co się odnosi do petard. Bo przysięgam, że jak jeszcze raz obaczę dziś tytuł 'Podsumowanie roku 2014', 'Sylwester' albo 'Przepowiednie na nowy rok' to jakąś petardę sobie zaaplikuję doustnie lub... Chyba, że podsumowujecie arcyprywatnie i spowiedniczo, bo ci co podsumowują lub wieszczą ogólnokrajowo to wszystkie argumenty przepisali z telewizora, smutek. Jednakowoż inni, którzy kompletnie koniec roku ignorują, dając dziś recenzję albo zdjęcie kotka, też mnie zastanawiają, a nawet bardziej.
To był rok w którym zdiagnozowałam w końcu dziwne fazy, w które zapadałam od czasu do czasu, najczęściej mając wzmożony kontakt z cywilizacją lub z telewizorem właśnie. To się nazywa rozpacz. Bardzo popularne ostatnio w kraju, jak ulał pasujące do małej czarnej, choć z rozpaczy zajadanej to się może nawet zrobić czarna wielorna. Człowiek zanurzony w rozpaczy całkowicie jest stracony, natomiast jej ataki od czasu do czasu nie bywają gorsze od rwania wyrostka. A mnie, jak wiadomo, niejeden wyrostek podrywał, mam wszak powodzenie w tym targecie ;)
Zatem jeszcze tylko kilka godzin na podomykanie projektów sygnowanych anno domini 2014. Jak ktoś migał się (lub rozpaczał) poprzednie 365 dni to będzie ciężko, zwłaszcza bez kopczyka amfetaminy kreciej wielkości. Wszelakie spóźnienia i gwałty na deadlajnach będą miały gorzkie piętno nieaktualnych cyferek końcowych, ah. Co mi przypomina, żeby do północy zjeść wszystkie produkty z grudniową datą ważności, bo nie stać mnie emocjonalnie i gastrycznie na odżywianie się o rok przeterminowanym żarłem.
Dzisiaj słyszałam audycję, właściwie to jakieś pińć audycji, żeby nie strzelać bo pieski się boją. Że to nieludzkie oraz chamskie. Że ktoś tam z redaktorów szanownych słyszał o kimś, kto w pieska rzucił petardą. I że w tego kogoś też powinno się rzucić petardą, żeby mu coś uszkodziło, to by zrozumiał, że tak nie wolno. Doprawdyż, co za starotestamentowe podejście, choć drzewniej nie było mowy o zemstualnej interakcji międzygatunkowej. Nie wiedziałam, że psy cieszą się taką estymą, żeby ludzkość musiała, w ramach poprawności politycznej, rezygnować dla nich ze swych wesołych, barbariańskich obyczajów. Zwłaszcza ludzkość spuszczająca psy ze smyczy w czasie spacerów 31 grudnia, żeby sobie pobiegały, nieprawdaż. Gdyby telewizor, za który w końcu płacimy abonament, poradził uprzejmie, żeby tegoż nie czynić (nie spuszczać) zamiast czynić to poprzednie (szczelać) to byłoby znacznie rozsądniej. Zamiast tego do studia wpuszcza się "redaktora", który za dobre rozwiązanie uważa profilaktyczne urwanie palców wyrostkowi, w celu nauczenia go szacunku do zwierząt. Touche.
Jeszcze bardziej touche jest powtarzane w mediach, aż do uwiądu uszu, określenie rok dwutysięczny czternasty, w roku dwutysięcznym czternastym, etc. Na litość boską, czas się w końcu pożegnać z rokiem dwutysięcznym! To było dawno, Polska jeszcze w Unii nie była, roczniki, co się porodziły na przykład w roku tysiąc dziewięćsetnym dziewięćdziesiątym nie wiedziały jeszcze, że zanim miną ćwierćwiecze, będziemy z psią społecznością konsultować zasadność tradycji karnawałowych.
Do blogerek modowych natomiast należy strzelać, jak najbardziej, ale z flesza, stawiając je pod ścianką. One to lubią i nie uciekną.
A zaskórniki należy wyciskać.
Bawcie się dobrze. Niech brokat się sypie, się sypie i obyście nie utknęli w zsypie (jeśli was poniesie za bardzo)!