
- Zgubiłam w Niemczech kartę kredytową. Zorientowałam się dopiero po powrocie. Dwa dni po powrocie... Natychmiast, gdy przeszukałam wszystkie kieszenie, torebki, porfel, wnętrze namiotu, śpiwór, wszystkie schowki w samochodzie i kosmetyczkę zadzwoniłam do banku, żeby ją zastrzec. A wtedy przemiła pani powiedziała mi, że ostatnia transakcja, jakiej dokonano moją kartą miała miejsce dzisiaj (zawał serca!) rano (z udarem!) na kwotę 18,36 zł (atak padaczki. Co za idiota korzysta z mojej karty i kupuje coś tak taniego!?) w sklepie "Żabka" koło mojego domu. Wtedy już umarłam.
- Jak to możliwe?!
- No właśnie... Niemożliwe. Ja po prostu nie zgubiłam tej karty w Niemczech, tylko rano, gdy kupowałam bułki, twarożek i cukier, zostawiłam ją w "Żabce".
- Co powiedziałaś tej pani z banku?
- Dziękuję za informację...
- I poszłaś po tę kartę do "Żabki"?
- Nie. Mimo to zastrzegłam. Bo jeśli nie ma jej jednak w "Żabce"?
- Musi tam być!
- Musi albo nie musi. Po niej się można wszystkiego spodziewać!