sobota, 8 sierpnia 2015

plaży

- Podobno Polacy wymyślili sposób na rezerwowanie sobie miejsca na plaży, stawiając skoro świt parawany wzdłuż brzegu.
- Trochę mi wstyd...
- Też tak stawiałaś?
- Nie, ale czasem wychodzę wcześnie rano przestawić samochód na parking, jeśli wieczorem nie udało mi się znaleźć miejsca. Myślisz, że to jest to samo?
- No nie wiem... Możemy ustalić, że to nie jest to samo, jeśli od czasu do czasu przestawisz też mój samochód...

głośników

- Do szału doprowadza mnie muzyka. Wszędzie wyją głośniki. A jak nie ma głośników, to zawsze znajdzie się jakiś dureń, który musi sobie nastawić muzyczkę ze swojego przenośnego urządzenia na prawie cały regulator. I nawet jeśli byłaby to muzyka, którą uwielbiam, to i tak nie lubię jej TAM. W restauracjach nie słyszę, co mówi osoba siedząca ze mną przy stoliku, bo rozbrzmiewa romantyczna ballada, w sklepie słucham czegoś, co ma przyspieszyć/spowolnić moje poruszanie się między cynamonem a selerem, na ulicy słucham po trzy akordy różnych utworów, mijając sklepy, które niestety zapłaciły ZAiKS-owi abonament za wykorzystywanie cudzej twórczości. A ostatnio - kuriozum. Weszliśmy do knajpki o włoskiej nazwie. W środku kucharz, który z gracją podrzucał ciasto na pizzę i wyciągał z kotła strugi makaronów. Cudowna cisza, cudowny szczęk patelni i szum pizzowego pieca. I nagle do wielkiej, starej komody podeszła kelnerka i jednym przyciskiem wsadziła nas w sam środek heavy-metalowego koncertu. Nawet mój mąż, miłośnik takiej muzyki, był wciśnięty w krzesło z zaskoczenia.
- Tobie zawsze przeszkadza muzyka, którą generuje ktoś inny.
- Z wyjątkiem sytuacji, gdy dobrowolnie mu za to płacę...!

wtorek, 4 sierpnia 2015

podoba

- Jak ci się podoba?
- Może trochę za długa...
- Czy ty zawsze musisz znaleźć jakąś wadę?
- Jeśli pytasz o moje zdanie, to ci mówię szczerze.
- Niepotrzebnie!

sieci

- Chciałam coś zjeść po drodze. Jedyna szansa przy autostradzie ma subtelne logo w kształcie litery "M" i proponuje świeżo przyrządzane potrawy prosto z sieci. Zatrzymałam się i zamówiłam kanapkę i kawę. Okazało się, że będzie taniej, jeśli zamówię do tego jeszcze frytki.
- Frytki są takie tanie?
- Frytki mają cenę ujemną!
- A jak się kupuje tylko frytki, to ile kosztują?
- Prawdopodobnie jest taniej, jeśli do tych frytek zamówisz jeszcze kawę i kanapkę... Ale ketchup dostaniesz gratis!

latem


- Nie powiesz mi chyba, że cię to nie męczy!?
- Nie męczy mnie - to mało. Jestem zachwycona. Zdecydowanie wolę wsiadać do samochodu, w którym parzy mnie w dłonie kierownica, niż skrobać szyby zimą. Wolę leżeć na łóżku, gdy temperatura w sypialni dochodzi do 30 stopni, niż  przykrywać się drugą kołdrą i trzecim kocem, żeby się ugrzać. Wolę wejść sobie pod delikatnie chłodny prysznic w ciągu dnia i czekać, aż skóra sama wyschnie, niż szczękać zębami, w pośpiechu zakładając szlafrok i ciepłe kapcie.
- Nie wierzę! Nic cię latem nie denerwuje?
- Jedynie to, że wszyscy narzekają na upały i pytają mnie, jak sobie radzę. A zimą nikt nie pyta!

dźwiga

- Uwielbiam kamieniste plaże, tylko najbardziej męczy mnie na nich to zbieranie kamieni... Człowiek dźwiga kilogramy skał w dłoniach, węzełkach zrobionych z ręcznika i zakamarkach stroju kąpielowego wiedząc, że i tak wyrzuci je przed powrotem do domu...
- Jak to?! Przecież w tym roku, oprócz całego stada krabich nóżek, krabich skorupek, muszelek małży i ślimaków oraz oszlifowanych patyczków, przywiozłaś z wakacji jakieś 10 kg kamieni!
- To i tak jest zaledwie promil tego, co nosiłam ze sobą po plaży...

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

niemiecki

- Ale znasz trochę niemiecki, prawda?
- Moja znajomość niemieckiego ogranicza się do podstawowego zakresu słówek stosowanych w "Czterech pancernych" i w niektórych odcinkach "Stawki większej niż życie", ale nie sądzę, żeby było to słownictwo, które ułatwiłoby życzliwy kontakt z przeciętnym Niemcem...

niedziela, 2 sierpnia 2015

zastrzegłam

- Zgubiłam w Niemczech kartę kredytową. Zorientowałam się dopiero po powrocie. Dwa dni po powrocie... Natychmiast, gdy przeszukałam wszystkie kieszenie, torebki, porfel, wnętrze namiotu, śpiwór, wszystkie schowki w samochodzie i kosmetyczkę zadzwoniłam do banku, żeby ją zastrzec. A wtedy przemiła pani powiedziała mi, że ostatnia transakcja, jakiej dokonano moją kartą miała miejsce dzisiaj (zawał serca!) rano (z udarem!) na kwotę 18,36 zł (atak padaczki. Co za idiota korzysta z mojej karty i kupuje coś tak taniego!?) w sklepie "Żabka" koło mojego domu. Wtedy już umarłam.
- Jak to możliwe?!
- No właśnie... Niemożliwe. Ja po prostu nie zgubiłam tej karty w Niemczech, tylko rano, gdy kupowałam bułki, twarożek i cukier, zostawiłam ją w "Żabce".
- Co powiedziałaś tej pani z banku?
- Dziękuję za informację...
- I poszłaś po tę kartę do "Żabki"?
- Nie. Mimo to zastrzegłam. Bo jeśli nie ma jej jednak w "Żabce"?
- Musi tam być!
- Musi albo nie musi. Po niej się można wszystkiego spodziewać!

informowanie

- Jak już wróciliśmy z wakacji, to zrobiła się piękna pogoda...
- Załóż firmę: informowanie o urlopie. Możesz sprzedawać ludziom informację, kiedy planujesz wyjechać i wtedy oni wezmą urlop w innym terminie i będą mieli pewność pięknej pogody.
- A ja?
- Możesz mieć albo udany urlop, albo pieniądze. Nie bądź marudna!