Jakoś tak się złożyło, że dzień po dniu przeczytałam dwie niezwykle trudne, wartościowe książki. Tego typu lektury pozwalają mi otrząsnąć się z marazmu negatywnego myślenia czy użalania się nad sobą. "Zorkownia" na nowo pomogła mi ustawić hierarchię rzeczy ważnych i ważniejszych. "
Zorkownia" to nie tylko tytuł książki, to również nazwa bloga, którego prowadzi Agnieszka Kaluga. Po niezwykle trudnych doświadczeniach we własnym życiu, autorka postanowiła użyć swoich sił w wolontariacie - wybrała jego najcięższy kaliber: wolontariat w hospicjum palium.
To przejmująca opowieść o cierpieniu, bólu, stracie, nad
którymi nie da się przejść do „porządku dziennego”. Autorka jest - jak wspomniałam - wolontariuszką
w hospicjum. Na co dzień spotyka się z chorymi, w większości przykutymi
do łóżek. Pomaga im być w tych dniach, które dla większości z nich są ostatnimi
dniami życia. Jakie pokłady ciepła, serdeczności, wewnętrznej siły trzeba mieć w sobie, by być dla tych ludzi wsparciem? Czasem potrzebny jest dotyk, pogłaskanie, podanie szklanki wody, innym razem - wystarczy samo przebywanie, bycie obok - chociaż może nie tyle obok, ile z tymi ludźmi. Autorka uczy się tam, jak z nimi pomilczeć, jak im pomóc (by ulżyć w
cierpieniu).
Uczę się dopiero rozmawiać, denerwujące napięcie,
że muszę mówić, zagadać cierpienie.
Nauka milczenia o niebo trudniejsza. (luty 2010)
To książka, której nie da się streścić. No bo jak w skrócie
opisać ból, cierpienie i ostatnie godziny życia tak wielu ludzi.
- Nie można płakać po dziecku. Słyszałam, że potem
dźwiga na ramionach dzbany pełne łez i nie może
przez to odejść do nieba. Więc nie płakałam. (marzec 2010)
Widzę, że ból przeszedł. Odczuwanie bólu jest takie
względne. Sporo zależy od bariery, jaką mu postawimy
sami, od naszego przekonania, że jesteśmy nadal
nad nim, że nas nie topi. Domyślam się jednak, że
przychodzi moment, gdy ból połyka nas wielorybim
brzuchem i powyższe teorie nadają się do kosza. (marzec 2010)
Przed śmiercią nie uciekniemy - tego uczy nas autorka. Jeżeli mamy w sobie pokłady dobrej woli, możemy próbować pomóc tym, którzy powoli zaczynają przechodzić na drugą stronę...
Przed lekturą „Zorkowni” rozmawiałam z pewną panią, która
już ją przeczytała. Stwierdziła, że żałuje, iż nie przeczytała tej książki
przed śmiercią swojego taty, bo wtedy wiele rzeczy inaczej by zrobiła,
spróbowałaby inaczej przeżyć te ostatnie chwile z tatą. Myślę, że te słowa
mogłyby zastąpić moją marną recenzję.
Bycie wolontariuszem w hospicjum to naprawdę… wielka rzecz.
Ale myślę też, że trzeba mieć wiele hartu ducha i mocne nerwy, by pomagać tym,
którym pomóc już się nie da (przynajmniej w głównej kwestii - przedłużenia życia). Autorka sama zmagała się ze stratą córeczki…
Piękny, prosty, ale zarazem niezwykle poetycki język, z bogactwem metafor i krótkimi zdaniami przemawia do mnie, jak mało co. Pani Kaluga w prostych zdaniach potrafi zmieścić taki ładunek emocjonalny, że... wysiadam. To obowiązkowa lektura dla tych, którzy przed śmiercią uciekają i nie chcą pogodzić się z jej nieuchronnością.
To druga pozycja wydana przez ZNAK, o trudnej, bolesnej tematyce. Była "Chustka", teraz jest "Zorkownia", obydwie wydane w dosyć niecodzienny sposób, bez podania numerów stron. To uświadamia nam, jak błahe są niektóre sprawy w obliczu śmierci...
Na koniec muszę się do czegoś przyznać - początkowo oceniłam książkę po okładce i jakoś tak się złożyło, że nawet nie czytałam jej recenzji. Dopiero po jakimś czasie przypadkowo trafiłam na nią i... nie mogłam się oderwać. Tak więc w tym przypadku sądzę, że okładka jest nieco myląca, ale w zasadzie... taka dająca nadzieję?
Polecam wszystkim, bez wyjątku.
Grubość: 1,60 cm