Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lipca 2016

Kaz Cooke, Dzieciozmagania. Z maluchem przez pierwsze 5 lat



W ciąży miałam do czynienia z wcześniejszą książką Kaz Cooke pt. "Ciężarówką przez 9 miesięcy". Nie przeczytałam jej całej, bo we wspomnianym okresie więcej minut spędzałam oglądając porcelanę w toalecie ( ;-0 ), ale zdążyłam się zorientować, że humor autorki jest bardzo w moim guście. Kiedy więc wyszperałam informację, że Cooke napisała kolejny poradnik, tym razem dla rodziców, których dzieci są już po "drugiej stronie brzucha", wiedziałam, że będę chciała się z nim zapoznać.

Co my tu mamy?
Poradnik zawiera mnóstwo porad specjalistów, ale także doświadczonych rodziców, dzięki czemu otrzymujemy całe spectrum wskazówek na przeróżne tematy związane z dziećmi. Bardzo spodobało mi się, że nie ma tu jakichś długich elaboratów - jest problem, więc mamy zwięźle i na temat rozpisane, jak sobie z nim radzić. Kaz Cooke wie, że początkujący rodzic nie ma za wiele czasu, więc wiedza musi być podana w skondensowany sposób. Mnóstwo wyczerpujących odpowiedzi oraz ogromna bibliografia pozwalają rozszerzać wiedzę na interesujące nas tematy. Co istotne, Cooke nie podaje tylko tytułu i autora książki, którą poleca, lecz prawie każdą z nich krótko opisuje, więc wiemy, czego się spodziewać.

niedziela, 5 czerwca 2016

Dobroci na Dzień Dziecka... tym razem nie dla mnie, a dla mojej córci :-)

Post z lekkim poślizgiem...

Zamiast kolejnych zabawek, na Dzień Dziecka Alusia dostała kilkanaście kolorowych pozycji.
Oj, nie będzie miała lekko... od najwcześniejszych miesięcy książki, książeczki...
Tak, zboczenie zawodowe daje o sobie znać ;-).

Wiadomo, 4-miesięczne niemowlę raczej nie będzie wykazywało nadmiernej ciekawości jakąkolwiek literaturą, ale już czytanie wierszyków z rymami zaczyna powodować uśmiech na buzi Alicji, więc daje mi to pewną nadzieję na przyszłość...
Zatem zaczynamy budować biblioteczkę Ali :-)


"Kopciuszek", "Roszpunka", "Śpiąca królewna" i "Królewna Śnieżka" to książeczki z serii "Mała królewna" - gdzieś w internetach znalazłam pochlebne opinie i kupiłam taki oto czteropak. I rzeczywiście, są cudowne!



Natomiast "Zosia Samosia" i większość pozostałych to publikacje wydawnictwa Skrzat. Nie muszę chyba pisać, że są to książeczki z twardymi kartkami? Równie piękne i kolorowe...

środa, 13 stycznia 2016

Liliana Fabisińska, Śnieżynki


Cóż, to chyba prawda, że każde kolejne przestępstwo popełnia się coraz łatwiej. Że jeśli raz przekroczy się granice, to potem jest już z górki. - s. 288


Mocna, poruszająca do głębi powieść o małżeństwach pragnących mieć dzieci. Bardzo dziwnie czytało mi się tę książkę ze świadomością, że sama jestem w stanie błogosławionym...

czwartek, 3 lipca 2014

Katarzyna Georgiou, Funky Poems Treasury for kiddos with spunk


Czy lubicie łamańce językowe, czyli wierszyki niezwykle trudne do wymówienia?

Tak? To teraz wyobraźcie sobie takie wierszyki w obcym języku. To dopiero wyższa szkoła jazdy!

Na początek zadanie dla chętnych: spróbujcie bardzo szybko przeczytać poniższy wierszyk:

Dancing, prancing, stomping feet -
walking, running, tapping beat.
Skipping, jumping here and there,
funny feet are everywhere! (s.9)

I jak kochani, nie połamaliście sobie języka?

sobota, 28 czerwca 2014

Dorota Lipińska, Duda i wielka przygoda


Duda jest małą dziewczynką, która mieszka z rodzicami i wyimaginowaną... kozą ;-). Przeżywa rozmaite przygody. Nie są one jednak tak wymyślne, jak u pewnego, znanego na całym świecie, czarodzieja Harry'ego P. Tutaj bowiem rządzi PROSTOTA. Przygody Dudy to czynności znane nam z codziennej egzystencji: pieczenie ciasta z mamą czy pomaganie tacie w treningu. Duda ma bal, urodziny; chce psa; jest chora; jedzie z rodzicami nad morze; po raz pierwszy idzie do przedszkola - to są perypetie naszej bohaterki. Jakże one zwykłe i normalne, prawda? A jednak są opowiedziane w niesamowity sposób, który skradł moje serce.

niedziela, 1 czerwca 2014

Barrie James Matthew, Piotruś Pan i Wendy

Trzeba sobie po prostu pomyśleć o czymś przyjemnym i cudownym - wyjaśnił Piotruś - i takie myśli uniosą was w powietrze. (s.69)

źródło

Na Dzień Dziecka jak znalazł - recenzja klasyki dziecięcej, czyli "Piotrusia Pana i Wendy". To powieść autorstwa szkockiego powieściopisarza i dramaturga J.M. Barriego, która w Polsce znana jest także pod tytułami "Przygody Piotrusia Pana" czy po prostu "Piotruś Pan". Początkowo autor napisał sztukę teatralną. Pierwszy raz wystawiona została w teatrze w 1904 roku  w Londynie pod tytułem "Piotruś Pan, czyli o chłopcu, który nie chciał dorosnąć". Natomiast w 1911 r. Barrie zaadaptował ją na powieść, której nadał tytuł "Peter Pan and Wendy".

Bohaterem jest słynny na cały świat Piotruś Pan - chłopiec, który nie chce dorosnąć. W towarzystwie Zaginionych Chłopców przeżywa ciekawe przygody, spędzając dzieciństwo na wyspie zwanej Nibylandią. Piotruś potrafi latać - uczy tej umiejętności Wendy, którą poznaje w ciekawych okolicznościach (przecież nie każdy z nas potrafi zgubić swój cień, prawda?). Jego wrogiem jest Kapitan Hak - dziwny typ z hakiem zamiast dłoni.... Mamy tu też pewną nietypową rodzinę, składającą się z rodziców, trójki dzieci oraz niani, która jest... psem. Dzieciaki wierzą w postać Piotrusia Pana, co spędza sen z powiek ich rodzicom. Ech, jesteście pewni, że mam nadal streszczać tak znaną wszystkim historię..?

Każda z postaci jest naprawdę genialnie scharakteryzowana, z ogromną dawką humoru i ironii. Do gustu przypadło mi paru agentów z bandy Zaginionych Chłopców, a uśmiech na twarzy spowodowała charakterystyka piratów Kapitana Haka. Wróżki również odgrywają tu niebagatelną rolę - Dzwoneczek potrafił w kilku momentach zagrać... mi na nerwach. Taka mała istotka, a taka złośliwa...

Jest to - w mojej ocenie - lektura dla nieco starszych dzieci. "Maluchy" nie będą jej do końca rozumieć i mogą się nudzić. Chyba że chcecie, żeby szybciej zasnęły? Spora ilość scen przemocy, rozmaitych walk i bitew również przemawia za tym, by nie raczyć tą opowieścią najmłodszych czytelników.

Poniżej pozwolę sobie zacytować mój ulubiony fragment:

Mam tu przy sobie jednego funta i siedemnaście szylingów, a w biurze dwa szylingi i sześć pensów. Mogę przestać pić kawę w biurze, to będzie, powiedzmy, jeszcze dziesięć szylingów. Razem dwa funty, dziewięć szylingów i sześć pensów. A z twoimi osiemnastoma szylingami i trzema pensami da to trzy funty, dziewięć szylingów i siedem pensów. A z jeszcze pięcioma na mojej książeczce oszczędnościowej to wyniesie w sumie osiem funtów, dziewięć szylingów i siedem pensów. Któż to się poruszył? Osiem funtów, dziewięć szylingów i siedem pensów. Kropka!... Teraz trzeba przenieść te siedem na... Nic nie mów, kochanie, błagam!... Aha! I jeszcze jest ten funt, który pożyczyłaś temu człowiekowi, co to przyszedł do drzwi... Cicho, dziecko!... Kropka i przenieść dziecko... No i widzisz?... Czy powiedziałem: dziewięć funtów, dziewięć szylingów i siedem pensów? Tak! Powiedziałem: dziewięć funtów, dziewięć szylingów i siedem pensów. Pytanie brzmi: czy możemy przeżyć rok za dziewięć funtów, dziewięć szylingów i siedem pensów? (s. 10-11)

Nie będę zbyt odkrywcza, gdy stwierdzę, że ogromnie spodobały mi się ilustracje siostry tłumacza niniejszej książki, czyli pani Joanny Rusinek. Jej kreska coraz bardziej przypada mi do gustu. Obrazki są czarno-białe, ale przez to jeszcze lepiej oddają ducha tej historii i pozwalają uruchomić własną wyobraźnię.

Pewnie narażę się fanom Piotrusia Pana, ale muszę to napisać: nie za bardzo lubię głównego bohatera. Moja niechęć najpewniej wynika z jego kurczowego trzymania się dzieciństwa oraz jego charakteru. Może nie lubię go także dlatego, że w dzisiejszych czasach Piotrusiami Panami nazywa się dorosłych, ale niedojrzałych mężczyzn..?

Wydawnictwo Znak emotikon trzyma poziom. To kolejna z serii klasycznych bajek w naprawdę ładnym wydaniu: piękne ilustracje, twarda okładka plus tasiemkowa zakładka, gdybyśmy akurat nie mieli pod ręką własnej zakładki. A do tego to tłumaczenie! Chylę czoła. Pani Wisława Szymborska naprawdę miała nosa - wiedziała, kogo wybrać na swojego sekretarza. Oczywiście samego Michała Rusinka.



Grubość książki: 2,70 cm

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu ZNAK emotikon :-)

poniedziałek, 12 maja 2014

Pamela Druckerman, Dziecko dzień po dniu. 100 złotych zasad francuskiego wychowania


Autorka znanej wielu czytelnikom książki „W Paryżu dzieci nie grymaszą” postanowiła podsumować i zebrać w całość zasady „francuskiego wychowania”. „Dziecko dzień po dniu” to kompendium wiedzy zdobytej przez Pamelę Druckerman. Pewnie nie są to wszystkie zasady, które warto stosować w stosunku do swojego potomstwa, ale z pewnością są to te najważniejsze – które znacząco mogą ułatwić życie świeżo upieczonym rodzicom.

„Dziecko dzień po dniu” to książeczka do przeczytania w ciągu – mniej więcej – dwóch godzin. Zapewniam Was – mimo że rodzicem jeszcze nie jestem, ale aktywnie obserwuję otaczający mnie świat i chodzących po nim ludzi (w tym rodziców!) – że nie będą to godziny stracone.

Publikacja ta zawiera wiele naprawdę sensownie brzmiących porad dotyczących życia i wychowywania dzieci. Książka podzielona jest tematycznie na krótkie rozdziały. Jeżeli chodzi o tematykę, to autorka oprowadza nas początkowo po ciąży w wydaniu francuskim, pierwszych dniach dziecka w domu i potrzebie mówienia do niego, kwestiach związanych ze spaniem; sporo uwagi poświęca żywieniu dzieci i wszelkim zasadom z nim powiązanym, nauce cierpliwości i sztuce odmawiania dziecku. Autorka zapewnia, że stosowanie tych prostych zasad może znacząco podnieść jakość życia rodziny. Ale o tym za moment.

Pamela Druckerman stara się na każdym kroku wyjaśniać, że małe dziecko to też… człowiek! – na dodatek myślący. Uważa więc, że nauczenie go pewnych rzeczy wymaga jedynie cierpliwości i systematyczności. Dzieci naprawdę szybko się uczą – a to może ułatwić codzienną egzystencję. Przykładem może być sen dziecka – jeżeli rodzice zrozumieją rytm snu i nie będą się zrywać na każde kwilenie bobasa, to – prawdopodobnie – dziecko nauczy się w miarę spokojnie przesypiać noce. Podkreślona zostaje jednak istotna kwestia – nie należy się spodziewać nagłych, oszałamiających rezultatów – spokojny sen dziecka jest ponoć wynikiem zdroworozsądkowego podejścia jego rodziców do niego przez dłuższy czas – dziecko samo „nauczy się” spokojnego spania bez ciągłych pobudek. A wyspani rodzice… to szczęśliwi rodzice! Jedna ze „złotych zasad” brzmi: „wszyscy jemy to samo” – nieco mnie to zdziwiło, ale po głębszym namyśle stwierdziłam, że… ma to sens. Wiadomo, nie mówimy tu o niemowlętach, tylko dzieciach, które już zaczynają próbować „dorosłego jedzenia”. Dzieci uczą się wtedy, że posiłki to przyjemność i radość ze spędzania czasu z rodziną. A jakież to ułatwienie dla gotującej mamy!

Bardzo przypadł mi do gustu język tej książeczki. Autorka w prosty, przejrzysty sposób omawia złote zasady postępowania z małymi ludźmi. Robi to niejednokrotnie w bardzo zabawny, humorystyczny sposób. Ciekawym dodatkiem do lektury są zamieszczone na końcu książki „Ulubione przepisy z paryskiego żłobka” oraz tygodniowy jadłospis z tegoż miejsca – oczywiście przykładowy.

Jeżeli chodzi o minusy, po po pierwsze: lektura ta mogłaby być znacznie dłuższa. Przyjemnie mi się ją czytało i z lekkim rozczarowaniem przewracałam ostatnią kartkę. Po drugie: irytujące były ciągłe zwroty "francuscy rodzice", "Francuzi" - zdaję sobie sprawę, że jest to poradnik oparty na przykładach francuskich rodzin, ale może dałoby się te zwroty zastąpić jakimiś wyrazami bliskoznacznymi? Chociaż... może się czepiam za bardzo?

Uprzedzam lojalnie – recenzowałam tę książkę z perspektywy laika – kobiety, która jeszcze matką nie została, więc moja ocena jest bardzo subiektywna i nie jest poparta matczynym doświadczeniem.

Polecam szczególnie przyszłym rodzicom.




Grubość książki: 0,90 cm




Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu Literackiemu ;-)