Poznaliście mnie na wskroś.
Nigdy nie udawałam kogoś, kim nie jestem.
Mój blog miał być przede wszystkim relacjami z podróży, ale przybierał różne oblicza.
W 2013, o tym już kiedyś pisałam, moja Ania namówiła mnie na założenie bloga, to Ona go właściwie stworzyła i nazwała: Iść w stronę słońca... Od tamtej pory nie zmieniłam jego szaty graficznej.
Bo nie chcę, nawet jeśli jest już "archaiczny".
Krótkie podsumowanie tych lat.
To będzie nietypowe podsumowanie:
Rok 2013
Wracam powoli do sił po poważnej operacji. Kiedy czuję na nowo przypływ energii, dużo podróżujemy. Także z Córką, Zięciem, Synem i przyszłą Synową ( Anglia, Francja, Morawy, Corfu, Zakynthos oraz jednodniowe wycieczki). Połowy z tych miejsc jeszcze nie zdążyłam opisać na blogu.
Ania w lipcu zakłada mi blog.
Niestety nasila się choroba Mamy.
Blogowo wspomnienia z wcześniejszych podróży i trochę na bieżąco.
Rok 2014
Wymarzona podróż do Włoch, wcześniej Fuerteventura.
A potem... Nic nie zapowiadało, że nasze życie zmieni się o 180 stopni. Choroba Ani... Cios w serce i walka o Jej życie. Podróże schodzą na dalszy plan. Zabieramy Anię i Jej Męża do Pragi.
To było Jej marzenie. Potem jeszcze zwiedzamy razem Dolny Śląsk. Między innymi Zamek Czocha.
Blogowo skupiam się na opisywaniu wspomnień. Czasem wyjeżdżamy gdzieś blisko...
Rozpoczyna się pierwszy etap walki o życie i zdrowie Ani.
Rok 2015
Rok wielkiej nadziei. Ania zdrowiała. A my wszyscy żyliśmy nadzieją, że ten koszmar minął.
Latem, mój Syn się żeni, jesienią Syn Męża. Ania promienieje.
Dwa tygodnie przed ślubem Syna przechodzę zawał ( wtedy o tym nie wiedziałam).
Mam różne stany. Tłumaczę to sobie stresami, przemęczeniem.
W sierpniu lecimy do Grecji, my na ląd, Syn z Żoną na Kefalonię, we wrześniu Ania z Mężem na Rodos. Do dzisiaj mam Jej sms: "Mamo jest cudownie, musimy kiedyś spędzić tu razem wakacje "...
Cieszymy się spotkaniami rodzinnymi. Jesteśmy razem na koncercie Dżemu.
Wydaje się, że wszystko powolutku zaczyna się układać.
Jesienią czuję się znowu gorzej. Omal nie zasłabłam na wycieczce szkolnej (Jura). Później te stany zaczęły się nasilać. Wizyty u kardiologa, badania i diagnoza: przechodzony zawał, kardiomopatia.
Prawdopodobnie już wtedy rozwijała się amyloidoza.
Nie myślałam wtedy o sobie. Cieszyłam się, że Ania wraca do sił i zdrowia.
Na blogu opisuję wspomnienia i trochę na bieżąco.
Rok 2016
Zimą lecimy na Lanzarote. Chcemy wierzyć, że to wreszcie będzie lepszy rok.
Niestety choroba Mamy galopuje. W maju Mama przechodzi na drugą stronę.
Miesiąc później dowiadujemy się, że Ania ma nawrót choroby.
Od lipca do grudnia zawieszam blogowanie.
W sierpniu mam planowaną koronografię w Zabrzu, natomiast Ania przebywa w klinice w Katowicach.
Oszczędzę Wam szczegółów.
Świat się zatrzymał.
Nie myślę o sobie. Moje wyniki lądują w szufladzie biurka.
Córka jest najważniejsza. Rozpoczyna się najtrudniejszy okres w moim życiu.
Dramatyczna walka o życie Ani...
Rok 2017
Moja kochana Córka odchodzi.
Chcę odejść razem z Nią... Nie widzę sensu życia. Ale jest przecież Syn, Mąż, Rodzina.
Uczę się z wielkim bólem i trudem życia na nowo.
W maju lecimy drugi raz na Kretę. Ale nie potrafię się tam odnaleźć.
Potem zwiedzamy różne miejsca w Polsce, kilka dni spędzamy w Warszawie, odwiedzamy Czechy, Niemcy.
W lipcu jedziemy na Litwę i Łotwę.
Jakże inne to są podróże... Nie ma w nich radości, mam poczucie winy.
Nie mam przecież prawa podróżować, skoro mojej Ani już nie ma...
Mój stan zdrowia się pogarsza. Psychicznie i fizycznie...
Macki depresji czyhają, by mnie dopaść...
Niestety specjaliści ciągle błądzą...
M. jesienią ma poważną kontuzję nogi.
Blogowo jestem sporadycznie...
Rok 2018
W lutym przebywam dwa tygodnie w szpitalu. Mnóstwo badań.
Rocznica odejścia Ani...
Po wyjściu ze szpitala znowu tracę przytomność. Lekarze dalej błądzą, jeśli chodzi o poprawną diagnozę.
W maju lecimy powtórnie na Majorkę. Czuję się tam w miarę dobrze.
Później sporo podróżujemy. Takie jednodniowe wycieczki: Polska i Czechy przede wszystkim. Kilka dni we Wrocławiu.
Opisuję wspomnienia i częściowo bieżące wyjazdy. Jest też sporo rozważań...
Niestety moje kontrolne wyniki nie są dobre...
Macki depresji próbują zniewolić moje ciało i duszę.
W listopadzie znowu szpital i zabieg.
Spotykają nas też inne smutne i poważne doświadczenia...
Rok 2019
To rok pełen kontrastów.
W styczniu kolejna poważna operacja. Nie ma mowy zimą o żadnym wyjeździe,
Wiosną powoli rozpoczynamy nasze bliskie podróże: Polska, Czechy.
W lipcu lecimy na Kefalonię. Tam już pierwszego dnia tracę przytomność.
Wiecie jednak, jak uwielbiam Grecję. Zwiedzamy wyspę, ale M. ciągle uważa, żebym nie była za długo na słońcu.
Po powrocie znowu szpital... Tym razem krótko.
Następnie M. ma także badania w szpitalu.
W sierpniu kilka dni spędzamy u Reni. Zwiedzamy razem piękne okolice.
Po powrocie dwutygodniowy pobyt w klinice w Zabrzu.
Koniec wakacji.
Mimo różnych problemów zdrowotnych zwiedzamy bliskie okolice.
Niestety wycieczki mimo radości męczą mnie coraz bardziej.
To co było i jest dla Nas wielkim szczęściem - we wrześniu przychodzi na świat Wnusia.
Na przełomie października - listopada kolejny szpital i kolejne specjalistyczne badania.
Wreszcie trafiamy na właściwych lekarzy.
Blogowo opisuję podróże dawniejsze, trochę bieżących oraz dzielę się z Wami moimi odczuciami..
Rok 2020
W styczniu lecimy do Dubaju. Czuję się tam wyjątkowo dobrze. Owszem na całodniowych wycieczkach odczuwam zmęczenie, ale nie jest aż tak źle.
Wiosną rozpoczynam cykl postów na temat mojego miasta, który bardzo chciałabym kontynuować.
Wcześniej w lutym szpital w Jaworznie. Planowany pobyt - biopsja nerki.
Potem długie czekanie na wynik. Aż do czerwca.
Resztę już wiecie...
Amyloidoza...
To ona sprawia, że moje serce jest coraz słabsze i mam inne złe stany.
W przyszłym tygodniu M. zawozi mnie do kliniki. Wczoraj mój prowadzący lekarz wręczył mi skierowanie.
I tak 09 lipca minęło 7 lat . Wiele naszych podróży, ciekawych miejsc nie zostało jeszcze opisanych.
Bo nie zawsze był odpowiedni czas, okoliczności, które sprzyjały blogowaniu.
Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzają mój blog.
Dziękuję szczególnie moim wiernym Czytelnikom, za te siedem trudnych lat. Za prywatne e-maile, rozmowy telefoniczne, spotkania, każde dobre słowo, wsparcie, empatię. Za przyjaźń...
DZIĘKUJĘ KOCHANI, że JESTEŚCIE. :)
Dziękuję także M. za "sesje" zdjęciowe, Synowi oraz Ang.
Aniu, gdziekolwiek jesteś, Tobie także dziękuję...
**************
Dzisiejszy ranek przywitał nas deszczem. Zdjęcia sprzed dwóch dni.
Miało być inne miejsce, ale byłam zmęczona, więc zdecydowaliśmy, że jeśli mają być jakiekolwiek zdjęcia, to najbliżej naszego mieszkania.
Ostatnio "ciągnie" mnie do czerwonego koloru. Może podświadomie szukam w tym kolorze energii, której tak bardzo mi brakuje? Nie wiem...
Więc "świętuję" na czerwono. Nie, nie świętuję, po prostu JESTEM.
A to tak z okazji rocznicy :)
A to cacko torebusiowe kupił mi M. za parę złotych w sh :)
Jeden z moich ulubionych utworów Marka Grechuty. Proszę, napiszcie mi, czy otwiera się u Was filmik.
Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających, szczególnie MOICH WIERNYCH CZYTELNIKÓW :)
Życzę dobrego i spokojnego weekendu oraz przyszłego tygodnia.
Wasza Barbarossa.
Zestaw:
Sukienka: Bon prix
Dodatki: lokalny sklep
Kozaki: Sklep prywatny Ustroń