"Ten kraj jest o wiele ważniejszy niż którykolwiek z nas." (Ike do Johnsona)
Ten klub niby formalnie nie istnieje, ale... wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że warto korzystać z dorobku poprzedników, szczególnie pełniąc funkcję prezydenta kraju, z którym liczą się na całym globie. Klub prezydentów jest bowiem nieformalnym stowarzyszeniem. Jego członkami są: urzędujący prezydent i jego poprzednicy. Według prawa nie mają realnej władzy, ale są do dyspozycji prezydenta, który właśnie objął stanowisko.
Autorzy dogłębnie i pasjonująco opowiadają o działaniach poszczególnych prezydentów i eksprezydentów, ich przyjaźniach, próbach godzenia, a czasem zaciekłych walkach. Niektórzy z polityków uparcie zaprzeczali jakoby zamierzali startować w wyborach prezydenckich, jednak pociąg do władzy był tak wielki, że zapominali o swoich obietnicach i stawali do ostrej walki, zapominając o niedawnych "przyjaciołach". Tak było np. z Eisenhowerem, który zapomniał o Trumanie.