Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolory. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lutego 2016

Różowo-niebieski i inne biesy

Jak ja lubię, jak ja uwielbiam wprost jak się nas, społeczeństwo, społeczeństwa przeróżne, infantylizuje. Infantylizacjami przeróżnymi przećwicza. Patrz, oto impreza z powodu której musisz się kolektywnie cieszyć i współuczestniczyć. Patrz, oto demonstracja, na którą musisz iść, by bronić. Patrz oto zeszłoroczne autorytety, które wypada cytować, a oto modne odcienie tegoroczne, w które musisz się przystroić.

Zatem, z powodu, że cała reszta wzdęła już rozliczne linijki cudzych analiz, to u mnie niech będzie tylko o kolorach. Komisja pantonowska, która corocznie wybiera kolor, który ma się nam podobać, w tym roku wybrała dwa. Wyglądające jak głos w sprawie gender. Wyglądające jak głos w sprawie przeciwko zanieczyszczaniu powietrza oraz głos w sprawie orgiastycznie zmutowanego monstrualnego łososia, którego niedługo wszyscy będziemy zakąszać (w tym roku łosoś jest deko świeższy niż w zeszłym [klik]).

Niebieski i różowy.

Pozwólcie że połechcem wam oko małym próbnikiem.









To nie tak, jak widać, że kolory owe były mi dotychczas wstrętne, ale teraz to już nie wypada mi mieć do nich sentyment wizualny.

Tymczasem jeśli jesteście z Krakowa lub okolic, to polecam przejść się na finisaż wystawy na której można zobaczyć PRAWDZIWE kolory.(Potem wystawa pojedzie do Poznania i może innych miast, jednakowoż od tego są internety, aby kolorami cieszyć się bez wychodzenia z różowo-niebieskich pieleszy). 
Wystawa nosi tytuł ‘Rzeczy wesołe’ [klik]. 

Insze kolory, w tym bardzo profesjonalnie zinwentaryzowany emeraldowy ;) można pooglądać klikając w etykietę kolory albo [tu]

wtorek, 12 maja 2015

Czarny kibelek i złota rama czyli o remoncie

Kwitną mlecze, słonko świeci, w soczyste psie kupy na zielonych trawnikach wdeptują dzieci - jednym słowem to idealna pora, by pomalować kibelek na czarno. Dać toalecie nowe, dramatyczne oblicze. 





















Szukam zatem inspiracji w sieci. Doprawdyż nie wiem jak kiedyś sobie ludzie radzili, że musieli tak sami wszystko z głowy, jak i co malować na ścianach, począwszy od oplutych rączek w jaskini Lascaux.

Nie mówcie, że nie myśleliście nigdy (wliczając w to trudny okres nastoletni), żeby pomalować w domu coś na czarno, bo uznam was za interiorowe mięczaki!

A mnie naszło teraz. Pragnę kolorystycznego pazura w miejscu defekacji (gdyż od pasteli można dostać zatwardzenia).  Nie bywam na fejsie i maluję kibelek na czarno - mam nadzieję, że mój terapeuta nie jedzie właśnie do mnie karetką na sygnale ;)

Jednak same czarne ściany wydają mi się zbyt. I tak myślę nad dodaniem jakiegoś motywu: może krzyżyki-plusiki (bardzo światowo i afirmująco), a może trójkąty (hipsterski nurt geometryczny) a może małe, słodkie balaski, z daleka przypominające muszelki (ja)?





















A może zbytniość czerni złamać dodaniem złotej ramy nad umywalką? Tak się składa, że mam jedną złotą ramę, zakupioną na pchlim targu w Berlinie. Taka złota, germańska rama w sam raz do czarnej toalety (proszę nie doszukiwać się tu podtekstów politycznych, gusta nie znają granic. Tylko gotówkę ;) 





















Ale wtedy musiałabym zrezygnować z ohydnej, plastikowej półeczki na której stoją graty kosmetyczne w postaci mydełek i wacików. Nie zrezygnuję z wacików! Oh, może mogłabym przyozdobić czarną ścianę wacikami, które by wyglądały jak płatki śniegu, co by WIZUALNIE schłodziło atmosferę, gdyż jak wiemy, kontrowersyjne zapachy lepiej już znosić w zimnie niż na ciepło.

Paseczki?
Supełki?
Krateczki?
Lamówki?































A może tylko jakieś czarne kanalizacyjne morskie motywy? Gigantyczna kotwica? Wieloryb z fajką? Róża na drzwiach od szafy (ah, słodki motywie z Tytanica ;)?

Ale to jednak wygląda tandetnie. A jeszcze bardziej tandetnie u ludzi, którzy biorą je na poważnie. Weźmy to zacne drzewo poniżej ("Tak, kuzynie Zenonie, po remoncie sypialni śpimy pod dębem!") - wolałabym już temu krzaku domalować dwie nogi i brzuch, przynajmniej byłoby zabawnie.

















Jestem w rozterce.

A jeśli mi się nie spodoba? A jeśli mi się spodoba i będę w domu chciała więcej czarnych ścian? Albo sufitów? Albo hebanowych podłóg? Meh.


piątek, 9 stycznia 2015

Marsala przyjechała czyli że czasem brak bon-motów ale nigdy pan-tonów


Na początku stycznia branie mają dwa kolory. Po pierwsze jest Blue Monday, czyli najsmutniejszy dzień roku, o czym zdecydowali, jak mnieman, naukowcy hamerykańscy. Po drugie okazuje się, kto dostanie kolorystycznego Oscara: w tym roku będzie to pantone marsala. Dwa razy do roku zbiera się specjalna pantonowska komisja, która to ustala, i jest do rymu, trala-lala. Doprawdyż, żeby o pomocy dla afrykańskich ludów toczących wojny domowe tyle dysputowali. Ludów w pantonie toasted coconut i root beer brown

Marsala to według mnie stężały w czerwonym winie łosoś niewiadomej świeżości, doprawiony zleżałym osoczem laboratoryjnej  placówki krajowego NFZ-u.
Nie mniej niuanse zależą od kalibracji monitorów, może wy zobaczycie krwisty stek o zmierzchu albo przykurzoną Barbi-krainę.

Pół życia musiałam się w dużym pokoju rodziców kisić w bordach, dlatego nikt mnie nie przekona, że jest to kolor dla młodych i pełnych życia panienek. Takim kolorem jest emeraldowy, którego przebogatą inwentaryzację poczyniłam kiedyś [klik]. A dla bogatych złoto [klik]
Marsala to lejt-motif dla arystokratycznych alkoholików i target dla odplamiaczy po biforkach.

Inwentaryzacji marsali robić nie muszę, gdyż wyręczyły mnie w tym internety. Prosz:

Dywany i ubrania marsalowe ujdą, nie mniej co do make-upingu to bym nie szalała w tych odcieniach, podobne efekty na twarzy, a zwłaszcza wokół oczu, załatwić nam może grypa lub ebola. 





















No to do następnego, oby ważniejszego, tematu.

niedziela, 27 stycznia 2013

Szmaragdowe szaleństwo czyli jak zzielenieć z zazdrości

No bo oczywiście wiecie, że Pantone wybrał szmaragdową zieleń (emerald green) kolorem 2013 roku?














Bo jest to kolor, cytuję:
"Lively. Radiant. Lush… A color of elegance and beauty that enhances our sense of well-being, balance and harmony." [link]
I tu się akurat mogę zgodzić, bardzo to jest soczysta nać ;), chociaż na moim monitorze wygląda bardziej na morski błękit wymieszany z leciwą miętą :I. W takim właśnie kolorze miewałam niegdyś w zimy mroźne a wilgotne wykwity na ścianie, co już się na szczęście nie zdarza. W takim też kolorze wyglądam najlepiej, niestety jedyna wykwintna sukienka emeraldowa na ten moment nie noszona jest, albowiem by się na mnie popruła. Wisi i czeka i kto wie, jeśli będę jadła dużo emeraldowego w kolorze żarła, zieleniny znaczy, to może się doczeka.
od lewej: Ralph Laurent, Burberry Prorsum i Elie Saab
Jest też zieleń szmaragdowa dużo lepsza niż zeszłoroczne Tangerine Tango, co po ludzku innymi słowy jest łososiem. Jak do czego oczywiście, ale myślę konkretnie o przyozdobieniu karnacji bladej a szatyniej. Zieleń takową ceniłam zawsze a nosiłam często i teraz złości mnie, że cała wataha ludzi bez osobowości, co to noszą, co się im powie, że nosić się powinno, rzuci się na tę zieleń i mi odbierze radość obcowania z nią poprzez modowy populizm, który zakończy ten zielony łańcuch pokarmowy w sieciówkach. A najbardziej to oczywiście mi szkoda, że takich pięknych sukienek, jak te prezentowane dzisiaj, nigdy nie będę miała okazji założyć - bo i gdzie? Pod sweter? ;) I szczerze przyznaję, że choć do mody mam stosunek obojętny to za niektóre kiecki być może, tak myślę, mogłabym zabić.
No to jedziemy z celebrytami:
Absolutną faworytką (od lewej) jest sukienka Keiry w 'Atonement' (mimo Keirowego braku biustu). Obok Christina Applegate, która zaistniała w mej świadomości dopiero po amputacji obu piersi (pff). Obok zaś Christina Hendricks z serialu 'Mad Men' (którego jeszcze nie zaczęłam oglądać, aaa!), a która według moich danych jest najbardziej obecnie obdarzoną w tej materii aktorką. A po prawej kawowo apetyczna Obamowa.

Jak widać emerald ma pewien rozrzut kolorystyczny. Nie mniej jednako dodaje uroku zarówno latynoskim krągłościom jak i eee nielatynoskim wklęsłościom. Światło odbite od satyny i tafty zawsze natomiast dodaje kilogramów i niesamowite jest, że tyle kobiet jeszcze tego nie wie..












Marcia Cross jak każda aktorka blada i ruda wie, że zielenią na czerwonym dywanie można wiele ugrać. Efekt bożegonarodzenia.
Poniżej: Oscar de la Renta (tego się nie kupi za pieniądze z renty!)
A teraz przejdźmy do celebrytów krajowych, które to celebryty też w zieleniach chadzają, ze skutkiem estetycznym różnym (ale o Grycanowej w tej kreacji  nie da się złego słowa powiedzieć)

A teraz troszkę dodatków, mmm. Muszę powiedzieć, że ten zielony czopek to bym chętnie ponosiła (na szyi - gwoli ścisłości). Oraz ogólnie z tego sklepiku internetowego biere wszystkie kolczyki, łańcuch, chrabąszcza i czapę z ekologicznego misia. Oraz wszystkie sukienki uwzględniające miejsce dla biustu.


Opisywać co jest czyje nie chce mi się szczególnie. Jeśli już to trzy najciekawsze: Aurelie Bidermann, autorka naszyjnika z zieloną plecionką i złotem [.]. Autor czopka  Kenneth Jay Lane [.]  i afrykańska projektantka bransoletki Amma Gyan [.].

Zdjęcia z internetu, po wpisaniu odpowiednio emeraldowej frazy. A post ów i ich sklejenie zawdzięczamy wczorajszemu straszliwemu zmarznięciu, co zaowocowało moczeniem we wrzątku stóp, a przy takich czynnościach zawsze mi się wydaje, że o siebie dbam, znaczy się moda i uroda ;)

No ale, żeby nie było, że element męski zaniedbuję, który do emeraldu też w końcu prawo ma.
Prosz , sweterek pierwsza klasa, nawet najtęższa głowa wchodzi bez problemu...

a jak się nie podoba to może bardziej klasyczny Iggy Pop :)

















Eh, zimo,zimo, byle do Zielonych Świątek ;)

niedziela, 30 grudnia 2012

Sylwestrowe outfity wyjściowe czyli milczenie jest srebrem a w ZŁOTO należy się ubrać choć raz do roku

Tak, moi państwo, w modzie ubóstwo i eklektyzm, ale raz w roku można na bogato, po kremlowsku ;). A lepszej okazji niż Sylwester nie będzie. No bo można by niby w Karnawale, ale to niby kiedy konkretnie? A tu jedna noc, lśnijmy więc. Krakowski Przedmieście mię tak zainspirowało.
Na początek trochę filmowych inspiracji."Cesarzowa" - ta to się w srebro ubierała chyba tylko do pielenia ogródka (metafizycznego oczywista). Małżonek nie gorszy.














Klasyczny outficik panny Taylor z "Kleopatry"



























Scarlet jako Maria, siostra Anny Boleyn z "Kochanic króla"

































Niezapomniana Judi - Elżbieta w kiepskim filmie "Zakochany Szekspir" (ale kostiumy że palce lizać)

Natomiast Colin Firth miał w filmie taką słodką marynareczkę:


Teraz polecimy epokami - niezapomniana Barbra Streisand (lata 70.)
Też lata 70, ale bardziej na hipisio zapodawali Cher i Bono





















Przełom 70./ 80. i złota kamizela Lizy Minelli (no nie wiem, ja tam wolę Lajzę z "Kabaretu")

Lata 80., niezapomniana Joan Collins z "Dynastii" taką miała kieckę (min)

Nieboszcza Whitney Huston w latach 90. natomiast takie inkrustowane jajeczko

I obecnie, jakże swojsko i wygodnie - musical "Glee"
Dla dzieciów skafander i plecak - bogato, ale praktycznie



A teraz lecę na sylwestrowego prefiksa, jak wrócę to może dorzucę trochę bucików, chociaż uważam, że już kapie wystarczająco, mmm.
















częściowe źródełko: antiquedress.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...