Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hurghada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hurghada. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 maja 2014

Kobalt i El Greco - Zakynthos po raz siódmy...

Wiem, że powinnam relacjonować wyprawę do Włoch, ale mam chwilową awarię sprzętu. Dlatego dzisiaj jeszcze nie Rzym i Włochy a Zakynthos i Grecja, a zdjęcia z poczekalni...
El Greco... Nie, tym razem nie chodzi o wspaniałego malarza, który dziwnym zbiegiem okoliczności przebywał i na Krecie czyli też w końcu Grecja oraz  w Rzymie...
To, że lubię wszelkie odcienie niebieskiego - już wiecie, a wśród całej gamy niebieskości jest mój ulubiony kobalt, który od lat kojarzy mi się z Grecją.
Wybaczcie mi taką ilość zdjęć, ale chcę Wam pokazać to piękne miejsce z wszystkich stron...
Zapraszam na greckie wariacje w El Greco:





Pięknie dostroili Grecy wystrój tawerny do mojej sukienki... To lubię...


Oczywiście: żartowałam...


Chyba Grecy intuicyjnie wiedzą, że drzemie we mnie dusza Greczynki...




   W Grecji na każdej wyspie jest mnóstwo kotów, ten towarzyszył mi podczas zdjęć...


i trochę przeszkadzał...


A może mężu kupimy sobie tę tawernę? A potem będziemy na stare lata gościć tutaj rodzinkę, przyjaciół i blogowe koleżanki...  :) Pomarzyć można...



   Jeśli jeszcze kiedykolwiek znajdziemy się na Zakynthos, obiecaliśmy sobie z mężem, że odwiedzimy to urokliwe miejsce.


Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających.
Życzę miłego weekendu i całego tygodnia.

Zdjęcia pochodzą z października 2013 roku.


Sukienka: Emporio
Sweterek : Metro
Torba: hurtownia włoskich torebek
Buty: Jennika
Bransoletka: pamiątka z Grecji





środa, 2 kwietnia 2014

Dziwna osada... Wenezuela po raz szósty i bocian na balkonie...

Witajcie ponownie na Margaricie. Dzisiaj nie będzie za dużo wiadomości. Zapraszam Was na spacer. Tego dnia postanowiliśmy sprawdzić, co znajduje się na końcu plaży. Z daleka było widać jakąś osadę.
To co tam zobaczyliśmy, było bardzo dziwne...
 ATen tu czego? Zastanawia się mój  mąż... Prima Aprilis był przecież wczoraj...


No dosyć tego. Znikaj! To moja żona...
Dzień zapowiadał się wspaniale. Mieliśmy tysiąc pomysłów na minutę.


    Tą  łódką to raczej nie popłyniemy...


Wokół naszego hotelu, pisałam już o tym wcześniej, znajdowała się dżungla w pigułce...




    A nasz cel jest dzisiaj przed nami, idziemy brzegiem oceanu w kierunku osady, którą za chwilę zobaczycie:


Na początku zachwycałam się krabikami, które pięknie potrafią się kamuflować. Trzeba bardzo uważać, by  nie nadepnąć zwierzątek...



Ruszyliśmy beztrosko przed siebie. Mąż miał wybitną wenę, by uwiecznić nasze wspólne chwile na Margaricie: .


Za nami wspomniana osada...


Spacerując, spotkaliśmy miejscowego rybaka:



A to jego trofeum. Piękna ryba, prawda?


Zbliżamy się do osady. Niby wszystko w porządku, a jednak zauważyliśmy, że kilku mężczyzn nas obserwuje...


Mąż pstrykał fotki, a ja jakoś nie czułam się swobodnie...


Przed osadą piękne plantacje:


I dziwna, tajemnicza głowa...


A może to przodek rodu?


Mąż zastanawia się, kto może mieszkać w osadzie i dlaczego nas ciągle obserwują:


To zdjęcie to zbliżenie,  przed chwilą za tymi szklanymi drzwiami zniknęła piękna młoda kobieta...


Wypasione domy, baseny i Ci mężczyźni w uniformach, którzy nie spuszczali nas z oczu...
Dla mnie wszystko było jasne...


Lepiej opuścić to miejsce. Mężczyźni mieli zawieszone na ramieniu karabiny. Jeden z nich podszedł bliżej i złowrogo na nas spoglądał i raczej nie miał przyjacielskich zamiarów. Myślę, że dotarliśmy do plantacji, gdzie raczej nie rosła kapusta ani marchewka, mimo że większość roślin wyglądała bardzo ładnie... A my byliśmy tam intruzami...
Postanowilismy nie podchodzić bliżej. Tym bardziej, że jeden z mężczyzn krzyknął: Nie robić zdjęć - oczywiście zawołał po hiszpańsku...


Nagle zerwał silny wiatr... Jeszcze spoglądam w kierunki dziwnej osady, ale wolę nie wiedzieć, kto tam mieszka. Na pewno nie biedacy...


Uff, oddaliliśmy w bezpieczniejsze miejsce.  Przede mną piękne kaktusowe wzgórze. Tych tutaj nie brakuje.


   Na horyzoncie z drugiej strony widać nasz hotel:


Wenezuela to dziwny kraj: bieda obok luksusu, kapliczki z Matką Boską na każdym kroku i przestępczość związana z handlem narkotykami... Ale tak jest niestety nie tylko w Wenezueli... Właściwie nie powinno mnie to dziwić.
Widoki piękne, chwila odpoczynku i lepiej wracać już do hotelu...



Mężu, koniec siedzenia. Wracamy! Przed nami kawał drogi...


I ostatnie zdjęcie na tle dziwnej osady:


   Momentami pokropił nas ciepły deszcz...


   Do dzisiaj ta sytuacja budzi we mnie niepokój. Ile takich osad bosów narkotykowych znajduje się w tym kraju? Spacerując plażą, już do końca naszego pobytu nie oddalałam się za daleko...

I ostatnie tego dnia zdjęcia - w kapeluszu...


I bez kapelusza...


I razem, bez tego przystojniaka z pierwszego zdjęcia.


Cali i zdrowi wróciliśmy do hotelu. Gdybyśmy leżeli jak inni pół dnia na leżaku, nie zobaczyliśmy tego, co do tej pory do końca nie zostało wyjaśnione... Nasz czeski rezydent radził nam, byśmy raczej nie oddalali się sami od hotelu... No cóż, takie z nas łaziki.

A na koniec opowiem Wam, jak wczoraj wkręciłam mojego męża. Wstaliśmy dosyć wcześnie. Mąż poszedł do łazienki a ja do kuchni. Po kilku minutach krzątania się, zaczęłam wołać do męża:
"Chodź szybko, na naszym balkonie jest bocian!"
 Muszę dodać, że mieszkamy na 7 piętrze. Mąż wyskoczył spod prysznica, okryty ręcznikiem zaczął skradać się w kierunku balkonu. Ja stałam i patrzyłam w jeden punkt, tak jakbym przyglądała się czemuś. Mąż mówi do mnie: "Teraz nie ruszaj się, powoli otworzę drzwi, bo go spłoszymy..."
 Dusiłam w sobie śmiech. Mąż wychodzi na balkon, mokry, dygoce z zimna, a tam ... nic nie ma... nawet muchy...
Jego mina była bezcenna, kiedy zawołałam: Prima Aprilis.
Śmialiśmy się jeszcze kilka minut... Mąż nie mógł uwierzyć, że znów Go wkręciłam. Każdego roku mi mówi, że więcej się nie nabierze. A jednak udało się...


A boćki niech lepiej wracają do swoich gniazd...


Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i zapraszam na kolejne wspomnienia podróżnicze i nie tylko...

Zdjęcia boćków pochodzą z Internetu.

Żółte spodenki: Miss Berge
Bluzeczka: Metro
Kapelusz: Pracownia kapeluszy
Naszyjnik, bransoletka: lokalny butik
Torba: Avon