zasnąć.
smakowite
Rano w samochodzie młodsza córka poskarżyła mi się, że obudziła się około 5 rano i nie mogła zasnąć. To było mniej więcej wtedy, gdy ja sprawdzałam stan podłóg. Ostatni raz spojrzała na zegarek o 5.45 i potem chyba zasnęła, bo obudził ją jej budzik. Zamiast przyjść do mojej sypialni i pomóc mi w ustalaniu kosztorysu napraw, męczyła się we własnym łóżku.

Starsza córka z kolei powiedziała, że dawno nie była rano tak zmęczona.

Wczoraj podobno była jakaś super pełnia.
Księżyc gigant.
Wielki naleśnik, zaglądający zmęczonym ludziom w okna.
Kobietom.
Mój mąż spał bez przeszkód, tylko jeszcze nie wie, że będziemy się przeprowadzać...


poniedziałek, 4 grudnia 2017

zapaloną

Gdybym żyła w średniowieczu, zostałabym spalona na stosie. Przyjęłabym to z radością, ponieważ ogień mnie fascynuje.
Gdybym wierzyła w reinkarnację, uważałabym, że w poprzednim wcieleniu istotnie byłam spalona na stosie, ponieważ ogień ciągnie mnie do siebie jak magnes.
chmurak.pl
Gdybym była buddystką, umiałabym wyjaśnić, dlaczego płomień i to, co się wraz z nim unosi, mają na mnie tak kojący wpływ.
Gdybym była Indianką, potrafiłabym z ognia wyciągać wnioski, dotyczące przyszłości.
Gdybym była Inuitką uważałbym ogień za świętość.


Godzinami mogę wpatrywać się w zapaloną świeczkę. Mogę dotykać ognia na granicy miejsca, w którym już parzy. Mogę palcami przesuwać wosk, żeby skapywał po całej długiej nóżce świecy, jak łzy po twarzy dziecka. Mogę na zmianę gasić i zapalać kolejne świece w długim świeczniku, żeby tworzyły rzeźbę, zmieniającą się w każdej chwili.

To nie może być przypadek, że we wszystkich religiach, wierzeniach i kulturach przypisywano ogniowi takie znaczenie.
Nawet nasz język nadaje płomieniowi niewiarygodne znaczenie. Takie czasowniki, jak: napalony, zapalony, wypalony, rozpalony, spalony - mają w sobie magię.

Czy powyższy wywód dostatecznie wyjaśnia, dlaczego nie mogę zapanować nad tym że uwielbiam pracować przy zapalonej świecy?



racji

Od razu rozpoznaję ludzi, którzy już zrozumieli, że nie należy przekonywać rozmówców do swoich racji...


Przyjaźnię się z B. Różnimy się pod każdym względem. Ona jest bardzo religijną osobą o prawicowych poglądach. Wychowuje swoje dzieci zgodnie z tradycyjnym porządkiem. Prowadzi wzorowy dom, nie kładzie torebki na podłodze, uważa, że halloween, joga i medytacja stanowią zagrożenie i ciągle się spóźnia. Piecze trzy rodzaje ciasta na swoje imieniny i sama maluje cały dom.

- Jak ty się możesz z nią przyjaźnić!? Przecież ona jest zupełnie inna niż ty!
- A z kim mam się przyjaźnić? Z kolejną sobą? A kto mi wtedy powie, jak wszystko wygląda z drugiej strony??

...bo widać w ich oczach, że z pokorą przyjęli do wiadomości, że racje tych innych są często zdecydowanie bardziej słuszne od ich własnych.

piątek, 1 grudnia 2017

oferta

Bazylika Mniejsza w Gorlicach *

AAATrakcyjna oferta!

Oddam z dopłatą 3 tony świeżutkiego kataru, chrypę jak po pijackiej imprezie, kaszel gruźlika i ból gardła.

Oferta ważna do wyczerpania zapasów!



* odnośnie do podpisu pod zdjęciem: zawsze mnie dziwi, że w przypadku bazylki rozmiar ma aż takie znaczenie...

czwartek, 30 listopada 2017

stole

No i stało się.
Jest koniec listopada.
Za niecały miesiąc muszę włożyć pod choinkę górę prezentów. Prezenty należy nabyć drogą kupna. A ja nie znoszę zakupów.
sądeczanin.info
Dodatkowo pogoda nie sprzyja życiu, ponieważ widno robi się stanowczo za późno, a ciemno - stanowczo za wcześnie. Brak światła sprzyja myśleniu, a myślenie niesie ze sobą kolosalne skutki. Negatywne naturalnie.

Moja mama ma w niedzielę imieniny i zorganizowała "skromne spotkanie".

- Kalina, ty wiesz, że przygotowujesz jedzenie dla wszystkich gości, których mama zaprosiła?
- A kogo zaprosiła? - spytała siostrę dość zaskoczona Kalina. Przygotowywanie jedzenia nie jest mocną stroną żadnej z sióstr i zrzucenie tego przykrego obowiązku na "tę drugą" jest odwieczną rywalizacją rodzinną.
- 11 osób.

Kalina jak stała, tak usiadła. Mama nie ma w swoim mieszkaniu 12 przyrządów, na których można umieścić ludzką pupę w celach odpoczynkowych. Nawet licząc, że na sofie upchnie się 5 najchudszych gości, pozostają jeszcze tylko 4 krzesła. Oznacza to, że kolejny raz Kalina spędzi imprezę w kuchni, ponieważ i tak nie zmieści się przy stole. Pocieszające jest to, że wraz z Kaliną w kuchni będą przebywały jeszcze dwie osoby, dla których też nie będzie miejsca.
Oby te, które akurat lubię najbardziej...

środa, 29 listopada 2017

trasa

Dzisiaj zrozumiałam, że termin "najszybsza trasa" można zrozumieć na wiele sposobów.
myself
Na przykład moja nawigacja rozumie przez "najszybszą trasę" drogę nieomal w linii prostej, co wiąże się z podróżowaniem ścieżynkami i dróżkami, które nawet przy dużej dozie dobrej woli trudno nazwać drogami...
Ja z kolei pod tym pojęciem rozumiem drogę tak szeroką, że bez zatrzymywania samochodu mogę się minąć z nadjeżdżającym z naprzeciwka rowerzystą. Wiem, wiem. Mam wysokie wymagania ;-)

Dzisiaj podróżowałam standardami narzuconymi przez nawigację. Wczoraj też.
I zwłaszcza przedwczoraj, gdy późnym wieczorem dojechałam w takie okolice, że straciłam już resztki nadziei na to, ze za chwilę nie spadnę poza krawędź świata...

sobota, 25 listopada 2017

zakupy

Wieczór w Ciechocinku.
Podjeżdżam do Biedronki, żeby kupić sobie bułkę i twarożek na kolację. Staję w kolejce do kasy i obserwuję, jakie towary wykładają na taśmę kuracjusze sanatoryjni, stojący przede mną.
onet
Kobiety, mężczyźni, nieco młodsi i dużo starsi, sprawni i poruszający się o kulach - wszyscy kupują wódkę.
Większość z nich wygląda, jakby nie były to ich pierwsze zakupy tego dnia.

Smutek...

czwartek, 23 listopada 2017

tylko

Na zajęciach:

gadżetomania
- Pracujesz sam, czy z Maksem?
- Z Maksem, ale on poszedł do łazienki.
- Może chociaż zaczniesz sam?
- Nie, wolę poczekać na Maksa.
- Dobrze. Będziecie się musieli potem trochę pospieszyć.
- Proszę pani, a może ja też od razu pójdę do łazienki?
- No, świetny pomysł. Przynajmniej Maks nie będzie musiał na ciebie później czekać.
- Oj, chyba będzie musiał. Bo ja, proszę pani, idę kupę, a Maks poszedł tylko siku.

Samo życie. Kto pracuje z dziećmi, ten wie...

środa, 22 listopada 2017

jeździ

Godzina tzw. wczorajsza, czyli środek nocy. Dochodzi siódma rano.
Siedzę za kierownicą. Jadę z miasta do miasteczka, drogą, którą nawigacja określiła jako "wojewódzka".
NT interia
Termometr w samochodzie pokazuje mi na zmianę 0 i 1'C. Droga na szczęście jest pusta, czemu się wcale nie dziwię. Nikt o zdrowych zmysłach nie jeździ podczas takiej mgły. Widzę tylko nieduży fragment asfaltu przed sobą i drzewa, rosnące na poboczu.
Zatrzymuję się na stacji benzynowej, żeby dostarczyć nieco paliwa do baku (jeśli zabłądzę, muszę mieć szanse dotrzeć do cywilizacji) i do mózgu (kawa czyni cuda).
Wycieram reflektory, co powoduje, że moje światła przeciwmgielne nieco lepiej radzą sobie z mlekiem, które mnie otacza. Nagle dostrzegam na poboczu spory znak, dziwnego kształtu. Zwalniam, żeby się zapoznać, co jest na nim napisane - jeśli to informacja o jakichś objazdach, mam problem.
Wytężam wzrok i czytam: "Uwaga! Częste kolizje z dzikimi zwierzętami na tym odcinku".

Lepiej czasami nie wiedzieć. ;-)



sobota, 18 listopada 2017

lepiej

- Mamo, wiesz przecież ,że ja uwielbiam warzywa, ale sałaty nie lubię.
zszywka.pl
- Spróbuj, proszę, młodsza córko. Kawałek sałaty, na to ryż, potem chilli con carne i salsa. I jogurt grecki jako wisienka na to wszystko. Coś pysznego.
- No dobra, to mi tak zrób. Spróbuję.

I matka wzięła do ręki wielki kawał sałaty i ułamała z niego nieduży fragment i wtedy na liściu sałaty, tuż obok kciuka matki,
oczom wszystkich ukazała się wielka jak czopek glicerynowy, zielona, mięsista gąsienica, która w pośpiechu pożerała to, co jeszcze miała szanse zdążyć zjeść...

Młodsza córka pozostała przy wersji: ryż, chilli, salsa i jogurt. Bez sałaty...

Jak komuś na kamiennych tablicach wyryto: "ty nie będziesz jadał sałaty", to nie zmieniaj! No nie zmieniaj!

Dziecko wie lepiej!

czwartek, 16 listopada 2017

karmienia

Już wiem, co mi jest jesienią najbardziej potrzebne do szczęścia!
Żadne kosmetyczki, nowe ciuchy, masaże!
Tylko kulki!
wikipedia
Kulki do karmienia ptaków, które można nabyć w Lidlu za 2,99 zł. (W tym momencie oczekuję, że Lidl uzna to za lokowanie produktu i zasponsoruje mi karton tychże...)

Wydatek ten spowodował, że przed południem na mój balkon przylatują całe bandy rozwydrzonych modrych sikorek, całe pochody arystokratycznych bogatek, pojedyncze zawstydzone sójki i samotne aroganckie sroki.
Patrzenie na nie daje mi tyle szczęścia, że nawet nie chce mi się spać.

Pewną niesprawiedliwością jest to, że ptaki przylatują wyłącznie przed południem i nikt inny ich nie widzi. Tylko ja.
A może to właśnie jest sprawiedliwe...?
Tak.
Mam prywatną armię ptactwa balkonowego. Jeśli będą kręcić film "Pan Tadeusz osiemdziesiąt lat później", to zgłoszę się na casting do roli Zosi :-)

PS. Kulki mają dwie wady:
1. niewiarygodnie szybko znikają
2. okruszki z kulek i to, co z nich powstaje po przejściu przez przewód pokarmowy ptaków lądują
na tarasie sąsiadów z parteru.

Pierwszy problem jakoś przeżyję. Drugi jest problemem sąsiadów z parteru, a nie moim. Nie muszę w końcu rozwiązywać problemów wszystkich sąsiadów... ;-)

wtorek, 14 listopada 2017

serio

- Starsza córko, wróć proszę jutro prosto ze szkoły do domu, bo niedaleko Twoich rewirów będzie wiec jakichś radykałów, zamykają okoliczne ulice, spędzają tam wagony policjantów i może być niebezpiecznie -

- powiedziała Kalina i zamyśliła się...
Czy na tym polega demokracja?
Czy pozwalając każdemu na wszystko nie stajemy się więźniami własnej tolerancji?


I druga rzecz, która mnie dziś zmroziła:

Na autostradzie był wypadek. Korek sięgał horyzontu. Straż pożarna wjechała bramą awaryjną i odcinek 500 metrów do poszkodowanych pokonywała w 20 minut, bo kierowcy zostawili samochody w korku i poszli do przodu, oglądać zniszczone w wypadku auta. Wóz straży pożarnej nie mógł się przecisnąć między zaparkowanymi na pasach samochodami. Serio. W internecie krąży film. Smaczku dodaje fakt, że miało to miejsce w Polsce. I był to samochód Ochotniczej Straży Pożarnej.
Jak z kiepskiego dowcipu.

poniedziałek, 13 listopada 2017

ruszać

Postanowiłam się zacząć ruszać.

bodyrelax
Wybrałam aktywność stosowną dla mojego wieku (znaczny) i poziomu usportowienia (nieznaczny) i zdecydowałam się na bardzo energiczne spacery.

W zasadzie to jestem już super-hiper ekspertem od takiego maszerowania, bo zrobiłam to aż raz!

Jutro wielki dzień. Jeśli dam radę wyjść w tej sprawie z domu po raz drugi, będę wielka!

Oj, jak mocno sobie kibicuję i trzymam kciuki, żeby mi się chciało, chociaż aura nie sprzyja. Jak zawsze, zresztą ;-)

PS. Odpowiadam na ewentualne pytania, dotyczące zdjęcia: Nie ma mnie na zdjęciu obok, bo szłam szybciej i wyszłam z kadru z lewej strony dużo wcześniej...

wyciąć


Shit! Cholera! Jasna pogoda!

tumblr
No jakie tam jeszcze można określenia użyć, żeby nie mieć wyrzutów sumienia...

No dlaczego, ach dlaczego wczoraj, zdejmując moją ulubioną białą koszulę z suszarki uznałam, że powinnam wyciąć z niej metkę? No co mi ten kawałek papiero-tkaniny przeszkadzał, się pytam? No co?
I teraz nie mam metki, mam za to dziurę w koszuli w kształcie podłużnego przecięcia... Trochę kształtem przypomina Kanał Panamski, a trochę Rów Mariański...
Shit, cholera, jasna pogoda!

piątek, 10 listopada 2017

basen

Wieczorem
- Mamo, czy mogłabym jutro nie iść na basen?
youtube
- Proszę, żebyś poszła.

Następnego ranka
- Mamo, czy na pewno muszę iść dzisiaj na basen?
- Tak. Musisz.

W południe
- Halo, mamo? Wiesz, co się stało? Boli mnie gardło! Od drugiej lekcji! Poszłam do pani pielęgniarki i zapytałam, czy ona uważa, że z bolącym gardłem muszę jechać na basen. I wiesz, co ona powiedziała? Że nie!
- A gdzie teraz jesteś?
- W hallu szkoły.
- A gdzie jest twoja klasa?
- No pojechała na basen!

  

zorzę

Widziałam w telewizji film, pokazujący dzisiejszą zorzę polarną w Finlandii.
polartravel

Wyglądam przez okno i widzę biało-szare nic.

Ponieważ wierzę w sprawiedliwość na świecie, jestem nieomalże przekonana, że u nas w nocy też była dziś taka piękna zorza polarna, tylko przysłoniły ją chmury.


środa, 8 listopada 2017

kurczaka

Dziś przemiły chłopiec napisał, że jadł łutka kurczaka.
smaker.pl
Po głębokim przemyśleniu sprawy, dochodzę do wniosku, że nie ma żadnego logicznego uzasadnienia dla nazywania udek udkami, a nie łutkami.

Przecież tego się nawet wymówić nie da: udka.

Wariactwo z tą ortografią i tyle .
;-)

wtorek, 7 listopada 2017

jednonocny

Jestem w ogromnym pensjonacie nieomal na szczycie Ślęży. Nie, żebym się chciała chwalić. Nic z tych rzeczy. Chciałam tylko napisać, że pan z recepcji właśnie mnie poinformował, że będę w budynku sama aż do rana. A ponieważ rano wyjadę, zanim przyjdzie kolejny recepcjonista, mam zostawić klucze w skrzynce na listy.
I tu jest gwóźdź programu:
marekowczarz.pl
mam klucze od drzwi wejściowych i cały ogromny pensjonat do dyspozycji. Dookoła żywego ducha. Za oknem takie ciemności, jakich w rodzinnym mieście nie ma nawet podczas gigantycznej awarii prądu. Niebo pokryte jest grubymi na tysiące kilometrów chmurami, które opadły tak nisko, że jedna z nich zahaczyła mi się dzisiaj o okulary. Siąpi coś, co można nazwać kosmiczną mżawką, albo również nasyceniem powietrza wodą w 200%.
Ale do rzeczy: jeśli ktoś ma wolny wieczór i chciałby go spędzić w  prześlicznym pensjonacie na Ślęży, to zapraszam! Nie jestem tylko pewna, czy nie umrę ze strachu, gdy ktoś zapuka mi do okna (mam pokój na parterze). Nie będę chytra i wezmę od każdego połowę ceny za łóżko. W końcu trzeba wykazać się odrobiną uczciwości. No i jest to oferta dość last minute. Mam dostęp do kawy i herbaty. W sali obok jest kominek. Co prawda nieczynny, ale kto sobie ma poradzić z nieczynnym kominkiem, jeśli nie ja - jednonocny gospodarz pensjonatu!?
Jeśli ktoś się szykuje do przyjazdu, to proszę zabrać ze sobą bułki na śniadanie! I mleko do kawy, bo to, które jest tutaj, rano może już nie być mlekiem... No i musimy wyjechać przed ósmą rano, bo o dziewiątej mam spotkanie kilka miejscowości dalej.

Jeśli nikt się nie zdecyduje na przyjazd, rano napiszę kolejny tom "Sagi rodu Paliserów". Zacznę od tego, jak Glencora Paliser została przez pomyłkę na noc sama w wielkim pałacu i bała się wysunąć głowę spod kołdry, myśląc o tym, jakie niebezpieczeństwa czyhają na nią za każdym rogiem przepastnych korytarzy. To oczywiście, jeśli dożyję.

Jeśli przez najbliższe 3 lata nie napiszę nic na tym blogu, wiecie, gdzie mnie szukać. Masyw Ślęży. Parter. Okno od strony podjazdu. Z widokiem na wielkie, czarne nic.

PS. Ciekawe, czy będę umiała spać w takiej ciszy. Słychać tylko brak jakichkolwiek dźwięków. Może chociaż motocyklista przejedzie, albo karetka, żebym się poczuła jak w domu ;-)

PS. Ach, uczciwość nakazuje mi napisać, że mój samochód jest zaparkowany obok klatki z kozą. Może zaproszę ją na herbatę do kominkowego saloniku. Mam nadzieję, że skorzysta ;-)

niedziela, 5 listopada 2017

milimetrach

- Telefoniczne zgłoszenie szkody komunikacyjnej będzie trwało około 10 minut. Czy jest pani gotowa?
- Tak.
- Jakiego formatu jest uszkodzenie w pani samochodzie, określając formatami papieru, np: A4, B5, C3, A2?
- Żadnego. Uszkodzenie w moim samochodzie jest formatu zderzaka od ciężarówki.
123rf
- Rozumiem. Przejdźmy do kolejnego pytania: Jeśli nie może pani określić wielkości uszkodzenia formatami papieru, proszę podać średnicę uszkodzenia.
- Ono nie ma średnicy, bo jest podłużne. Bardzo podłużne. Od początku przednich drzwi do końca tylnych.
- Rozumiem. Zadaję kolejne pytanie: Jaka jest głębokość uszkodzenia, podając w milimetrach?
- Yyyy... Czy mogę przekazać słuchawkę mężowi? On się lepiej zna na milimetrach.
- Bardzo proszę.

- Dzień dobry panu. Proszę podać wysokość, na której doszło do uszkodzenia samochodu pani Kaliny.
- Wie pan, to było w Warszawie. Nie wiem, na jakiej wysokości. To jest chyba nizina. Musiałbym sprawdzić na mapie, jaka to wysokość.
- Rozumiem. Chodzi mi o wysokość uszkodzenia od dołu pojazdu, a nie o wysokość nad poziomem morza.. W milimetrach
- Licząc z kołami czy bez?
- Z kołami.
- To nie wiem.
- A licząc bez kół?
- Też nie wiem.
- Rozumiem. Czy może pan podać głębokość wgniecenia w milimetrach?
- Czy to ma jakieś znaczenie dla dalszego rozliczenia szkody?
- Nie. Informacje i tak zostaną zweryfikowane przez rzeczoznawcę i obecnie mają tylko charakter orientacyjny.
- O, to mogę podać wszystkie dane. Uszkodzenie ma format A3, średnicę 78 cm, głębokość wgniecenia wynosi 73 mm, a wgniecenie znajduje się na wysokości 585 mm od ziemi. Proszę chwileczkę poczekać.
na boku:
- Kalinko, chcesz mieć wgniecenia raczej wyżej czy raczej niżej?
- Raczej wyżej poproszę.

- Halo? Chciałbym zmienić z 585 mm na 592.
- Bardzo dziękuję za informację.

- No i widzisz, Kalinko? Tak się rozmawia przez telefon!

piątek, 3 listopada 2017

grzeją


- Dzień dobry, czy u państwa grzeją kaloryfery?
wyborcza.pl
- Nie.
- No właśnie! U nas też nie grzeją! Awaria wielka jakaś! Znowu pewnie pękła magistrala, czy jak to się nazywa. Skandal!
- Ale u nas nie grzeją, bo my nie włączamy jeszcze grzania. U nas jest ciepło.
- A, to przepraszam. Widocznie to nie magistrala, tylko nasz zawór. Ale i tak skandal!

czwartek, 2 listopada 2017

dosuszać

4gift.pl
Rok człowieka dzieli się na dwie pory: tę, w której schną ręczniki w łazience wisząc na wieszaczkach i tę, w której trzeba dosuszać ręczniki, żeby nie zostawiały na skórze wspomnienia stęchlizny...

Rok człowieka dzieli się na dwie pory: tę, w której chętnie pije się zimne napoje i tę, w której ma się ochotę podgrzewać nawet colę.

Rok człowieka dzieli się na dwie pory: tę, w której chodzi się w jednych klapkach od rana do wieczora i tę, w której co chwilę przebiera się buty.




środa, 1 listopada 2017

groby

- A jak tam Heniu? Żyje?

- .A potem dolewasz do tego pół szklanki bulionu.

obrazki.jeja
- Tak się cieszę, że wszystkie groby mamy tu pod nosem.

- Halo? No już jesteśmy. A wy?

- Proszę się przesunąć, bo samochód panią potrąci.

- No i gdzie parkujesz, debilu?

- Ustaw te cztery tu w rządku. Żeby było symetrycznie.

- A ci obok znowu zagrabili liście na naszą stronę.

- O, dzień dobry panie profesorze!

- Czy nie za duże te kwiaty kupiłam? W kwiaciarni wydawały się jakieś takie... mniejsze.

- No i znowu ciocia się nie dopasowała kolorem do naszych zniczy!

- No dalej. Już nie przedłużaj. Na Junikowie będą ale korki.



wtorek, 31 października 2017

bagażem

Myślę o relacjach matka-córka.

Słyszę, jak dorosłe kobiety skarżą się na swoje matki. Czują się źle traktowane. Idą przez życie z bagażem złych wspomnień ze swojego dzieciństwa.

deser.pl
- A moja matka to nigdy mnie nie pochwaliła, zawsze tylko "postaraj się bardziej!"
- A moja matka mnie nie lubiła. Wolała mojego brata.
- A moja matka miała depresję i musiałam jej robić herbatę.
- A moja kiedyś wyrzuciła słonika z plasteliny, którego specjalnie dla niej ulepiłam.
- O, o! Moja też! Tylko nie słonika, ale szopkę bożonarodzeniową, zrobioną z rolki po papierze toaletowym! Po Wielkanocy ją wyrzuciła, jakby nie mogła zostawić na przyszły rok!

Słucham i myślę.
Jak cholernie łatwo jest być piękną i młodą córką z fochami, złymi humorami, okresem dojrzewania i złamanym sercem; i jak cholernie trudno być mądrą, wyrozumiałą, zawsze łagodną, wypoczętą, mającą czas i ochotę na rozmowę matką. Rozliczaną z każdego przewinienia. Bez prawa do łagodnego wymiaru kary.

poniedziałek, 30 października 2017

nadeszła


jeja.pl
Skrobałam dzisiaj rano szybę w samochodzie. Oznacza to, że nadeszła wiekopomna chwila i przez najbliższe pół roku będę stękać i marudzić z powodu zimna.

Grubaśny sweter od Psa-w-Swetrze tkwi już w blokach startowych. Skarpety, przypominające swoim wyglądem kokon Obcego Siódmego Pasażera Nostromo, wydobyłam z głębin szuflady.

Byle do kwietnia...

piątek, 27 października 2017

wdzięczności

W pradawnych grobowcach kości ludzkie ułożone są prawidłowo, ale jednak każda osobno.
Tak właśnie się czuję.
tirstop.pl
Każdą kosteczkę mam osobno. Ale czuję je wszystkie. Począwszy od małego palca u prawej stopy, a skończywszy na pokrywce czaszki. Wszystkie kości skrzypią, stękają, poruszają się niechętnie i z pewnym spowolnieniem.
Najgorzej jest z palcami u rąk i nadgarstkami.
To podobno typowe. Zawsze po wypadku samochodowym bolą dłonie, które zaciskają się na kierownicy. Ktoś powiedział, że powinnam się cieszyć, że nie wyprostowałam w tamtym momencie łokci, bo one bolą najbardziej.
Dziękuję wam łokcie, że nie dokuczacie najbardziej.

Najbardziej boli mnie teraz ściśnięta dusza.
I jednocześnie czuję ogromny przypływ wdzięczności dla losu, że skoro umieścił mój samochód w tej samej czasoprzestrzeni, którą zajmowała akurat ciężarówka, to że zadbał, żeby w moim samochodzie nie było wtedy moich dzieci.

sobota, 21 października 2017

kina

Mąż zapytał, czy nie poszłabym z nim jako przyzwoitka do kina. Poszłam. Druga część "Łowcy androidów". W sytuacji, gdy idzie się do kina jako osoba towarzysząca, nie ma żadnego znaczenia, że nie widziało się pierwszej części. Krótkie wprowadzenie w temat nastąpiło w samochodzie, gdy dojeżdżaliśmy już do kina.
hilavitkutin.com
Że stworzono androidy, a Harrison Ford pracował jako myśliwy. I jeden android płci żeńskiej zmiękczył serce Harrisona. I pojawiła się miłość. I film jest kultowy i piękny.
Wzbogacona o cały niezbędny ogrom wiedzy o na temat tworzenia humanoidalnych istot usiadłam w kinie, zaopatrzona w worek śliwek (jesienią śliwki są jednym z moich podstawowych pokarmów) i migdały w czekoladzie z cynamonem (kto czytał poprzednie posty, ten wie, jak cierpię...).

Wytrzymałam wymagane biletem 3 godziny, chociaż było ciężko. Reklamy przed seansem trwały tak długo, że właściwie zanim się skończyły, moja potrzeba patrzenia na duży ekran była już zaspokojona.
Jeśli w teatrze zaczną odgrywać reklamy przed spektaklami, przestanę chodzić! Nawet z mężem! ;-)


czwartek, 19 października 2017

żywności

tekst zawiera lokowanie produktu!!!
Kupiłam w Tesco wielką pakę migdałów w mlecznej czekoladzie z cynamonem.
Nie lubię jeść migdałów, bo włażą mi w zęby.
I pomimo tego nielubienia wyżeram z paki garściami migdały w czekoladzie. Z cynamonem.
No nie daję rady.
Zaczynam podejrzewać, że mam wrodzoną skłonność do autodestrukcji, uzależnień i zachowań aspołecznych.
Wyniosłam tę paczkę do kuchni, żeby nie znajdowała się w zasięgu moich rąk. A po godzinie znowu leżała obok mnie na stole. No sama przylazła!
To jest dowód na spiskową teorię dziejów.
To jest argument dla tych, którzy twierdzą, że producenci żywności dodają do jedzenia mnóstwo różnych dziwnych substancji. Tak, tak! Dodają! Migdałów dodają! I czekolady z cynamonem!

A człowiek bezsilny jest wobec działań wielkich koncernów!
Ach, jaki bezsilny...

poniedziałek, 16 października 2017

załatwiła

- Mamo, kiedy pojedziemy do drogerii z ekologicznymi kosmetykami?
- Ty chcesz tam jechać!? Przecież ciebie nie interesują ekologiczne kosmetyki!
wdolnymslasku.pl
- Zgadza się. Ale w zeszłym tygodniu moja starsza siostra załatwiła z tobą, że pojechałyśmy do Tigera, a ja jej w zamian obiecałam, że załatwię jej niedługo ekologiczną drogerię. No i już tydzień mija, a nadal nie byłyśmy w drogerii!

PS. Dziecko, które ma rodzeństwo, przyszłością narodu...

wolę

art.-madam.pl
- O której do mnie przyjdziesz, Kalinko?
- Nie wiem jeszcze, mamo. Mam sporo pracy i jak się wkręcę w czytanie, to będę później. A jak się nie wkręcę, to przyjadę wcześniej.
- Jednak wolałabym wiedzieć, o której będziesz.
- No to umówmy się na 14. Nastawię sobie budzik, żeby nie zapomnieć. A dlaczego chcesz tak dokładnie wiedzieć? Wychodzisz gdzieś?
- Nie, nie. Będę cały dzień w domu. Tylko nawet jak nic nie robię, to wolę sobie to zaplanować.

niedziela, 15 października 2017

zaprzyjaźnionych

Słowo przyjaźń powinno mieć dwa rodzaje:
ta przyjaźń i ten przyjaźń.
Tej przyjaźni z tym przyjaźniem nie da się nawet postawić obok siebie. To zupełnie inne zjawisko pogodowe i społeczne.
Gdy obserwuję spotykających się ze sobą, zaprzyjaźnionych facetów, otwieram szeroko oczy ze zdumienia.
Prawdopodobnie mężczyźni, gdy widzą spotykające się ze sobą, zaprzyjaźnione kobiety, oceniają to podobnie.
Tylko zupełnie inaczej, naturalnie. Bo tu nic nie jest takie samo.

czwartek, 12 października 2017

fikcja

rysunki.me
Czy autor książki ma prawo świadomie wprowadzać czytelnika w błąd? Przekonywać go do swoich racji, wiedząc, że to kpina? Przedstawiać mu dowody naukowe na poparcie swoich teorii, powoływać się na publikacje, które istnieją tylko w jego głowie? Cytować nieistniejące prace naukowe?
Literatura to fikcja.
Ale czy aż tak?

środa, 11 października 2017

dolne

Podziwiam spryt Matki Natury.
Gdy zrozumiałam, dlaczego ubrała zebry w pasiaste piżamki, wpadłam w zachwyt.
Kiedy dowiedziałam się, że żyrafy, oprócz tego że często jako jedyne w okolicy mogą sobie pozwolić na śniadanko z górnej półki, to jeszcze przy tym mają możliwości przyłożyć wrednej sąsiadce, moje uznanie nie miało granic.
Kocham ośmiornice za to, że jako jedyne w świecie prymitywnych zwierząt mają zdolność omijania przeszkody. Mucha pół dnia będzie walić głową w szybę zamkniętego okna, żeby się dostać do upragnionej kupy. Ośmiornica natomiast spakuje walizki i przejdzie do innych pomieszczeń, żeby sprawdzić, czy tam nie znajdują się drzwi.
Mądrość, przemyślenie sprawy, spryt - taka jest Matka Natura.
Szczyt marzeń Berniego (ogonek.pl)
Prawie zawsze.
Jedyny wyjątek jaki znam, to nasz Bernard. Stuprocentowa świnka morska. Gryzoń w czystej postaci.
Bernard jest rzadkim przypadkiem błędu Przyrody.
Otóż Berniemu przestały rosnąć zęby. Dolne. W związku z tym stracił możliwość odcinania fragmentów obiadu. Skutek tego jest taki, że wielokrotnie w ciągu dnia muszę mu ucierać na tarce marchew i ogórki, muszę mu siekać natkę na krótkie fragmenty, żeby języczkiem wciągnął pyszności i przekazał znacznie oddalonym od usteczek zębom trzonowym do rozdrobnienia...
Wstaję półprzytomna w środku nocy (o szóstej) i natychmiast biegnę do kuchni, żeby utrzeć na tarce marchew, ogórka i buraka...
Zanim omówiliśmy z Bernim sprawę ucierania jedzonka, biedak schudł i stracił humor. Teraz znowu jest podobny do Leonida Breżniewa i piszczy jak stado zarzynanych prosiąt. Znaczy - wszystko w normie.

Po dłuższej chwili:
To jednak nie jest błąd tylko kolejny dowód na mądrość Natury. Dała takiego lekko uszkodzonego Berniego mnie. Pracuję w domu i mogę wielokrotnie w ciągu dnia trzeć na tarce warzywa.
A gdyby tak Berni dostał się w ręce minister edukacji? I ona podczas wizytowania szkół i wygłaszania przemów musiałaby robić przerwy na wyjęcie z torebki dużej tarki i buraka?
Bernard czułby się na pewno niekomfortowo!

wtorek, 10 października 2017

piekarni

that.pl
 O szóstej rano poszłam do naszej piekarni po chleb.

Jeśli ktoś mówi Wam, że najgroźniejszą substancją uzależniającą jest kokaina, to kłamie.
Najgroźniejszy jest poranny chleb z naszej piekarni. Ciepły, mocno przypieczony i chrupiący.
I do tego ten zapach!
Moja silna wola została rozsmarowana na szóstej kanapce z powidłami śliwkowymi.

Ratunku! Przecież ja już nie mogę!!!