Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2014

Jarosław Jakubowski, Oczy pełne strachu

Z ręką na sercu przyznaję, że za opowiadaniami nie przepadam. Unikam ich jak ognia, obawiając się zawsze, że ich krótka forma nigdy w pełni mnie nie zadowoli.

W końcu jednak nadszedł dzień otwarcia antologii trzydziestu jeden opowiadań Jarosława Jakubowskiego, polskiego poety, prozaika, dramatopisarza i dziennikarza. Zbiór otwiera opowiadanie "Przypadek Marka Kończala", w którym bohater panicznie boi się nowotworu. Jego strach jest wręcz obezwładniający. To opowiadanie trafiło do mnie, poruszyło czułe struny w sercu. Podobała mi się także szkatułkowość (opowieść w opowieści) historii pt. "Ból". Znalazłam tam cenne słowa:

Prawda. Takie stare zapomniane słowo. I ból, on też jest stary jak strach. (s.34)

Wielu emocji dostarczyło mi czytanie "Ducha kolei". Ja również znam taką - co najmniej jedną - zapomnianą przez wszystkich stację kolejową, na której jedynym gościem bywa... wiatr. To z tego opowiadania pochodzą słowa:

środa, 4 grudnia 2013

Alice Munro, Zbyt wiele szczęścia


Do opowiadań nigdy nie podchodziłam ze szczególnym entuzjazmem. Nie wiem z czego to wynikało – może zraziłam się podczas lat nauki szkolnej? W każdym razie stosowałam zasadę, że „póki nie muszę – nie będę po nie sięgać”. Jednak  wiadomość, że Alice Munro została tegoroczną laureatką literackiej Nagrody Nobla, spowodowała, że postanowiłam zawalczyć z niechęcią do tej formy literackiej. Tym sposobem w moje ręce trafił zbiór dziesięciu opowiadań pt. „Zbyt wiele szczęścia”.

Każde z opowiadań dotyczy innego zestawu problemów i porusza inne uczucia. Ta różnorodność powoduje, że podczas czytania się nie nudzimy.

Styl snucia opowieści przez autorkę przypadł mi do gustu, a jej umiejętność przelania na papier obserwacji, jakie zapewne poczyniła wcześniej, powoduje, że wiedziałam podskórnie, co „autorka chciała powiedzieć”. Choć myliłby się ten, kto by sądził, że mamy tam wszystko podane „kawa na ławę” – po każdym opowiadaniu przychodzi czas na refleksje, tym bardziej, że niektóre z nich mają zakończenia – według mnie – otwarte. Wiele z tych zakończeń jest tak nieoczywistych, że po kilka razy sprawdzałam, czy kartki w książce się nie skleiły. O to tu właśnie chodzi – zostajemy poniekąd zmuszeni do zastanowienia się nad rozmaitymi problemami. Dlaczego poszczególni bohaterowie wybrali taką, a nie inną drogę; dlaczego podjęli określone decyzje.

Co najciekawsze, każdy może znaleźć w tych opowiadaniach coś dla siebie. Spisałam sobie krótko, o czym każde z nich traktowało, po czym porównałam z opiniami innych czytelników. I do jakiego doszłam wniosku? Że każdy z nas dopatrzył się innych treści… Te krótkie formy prozatorskie są tak bogate, że możemy je czytać wielokrotnie i za każdym razem odkryjemy nowe nieznane lądy... Najbardziej wstrząsnęły mną: „Inny wymiar” (o więzach, które trzymają nas np. w rodzinie; o uzależnieniu od innej osoby), „Wolne rodniki” (o tym, że los i tak nas dosięgnie, niezależnie od tego, czy będziemy przed nim uciekać), „Twarz” (o tym, jak ciężko żyje się z brzemieniem kalectwa; o odrzuceniu, ale także o akceptacji) oraz „Dziecięce igraszki” (o tym, jak odbieramy osoby z ułomnościami; o sile kobiecej przyjaźni).

Większość opowiadań traktuje o kobietach, choć jeden tekst („Las”) najchętniej podsunęłabym mojemu mężowi. Sądzę, że mógłby mu się spodobać…

Po tym zbiorze zaczynam się skłaniać ku opinii, że nieprawdą jest, jakoby emocje mogły zostać dobrze opisane jedynie w rozwlekłych powieściach. To samo dotyczy bohaterów. Nie wystarczy ich „osadzić” w odpowiednim tle. Można ich doskonale skonstruować również w opowiadaniu. Wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że autorka po mistrzowsku kreuje postaci – są one złożone, emocjonalnie bogate. Do tego ich przeżycia są tak głębokie, że żałowałam, iż nie są bohaterami powieści, którą można czytać przez kilka wieczorów. Zresztą kilka z tych tematów mogłoby spokojnie wystarczyć na naprawdę dobrą powieść i nie ja jedna tak uważam.

Alice Munro jest mistrzynią krótkiej formy – powtórzę za tłumem, który przyjemność czytania jej opowiadań ma już za sobą. Początkowo myślałam, że czytelnicy powtarzają jeden za drugim coś na kształt mantry zaczerpniętej z lektury szkolnej: „X wielkim poetą był…”. Ale nie tym razem. To moja pierwsza przygoda z twórczością autorki, ale zapewne nie ostatnia.

Polecam każdemu, kto spragniony jest historii przepełnionych ogromnym ładunkiem emocjonalnym z niezwykle intrygującymi bohaterami.

Ocena: 5/6


Za egzemplarz recenzyjny dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu Literackiemu :-)


Ps. To już setny post na tym blogu :D Nie jest źle, zważywszy, że średnio daje to 1 posta na 3 dni :-)