Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia bloga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia bloga. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 stycznia 2018

Na WordPressa...

   Witajcie moi drodzy. Przyszłam oznajmić, że w końcu udało mi się przenieść onetowego bloga na platformę WordPress. 
   Co prawda męczyłam się nad tym cztery dni, ale udało się. 
   I powiem jedno, że wcale mi się tam nie podoba, nie ma to jak Blogger. 
   Wczoraj dostałam taką wiadomość z Onetu...

 "Zachęcamy do skopiowania treści i polecamy jedną z dwóch największych światowych platform do bezpłatnego blogowania:
http://blogspot.com
lub
https://wordpress.com/learn-more/?v=blog


    Tak w ogóle to powiem,  że tamten blog na WP będę miała w rezerwie. Tak na wszelki wypadek. 
  Chodzi o to, żebym nie musiała spieszyć się z przenoszeniem postów z Onetu, właśnie tutaj. 
   A troszku tego przenoszenia mam, bo opublikowanych postów na moim starym blogu jest około 1 000. 
   A jeśli będziecie chcieli odwiedzić mnie na WordPressie to podaję adres. 


I zapraszam. 

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Była taka potrzeba... (notka z Onetu)

    Tak oto na blogu Onetu, informowałam moich czytelników o zmianach. Chcę również poinformować tutejszych czytelników, że na tym blogu będą pojawiały się również notatki przeniesione z Onetu. 

    Szkoda mi było pewnych notek, by ot tak sobie zniknęły z Interii, bo naprawdę są wartościowe, zresztą sami się przekonacie...

INFORMACJA ostatnia

Jest taka informacja: 

wtorek, 16 maja 2017

Reanimacja bloga

Witajcie moi drodzy 
po tak dłuuuuuugiej przerwie. 

 Ponieważ niedługo na Onetowym blogu skończy mi się limit zdjęć, które będę mogła na nim zamieszczać, przeniosę się tutaj.
   Ale zanim to nastąpi muszę tego bloga "reanimować". Także proszę się nie bulwersować, że coś było a już nie ma i na odwrót. 

   Z czasem wszytko będzie tak jak się należy, a nawet więcej. Wszystko chcę na tym blogu uporządkować, by miało "nogi i ręce". 

   Postaram się przede wszystkim o większe literki, by podczas czytania wzrok za bardzo nie nadwyrężał się. Moje oczka już muszą też lepiej widzieć, przy małych literkach, zbytnio męczą się.

Przepraszam za te chwilowe niedogodności, bo blog musi przeżyć reanimację, by poczuć się od nowa wartościowym blogiem.


 Duża buźka (chyba nikt się nie pogniewa, co?!)

 

poniedziałek, 13 stycznia 2014

ZAPROSZENIE

 


Przepraszam wszystkich komentujących ale musiałam wprowadzić weryfikację - pełno wpływa mi spamów obcojęzycznych, jakiś tam. Już mam dość ich usuwania !!!

piątek, 27 grudnia 2013

Gościnnie - z kolędą - u Klaterka

W błogim pokoju śpi... Post gościnny Marylki - JaGi
    Z powodu kolejnej już awarii mego wysłużonego ustrojstwa nie zdążyłem na czas opublikować przepięknego postu gościnnego JaGi. Serdecznie przepraszam! Dziś wreszcie udało! się. Święta jeszcze trwają, toteż nie wydarzyła się aż taka katastrofa!
   Pewnie Klaterku, że to nie katastrofa, będzie jak znalazł - za rok. A ja już myślałam, że co gorszego się stało, a to tylko sprzęt nawalił!... :)
 
     Oto ta wspaniałość:

piątek, 20 grudnia 2013

Życzenia - 2013 roku


Chciałam przeprosić wszystkich moich blogowych przyjaciół za to, że ostatnio tak troszku Was zaniedbałam ale ostatnio mam jakoś terminy napięte.
Przepraszam i poprawę obiecuję !



niedziela, 15 grudnia 2013

Wywiad ze mną - o mnie

   Post ten będzie bardziej o mnie niż o gotowaniu (chociaż o gotowaniu... też), którym to zaszczycił mnie, mój blogowy przyjaciel (Andrzeju chyba mogę tak Cię nazwać ?) ukrywający się pod pseudonimem Art Klater na swoim blogu pod tytułem  "Myślę, może mnie jutro nie będzie" < klik.
I wbrew tytułowi, wcale tam nie jest smutno - wręcz przeciwnie - musicie sami zobaczyć.

Teraz czas na wywiad
======================================

"(...) z nudów zajęłam sie gotowaniem..." - wywiad z Grażyną Danikiewicz - JaGą

     Moim kolejnym przemiłym gościem będzie Grażyna Marylka Danikiewicz z pięknego miasta Szczecina, która  publikuje tu i ówdzie pod nickiem JaGa.
                                                                                

    Blogi te to istna krynica wiedzy kulinarnej, a i działkowi pasjonaci znajdą tu coś dla siebie.
                                            

    Potrawy, które serwuje nam JaGa są nie tylko pyszne, ale i zachwycają swą prostotą!
    A że jestem smakoszem i amatorem pichcenia przeróżnych smakołyków, mój wybór Przemiłego Gościa jest tu w pełni trafiony i uzasadniony.
    Oto zatem wywiad, który poprzedzi publikację postu gościnnego za tydzień dn. 21 grudnia, tuż przed Świętami:

1. Uważam Cię, Marylko, za Arcymistrzynię Sztuki Kulinarnej. Opinę tę nadal podtrzymuję.
Czy zdarzyło Ci się, niezależnie od odebranego wykształcenia czy wykonywanej pracy zawodowej, że byłaś kiedykolwiek zawodową szefową kuchni?
  Oj tam, oj tam, zaraz arcymistrzyni, nie zawstydzaj mnie, do niej mi jeszcze daleko...
Jestem po prostu zwykłą domową kuchareczką, dokładniej mówiąc - "domową kurą", to nie to samo co Magda Gessler czy Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Z wykształcenia jestem ekonomistą, ale nieczynną już ponad 20 lat i tak siedzę sobie w domku i z nudów zajęłam się gotowaniem.

     Nigdy ale to przenigdy nie zarządzałam jakąkolwiek kuchnią, oprócz swojej - oczywiście. Moja mama to nawet myślała, że ja nigdy nic nie będę umiała ugotować i bardzo martwiła się tym, że mnie nigdy niczego nie uczyła. A tu okazało się, że całkiem, całkiem sobie radzę. I sama sobie się dziwuję, skąd mi się to wzięło ?

     Chociaż... przypomniałam sobie, często mi się zdarza i taka myśl mnie napastuje, że już miałam jakieś tam życie, że odrodziłam się drugi raz - tak, tak - ja wierzę w to ! I w tamtym pierwszym życiu to nie byłam byle kim ino ochmistrzynią na jakimś dworze królewskim (jakiego króla, to nie wiem), zajmującą się głównie sprawami kuchni. A działo się to w czasach średniowiecza. Widać coś w tym jednak jest :-)

     A tak przy okazji, przypomniałam sobie taką wyliczankę - rymowankę z lat dziecinnych, którą pozwolę sobie przypomnieć:

Babcia zupę gotowała
I do garnka powrzucała:
Dwie marchewki, trzy pietruszki,
sól i cztery kurze nóżki,
Garść guzików, pół ziemniaka,
Trzy gazety i buraka,
Ząbek czosnku, kości cztery,
Trzy pluskiewki, dwa selery,
Aż się garnek zrobił pełny !
Gotowała siedem dni
A tę zupę zjesz dziś ty !

------------------------------------------
I było i coś dla brzucha, i coś dla ucha :-)


                                                                            

 
2.Spróbuj w 10 punktach podać elementarne zasady przygotowania kuchni, z uwzględnieniem
podstawowych produktów, do przyrządzenia najprostszego jednodaniowego posiłku. Chodzi mi dokładnie o tzw. utensylia czyli naczynia i inne potrzebne „narzędzia” pracy, a także praktyczne wskazówki do samego już przyrządzania pprzyrządzania przyrządzania potraw i ich podania.
.
    Ostało się jeszcze to pytanie bez odpowiedzi. Czy tutaj mam podać, wymienić kilka podstawowych technik gotowania o nożach coś wspomnieć ? Ile garnków i patelni na początku powinien każdy mieć ?  Podstawowe produkty, to rozumiem: cukier, jajka, mąka, olej, masło, chleb... itp. 
    Uważam, że odpowiedź na to pytanie byłaby bardzo długa, bo krótko tego się nie da, a co Ty o tym myślisz ? Oczywiście jeszcze brakuje mojego zdjęcia, które pośród setek różnych fotek mi się gdzieś zapodziało, muszę je odnaleźć. Przepraszam również, że tak długo zwlekałam z odpowiedziami... :))

(I tu wetnie się Klater. Sądzę, że łatwiej Ci będzie odpowiedzieć na to pytanie, gdy o konkretne rady poprosi Cię tutejszy Szanowny Komentariat)
                                 
                                        

3. Wyobraź sobie, że zatwardziały singiel,tuż przed czterdziestką, nagle znalazł swoją upragnioną drugą połówkę. Oficjalne intymne zaręczyny ,w swej kawalerce, chce uświetnić własnoręcznie przyrządzoną kolacją. Jak możesz mu pomóc?
                                                                                   
    
    Hmm... na takiej kolacji nie ma się co za dużo objadać, wszak jeszcze nocka przed parą zakochanych :-)
    Moje propozycje, które chcę tutaj polecić, potrafi każdy zrobić, nawet taki zatwardziały stary kawaler, dzisiaj nazywany singlem. Oczywiście kawalerka najsamprzód musi być pięknie ochędożona i przystrojona. Aby było bardziej romantycznie, nie wystarczą tylko same dwie świeczki na stole, trzeba ustawić je jeszcze tam gdzie się da - oprócz łóżka !
    Gdy już w domu mamy błysk, przystępujemy do przyrządzania potraw, tj
:
 
ROLADKI SZYNKOWE  

Wszystko zależy od tego ile tych roladek chcemy mieć, przykładowo podaję
przepis na przygotowanie dwudziestu takich roladek.  Wtedy bierzemy
20 plasterków szynki i tyleż samo małych ogórków konserwowychoraz serek camembert pokrojony na 20 prostokątów.

Trzeba także przygotować smarowidło, którym będziemy smarować naszą szynkę.
w tym celu weź łyżkę ostrej musztardy i 3 łyżki jogurtu naturalnego, delikatnie wymieszaj.

Kiedy już mamy wszystko przygotowane to kolejno kładziemy na każdy plasterek szynki:
- smarowidło,
- ogórek nieduży konserwowy,
- kawałek camemberta.

Wszystko to dość ciasno zwijamy w rulonik i spinamy wykałaczką.
Można też dodatkowo nasze ruloniki przyozdobić, każdą obwiązując "nitką" ze szczypiorku
i wtykając za nią kawałek natki lub koperku.
                                                                          

SAŁATKA BROKUŁOWA
 

... 4 pomidory, 1 duży dość ogórek, ok. 50 dag brokuł, 4 jaja ugotowane na twardo, jogurt naturalny, majonez, sok z cytryny, sól, pieprz do smaku i koperku świeżego ile, chcesz.Przygotowanie:
Brokuły myjemy i obgotowujemy w niesolonej wodzie, gdy już lekko zmiękną, odlewamy i studzimy.
Pomidor należy sparzyć i zdjąć z niego skórkę. Tak przygotowane brokuły i pomidory na spore kawałki.
Tak samo kroimy ogórka i jajka. Wszystko co pokrojone wkładamy do salaterki.
 


Czas na zrobienie sosu: 

Jogurt mieszamy z majonezem i dodajemy sok z c\cytryny, posiekany koperek i przyprawiamy do smaku.
Wszystko mieszamy i tak przygotowanym sosem polewamy nasze warzywa. Odstawiamy do lodówki na
20 minut. Podawać schłodzone.

 
                                                                                
                                                                                  
BUŁECZKA Z KREWETKĄ
 
Potrzebne będzie około 10 pszennych bułeczek przekrojonych na pół i lekko wydrążonych.
 

Z pół szklanki majonezu, miąższu wydrążonego z bułek, 2 łyżek posiekanego zielonegokoperku, łyżki soku z cytryny, dodaniu soli do smaku i wymieszaniu otrzymamy taką pastę.
 

Na koniec do gotowej pasty trzeba nam dodać jeszcze około 20 dag małych krewetek z zalewy. Tak przygotowaną pastą nadziewamy nasze bułeczki i ozdabiamy plastrami ogórka i koperkiem.
                  
                                                          
     
    Znalazłam także sposób na prosty deser, wg Pascala Brodnickiego.

"Kupujesz dużą drożdżówkę, kroisz w pajdy, smarujesz rozpuszczonym masłem, obtaczasz w brązowym cukrze, do tego dajesz przyprawy do piernika. Na rozgrzanej patelni rozpuszczasz masło, smażysz drożdżówkę, żeby z zewnątrz była chrupka, kładziesz na talerzu, na wierzch gałkę lodów waniliowych , rozpuszczoną czekoladę i prażone migdały."
    
    A do tego wszystkiego potrzebna także butelka dobrego wina.


ŻYCZĘ SMACZNEGO I MIŁEJ ZABAWY!
                                                                

4. Moja śp. Mama świetnie gotowała, chociaż publicznie przyznawała sie, że nie cierpi tego zajęcia. Jak Ty się na to, Marylko, zapatrujesz?!
    Ja podobnie jak Twoja mama, przyznam szczerze, że za gotowaniem niezbyt przepadam i nie zawsze z sercem gotuję. I tak np. codzienne obiadki gotuję ot, tak ! Co wcale nie oznacza, że są beee ! Zdarza mi się jednak (często, nieczęsto), że przyjdzie do mnie jakaś wena niby do poety i wtedy tworzę, cuduję, eksperymentuję i kocham gotować ! I bywa czasem tak, że te wersy później okazują się poezją smaku danej potrawy a gotując się, bulgocąc, wrząc w garnku, brzmią niczym muzyka... (tu porównaj - przyp. Klater)
                                KLIK

     Wszak gotowanie samo w sobie, to wielka sztuka - poezja dla podniebienia, etiuda dla uszu. I bez tej sztuki,nigdy nie będzie dobrej potrawy. 
    Muszę jeszcze coś dopowiedzieć, że gotując jakąkolwiek potrawę, nigdy nie zdarzyło mi się abym pozostawiła ją samą sobie, zawsze trzeba pilnować by, np. potrawa nie wykipiała, nie rozgotowała się lub za twardą nie była już o rozgotowaniu a późniejszym przypaleniu nie było mowy. 
    Mówiąc krótko, gotowania zawsze trzeba pilnować aby potem nie zdarzały nam się jakieś niespodzianki. Cóż, gotować każdy może, trochę lepiej, trochę gorzej.
                                                           
  

5. Czy istnieje takie danie, które chciałabyś kiedyś przyrządzić i spróbować go, jednakże zaledwie o nim gdzieś słyszałaś i nie możesz nigdzie znaleźć na nie przepisu?
    Myślałam, że nie ma takiej potrawy, dania jednakże Twoje pytanie dało mi do myślenia i zadałam sobie sama pytanie, co też bym chciała zjeść takiego inszego niż do tej pory jadałam.

     I wymyśliłam, już wiem, to będą ... bycze jądra. Jeśli są dobrze przygotowane, to są bardzo smaczne, a kotlety schabowe to mają się przed nimi chować, ponieważ te jądra o niebo lepsze od nich są.
                                                                

    Pierwszy raz o nich usłyszałam w jednym z programów telewizyjnych, gdzie właśnie Magda Gessler je prezentowała. Danie to jest rodem z Hiszpanii i jest tam prawdziwym rarytasem. Może kiedyś i ja się skuszę.
     Tyle Marylka - JaGa. Skąd ta Marylka. Otóż w tradycji europejskiej jest również przyjęte, że osoba, obok swego oficjalnego imienia, woli pseudonim lub właśnie inne imię (Niemcy np. nazywają to Der Appellname).
    Od razu też zapraszam Was na post gościnny Marylki - JaGi. Już dziś Wam zdradzę, że będzie, przynajmniej dla mnie, rewelacyjnie smaczny!
                                                          




Bo zazwyczaj celnie trafia do mego serca przez mój wybredny żołądek!

                                                                              

środa, 1 maja 2013

Tofu i przepis na chińskie tofu

 Uzbierało mi się nie tylko różnego rodzaju gazet, wycinków ale i kalendarzy. Pomyślałam sobie, że będę z nich wybierała ciekawe rzeczy i przepisy, o których będę Wam pisała.

 A naprawdę, niektóre kartki z kalendarzy są ciekawe i dzisiaj właśnie z takiej jednej chcę o czymś napisać. Posłuchajcie!

Czy wiecie, że tofu jest efektem poszukiwań sposobu na pozyskanie złota przez chińskich alchemików, jeszcze przed naszą erą?...

Jeden z nich zainteresował się soją, której złociste ziarna wzbudziły nadzieję na pozyskanie cennego kruszcu. 

Pewnego razu namoczył ziarna, rozgniótł je i gotował z dodatkiem specjalnych soli. Nie  otrzymał jednak złota, ale sprężysty ser, który okazał się smacznym do prostych i wyszukanych dań.

W niedługim czasie tofu weszło do codziennego jadłospisu milionów Chińczyków, a później też i innych narodów południowo-wschodniej Azji.

Obecnie produkuje się go poprzez ścinanie mleczka sojowego jakimś koagulantem, np. sokiem z cytryny lub octem. 

Na skalę przemysłową stosuje się specjalne mleczarskie sole spożywcze o właściwościach ścinania mleka. Powstały twaróg odsącza się i prasuje, po czym uzyskane bloki kroi się na porcje i to jest właśnie tofu.

W porównaniu z wartością odżywczą soi właściwości tofu są bardzo podobne. Tofu jest jednak bardziej strawne i mniej kaloryczne, zastępuje pełnowartościowe białko ale nie ma w nich cholesterolu i kalorii. Samo tofu jest bez smaku, dopiero po doprawieniu - przyjmuje smak przypraw. Mówi się, że tofu ożywa po dodaniu przypraw.

Tofu jest tradycyjnym źródłem potraw orientalnych zarówno mięsnych jak i wegetariańskich. 

Daje się łatwo i szybko przyrządzać na różne sposoby, np. tofu pokrojone i gotowane na ostro z mielonym mięsem, jedzone na zimo z czosnkiem czy też w zupach. 

Można też tofu smażyć, trzeba nam tylko uważać na tłuszcz, gdyż bardzo lubi nim nasiąkać.
 Fotka z internetu

Chińskie tofu 
Składniki:
- 450 g tofu
- 1 łyżka oleju
- 1/2 szklanki sosu sojowego
- 2 łodygi selera naciowego pokrojone w plasterki
- 1 zielona papryka pokrojona w kostkę
- 2-3 cebule, pokrojone w cienkie plasterki
- wrząca woda
- zmielony imbir
- 2 łyżeczki mąki kukurydzianej
- sól, pieprz.

Przygotowanie: 
Pokroić tofu w kostkę lub trójkąty i osuszyć. Na patelni rozgrzać olej i smażyć tofu na złoty kolor. Wlać na patelnie 1/4 szklanki sosu sojowego, wyjąć tofu z patelni i odstawić.

Na tej samej patelni smażyć wszystkie warzywa, aż staną się chrupiące. Zalać warzywa wrzącą wodą, dodać resztę sosu sojowego i imbir, dokładnie wymieszać i odstawić.

Wymieszać mączkę kukurydzianą z zimną wodą i dodać do warzyw, zagotować. Przyprawić solą i pieprzem, dodać tofu i delikatnie wymieszać. Podgrzać i podawać.



Teraz czas na nagrody, które otrzymałam od Joleczki i Uleczki - bardzo dziękuję. Ponieważ uważam, że każdy prowadzący bloga na nie zasłużył, to... wyróżniam wszystkich!
 

poniedziałek, 25 marca 2013

"Po włóczebnem" z życzeniami

   Zygmunt Gloger wspomina w "Rok Polski...", że w niektórych okolicach Mazowsza widział małych chłopców i dziewczęta, którzy chodzili od domu do domu "po włóczebnem" i zbierali w ten sposób święcone na ucztę dziecinną, winszując wszędzie:


"Do tego domu wstępujemy,
zdrowia, szczęścia winszujemy,

Wszystkiego dobrego
Od Boga miłego - Alleluja! (...)

I ja do Was z tymi staropolskimi życzeniami przypadnę -

Wesołego Alleluja!

   I jeszcze jedno, znalazłam również w jego "Roku polskim..." taką oto "Przemowę", która jak ulał pasuje i do naszych czasów...

"Rzadki dziś gość uśmiech w twarzy,
   Same dąsy, same kwasy,
      Kogo spotkasz, już się skarży:
> Ciężkie czasy, ciężkie czasy,
> Oj co źle, to źle mospanie! <
   A mnie porwała myśl pusta,
      Choć raz w roku na Zmartwychwstanie,
         Śmiech wywołać wam na usta".

PS.
Kartkę, którą powyżej widzicie, możecie zrobić sobie, jako tapetę do monitora komputera. Potraktujcie to jako skromny, świąteczny prezent  od mnie... :)

środa, 13 lutego 2013

Przepraszam i dziękuję!!!


Moi kochani czytelnicy i blogowi przyjaciele, chciałam przeprosić za dłuższą nieobecność na blogu! Muszę jeszcze jednak dopowiedzieć, że dalej mnie na blogu moim zabraknie (jak długo - nie wiem), postaram się jednak powrócić do Was jak najprędzej i będę ogromnie za Wami tęskniła...

Teraz czas podziękowania! Chciałam wielce podziękować za nagrody blogowiczkom:
  Dziękuję!!!  
DD  < klik

Czerwona filiżanka < klik 


Ponieważ wszyscy blogujący na nagrody zasługujemy, więc nie będę nikogo wyróżniała i nagród przydzielała... 

A na "osłodę"  zostawiam kilka dowcipów.
Mąż wraca do domu z pracy później niż zwykle. Po cichu otwiera drzwi i wchodzi do sypialni. Spod kołdry wystają cztery nogi zamiast dwóch. Zdenerwowany bierze "pałę" zza drzwi i wali nią ile może w kołdrę.
Po tak wyczerpującym zadaniu idzie do kuchni, żeby się czegoś napić. Wchodzi, patrzy a tam siedzi żona, która czyta pismo i mówi:
- Cześć kochanie, przyjechali Twoi rodzice i położyłam ich w sypialni. Mam nadzieję, że już się przywitałeś...
Trzej żonaci mężczyźni spotkali się w kościele. Jeden mówi:
- Wiesz co? Gdy moja żona była w ciąży czytała książkę "Jaś i Małgosia" i mamy dwoje dzieci.
- A gdy moja żona była w ciąży, czytała "Trzech muszkieterów i mamy troje dzieci.
Ostatni zerwał się do drzwi, a jeden spytał:
- A gdzie Ty tak pędzisz?
- Lece do domu, bo moja żona czyta "101 dalmatyńczyków" !
Właściciel psa dzwoni do hodowcy:
- Kupiłem od pana wczoraj psa i chciałem się dowiedzieć czy on na pewno jest wierny?
- Mogę to poręczyć. Sprzedałem go już trzy razy i trzy razy do mnie wrócił.
Rozmawiają dwie sąsiadki:
- Mój mąż jest jak słońce...
- Co Ty opowiadasz? Po tylu latach małżeństwa?
- Ano tak. Jak zajdzie wieczorem do knajpy, to dopiero rano z niej wychodzi.     
Humor rys. z Netu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Witam wszystkich i piszę jak się sprawy mają ...

" Żyje się tylko raz. A jeżeli żyje się dobrze, ten raz wystarczy ".
B.Franklin

... i to jest moje motto życiowe. A żyję, niech pomyślę ... o rany, to minęło już pół wieku, czyli jam wiekowa babcia!
Nie tylko jam wiekowa, ale i szczęśliwa babcia, bo mam dwoje wnucząt, które chcą żeby babcia coś dobrego do zjedzenia im zrobiła ... "u babci jest słodko, dom pachnie szarlotką" ...
Znakiem moim zodiakalnym jest Bliźniak, choć w życiu jestem jedynakiem.
Moi drodzy, myślę, że na tym blogu znajdziecie wiele ciekawych i interesujących rzeczy - przecież po to go założyłam, żeby dzielić się z Wami tym co wiem. Jednocześnie zaznaczam, że nie wszystko o czym tu napiszę, zostało przez mnie ugotowane, sprawdzone. Jeśli się zdecydujecie na jakąś potrawę, to na własne ryzyko - niestety.Ja staram się poddać pomysł, który sama prędzej czy później też wypraktykuję, i podzielę się z Wami moimi uwagami.Tak samo i wy możecie swoje uwagi wpisywać, będą mile widziane. WIĘC GOTUJMY RAZEM !!! Jak pożyję jeszcze z pół wieku, to może damy radę -:)